Szef
Rady Europejskiej Donald Tusk poprosił prezydenta Andrzeja Dudę o
spotkanie - potwierdził PAP szef gabinetu prezydenta Krzysztof
Szczerski. Zdaniem prezydenta "nie ma pola do interwencji ze strony
szefa Rady...
Donald
Tusk jest od tego, żeby bronić interesów Polski w Brukseli, a nie
ingerować w wewnętrzny proces polityczny w kraju - powiedział w czwartek
szef MSZ Witold Waszczykowski, komentując odrzucenie przez prezydenta
Andrzeja Dudę propozycji spotkania z Tuskiem.
Proces
legislacyjny w sprawie zmian w sądownictwie się toczy i, dopóki się nie
zakończy, nie mamy potrzeby się z niczego tłumaczyć - powiedział w
czwartek szef MSZ Witold Waszczykowski, odnosząc się do środowego...
Poprawki
do ustawy o Sądzie Najwyższym zostały przyjęte przez komisję, ale
jeszcze daleka droga do uchwalenia ustawy; prezydent powiedział, że
jeśli poprawki zostaną przyjęte, ustawa zostanie podpisana - mówił...
Szef RE Donald Tusk w opublikowanym w czwartek oświadczeniu
zaapelował do prezydenta Andrzeja Dudy o dialog ws. reformy sądownictwa w
Polsce i znalezienie rozwiązań, które będą do zaakceptowania przez
Polaków, większość sejmową, opozycję, prezydenta i UE.
Chciałem
spotkać się spotkać z prezydentem, jako szef RE, bo sytuacja jest
poważna; dzisiaj odwraca się ten strategiczny kierunek, jaki
przyjęliśmy, kierunek na Zachód w sensie fundamentalnych wartości i
widzi to świat -.
Członkiem której mniejszości etnicznej czuje się zatem Donald Tusk?
Kilka dni temu poprosiłem premiera Hiszpanii (Mariano)
Rajoya, żeby poszukał rozwiązania problemu bez użycia siły, żeby szukał
dialogu, ponieważ siła argumentów jest zawsze lepsza niż argumenty siły.
(…) Dziś apeluję do pana, aby respektować (…) porządek konstytucyjny
i nie ogłaszać decyzji, która mogłaby sprawić, że taki dialog będzie niemożliwy
— powiedział Tusk w Brukseli, zwracając się do premiera Katalonii.
Apeluję do pana nie tylko jako szef Rady Europejskiej, ale jako osoba, która mocno wierzy w motto UE: zjednoczeni w różnorodności. (Apeluję) jako członek mniejszości etnicznej i regionalista, jako człowiek, który
wie, jak to jest być uderzonym policyjną pałką, jako były premier
wielkiego, europejskiego kraju. W skrócie - jako ktoś, kto rozumie
i czuje argumenty oraz emocje wszystkich stron
— zaznaczył.
Zdaniem
Tuska różnorodność nie powinna i nie musi prowadzić do konfliktu,
którego konsekwencje byłyby złe dla Katalonii, Hiszpanii i całej Europy.
Dzisiaj rano były szef Platformy Obywatelskiej znowu się odezwał.
"Alarm! Ostry spór z Ukrainą, izolacja w Unii Europejskiej, odejście
od rządów prawa i niezawiłości sądów, atak na sektor pozarządowy i wolne
media - strategia PiS czy plan Kremla? Zbyt podobne, by spać spokojnie"
- napisał na Twitterze.
Alarm!
Ostry spór z Ukrainą, izolacja w Unii Europejskiej, odejście od rządów
prawa i niezawiłości sądów, atak na sektor pozarządowy i wolne media -
strategia PiS czy plan Kremla? Zbyt podobne, by spać spokojnie.
"Jeśli chcemy być tak atrakcyjni jak wcześniej dla naszych
sąsiadów, powinniśmy być świadomi, jak ważny jest zestaw fundamentalnych
wartości".
sondaż dla Wirtualnej Polski przeprowadzony na panelu Ariadna, według którego tylko
27 proc. ankietowanych twierdzi, że Donald Tusk powinien wrócić do
Polski i stanąć na czele opozycji, aby odsunąć od władzy PiS.
Przede wszystkim zdanie to podzielają wyborcy Platformy, jednak już
elektorat Nowoczesnej nieco mniej entuzjastycznie spogląda na powrót
przewodniczącego Rady Europejskiej. Taki sam odsetek badanych - 27 proc. - twierdzi, że Tusk ma szanse odsunąć od władzy Prawo i Sprawiedliwość.
Duża część Polaków nie chce powrotu Tuska do kraju i uważa, że nie ma on szans na odsunięcie od władzy Zjednoczonej Prawicy.
Niedawno Donald Tusk twierdził, że "będzie angażował się w sprawy
Polski tak długo, jak będzie żył". Ta ingerencja raczej niewiele ma
wspólnego z dbaniem o polskie sprawy. 44 proc. ankietowanych w badaniu dla WP stwierdziło, że Tusk jako przewodniczący RE nie dba o interesy Polski. Odmiennego zdania było 30 proc. respondentów.
Propozycje szefa Rady Europejskiej Donalda Tuska, który zasugerował
rezygnację z forsowania automatycznego rozdziału uchodźców, zostały
mocno skrytykowane przez kilka państw członkowskich - wynika z
informacji zebranych przez PAP od dyplomatów w Brukseli.
23
kwietnia 2018 r. b. premier Donald Tusk ma zeznawać jako świadek w
procesie Tomasza Arabskiego, b. szefa kancelarii premiera, sądzonego za
niedopełnienie obowiązków przy organizacji wizyty prezydenta Lecha
Kaczyńskiego w Katyniu 10 kwietnia 2010 r.
Jest to decyzja wynikająca z głębokiej zmiany, którą zaproponowała
większość parlamentarna - PiS i rząd PiS-u - zmiany polegającej na tym,
że to władza będzie ponad prawem, a nie prawo ponad władzą - powiedział w
środę szef Rady Europejskiej Donald Tusk, odnosząc się do decyzji KE o
uruchomieniu art. 7.1 traktatu unijnego wobec Polski.
Nie
mamy do czynienia ze sporem o to, jaka ma być Europa, tylko ze sporem o
to, czy Polska ma być dalej jej częścią - mówi w wywiadzie dla
"Tygodnika Powszechnego" Donald Tusk.
Pytany o ewentualny "Polexit", Tusk mówi, że "w Brukseli jest ciągle
gigantyczna nadwyżka nadziei – nie mówię o zaufaniu, ono już niestety
zginęło – że Polska jednak zostanie w Unii".
"Co innego nie budzi jednak moich najmniejszych wątpliwości: dla PiS rachunek korzyści z obecności w UE sprowadza się do bilansu
płatności, z całkowitym pominięciem innych korzyści, jak wspólny rynek,
porządek prawny, gwarancje bezpieczeństwa itd. Dopóki nie jesteśmy
płatnikiem netto, gra jest dla nich warta świeczki" - powiedział Tusk.
Pytany o swój ewentualny powrót do polskiej polityki, przewodniczący Rady Europejskiej mówił, że "Bruksela to nie emigracja
i nie Sulejówek". "Będąc tam, i szefując Radzie Europejskiej, działam
tak samo na rzecz polskich interesów, jak działałem, kiedy moje miejsce
pracy było w Warszawie" - powiedział.
"Gdybyście mnie pytali o mój pożądany scenariusz, to wolałbym, żeby w
ciągu tych dwóch lat, nawet bez mojego udziału, doszło do zmiany
politycznej, która na nowo zakorzeni Polskę w Unii i jednocześnie zdoła
wymazać ze zbiorowej europejskiej pamięci wszystko to, z czym niestety
zaczyna się dziś kojarzyć nasz kraj pod rządami PiS. A przy okazji
uwolni polską politykę od ciężaru długotrwałego konfliktu, którego sam
jestem jednym z biegunów" - mówił. I dodał, że "nawet gdybym mógł, nie
wybiera się na emeryturę".
Były polski premier milczy, gdy oskarżają nas o straszliwą
niemiecką zbrodnię Holocaustu, choć zabierał głos w dziesiątkach
nieważnych spraw.
Znalazł czas by wielkim przemówieniem wesprzeć próby siłowego,
„majdanowego” puczu podejmowane w grudniu 2016 roku przez totalną,
sfrustrowaną opozycję. Miał energię by urządzać cyrkowe przemarsze przez
Warszawę w związku z przesłuchaniem w prokuraturze. Chciało mu się
spotkać z Mateuszem Kijowskim. Przywędrował na ostatnie obchody Święta
Niepodległości. Jak tylko może wbija szpilę rządowi w Warszawie, łamiąc
podstawowe zasady sprawowanej przez niego funkcji szefa Rady
Europejskiej, czyli moderatora pracy szefów unijnych rządów. Jest z nami wtedy, kiedy najmniej o potrzebujemy, zwykle działa
w sposób, który szkodzi Polsce. I nikt chyba nie ma już specjalnej
nadziei na zmianę kursu Donalda Tuska.
Może lepiej było, gdy milczał... Tusk zabiera głos ws.
napięcia Polski z Izraelem: "Autorzy ustawy wypromowali to podłe
oszczerstwo na cały świat" Donald TuskKonto zweryfikowane
Kto
rozpowszechnia kłamliwe sformułowanie o „polskich obozach”, szkodzi
dobremu imieniu i interesom Polski. Autorzy ustawy wypromowali to podłe
oszczerstwo na cały świat, skutecznie jak nikt dotąd. A więc, zgodnie z
ustawą...
Donald Tusk nie wytrzymał w Brukseli i na chwilę odwiedził
Polskę. Powodem jego wycieczki nie była jednak chęć wzięcia udziału
w Drodze Krzyżowej. Były premier spotkał się z Andrzejem Morozowskim w TVN24 i opowiedział o swoich politycznych marzeniach i wrażeniach. Jego występ musiał spotkać się z reakcją internautów.
Szef RE odpowiadał na pytania dot. swojego wyjazdu i późniejszą porażkę wyborczą Bronisława Komorowskiego i Platformy Obywatelskiej.
Warto
sobie uświadomić jak wielką szansą i z jakim pozytywnymi możliwościami
kojarzył się awans Polaka na szefa Rady Europejskiej
– mówił.
Zdaniem Tuska, polski rząd nie współpracuje z nim odpowiednio .
Ja po swojej stronie robię wszystko co mogę i jak potrafię najlepiej
– stwierdził.
Przypomniał jak zareagowali jego koledzy, gdy został wybrany na szefa Rady Europejskiej.
Cała
sala wstała i wszyscy klaskali z radości. Bo wiedzieli, że to duża
rzecz i warto było się o to starać. Na pytanie, czy sprawy potoczyłyby
się inaczej gdybym został, nikt odpowiedzi wiarygodnej nie da
– mówił.
Odpowiedział też na komplement ze strony prowadzącego program Andrzeja Morozowskiego.
Doceniam
ten komplement, ale w dniu mojego wyboru sytuacja wskazywała na to,
że PiS uzyska pełnię władzy. Gdyby nie niespodziewana porażka Bronisława
Komorowskiego i gdyby nie anihilacja lewicy na własne życzenie,
to te proporcje wyglądałyby inaczej i, z mojego punktu widzenia, dla
Polski bezpieczniej
– powiedział szef Rady Europejskiej.
Tusk mówił również o swojej przyszłości.
Na pewno na emeryturę nie pójdę. W 2019 będę tutaj i niech nikt nie myśli, że będę tylko oglądał telewizję i grał w piłkę
– powiedział.
Nie
będę formułował żadnych scenariuszy. Mam nadzieję, że nie będzie
potrzeby żadnych akcji ratunkowych. Wszystko będzie zależało od sytuacji
– mówił.
Ja mam nadzieję,
że ci wszyscy Polacy, którzy marzą o stabilnej demokracji, rządach prawa
i Polsce dumnej, będą w stanie przeforsować swój pogląd, wygrać kolejne
wybory, to będę najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Jeśli się okażę,
że sytuacja będzie wyglądała krytycznie czy gorzej, to niczego nie
można wykluczyć
– dodał.
Donald Tusk
był w piątek gościem programu "Tak jest!". Szef Rady Europejskiej
odnosił się do ostatnich wydarzeń w Polsce, między innymi do sondażu,
według którego PiS traci poparcie.
Donald Tusk: "Zużywanie się władzy to też funkcja czasu"
-
Moje doświadczenie podpowiada mi, że zużywanie się władzy jest zależne
nie tylko od jej błędów, ale też jest funkcją czasu - stwierdził i
dodał, że dla wielu Polaków "najbardziej dotkliwe zło zdarzyło się, gdy
zaatakowano niezależne sądownictwo w Polsce".
Tusk
przyznał, że sytuacja w Polsce, zwłaszcza związana z wymiarem
sprawiedliwości i sądami jest powodem do zaniepokojenia. - Mam powody, i
nie tylko ja, żeby się martwić. Sytuacja, która spowodowała, że polska
pozycja na świecie i w Europie, użyje delikatnego sformułowania, jest
bardziej skomplikowana, to jest coś co bardzo mi leży na sercu -
zapewnił szef Rady Europejskiej. - Ona jest spowodowana oczywiście
wydarzeniami wewnętrznymi i działaniami obecnej władzy, co do tego nikt
nie ma wątpliwości.
PiS nie jest na wieki wieków
Chciałbym,
żeby, nawet jeśli na razie to są preteksty, żeby w Brukseli wszyscy
uznali, że nadal warto w Polsce inwestować, nie warto Polski skreślać,
żeby potraktować te kłopoty, z jakimi mamy do czynienia, jako sezonowe.
PiS nie jest na wieki wieków.
- stwierdził były premier.
Kwestii sądownictwa poświęcono wiele czasu w
rozmowie.- Dobrze by było, gdyby polski rząd umiał przekonać przede
wszystkim obywateli, ale także Komisję Europejską, że ma rzeczywistą
wolę odejścia od tych najbardziej kontrowersyjnych, wręcz gorszących
rozstrzygnięć [w sądownictwie - przyp. red.]. Moją intencją jest
przekonywanie w Europie, że te problemy, wywołane złymi ustawami, mają
charakter tymczasowy -stwierdził Tusk.
Jacek K. zachowywał się "bez zarzutu"
Tusk
był pytany też o zatrzymanego przez CBA Jacka K., wiceministra w jego
rządzie. Były premier powiedział, że nie zamierza używać "kryptonimów,
które narzuca akcja tego rządu". - Będę mówił o moim wiceministrze: Jacek Kapica.
Ta sprawa jest o wiele poważniejsza niż domysły i spekulacje, czy to
jest kolejne uderzenie we mnie, czy w opozycję, czy w przeszłość sprzed
rządów PiS - mówił. - Dla doraźnego interesu politycznego używa się
machiny państwowej - policji, prokuratury, telewizji rządowej -
wybierając na ofiarę człowieka, który w sprawach, o których mowa,
zachowywał się bez zarzutu i z niezwykłą odwagą - stwierdził i dodał, że
jest to "druzgocące dla istoty państwa prawa". - Nie chcę spekulować,
co spowodowało taką agresywną i nie do zaakceptowania akcję, ale to
tylko potwierdza złe wrażenie, że w Polsce prawo i wymiar
sprawiedliwości stały się instrumentem do politycznej konfrontacji -
powiedział.
Prowadzący program dopytywał
Tuska o sprawę zjednoczenia PO i Nowoczesnej. - Wydaje się, że ruchy
zjednoczeniowe wymuszone są działaniami władzy. To dzisiejsza władza
ustanowiła nową oś w polityce. Tą nową osią w polskiej polityce jest
stosunek do konstytucji, rządów prawa, do całej filozofii politycznej -
mówił. - Działania tej władzy powinny uświadomić oponentom tej władzy,
że wobec tej osi trzeba się jakoś zachować. Według Tuska budowanie
"bloku" wobec obecnej sytuacji politycznej jest "racjonalnym
posunięciem".
Tusk wróci do polskiej polityki?
Przewodniczący
Rady Europejskiej przyznał, że musi godzić ze sobą dwie kwestie. -
Znaleźć strategiczną linię, a więc z jednej strony pomagać Polsce
wszędzie, gdzie się da, równocześnie nie usprawiedliwiając tego, co się
dzieje i na co nie ma zgody - to największe wyzwanie - wyjaśnił.
Tusk przyznał, że nie myśli o przejściu na emeryturę.
Nikt
nie zna scenariuszy politycznych. Na pewno na emeryturę nie pójdę. W
2019 r. będę tutaj i niech nikt nie myśli, że będę oglądał wyłącznie
telewizję i grał w piłkę z wnukami.
Wspólna żałoba narodowa szybko zmieniła się w bolesny i szczególnie paskudny spór, który od tego czasu podzielił mój naród
— tak Donald Tusk podsumował katastrofę smoleńską podczas swojego
wtorkowego przemówienia na Uniwersytecie Dublińskim, gdzie przyznano
mu dożywotnie członkostwo w stowarzyszeniu studentów prawa. Aż chciałoby
się zapytać: I kto to mówi?
Czyżby i Tuska dopadły problemy
z pamięcią? Nie pamięta już, jak okrutny przemysł pogardy został
skierowany w prezydenta Lecha Kaczyńskiego? Nie pamięta, co działo się
na Krakowskim Przedmieściu, jak zabroniono ludziom przeżywać żałobę
narodową? Nie pamięta późniejszych kłamstw o tym, że „państwo zdało
egzamin”, że ziemia została przekopana na metr w głąb i przesiana
ze szczególną starannością?
Co więcej, w jego ocenie Polska i Irlandia wiedzą, jak wiele czasu
potrzeba do zbudowania pokoju i wolności, a jak niewiele potrzeba,
żeby to zniszczyć.
Gdzie nie spojrzę, widzę niebezpieczny potencjał konfliktu
Przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk szkodzi porozumieniu
z Komisją Europejską. Były premier rozpowiada w Brukseli, że obecne
władze Polski chcą aresztować jego oraz syna - podają media. Według
unijnych informatorów dziennikarzy, działania Tuska mają utrudniać
władzom w Warszawie zażegnanie sporu z KE.
Donald Trump ostro odpowiedział Donaldowi Tuskowi, który
skrytykował go w Sofii na szczycie UE – Bałkany Zachodnie. Prezydent USA
powiedział, iż nie dba o to, czy Tusk obrzuca go wyzwiskami, bo i tak
podtrzyma sankcje wobec Iranu i doprowadzi do obniżenia deficytu w
handlu z Unią.
Przewodniczący Rady Europejskiej skrytykował Trumpa w Sofii za
wycofanie się z układu z Iranem i wprowadzenie ceł na niektóre
europejskie towary.
– Przyglądając się ostatnim decyzjom Trumpa można by nawet powiedzieć: po co komu wrogowie, jak ma takich przyjaciół – mówił Tusk. – Oprócz
takich tradycyjnych wyzwań jak Chiny, czy agresywna postawa Rosji,
teraz jesteśmy świadkami nowego zjawiska – kapryśnej asertywności
administracji amerykańskiej.
Tusk zapowiedział iż Unia nie zgadza się na wprowadzenie ceł na stal i żądać będzie ich stałego zawieszenia.
Donald Trump pytany w trakcie spotkania z Sekretarzem NATO Jensem
Stoltenbergiem o wypowiedź Przewodniczącego Rady Europejskiej odparł, że
w ogóle się nią nie przejmuje i zrobi co ma zrobić.
– W ostatnim roku handlując z Unią Europejską straciliśmy 151 miliardów euro, więc nie dbam o to, czy obrzucasz mnie wyzwiskami – powiedział prezydent USA. – Mogą mnie przezywać jak chcą. Na ich miejscu też bym to robił, bo to już długo nie potrwa – powiedział odnosząc się do deficytu handlowego z Unią.
Trump powiedział, iż mógłby odwrócić pytanie Tuska. – Unia
Europejska była wobec nas bardzo nie w porządku. Była straszna dla
naszych pracowników. Oprócz Chin i kilku innych państw nikt nie
traktował nas tak w handlu źle.
Trump mówił, że Niemcy masowo wysyłają do USA swoje BMW i Mercedesy
praktycznie bezcłowo, a na amerykańskie samochody nakładają ogromne cła i
na dodatek nie chcą ich. Skrytykował także Niemcy za to, iż nie
wypełniają postanowień traktatu NATO.
Tusk mówił też o meczach rozgrywanych przez polityków Platformy
Obywatelskiej. Zapytany, czy to prawda, że wszyscy musieli mu podawać,
odpowiada, że „podawali z własnej, nieprzymuszonej woli”.
Przynajmniej tak mi mówili. Drużyna, która nie gra na lidera - oczywiście dopóki jest skuteczny - nie będzie zwyciężała
— przekonuje.
Dziennikarka
„Gazety Wyborczej”, pytając o najważniejszy mecz w życiu, zasugerowała
byłemu premierowi wybór na drugą kadencję przewodniczącego Rady
Europejskiej, mimo sprzeciwu polskiego rządu.
Klasyczna
porażka na ich własne życzenie. To w ogóle nie powinno się zdarzyć.
Ten, kto rzucił pomysł bratobójczej walki, wystawienia drużyny przeciw
swojemu rodakowi, powinien się wstydzić do końca życia
— stwierdził Tusk, który ocenił też defensywną taktykę opozycji w polskim Sejmie.
Opozycja z natury rzeczy najwięcej okazji wypracowuje, grając z kontry, a tu dobra obrona jest podstawą
—tłumaczy.
Polityk odniósł się również krytycznie do działań polskiego rządu w zwalczaniu przemocy stadionowej.
Gdyby
PiS był tak nieugięty wobec kiboli, jak był wobec niepełnosprawnych,
sytuacja na stadionach nie byłaby taka zła. Ale do tego trzeba minimum
odwagi cywilnej
— twierdzi.
Nie
znam drugiego kraju w Europie, w którym stadionowi bandyci są nie tylko
tolerowani przez władzę, ale wręcz hołubieni. To niebezpieczna synteza
prymitywnej brutalności, ideologicznego radykalizmu
i politycznego cynizmu
— dodaje.
Używając piłkarskiej metafory, Tusk snuje również plany na najbliższą przyszłość polskiej polityki.
W sezonie
2018/19 liczyć się będą dwie drużyny. Mecz finałowy będzie pasjonujący,
każdy wynik możliwy, być może o wszystkim rozstrzygnie dogrywka.
I proszę mnie nie pytać, co mam na myśli. Tak sobie powiedziałem
— przekonuje Tusk. Mówiąc o swojej nieobecności na mundialu w Rosji, oskarża polski rząd o sprzyjanie polityce Kremla.
Kto
osłabia Unię lub liczy na jej rozpad, obiektywnie rzecz biorąc,
kibicuje Rosji. Pewnie niespodziewanie dla samego siebie Kaczyński stał
się jednym z liderów proputinowskiego obozu politycznego w Europie
— twierdzi były premier. Trzymając się porównań do futbolu, skrytykował też reformę sądownictwa Prawa i Sprawiedliwości.
Oceniając
na chłodno, muszę stwierdzić, że piłka jest dziś w posiadaniu opozycji,
głównie ze względu na błędy przeciwnika. Ale jesteśmy dopiero
na początku drugiej połowy. Wynik będzie zależał w dużym stopniu
od jakości sędziowania. A pojawiły się tu pierwsze wątpliwości
— tłumaczy Tusk, choć, jak twierdzi, liczy na kompromis podobny do remisu na Wembley.
Czy
w Polsce możliwy jest jeszcze taki piękny kompromis? Oczywiście,
że tak. Możliwy i konieczny. Bo piłka jest jedna, a bramki są dwie
— podkreśla w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”.
Trudno
jednak mówić o kompromisie i wspólnej grze w jednej, biało-czerwonej
drużynie, kiedy przy pomocy unijnych instytucji występuje się przeciwko
państwu polskiemu. O tym jednak Donald Tusk nie wspomniał….
Donald Tusk udzielił wywiadu „Gazecie Wyborczej”, a tym wywiadem
ucieszył rzesze obywateli nienormalnej Polski czyli nasz były premier
na swoją „klatę” musiał przyjąć setki, jeśli nie tysiące ciosów
od internautów, którzy niczego tak się nie boją jak powrotu „króla
Europy” na białym koniu. Na dodatek jak na ironię, w koszulce ozdobionej
białym orłem. O czym on w tym wywiadzie nie mówił. Nie mówił o tym, o czym napisali
czytelnicy jego wywiadu, głównie na portalach głównego ścieku, na Onecie
czy Wirtualnej Polsce. Podobno tym wywiadem „nakopał” Jarosławowi
Kaczyńskiemu, między innymi za rzekome konszachty z Putinem. Głupiej nie
mógł. Internet, niemal gremialnie, odsądził go za to od czci i wiary,
przypominając konszachty z Putinem na sopockim molo i radosne „żółwiki”
z Władimirem Władimirowiczem „z okazji” katastrofy w Smoleńsku, w której
zginęła elita państwa polskiego. Przypomnieli mu jego pogardliwy
artykuł, w którym uznał, że „polskość to nienormalność”, a także dziadka
z Wehrmachtu i służalczość wobec Angeli Merkel, za co został nagrodzony
posadą w Brukseli. Według druzgocącej większości internautów,
nienormalność to Tusk a nie polskość.
W czasie szczytu NATO doszło do spięcia między Donaldem Trumpem
a Donaldem Tuskiem. Szef Rady Europejskiej próbował zabłysnąć i wyrwać
się przed szereg, krytykując prezydenta USA za jego uwagi dot. wydatków
państw UE na obronność. Okazuje się, że podczas szczytu NATO doszło też
do fizycznego „starcia” między obydwoma politykami.Podczas wykonywania pamiątkowego zdjęcia Donald Tusk podszedł
do stojącego o stopień wyżej Donalda Trumpa i podał mu rękę. W czasie
uścisku dłoni, prezydent USA energicznie klepnął Tuska w rękę. Szef
RE oddał Trumpowi, uderzając z kolei w jego klatkę piersiową. Wideo
z tym zdarzeniem opublikował Polsat News.
Żaden europejski polityk dużego formatu nie odważył się Trumpowi „odpyskować”. Wyrywa się tylko Tusk. Tuż przed szczytem NATO w Brukseli (11-12 lipca 2018 r.) Donald Tusk
wypalił: „Droga Ameryko, doceniaj swoich sojuszników, w końcu nie masz
ich zbyt wielu”. Potem dołożył do tego jeszcze tweet adresowany
bezpośrednio do prezydenta USA: „Drogi Donaldzie Trumpie, Stany
Zjednoczone nie mają i nie będą miały lepszego sojusznika niż Unia
Europejska. Wydajemy na obronę dużo więcej niż Rosja i tyle, ile Chiny.
Mam nadzieję, że nie ma pan wątpliwości, że to inwestycja w nasze
bezpieczeństwo, czego z pewnością nie da się powiedzieć o wydatkach
rosyjskich czy chińskich”.
Gdy pierwsza złota
myśl Tuska (ta o niewielu sojusznikach) pojawiła się na stronach
internetowych amerykańskich mediów, spotkała się z licznymi
komentarzami. Najłagodniejsze wysyłały Donalda Tuska „na drzewo”,
a podstawowe pytanie brzmiało, kto tu robi komu łaskę.
Zastanawiano się też, co takiego wielkiego dają Ameryce europejscy
sojusznicy i czym byłaby Europa bez amerykańskiego parasola oraz bez
nadstawiania przez Amerykę głowy w obu wojnach światowych. Były też
prośby, by przewodniczący Rady Europejskiej nie „podskakiwał”, bo to nie
jego liga. Innymi słowy, wypowiedź Tuska uznano za wyjątkową
impertynencję. Tym większą, że łącznie wszystkie inne państwa NATO poza
USA, czyli także te nie należące do UE, wydają na obronę ponad trzy razy
mniej niż „amerykański sojusznik” (w 2018 r. budżet obronny USA
to prawie 720 mld dolarów). A to oznacza, że państwa europejskie mogą
wydawać pieniądze na inne cele, np. socjalne czy na służbę zdrowia,
podczas gdy USA muszą utrzymywać wysoki budżet obronny, żeby chronić
swawolnych Dyziów ze Starego Kontynentu.
Kolejny popis Donalda Tuska.
Były premier słynie z negatywnych wypowiedzi o obecnym rządzie. Tym
razem nie spodobał mu się... namiot, w którym odbywało się Zg romadzenie Narodowe
Władza, która nie ma żadnych
ograniczeń, kontroluje sądy, prokuraturę i policję na końcu jest władzą,
która po prostu bezkarnie kradnie - powiedział w piątek w TVN24 szef
Rady Europejskiej Donald Tusk. Jak dodał, konstytucja powinna być ponad
partiami politycznymi, a nie odwrotnie.
Dziś, miało miejsce
Zgromadzenie Narodowe, w którym nie wzięli udziału posłowie totalnej
opozycji. Mało tego, posłowie Nowoczesnej zachowali się skandali ...
- Nie byłoby dobrze, gdyby mieszać te dwa porządki. Pieniądze,
które w budżecie przeznaczamy na różne kwestie nie powinny podlegać
kryteriom politycznym – powiedział szef Rady Europejskie Donald Tusk.
-
Trzeba umieć zachować to, co jest istotą ładu europejskiego. Ale bez
obsesji, w których zbyt często na wierzch wyłazi staromodna
wersja nacjonalizmu czy często rasistowskich elementów tej narracji -
powiedział w sobotę w Krakowie szef Rady Europejskiej Donald Tusk.
- Jestem przekonany, że Europa stająca się międzynarodówką konfliktów, gdzie górą są ci, którzy władzę polityczną rozumieją jako narzędzie do realizowania projektów przemocowych, ci dla których prawo i konstytucja to są nieznośne ograniczenia, gorsety i kajdany uniemożliwiające sprawowanie pełnej władzy politycznej rządu nad obywatelem - w interesie Polaków i Polski jest strzec Europy przed takimi scenariuszami - zaznaczył Tusk.
Szef rady Europejskiej w swoim przemówieniu odniósł się również problemów takich, jak kryzys migracyjny, czy Brexit. - Dzisiaj
nikt po obu stronach kanału La Manche nie ma żadnej wątpliwości, że
Brexit przyniesie wyłącznie straty, szczególnie Brytyjczykom, ale także
Europie - podkreślił Tusk.
Brytyjskie
tabloidy ze złością zareagowały w piątek na komentarze szefa Rady
Europejskiej Donalda Tuska, który skrytykował "emocjonalne reakcje" w
Wielkiej Brytanii na szczyt UE w Salzburgu oraz nazwał porównanie UE do
ZSRR "niemądrym i obraźliwym".
Donald Tusk i rzesze fanów na krakowskim rynku? Prawda jest taka, że wszystko zależy od perspektywy i kadrowania.Były premier – i nadzieja totalnej opozycji – miał przejść spacerkiem
po krakowskim rynku. Skąd my te spacerki znamy… Szybko zebrali się jego
zwolennicy, Tusk zagadał do dziennikarzy i rzucił kilka ostrych
przytyków do premiera Morawieckiego i prezydenta Dudy. Wygłosił też
płomienną przemowę do swoich fanów.
Ludzie krzyczą "Donald na prezydenta" i "Donald wróć".
Niektórzy mówią że to niepoważne, Tusk rozmawia z mediami, ludzie
niczego nie słyszą, nie ma żadnego planu spotkania
Przewodniczący Rady Europejskiej, b. premier Donald Tusk
zaapelował w sobotę na Rynku Głównym w Krakowie o „elementarne
pojednanie pomiędzy Polakami”, które – jak mówił – jest absolutnie
nakazem chwili. To szczwany lis – najpierw dzielił, teraz apeluje o
pojednanie. Najwyraźniej szykuje sobie grunt pod ewentualny powrót do
Polski i start w wyborach prezydenckich.
„Nie ma żadnego powodu, abyśmy się nawzajem nienawidzili” –
powiedział Tusk do osób, które towarzyszyły mu w spacerze po krakowskim
rynku po zakończeniu konferencji „Rola Kościoła katolickiego w procesie
integracji europejskiej”.
Jak mówił b. premier, okazją do takiego pojednania może być 11
listopada i rocznica 100-lecia odzyskania niepodległości. „To jest
dokładnie ten moment, niezależnie od tego, co dzieje się na co dzień w
polskiej polityce” – zaznaczył.
„Mamy cały czas wielką, wielką szansę jako Polska i Polacy w Europie i
na świecie i nie musimy wykonywać żadnych akrobatycznych sztuk, nie
musimy +wstawać z kolan+, bo nigdy na nich nie byliśmy. Musimy tylko
wreszcie umieć sobie podać rękę, musimy zacząć na nowo spierać się bez
nienawiści, bez rozgoryczenia” – zaapelował Tusk.
Dodał, że zdaje sobie sprawę, iż takie „wyciągnięcie ręki” jest
bardziej zadaniem dla władzy. „To myślę jednak, że 11 listopada w każdym
polskim domu powinniśmy pomyśleć o tym, że jednak niezależnie od tego,
co dzisiaj czujemy, Polaków łączy i musi w przyszłości łączyć więcej,
niż dzieli. I mówię o tym z najgłębszym przekonaniem, sam będąc często
uczestnikiem tych sporów, że to elementarne pojednanie pomiędzy Polakami
jest absolutnie nakazem chwili” – podkreślił.
Tusk zwracając uwagę na biało-czerwone i unijne flagi przyniesione
przez uczestników spotkania, powiedział, że przyjechał do Krakowa „żeby
powiedzieć, że musimy być razem z Europą i musimy być razem jako Polacy w
Europie”.
Donald Tusk przez kilkadziesiąt minut przemieszczał się w tłumie po
Rynku Głównym w Krakowie, rozmawiając z ludźmi, robiąc sobie z nimi
zdjęcia i rozdając autografy. „Jestem stremowany nie spodziewałem się
takiego powitania” – przyznał i zażartował, że tak gorąco nie witają go
nawet najbliżsi w Sopocie: żona, dzieci i wnuki.
„Mam nadzieję do nich dotrzeć dzisiaj wieczorem i mam nadzieję, że
widzą, że niektórzy mniej jeszcze lubią, i że to będzie też jakieś
wyzwanie dla nich” – dodał.
Widać Donald Tusk przygotowuje sobie grunt pod ewentualny start w
zbliżających się wyborach prezydenckich. Człowiek, który czynnie
przyczyniał się do tworzenia podziałów w naszym kraju, teraz apeluje o
jedność… Szczwany lis. Miejmy nadzieję, że Polacy nigdy więcej nie
nabiorą się na słowa tego lawiranta.
Donald Tusk apeluje o pojednanie Polaków. Szef Rady Europejskiej
mówił w sobotę w Krakowie, że nie wyobraża sobie obchodów 100. rocznicy
odzyskania przez Polskę niepodległości w atmosferze tak dotkliwego i
brutalnego podziału, jaki obecnie ma miejsce w Polsce. PiS odpowiada
krótko: to kompletnie niewiarygodne słowa biorąc pod uwagę dotychczasową
działalność Tuska.
Czegoś takiego nikt się nie spodziewał! Przerażony
i przestraszony spokojnymi pytaniami członków komisji śledczej, Donald
Tusk zaatakował nienawiścią i pogardą. Zaczął porównywać aferę Amber
Gold z GetBack. Stwierdził też, że premier Morawiecki oraz jego ojciec
powinni być „spaleni na stosie”.
Donald Tusk nie wytrzymał presji po tym, jak posłowie przycisnęli
go do muru pytaniami o nadzór nad służbami specjalnymi. Tusk nie chciał
odpowiadać na pytania, kluczył i coraz bardziej się wściekał. Nie chciał
też brać odpowiedzialności za działania prokuratury.
Prokuratura
niezależna i niekontrolowana przesz władze może skuteczniej wykonywać
swoje podstawowe funkcje.(…) To spójny przekaz i mogę to obudować
faktami, że model o którym ja mówię i preferuję, niezależnej
prokuratury, per saldo jest bardziej efektywny. Znamy sprawę GetBack
– stwierdził Donald Tusk.
Do rzeczy panie premierze.
– prosili posłowie.
Jestem
do rzeczy. Gdyby przyjąć logikę Amber Gold, to zgodnie ze sprawą
GeTBack, to panowie premier Morawicki i jego ojciec powinni być
przesłuchani, skazani i spaleni na stosie
–– wściekał się Donald Tusk.
Panie
premierze, wracamy do tematu. My wiemy, że to był czas, że prokuratura
była rozdzielona. A wiemy z taśm z „Sowy i Przyjaciół” jak mówicie,
że to „potworek i tragedia”. Nie pytamy o prokuraturę, ale
o służby specjalne
– nie dała się wyprowadzić z równowagi Małgorzata Wassermann.
Gdyby
przyjąć logikę stosowaną przez sejmową komisję śledczą ds. Amber Gold w
sprawie GetBacku premier Mateusz Morawiecki i jego ojciec powinni być
przesłuchani, skazani i spaleni na stosie - powiedział w poniedziałek..
Prace
komisji śledczej ds. Amber Gold jednoznacznie pokazały, że Donald Tusk
nie zdał egzaminu i nie poradził sobie z rządzeniem takim dużym państwem
jak Polska - oświadczyła szefowa komisji Małgorzata...
Takiego pytania Donald Tusk się nie spodziewał! Zapytano
go po przesłuchaniu przed komisją śledczą Amber Gold o opinię na temat
najnowszej książki „Niebezpieczne związki Donalda Tuska” autorstwa
Wojciecha Sumlińskiego. Reakcja byłego premiera Polski jest bezcenna.
Przypomnimy, że w poniedziałek Donald Tusk zeznawał przed komisją śledczą Amber Gold. Przesłuchanie trwało prawie siedem godzin.
Po zakończeniu posiedzenia były premier wyszedł do dziennikarzy.
Jeden z nich niespodziewanie zapytał o książkę Wojciecha Sumlińskiego –
„Niebezpieczne związki Donalda Tuska”.
„Autor opisał m.in. to, że współpracował pan z niemiecką BND. Jak się
pan do tego odniesie i czy będą jakieś środki prawne podjęte?” –
zapytał dziennikarz.
„Współpraca z obcymi wywiadami tak w przerwach między zjadaniem
dzieci, jeśli rozumie pan mój nieudolny dowcip” – odpowiedział Tusk.
Dodał, że przeczyta książkę, jeśli znajdzie czas i może wtedy się do
niej odniesie. „Reputacja pana Sumlińskiego jako autora mi wystarczy” –
oświadczył Donald Tusk.
Autorzy „Niebezpiecznych związków Donalda Tuska” przekonują, że
zebrali dowody na powiązania byłego premiera z niemieckim wywiadem BND i
tajemnicze finansowanie Kongresu Liberalnego-Demokratycznego przez
ludzi związanych z tajnymi służbami.
Słowa szefa Rady Europejskiej, Donalda Tuska o
„współczesnych bolszewikach” wywołały liczne kontrowersje. Do krytyków
byłego premiera na Twitterze dołączył pisarz Jacek Piekara, który nie
szczędził ostrych słów.
Jednym z dygnitarzy zaproszonych na Igrzyska Wolności, które odbyły
się 10 listopada w Łodzi był Donald Tusk. Wygłosił on wykład pod
tytułem „11 listopada 2018. Polska i Europa. Dwie rocznice, dwie
lekcje”. W trakcie swojego wystąpienia mówił o „współczesnych
bolszewikach”, co wywołało zarówno oklaski zgromadzonych jak i lawinę
krytyki.
Tusk ocenił, że gdy Józef Piłsudski pokonywał bolszewików „miał trudniejszą sytuację niż my dzisiaj”: Kiedy
Lech Wałęsa pokonywał bolszewików w jakimś symbolicznym sensie, kiedy
wydobył z nas to, co europejskie, wolnościowe, także narodowe, to miał
o wiele trudniejszą sytuację, niż my dzisiaj.
Słuchajcie, jeśli oni mogli pokonać bolszewików, to dlaczego
wy nie mielibyście dać radę pokonać współczesnych bolszewików?
Pamiętajcie, bez waszych, naszych, Polaków praw i wolności
nie ma niepodległości – mówił.
Szczególnie w sieci dało się zauważyć dezaprobatę dla słów byłego
premiera. Do krytyków dołączył pisarz Jacek Piekara, dla którego
porównanie to było nad wyraz nietrafione i nieadekwatne. Swoją opinią
podzielił się na Twitterze nie szczędząc gorzkich słów zarówno pod
adresem samego Tuska jak i osób które zgadzają się z użytym przez niego
porównaniem.
Jeśli ktoś porównuje wyborców polskiej prawicy do bolszewików,
którzy najechali i zniewolili nasz kraj, zabijając tysiące ludzi
i rujnując państwo, to ten ktoś jest ostatnim ścierwem, kanalią
i szmatą. A ci co mu klaszczą i przytakują są nie lepsi… – napisał.
Jeśli ktoś porównuje wyborców polskiej prawicy do
bolszewików, którzy najechali i zniewolili nasz kraj, zabijając tysiące
ludzi i rujnując państwo, to ten ktoś jest ostatnim ścierwem, kanalią i
szmatą. A ci co mu klaszczą i przytakują są nielepsi…
"Cieszę się, że b. premier, szef Rady Europejskiej Donald Tusk zaczyna
się wycofywać ze słów o bolszewikach" - powiedział we wtorek
wicemarszałek Senatu Adam Bielan. Jak dodał, nie pamięta tak "haniebnej"
wypowiedzi, jak Tuska o bolszewikach, w przeddzień Święta
Niepodległości od wielu lat.
Były premier, a obecnie szef RE Donald Tusk jest bliski decyzji o
starcie w wyborach prezydenckich, ale uzależnia ją od wygranej opozycji
w wyborach parlamentarnych – pisze ,,Newsweek”. W wypadku przegranej –
jak donosi tygodnik Tomasza Lisa – były szef polskiego rządu pozostanie w
Brukseli.
Tygodnik pisze, że były premier wystartuje w wyborach prezydenckich, jeśli wcześniej opozycja wygra wybory parlamentarne.
Przypomnijmy,
że ponad miesiąc temu pojawiły się doniesienia, że Donald Tusk, który
zostawił swój rząd i Platformę Obywatelską bo zwietrzył lepsze zajęcie
w Brukseli, szykuje się na powrót do Polski.
Tusk, jak to Tusk,
ze wszystkiego musi zrobić „show”. A skoro już zdecydowałby się na start
w wyborach prezydenckich, to nie może to być zrobione od tak. Musi być
przytup. Dlatego też pojawił się warunek: utworzenie przed wyborami
parlamentarnymi koalicji „anty-PiS” złożonej z PO, Nowoczesnej, PSL
i lewicy, której kandydatem na premiera będzie
Władysław Kosiniak-Kamysz.
Szef
Rady Europejskiej, b. premier Donald Tusk nie reprezentuje polskich
interesów; czuję, że on nie ma szacunku do własnego kraju - powiedział
prezydent Andrzej Duda w wywiadzie dla wp.pl i 300polityka.pl.
Donald Tuska nie jest przedstawicielem Polski w Radzie
Europejskiej. Wynikałoby, że był reprezentantem Niemiec, choć może
nieformalnym – mówił w wywiadzie dla dziennika „Polska” prof. Jacek
Czaputowicz, minister spraw zagranicznych.
Szef polskiej dyplomacji stwierdził, że wybór Donalda Tuska na drugą
kadencję szefa RE „był legalny, jednak bardzo wątpliwy etycznie”.
Po raz pierwszy wybrano inną osobę z danego państwa, niż była wskazana przez rząd
— dodał.
Jacek
Czaputowicz zwraca również uwagę, że nie ma także jasności, kto tak
naprawdę wysunął kandydaturę Tuska. Czy Malta, której premier
zaproponował jego nazwisko? Minister wspomniał o o swojej rozmowie
z szefem maltańskiego rządu, który nie poczuwa się do związków
z Donaldem Tuskiem. Pozostaje więc
Z tego by wynikało, że był on reprezentantem Niemiec, choć może nieformalnym
— powiedział.
Szef MSZ zaznaczył, że do tej pory nie uporządkowano kwestii wyboru najważniejszych urzędników unijnych..
Zapewne
będą podejmowane próby narzucenia interpretacji, że Donald Tusk był
przedstawicielem Polski. Nie byłoby to jednak zgodne z rzeczywistością.
Uznanie, że Tusk nie był reprezentantem Polski, lecz, powiedzmy,
Niemiec, może utrudnić mu powrót do życia politycznego w naszym kraju
Radosław Sikorski, były szef polskiej dyplomacji, znany
najbardziej ze słynnego „robienia laski Amerykanom”, ujawnił w swojej
książce wiedzę na wrażliwe dla państwa tematy. Poruszył miedzy innymi
kwestię propozycji złożonej Tuskowi przez Putina.
Radosław Sikorski pisząc książkę „Polska może być lepsza. Kulisy
polskiej dyplomacji” dosłownie wziął się za ujawnianie wrażliwych dla
państwa polskiego kwestii.
Minister wraca tematu rozbioru Ukrainy, który miał rzekomo sugerować
naszym władzom Władimir Putin. Sikorski, który najwyraźniej nie potrafi
trzymać języka za zębami wspomniał o tym w rozmowie z portalem Politico w
2014 r.. Wybuchł skandal, a Sikorski twierdził wówczas, że „doszło do
nadinterpretacji ze strony autorów”, a on sam nie autoryzował tekstu.
Później twierdził, że zawiodła go pamięć.
Propozycja rozbioru miała paść podczas wizyty Donalda Tuska w Moskwie
w 2008 roku. Sikorski ujawnił wtedy, że Putin zaproponował Tuskowi,
byśmy przyłączyli się do rozbioru Ukrainy. Chciał, byśmy zaangażowali
swe wojska na Ukrainie.
– To była jedna z pierwszych rzeczy, jakie mojemu premierowi
Donaldowi Tuskowi powiedział Putin. Stwierdził wtedy, że Ukraina to
sztucznie stworzony kraj, że Lwów jest polskim miastem i że moglibyśmy
to wspólnie rozwiązać. Na szczęście Tusk nie odpowiedział. Wiedział, że
jest nagrywany – mówił cztery lata temu Sikorski w Politico.
W książce Sikorski precyzuje, że słowa Putina o „polskim Lwowie”
padły podczas wizyty w Sopocie we wrześniu 2009 r.. Z tego co napisał na
łamach książki wynika, że analizowano wówczas tę ofertę ale nie
zdecydowano się na jej przyjęcie, gdyż słusznie obawiano się, że „grając
z Moskwą, moglibyśmy skompromitować się na Zachodzie i niczego nie
osiągnąć na Wschodzie”. Słowa Sikorskiego uderzają w Tuska.
Potwierdzają, że ówczesny premier prowadził oficjalnie politykę „resetu”
wobec Rosji mimo, iż zdawał sobie sprawę z jej bezsensu. Każe to
oczywiście spytać w czyim interesie ją prowadził. Odpowiedź jest
oczywista.
Szef
Rady Europejskiej Donald Tusk został wyróżniony przez amerykański
magazyn "Foreign Policy" m.in. za konfrontowanie się z "polskim narodem"
w sprawie wartości europejskich. Według PiS to trafny opis działań.
Donald
Tusk powiedział, że choć jest cienka granica, której nie powinien
przekraczać, jako szef Rady Europejskiej, to nie zamierza udawać, że to,
co dzieje się w Polsce to "nie jego wojna". Były premier skomentował
też ostatnie działania polskiej dyplomacji, zabrał także głos w sprawie
taśm Kaczyńskiego.
Serdecznie zapraszam na spotkanie 3 Maja
o 14 na Uniwersytecie Warszawskim. Co prawda, w Auditorium Maximum nie
ma już miejsc, ale na dziedzińcu będzie telebim, a ja będę do Waszej
dyspozycji także po wykładzie. To jest Dzień Konstytucji. Nasze święto
Przewodniczący
Rady Europejskiej Donald Tusk w środę, w dniu 15. rocznicy wejścia
Polski do Unii Europejskiej, oświadczył, że gdy wkraczaliśmy do
Wspólnoty, była ona dla nas symbolem wolności, dobrobytu i
bezpieczeństwa. Nigdy nie byliśmy rozczarowani - dodał.
Przeczytam
to, co powie przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk, jak będą tam
ciekawe pomysły dla Polski, UE to warto będzie się do nich odnieść; mam
nadzieje, że będzie to poważna refleksja o przyszłości UE - powiedział
premier Mateusz Morawiecki pytany o wykład Tuska 3 maja.
Donald Tusk odniósł niewątpliwy sukces osobisty. Ale co Polska na tym zyskała?
Zanim
3 maja 2019 r. usłyszymy zbawcę Polski i Europy, zanim poznamy jego
wizje przyszłości i rewizje przeszłości, przyjrzyjmy się samej postaci
i korzeniom Donalda Tuska. Korzeniom skomplikowanym i dość typowym dla
kogoś wywodzącego się z Gdańska czy Pomorza. „Dzieci nauczyły się
od pani niemieckiego?” – spytał w marcu 2008 r. dziennikarz gdańskiej
„Gazety Wyborczej”, Roman Daszczyński, matkę Donalda Tuska – Ewę Tusk –
Ochelską. „A gdzie tam! Wciąż świetnie mówię po niemiecku, ale nie
chciały. Mogły też nauczyć się języka od mojej mamy. (…) Dopiero pod
koniec ogólniaka [Sonia, siostra Donalda] przyszła powiedzieć, że chce
się poduczyć, bo może by poszła na germanistykę”. „Syn nauczył się
niemieckiego?” – pytał dziennikarz. „Tak, ale później niż Sonia, gdy już
studiował historię” – mówiła Ewa Tusk.
Język
niemiecki i niemieckość w rodzinie obecnego przewodniczącego Rady
Europejskiej i byłego premiera RP były obecne właściwie zawsze.
I często może nawet wcześniej niż polski oraz polskość. Jak na rok
przed śmiercią mówiła Ewa Tusk, jej „mama i babcia chciały
[po zakończeniu wojny wyjechać do Niemiec], w końcu były Niemkami. Obie
jednak zostały w Gdańsku, bo tata [Franciszek Dawidowski] stanowczo
powiedział, że nigdzie nie pojedzie. (…) Ja chciałam wyjechać, bo dzieci
w szkole swastyki na tornistrze mi rysowały. Słabo mówiłam po polsku,
więc przedrzeźniały mnie. Uratowała mnie wtedy moja nauczycielka
pochodząca z Wilna, dobra, kochana. (…) W 1950 roku, gdy skończyłam
szkoły, po polsku mówiłam, jakbym z Warszawy przyjechała”. To oznacza,
że w domu rodzinnym Ewy Tusk mówiło się po niemiecku. Jej ojciec,
a dziadek Donalda Tuska, Franciszek Karol Dawidowski (1906 – 1982) był
synem Leona Dawidowskiego i Julianny Czai (ur. 1882). Ale matka Ewy Tusk
była Niemką – nazywała się Anna Gertrude Liebke (1908 – 1997) i była
córką Ottilii Johanny Krause (ur. 1879) oraz Alberta Franza Liebke
(ur. 1879).
Jak opowiadała Ewa Tusk, Albert zginął na froncie
rosyjskim w lutym 1915 r. Matka Donalda Tuska wymienia jednak
miejscowość Kamion, co może wskazywać na wieś koło Żyrardowa, gdzie
w latach 1914-1915 toczyły się walki niemiecko-rosyjskie, m.in.
z użyciem gazów bojowych. Brat Anny Liebke – Artur, czyli syn Alberta,
zginął w kwietniu 1942 r., podobno blisko miejsca, gdzie kula uśmierciła
jego ojca. Anna Dawidowska z domu Liebke, pracowała jako korektorka
w niemieckiej gazecie w Sopocie, a polskiego zaczęła się uczyć dopiero
po wojnie, gdy miała już 38 lat. „Mówiła ze złym akcentem, myliła
końcówki” – wspominała w 2008 r. jej córka Ewa, matka Donalda Tuska.
W domu Donalda Tuska seniora, ojca byłego premiera RP, mówiło się i po niemiecku, i po polsku.
Dziadek obecnego przewodniczącego Rady Europejskiej, Józef Tusk (1907 –
1987), był synem Józefa Tuska (1870-1910) i Augustyny Adamczyk (1870 –
1962). Ożenił się z Julianną Jeżewską (1904-1970), z którą miał pięcioro
dzieci: Donalda (ojca byłego premiera RP; 1930 - 1972), Eleonorę, Ewę
Marię, Bronisława i Rajmunda.
Żyjący krewni Donalda Tuska
twierdzą, że 1 września 1939 r. jego dziadek Józef Tusk najpierw się
ukrywał, a potem zgłosił na policję i został aresztowany. Ale z aresztu
wyszedł i następnie pracował jako robotnik rolny u różnych bauerów.
19 marca 1940 r. Józef Tusk znalazł się w obozie Stutthof, gdzie
pracował przy równaniu wałów ochronnych w Reimerswalde, a potem
w stoczni Schichaua w Elblągu. W sierpniu 1941 r. Józef Tusk miał zostać
przywieziony do gdańskiego gestapo, a stamtąd przeniesiony do obozu
Neuengamme koło Hambugra. O pobycie Józefa Tuska w obozie nie ma żadnych
informacji. Wiadomo tylko, że został zwolniony 26 sierpnia 1942 r.
Pracę znalazł w fabryce Schatza, u którego zatrudniona była już
jego żona.
2 sierpnia 1944 r. Józef Tusk został wcielony do 328
zapasowego batalionu szkoleniowego grenadierów, czyli do jednostki
Wehrmachtu. We wrześniu 1944 r. został on przekształcony w 328
Grenadier-Ersatz-und Ausbildungs-Bataillon. W życiorysie z 1948 r.,
przechowywanym w gdańskim oddziale Polskiego Związku Byłych Więźniów
Politycznych, Józef Tusk napisał: „25 sierpnia 1944 roku Niemcy wysłali
mnie do Niemiec na roboty przy budowie okopów i pracowałem przy budowie
bunkrów, rowów przeciwpancernych itd”. Eleonora Gurkowska, córka Józefa
Tuska, w sierpniu 2006 r. opowiadała dziennikarce Barbarze Szczepule,
że ojca „wysłano chyba na front wschodni, do Kurlandii, bo jeszcze
z Nowego Portu mama dostała od niego wiadomość, że takie pogłoski krążą
wśród nowo powołanych”. A „z tej Kurlandii przerzucono ojca statkiem
do Danii i tam gdzieś - gdzie, nie wiadomo - zaraz dostał się do niewoli
angielskiej czy amerykańskiej”.
W lipcu 2006 r. Donald
Tusk otrzymał z archiwum brytyjskiego Ministerstwa Obrony informację,
że „Józef Tusk, urodzony 23 marca 1907 roku w Gdańsku, syn Józefa, nie
figuruje w żadnym wykazie”, choć wcześniej członkowie rodziny
twierdzili, że trafił do Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie.
Ewa Tusk mówiła w 2008 r. Romanowi Daszczyńskiemu: „Teść uciekł
z Wehrmachtu do polskiego wojska”. Co się więc działo z Józefem Tuskiem
po 24 listopada 1944 r., kiedy to – jak wynika z zapisu w niemieckim
archiwum - przestał być żołnierzem Wehrmachtu? Czy był jeńcem wojennym
zatrzymanym przez Brytyjczyków? Do Sopotu Józef Tusk wrócił
w październiku 1945 r. We wrześniu 2006 r. Donald Tusk twierdził:
„Myślę, że dziadek Józef był polskim patriotą. We wrześniu 1939 r. nie
wyrzekł się polskości, za co kilka lat przesiedział w hitlerowskich
obozach. W 1945 roku wrócił do Polski i nigdy nie myślał o emigracji,
choć przecież mógł wyjechać. Myślę, że jest to typ patriotyzmu, którego
moi przeciwnicy polityczni nie rozumieją, bo po prostu rozumieć
nie chcą”.
Żeby być wcielonym do Wehrmachtu, tak jak
Józef Tusk, trzeba było się znaleźć na Niemieckiej Liście
Narodowościowej – Deutsche Volksliste. Część historyków twierdzi,
że wpis na listę narodowościową był dla Kaszubów przymusowy.
Zwykle Volkslistę podpisywał ojciec jako głowa rodziny i obowiązywała
ona członków rodziny. Volkslista obejmowała cztery grupy:
Reichsdeutscher (osoby działające przed wojną jako mniejszość niemiecka
w Polsce), Deutschstaemmige (osoby przyznające się do narodowości
niemieckiej), Eingedeutschte (autochtoni i Polacy niemieckiego
pochodzenia) oraz Ruecktgedeutschte (spolonizowani Niemcy oraz Polacy
zakwalifikowani jako wartościowi rasowo). W Wolnym Mieście Gdańsku osoby
posiadające obywatelstwo gdańskie automatycznie zostały uznane
za Niemców po 1 września 1939 r. Ale pod koniec wojny i ich wzywano
do wpisywania się na Volkslistę. „Volksdeutschostwa żadnego nigdy nie
przyjmowałem” – napisał Józef Tusk w życiorysie z 1948 r. W wywiadzie
z marca 2008 r. Ewa Tusk wspomina o „czwartej grupie” swego ojca
Franciszka Dawidowskiego. Czy to może oznaczać czwartą grupę Volkslisty?
Juliannę Tusk z d. Jeżewską, żonę Józefa Tuska, tego samego
dnia, kiedy aresztowano jej męża, czyli 1 września 1939 r. wyrzucono
z mieszkania, razem z małymi dziećmi. Trójkę dzieci przygarnęli krewni,
zaś Donald, ojciec późniejszego premiera i Eleonora zostali z matką.
Po kilku miesiącach Julianna Tusk została zatrudniona jako księgowa
w fabryce Gerharda Schatza, produkującej perfumy i mydło. Zamieszkała
wtedy w suterenie budynku fabrycznego, dokąd ściągnęła wszystkie dzieci.
Brakuje informacji, czy babka Donalda Tuska dostałaby pracę
w niemieckiej fabryce, na stanowisku, gdzie trzeba było biegle
posługiwać się niemieckim, bez przynależności do którejś z grup
Niemieckiej Listy Narodowościowej.
Wedle rodzinnego
przekazu drugi dziadek Donalda Tuska, Franciszek Dawidowski, 1 września
1939 r. schował się w studni, gdzie przesiedział tydzień. Córka
Ewa, matka Donalda Tuska, opuszczała mu jedzenie na sznurku. Gdy się
ujawnił, skierowano go na przymusowe roboty do stoczni, a potem
do Kętrzyna, gdzie – jak wspominała Ewa Tusk – „pracował jako robotnik
przy budowie Wilczego Szańca”. Musiało to być w końcówce 1940 r. lub
w 1941 r. gdyż wtedy ruszyły wielkie prace w kompleksie Wolfschanze.
„Doszło do katastrofy budowlanej, bodajże zawalił się jakiś sufit. Wśród
rannych był mój tatuś, położyli go w szpitalu polowym. Stracił oko,
miał zmiażdżoną nogę. Któregoś dnia cały personel medyczny zaczął
zachowywać się tak, jakby szedł na defiladę. I nagle - do sali wchodzi
Hitler. Sala była duża, a on chodził od łóżka do łóżka i podawał chorym
rękę. Tata leżał obok kolegi Polaka. Obaj powiedzieli sobie, że za żadne
skarby nie podadzą Hitlerowi ręki, więc udawali umarlaków. Tata zezował
tylko przez przymrużone oko, co się dzieje. Hitler podszedł do jego
łóżka, lekko się nachylił, zobaczył, że stan jest ciężki, i tylko
poklepał tatusia po ramieniu” – mówiła w 2008 r. Ewa Tusk
Romanowi Daszczyńskiemu.
Ewa Tusk opowiedziała też o Marii
Dawidowskiej, siostrze ojca, która zginęła 30 stycznia 1945 r. Była
na pokładzie statku „Wilhelm Gustloff”, storpedowanego przez sowiecki
okręt. Ewa Tusk mówiła: „Nie [uratowała się]. Ani ona, ani trójka jej
małych dzieci. Ocalał tylko jej najstarszy syn, ale imienia nie
pamiętam. Po wojnie mieszkał w Niemczech, podobno już nie żyje”. Jest
bardzo mało prawdopodobne, a wręcz niemożliwe, żeby Polka z czwórką
dzieci znalazła się wśród pasażerów MS Wilhelm Gustloff, gdzie
na pokładzie byli m.in. gestapowcy, członkowie NSDAP, policjanci,
żołnierze, pracownicy niemieckiej administracji. Polskich cywilów tam
nie było. Jeśli nie Maria Dawidowska była w styczniu 1945 r. z jakichś
powodów ważna dla uciekających Niemców, to jej mąż, o którym jednak nic
nie wiemy i o którym członkowie rodziny nie wspominają. Generalnie
niewiele wiemy o rodzinach Tusków i Dawidowskich przed wojną, w jej
trakcie oraz krótko po jej zakończeniu. Po wojnie mogli się znaleźć
w Niemczech, i to nie tylko ze względu na niemieckie korzenie babki
Donalda Tuska - Anny Liebke. Zresztą siostra ojca Donalda Tuska,
Eleonora Gurkowska, do Niemiec się przeniosła.
Donald
Tusk zawsze podkreślał specyfikę kulturową i narodowościową Gdańska
i Sopotu oraz dużej części Pomorza. Często mówił, że jest przede
wszystkim gdańszczaninem, ewentualnie Kaszubem. Aktywnie
włączył się w tworzenie mitologii gdańskości i kaszubskości jako
odmiennej formacji kulturowej - ponadpaństwowej i niepolskiej,
na przykład podczas spotkania z pisarzem Guenterem Grassem czy
z ówczesną szefową Związku Wypędzonych, Eriką Steinbach. W Niemczech
Donald Tusk był traktowany jako ktoś, kto z powodu korzeni i rodzinnych
doświadczeń jest bardziej do przyjęcia niż każdy inny polski polityk.
W kwietniu
2014 r. były ważny działacz Platformy Obywatelskiej Paweł Piskorski
oświadczył, iż był świadkiem, jak na początku lat 90. Kongres
Liberalno-Demokratyczny Donalda Tuska dostawał pieniądze z Niemiec,
a konkretnie milion marek od CDU. Zaraz po tym Krzysztof Wyszkowski,
działacz antykomunistycznej opozycji i na początku lat 90. członek KLD
zaczął mówić o związkach Donalda Tuska z niemieckim wywiadem – BND.
Wyszkowski złożył nawet 4 marca 2016 r. zawiadomienie do prokuratora
generalnego „o podejrzeniu popełnienia przestępstwa zdrady głównej
na rzecz RFN przez Donalda Tuska; dowód: pobieranie pieniędzy od BND”.
Inny były działacz PO, Janusz Palikot, oskarżył z kolei Tuska, że przed
2005 r. był szkolony przez specjalistów pracujących dla CDU,
i po to wyjeżdżał do Niemiec.
Wiele poszlak wskazuje
na to, że od początku swej drugiej kadencji jako premiera RP, czyli
od listopada 2011 r. Donald Tusk przymierzał się do objęcia ważnej
funkcji w instytucjach Unii Europejskiej, mimo że oficjalnie temu
zaprzeczał, np. 11 czerwca 2013 r. w TVN 24. Promotorem Tuska stała się
mająca z kolei polskie korzenie (ze strony ojca) kanclerz Niemiec Angela
Merkel. Polityka Tuska jako premiera już w pierwszej kadencji
była szeroko otwarta na Niemcy. W drugiej kadencji, a konkretnie
28 listopada 2011 r. w Berlinie, ówczesny szef MSZ Radosław Sikorski
wygłosił przemówienie domagając się od Niemiec przewodnictwa w Europie.
Takie wystąpienie nie mogło nie być skonsultowane z Tuskiem. W związku
z perspektywą objęcia ważnego stanowiska w UE po listopadzie 2011 r.
właściwe żadna ważna decyzja rządu Tuska nie była sprzeczna z interesem
Niemiec. Czasem było to niekorzystne dla Polski, jak w wypadku polskich
stoczni, który upadły, podczas gdy niemieckie były chronione i udzielano
im pomocy publicznej.
Aż do agresji Rosji na Krym żadna ważna
decyzja Donalda Tuska jako premiera nie mogła być wroga wobec Moskwy,
jeśli Berlin tego nie chciał, a przeważnie nie chciał. Dowodzi tego
choćby postępowanie Tuska po katastrofie smoleńskiej, uznawanie Rosji
za państwo w pełni demokratyczne podczas wizyty w Polsce 6 grudnia 2010
r. ówczesnego prezydenta Dmitrija Miedwiediewa. Czy dla zmotywowania
i usatysfakcjonowania Tuska jako „przyjaciela Niemiec” przyznano
mu najważniejsze niemieckie nagrody: 13 maja 2010 r. – Nagrodę im.
Karola Wielkiego (laudacja Angeli Merkel), 10 listopada 2011 r. –
Nagrodę „Złotej Wiktorii dla Europejczyka Roku”, 31 maja 2012 r. –
Nagrodę im. Waltera Rathenaua (laudacja Angeli Merkel)? Największą
nagrodą dla Donalda Tuska było stanowisko przewodniczącego Rady
Europejskiej, które Angela Merkel wynegocjowała dla niego w pierwszej
połowie 2014 r. To Niemcy i Angela Merkel zapewniły też w marcu 2017 r.
drugą kadencję dla Tuska, otwarcie wchodząc w tej sprawie w konflikt
z rządem Beaty Szydło. Tuska poparły też wtedy najważniejsze
niemieckie media.
Jako przewodniczący Rady Europejskiej
Donald Tusk przyznał UE prawo ingerowania w polskie sprawy, np.
19 stycznia 2016 r. w wystąpieniu w Parlamencie Europejskim.
De facto Tusk wspierał koncepcję unii kilku prędkości, co mogło
doprowadzić do rozbicia UE i zaszkodzić Polsce. Donald Tusk praktycznie
wspierał też przez długi czas politykę zmuszania takich krajów jak
Polska do przyjęcia niekorzystnych zasad polityki migracyjnej, w tym
płacenia kar za odmowę przyjmowania kwot uchodźców. Od początku 2017 r.
Donald Tusk stał się de facto jednym z najważniejszych narzędzi
uderzającej w polskie interesy polityki forsowanej m.in. przez Niemcy,
Francję czy Holandię i instytucje UE, np. Komisję Europejską,
europarlament czy Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. A jako
przewodniczący RE, który powinien być bezstronny, otwarcie ingerował
w wewnętrzne polskie sprawy, np. 17 grudnia 2016 r. w wystąpieniu
we Wrocławiu, 19 kwietnia 2017 r. podczas happeningu na Dworcu
Centralnym oraz na ulicach Warszawy czy 10 listopada 2018 r. podczas
Igrzysk Wolności w Łodzi.
Kiedy Donald Tusk poważnie zajął się
polityką, często zachowywał się jak oportunista, przyłączający się
do większości z powodu spodziewanych korzyści. Tak zachował się
4 czerwca 1992 r., biorąc udział w obaleniu rządu Jana Olszewskiego. Tak
się prezentował podczas bardzo ważnej wizyty w lutym 2008 r. w Moskwie.
A po tej wizycie Donald Tusk stał się wręcz agencją reklamową
„demokraty” Putina. Ta wizyta skutkowała ślepotą polskich służb
na zagrożenia ze strony Rosji, a wręcz wpuszczeniem ich w „kanał”
współpracy z Rosją. W polityce wewnętrznej Donald Tusk sprawiał
wrażenie, że ulega różnym lobby i grupom interesów, skutkiem czego
zamiata pod dywan afery, gdzie naruszone były interesy jego promotorów.
Tak było w wypadku afer: hazardowej, stoczniowej, z willą Kwaśniewskich
w Kazimierzu, Amber Gold, gdzie wszedł w ostry konflikt interesów
z powodu zatrudnienia syna Michała w spółce córce OLT Express czy
w związku z aferą VAT, na której Polska straciła ponad 250 mld zł. Kim
jest zatem Donald Tusk? Odniósł niewątpliwy sukces osobisty. Ale
co Polska na tym zyskała?
Szef
Rady Europejskiej Donald Tusk w wykładzie "Nadzieja i odpowiedzialność.
O konstytucji, Europie i wolnych wyborach" przypomniał m.in historię
powstawania pierwszej polskiej konstytucji. Zauważył, że władza, która
na co dzień obchodzi konstytucję nie powinna obchodzić święta
konstytucji
Ma prawo Donald Tusk to najostrzejszych nawet sformułowań,
ma prawo angażować się w kampanię wyborczą po dowolnej stronie - ale
po rezygnacji ze stanowiska szefa Rady Europejskiej. Dopóki pełni ten
urząd, zobowiązuje go elementarna lojalność wobec tych, dla których tam
pracuje (a więc międzyrządowych struktur unijnych), państwa którego był
premierem i wszystkich Polaków.
Najweselszy moment występu Tuska to ten, gdy objawił nam się jako
Wielki Językoznawca, wdając się w głębokie rozważania na temat różnicy
między „albo” oraz „i”:
Weźmy zdanie „my albo oni”
i porównajcie z „my i oni”. To gramatyka oparta na konfrontacji.
Jednostka albo wspólnota. Zobaczcie jak brzmi jednostka i wspólnota.
Bezpieczeństwo i wolność. Mógłbym długo wymieniać.
Potem
dostaliśmy Tuska psychologa, dywagującego o uzależnieniu od internetu,
Tuska technologa zatrwożonego chińską potęgą, Tuska futurystę
zaniepokojonego rozwojem wielkich koncernów, Tuska ekologa
zaniepokojonego smogiem (co przez osiem lat zrobił?).
Tylko o mafii vatowskiej, z którą walka była jego obowiązkiem jako premiera, nie wspomniał. Nie dziwię się.
Niektórzy
mówią: niepotrzebne zdziwienie, przecież jako premier Rzeczypospolitej
nie umiał zachować klasy, nie rozumiał, jakie obowiązki niesie ten
urząd. Ale ja uważam, że jednak należy się dziwić. Bo to zdziwienie jest
naszą niezgodą na nieodpowiedzialność, intelektualną płytkość
i rozmywanie reguł, które tyle nieszczęść przyniosły Polsce za jego
rządów. A jak widać - on się nic nie zmienił, niczego nie nauczył.
Szef
Rady Europejskiej Donald Tusk w wykładzie "Nadzieja i odpowiedzialność.
O konstytucji, Europie i wolnych wyborach" przypomniał m.in historię
powstawania pierwszej polskiej konstytucji. Zauważył, że władza, która
na co dzień obchodzi konstytucję nie powinna obchodzić święta
konstytucji
Dzięki
wam i waszej determinacji władza wie, gdzie jest większość i dlatego wy
naprawdę macie na nią wpływ, nawet jeśli wydaje się ona wam czasami
arogancka - powiedział szef Rady Europejskiej Donald Tusk zwracając się
do osób, które zebrały się przed Uniwersytetem Warszawskim.
Po
tym jak szef Rady Europejskiej Donald Tusk wygłosił wykład na
Uniwersytecie Warszawskim, przed kampusem UW zwolennicy byłego premiera
napotkali grupę jego przeciwników. Doszło do przepychanek słownych. Obie
grupy oddzielała policja.
Kilka tygodni temu rekomendowałem Państwu na tych łamach książkę „Początki Gułagu. Opowieści z Wysp Sołowieckich”,
zawierającą niezwykłe, wstrząsające ale i precyzyjne, relacje
z początkowego, „leninowskiego” okresu komunistycznych
obozów koncentracyjnych.
Przytoczyłem tam spory fragment o tym z jaką szczególną nienawiścią traktowano tam kapłanów. W tym, z jaką wściekłością uprawiali swoje bluźnierstwa członkowie Związku Wojujących Bezbożników:
A tam,
gdzie kapłani niegdyś modlili się do Boga, budowniczowie nowego
komunistycznego społeczeństwa- wszyscy należący do Związku Wojujących
Bezbożników - tańczą, śpiewają komunistyczne pieśni, w ciemnych kątach
dawnej cerkwi uprawiają seks, zapisują nowych członków do Związku,
wykłuwają oczy Jezusowi Chrystusowi, załatwiają się na ikony i wyrzucają
je do latryn, piszą na plakatach, że „religia to opium dla ludu”.
Przypomniał mi się ten fragment, kiedy obejrzałem oszalały występ pana Leszka Jażdżewskiego,
którego poprzedzające „wykład” Tuska wystąpienie, jakże „zgrabnie”
porównujące (ku rechotowi sali) Kościół do świni, spokojnie mogłoby
zostać wygłoszone w tamtym strasznym czasie.
Tusk używa Jażdzewskiego dokładnie tak samo jak kiedyś spuszczał
że smyczy Palikota. Do gryzienia oponentów i mówienia rzeczy, których
samemu nie chce mówić na głos.
Tusk
używa Jażdzewskiego dokładnie tak samo jak kiedyś spuszczał że smyczy
Palikota. Do gryzienia oponentów i mówienia rzeczy, których samemu nie
chce mówić na głos.
Czasami
takie rzeczy, zwłaszcza politykom leniwym, wchodzą w paradę wbrew ich
woli. Ale bez wątpienia reakcji Tuska nie było, podobnie jak obecnego na
sali księdza Kazimierza Sowy. Był za to rechot sali, poczucie, że pan
Jażdżewski dobrze wyraził to, co i oni chcieliby Kościołowi wygarnąć.
Ba, przez lata PRL wielu z nich wygarniało, ale potem przyszedł czas,
kiedy trzeba było poudawać „szacunek”. Dziś już nie trzeba, dziś można
klaskać nowemu Związkowi Wojujących Bezbożników.
Że jeszcze za wcześnie na takie porównania? Cóż, zerknijcie Państwo na
dzisiejsze także bolszewickie wydarzenia w Toruniu, przed siedzibą jakże
zasłużonego dla Polski Radia Maryja:
Obłęd! Działaczki manify przebrane w sutanny urządziły „chryję” pod
Radiem Maryja pod hasłem: „Jezus był lewakiem”. WIDEO
Słusznie podkreśla Marzena Nykiel, że seans nienawiści w Toruniu jest
ważnym ostrzeżeniem. Ja osobiście nie mam pewności, czy rozgrzany
antyklerykalizmem pan Jażdżewski i bijący mu brawo nie będą chcieli
wkrótce robić w kościołach tego, co ich poprzednicy tak ochoczo robili w
cerkwiach za bolszewików. Są na tej samej ścieżce.
A kto wie, może i nazwę pisma zmieni? Podpowiadam: poprzedni, sowiecki
Związek, wydawał m.in. „Bezbożnika” oraz „Antyreligioznika”.
Wszyscy założyciele odnowionego Związku Wojujących Bezbożników weszli na
niełatwą ścieżkę. Na końcu zawsze jest ludzka krzywda i straszliwa
pustka, której nie da się wypełnić. Jest też sumienie, którego nie da
się zakrzyczeć. Z tego punktu widzenia wypada im współczuć. Już za kilka
dekad i oni zobaczą, do czego przykładają rękę.
"Kościół
jest jedynym depozytariuszem systemu wartości, który w Polsce jest
powszechnie znany. Kto podnosi rękę na Kościół, chce go zniszczyć, ten
podnosi rękę na Polskę" - powiedział w sobotę w Pułtusku prezes PiS
Jarosław Kaczyński.
Rafał Ziemkiewicz w swoim wpisie obnażył hipokryzję
opozycji totalnej. Zgromadzeni na Uniwersytecie Warszawskim z takim
samym entuzjazmem przyjęli zarówno słowa Donalda Tuska o „potrzebie
wzajemnego szacunku mimo odmiennych poglądów”, jak i słowa wypowiedziane
przez Leszka Jażdżewskiego, który porównał Kościół katolicki i
katolików do świń tarzających się w błocie.
– Ten pan na mównicy to Donald Tusk – współtwórca (co najmniej)
najgłębszego podziału polskiego społeczeństwa od czasów Sanacji.
Przywódca partii, która zapowiadała „dorżnięcie” przeciwników, i który
sam kazał im „wymrzeć jak dinozaury”. Najwyższy autorytet formacji
scementowanej poczuciem, że reprezentuje elitę – jak ujął to inny jej
autorytet „szlachtę” – i jako taka jest lepsza od „pańszczyźnianych”,
czyli „hołoty kupionej za pięćset plus” – napisał publicysta.
– Donald Tusk przemawia o naszej wspólnocie, potrzebie wzajemnego
szacunku mimo odmiennych poglądów i wspólnej odpowiedzialności za
państwo, które nie staje się własnością tego, kto wygrał wybory, i
apeluje o politykę wolną od chęci niszczenia przeciwnika. Sala pełna
wybitnych „szlachciców” bije mu brawo.
Bezpośrednio przed Tuskiem przemawiał lewacki hunwejbin, wzywając
do wyrugowania z polskiego życia publicznego Kościoła i nazywając
katolików „świniami w błocie”. Jemu też sala biła brawo – podkreślił Rafał Ziemkiewicz.
Publicysta podkreślił, że zgromadzeni na widowni, to m.in. „prof.
Andrzej Rzepliński – kawaler papieskiego orderu «Pro ecclesia et
pontifice» za zasługi dla Kościoła”.
– Kiedy go odbierał, wicenaczelny „Gazety Wyborczej” w ostrych
słowach wzywał do odebrania mu, jako agentowi obcego państwa (Watykanu)
stanowiska przewodniczącego Trybunału Konstytucyjnego. Bardzo możliwe,
że Pacewicz (dziś naczelny serwisu okopress) też jest na sali i też bije
brawo, zarówno Tuskowi, jak i jego przedmówcy – przypomniał.
– Można by jeszcze wiele napisać, ale tyle chyba wystarczy, by
unaocznić, że „bananowa elita” III RP jest tyleż obłudna, co zwyczajnie
pop*******na i że nie szanuję jej za grosz nie dlatego, że jestem
„moczarowcem”, tylko dlatego, że po prostu nie da się jej szanować – skwitował Rafał Ziemkiewicz.
Taki obrazek z życia bananowej elity. Jeszcze dziś i jutro można kupić numer @DoRzeczy_pl z artykułem o chorobie wściekłych profesorów. pic.twitter.com/BhICPregh4
— Rafał A. Ziemkiewicz (@R_A_Ziemkiewicz) May 4, 2019
Poniżono
Kościół. Poniżono i obrażono nas, polski lud wierny Bogu, sakramentalne
kapłaństwo i naszych pasterzy. Zdeptano godność człowieka, osiągając
satysfakcję samego siebie – podkreśla prezes Akcji Katolickiej w Polsce
Urszula Furtak w oświadczeniu przekazanym PAP we wtorek.
Uniwersytety
to przestrzeń publiczna, bez której żadna demokracja nie jest w stanie
przetrwać; +gorączka+ wokół słów jakie przed kilkoma dniami padły na UW
przysłania istotę problemu; kluczowe jest pytanie o to, ile wolności
jest na polskich uczelniach - powiedział we wtorek szef RE Donald Tusk.
Porównywanie
szefa Rady Europejskiej Donalda Tuska do Hitlera i Stalina jest
całkowicie nie do zaakceptowania - oświadczył we wtorek w Brukseli szef
Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker, wskazując, że liczba ataków ad
personam rośnie w Europie.
Niech
sytuacja w Turcji będzie memento dla myślących, że bez demokracji jakoś
sobie poradzimy - mówił w Poznaniu przewodniczący Rady Europejskiej
Donald Tusk. Dodał, że to "krytyczny moment" w negocjacjach akcesyjnych
Turcji z UE.
Donald Tusk kontynuuje swój tour po uniwersytetach. Podczas
dzisiejszego wystąpienia w Poznaniu, nawoływał do poszanowania wolności
słowa, nie dostrzegając najmniejszej różnicy pomiędzy profanacją
a twórczością. Skrytykował zatrzymanie i przesłuchanie Joanny Podleśnej
w sprawie profanacji obrazu Matki Bożej Częstochowskiej. Wyraził przy
tym pretensję, że informacja ta obiegła cały świat „od Iranu
przez Rosję”.
Informacja o tym, że została zatrzymana i przez wiele godzin przesłuchiwana, autorka
pewnej grafiki, kontrowersyjnej: Matka Boska z tęczą w tle. Jako
Gdańszczanin mam okazję obcować od urodzenia z podobnymi dziełami. Jedno
z nich wisi w kościele mariackim. To kopia obrazu Hansa Memlinga „Sąd
Ostateczny”. W centrum obrazu jest postać Chrystusa a w tle wielka tęcza
– stwierdził zupełnie serio Donald Tusk w swoim uniwersyteckim przemówieniu.
Sąd Ostateczny / autor: Hans Memling
Zatrzymana
dziękując w internecie za wsparcie powiedziała, jestem bardzo zmęczona,
ale przede wszystkim w głowie mi się to nie mieści. Powiem szczerze,
mi też to się nie mieści w głowie
Argument,
że tęcza symbolizująca ruch LGBT jest w jakiś sposób zgodna z symbolem
biblijnego Przymierza jest kłamliwy lub - co najmniej - błędny; te dwa
symbole pozostają w kulturowym konflikcie - napisało na Twitterze Forum
Żydów Polskich.
Zatrzymanie
Elżbiety Podleśnej i postępowanie w sprawie profanacji w Płocku było
absolutnie zgodne z prawem - powiedział w środę szef MSWiA Joachim
Brudziński. Jego zdaniem policja ma też obowiązek ustalić tożsamość
innych osób uczestniczących w tym akcie.
Zacznijmy
od brexitu. Zdaniem Tuska problem ten pojawił się wraz z przystąpieniem
Wielkiej Brytanii do wspólnoty. Do tego referendum „wypadło
w najgorszym możliwym momencie” i jest efektem „fałszywej
kalkulacji politycznej”.
Paradoksalnie dopiero brexit obudził w Wielkiej Brytanii proeuropejski ruch
—
stwierdził Tusk, dodając, że podczas „Marszu miliona” z „dużą frajdą”
zauważył takie osobiste akcenty jak hasła, że powinien zostać premierem
na Wyspach. Ocenił, że wiele popularności w Wielkiej Brytanii przyniosło
mu jego stanowisko przeciwne brexitowi.
Po brytyjskim
referendum w 2016 roku pomyślałem, że jeśli uznamy sprawę za zamkniętą,
to będzie koniec. Dziś szans na to, że brexitu nie będzie, mamy moim
zdaniem 20-30 proc. To dużo
— przekonywał Tusk.
Czyżby nie pamiętał, co brytyjska prasa miała o nim do powiedzenia właśnie ws. brexitu?
Oświadczył,
że premier David Cameron dostał od UE więcej, niż tak naprawdę należało
się Brytyjczykom, ale nikt nie zwrócił na to uwagi, bo paliwem dla
brexitowych nastrojów była zwiększająca się liczba imigrantów na Wyspach
- również tych z Polski.
Gdybym więc postąpił
według tego, co mówią obecnie moi polscy oponenci, i dał Cameronowi to,
czego chciał, to Polacy byliby pierwszymi poszkodowanymi
—
stwierdził Tusk, dodając, że mówienie o upokorzeniu Brytyjczyków przez
UE jest argumentem absurdalnym, podnoszonym przez osoby fałszywe.
Moim
głównym zadaniem jest pilnowanie, by Unia wykazała cierpliwość mimo
odczuwalnych w wielu miejscach na kontynencie negatywnych emocji. Prawie
codziennie słyszę: a niech oni już sobie idą. Mówię kolegom, by jeszcze
chwilę poczekali. Irytacja irytacją, zmęczenie zmęczeniem, ale stawka
jest za wysoka
— przekonywał Tusk.
Redaktorzy
z Czerskiej nie zapomnieli także o swoim ostatnio ulubionym słowie,
jakim jest „populizm”. Zapytany o to Tusk stwierdził, że siły
populistyczne przeżywają swoje wzloty i upadki, ale nie jest
to nic nowego.
W wielu państwach obywatele
są bardziej proeuropejscy niż rządy. Bywa też odwrotnie. W Polsce
dzisiejsza władza zachowuje się bardzo dwuznacznie. Ostatnie deklaracje
są zdumiewająco proeuropejskie. Czas pokaże, czy to wyborczy cynizm, czy
coś trwałego. Ale mamy gwarancje proeuropejskich uczuć Polaków
— oświadczył Tusk.
W kontekście
populizmu odniósł się także do kryzysu migracyjnego. Stwierdził,
że wzbudził on demony i „dał tlen odrażającym formom politycznym,
wywołał na scenę ksenofobię i nacjonalizm”. Nie zapominał także
podkreślić swojej roli w tym wszystkim. Powiedział, że on sam
od początku podkreślał, że „polityka migracyjna nie może być funkcją
naszej bezradności”.
Nie istnieje polityka
migracyjna, jeśli nie ma się granicy. (…) Polityki otwartych drzwi nie
można uzasadniać tylko tym, że nie potrafimy zatrzymać nielegalnej
migracji. Kiedy pojawiły się głosy, np. w Berlinie, że ta fala jest
za duża, by ją zatrzymać, powiedziałem, że jest dokładnie odwrotnie,
że jest za duża, by jej nie zatrzymać
— mówił szef
RE, strasząc, że „jeśli liberalne demokracje nie zdołają zagwarantować,
że obywatele Unii będą czuli się bezpiecznie, to przegrają i oddadzą
za darmo władzę tym, którzy bezpieczeństwo przeciwstawiają wolności”.
Wspomnicie
moje słowa: dzisiejsi wodzowie „nowych suwerennych demokracji”
zatęsknią jeszcze do politycznego europejskiego centrum i szukać będą
drogi powrotnej, bo prawdziwi radykałowie staną się dla wielu ich
wyborców bardziej atrakcyjne
— mędrkował Tusk.
Rozmowa
dotyczyła również rządów Prawa i Sprawiedliwości. Tusk stwierdził,
że jest krytyczny w stosunku do rządu, ale nie ma kompleksów w Brukseli.
Zdaniem
Tuska w relacjach Polski z Ukrainą jest „niepokojąca pasywność i sporo
złej krwi”. Jego zdaniem kiepskie jest również pojednanie
polsko-niemieckie, które „dziś jest na krawędzi”.
Dziś
w Polsce wielu polityków usilnie pracuje nad tym, by odgrzać dawne
uprzedzenia. W Niemczech też się mogą tacy pojawić. Mam wrażenie,
że wielu polityków polskiej prawicy jest autentycznie przekonanych,
że Niemcy są wręcz zagrożeniem dla Polski
— oświadczył szef RE.
Tusk
pytany był także o to, czy „Polska wróci na należne jej miejsce
w polityce Unii”. W jego cenie ważniejsze od „niemądrej aktywności
polityków” jest „gra potencjałów”, a Polska wciąż potencjalnie jest
graczem wagi ciężkiej, ale Polska sama się z tego wycofała.
Spora
część Unii jest krytyczna wobec stanu praworządności w Polsce, ale
to w żadnym razie nie oznacza, że nasi partnerzy się z Polską nie liczą.
Polska traci nie tylko przez politykę PiS, której wielu nie akceptuje,
ale dlatego, że rząd jest w wielu dziedzinach pasywny. Orbán jest
o wiele bardziej krytykowany, ale Węgry są wciąż graczem w Brukseli,
a z Orbánem partnerzy się liczą. Problem Polski polega na tym, że rządzi
ktoś, do kogo nie można dotrzeć. Premier Mateusz Morawiecki przyjeżdża
do Brukseli i nie ukrywa, że władza nie jest w jego rękach. A przecież
to na spotkaniach europejskich liderów wykuwają się decyzje. Kto nie
ma w ręku władzy, ma tam niewiele do powiedzenia
—
przekonywał Donald Tusk twierdząc, że kiedy on sam był premierem,
to z innymi przywódcami konfrontował się o wiele agresywniej
niż Morawiecki.
Co więcej, Tusk nie zapomniał też o groźbach
Polexitu, w których lubuje się totalna opozycja. Stwierdził, że w takich
przestrogach jest dużo prawdy.
Mieliśmy status
autentycznego lidera regionu i choć nie byliśmy w stanie osiągnąć
wszystkiego, czego chcieliśmy, to nie dało się w Unii postanowić niczego
bez naszej zgody. (…) Można grać, walczyć, zawierać kompromisy.
W Polsce niestety to słowo odbiera się jako kompromitację
— powiedział Tusk.
Szef
RE oświadczył także, że jego największym sukcesem jest utrzymanie
jedności w Unii Europejskiej „wbrew wszystkim okolicznościom”. Dodał,
że udało się zrozumieć, że otwarta Europa nie oznacza Europy bez granic.
Chwalił się, że dużo wysiłku włożył w zbudowanie porozumienia Grecji
z Niemcami. Przekonywał, że jeśli ktoś wierzy w to, że jest obywatelem,
to 26 maja pójdzie na wybory.
To przecież właśnie Tusk, były polski premier, dawał pierwsze sygnały
do ataków na Polskę, nie tylko w sprawie art. 7, a jego antypolonizm był
i jest na tyle szokujący, by „spać spokojnie”. I chociaż ich człowiek
w Warszawie zawiódł, to jeszcze kąsa i jeszcze szkodzi Polsce i Polakom,
ale to już żaden mąż stanu, sprawny polityk szachujący innych czy
intelektualista, który miał przeprowadzić PO i KE przez pustynię
kolejnych lat w opozycji. Jesteśmy świadkami jak z tego wielkiego
politycznego balona, jego mocodawcy pomału spuszczają powietrze. Nawet
w sprawie szparagów nic już niemieckim bauerom nie pomoże, bo jest 500
plus. Donald Tusk to nie tylko zwyczajnie zły człowiek, ale wielki
szkodnik polskiej sprawy, a zarazem „Człowiek Roku” - „GW”. Jaka gazeta
taki „człowiek”.
Stawka tych wyborów jest ogromna. To wybór między Europą i jej normami,
a azjatyckim despotyzmem, a państwem budowanym na wzór putinizmu czy
Kazachstanu. To jest realne miejsce „Gazety Wyborczej” w tym sporze.
Dziś trzeba powiedzieć jasno, kto podnosi rękę na demokrację polską,
na inaczej myślących, ten podnosi rękę na Polskę. (…) —mówił Adam
Michnik podczas gali wręczenia nagrody Człowieka Roku „Gazety
Wyborczej”, którą w tym roku otrzymał Donald Tusk.
Laudację wygłosił historyk Timothy Snyder, który chwalił Tuska
za walkę o interesy Europy i Brytyjczyków, którzy postanowili opuścić
Unię Europejską.
Oburzył mnie brexit, ale nie sam
w sobie, który jest najczystszą głupotą. Oburzyło mnie to, że zwolnicy
brexitu, że ludzie, którzy nie widzą co to jest brak suwerenności,
że oni przez cały rok mówili o braku suwerenności i krytykowali Donalda
Tuska. Myślałem sobie, co to za świat, że człowiek, który ma o tym
pojęcie, który wie, co to jest brak suwerenności, kiedy on jest
krytykowany przez ludzi, którzy nic nie wiedzą
—mówił.
To co mi imponowało,
to to, że ten człowiek, który jest ofiarą groteskowej
niesprawiedliwości, że ten człowiek się nie bronił. Bronił samą Europę,
bronił interesów samych Brytyjczyków. Różnił się tym od innych ludzi,
że nie mówił o sobie, że nie chodziło o niego
—dodał.
Następnie głos zabrał Donald Tusk.
Kiedy
zadano mi pytanie, od którego roku czytam „GW”, zastanawiałem się
dłuższy czas, ale nie dlatego, że zastanawiałem się, które urodziny
obchodzi moja gazeta, ale że zawsze myślę, że jesteśmy razem dłużej
—rozpoczął były premier.
hciałem
te wyróżnienie zadedykować pamięci Pawła Adamowicza, który był dla mnie
bardzo ważną osobą w życiu prywatnym. Chciałbym podziękować mojemu
przyjacielowi Krzysztofowi Janowi Bieleckiemu. (…) Historia „GW”
to w pewnym sensie także historia „Solidarności”, to jest środowisko,
które uczyło nas młodych uczestników tego ruchu, uczyło czym jest
potrzeba kompromisu. Trzeba było nadzwyczajnej determinacji w latach
80., żeby zrozumieć, że zwycięstwo „Solidarności” nad komunizmem nie
może oznaczać wyeliminowania kogoś, kto jest naszym wrogiem, że wielka
zmiana, na którą liczyły miliony Polaków, może wykluczyć kogoś
z narodowej wspólnoty. (…) Ten sposób objawił się m.in. w Okrągłym Stole
czy Porozumieniach Sierpniowych. (…) Nie żeby kogoś pokonać
i zniszczyć, ale żeby wygrać i znaleźć przestrzeń, gdzie można
zawrzeć kompromis
—mówił Tusk.
Polska
wszędzie na świecie nadal jest traktowana jako ojczyzna zwycięskiej
„Solidarności”. Wszędzie na świecie spotykam porównania między Wąłęsa
a Gandhim. (…) Czasami konflikty polityczne zmuszają nas do szukania
nadzwyczajnych rozwiązań. „Wyborcza” i wasze środowisko potrafiło
znajdować takie metody, aby obok emocji znajdywać dobre rozwiązania
—dodał.
Kiedy
słucham dzisiaj sporów dot. sytuacji w Polsce i na świecie zawsze mam
jedno wrażenie., Często słyszymy argumenty, że nie możemy być
zintegrowani, że nie możemy budować zjednoczonej Europy, bo ona składa
się z różnych narodów i że w związku z tym, ta idea integracji nie
ma szans powodzenia, przepraszam za banał, ale jest dokładnie odwrotnie.
Zdaje sobie sprawę, że mirażem jest zjednoczenie Europy jako jeden
obywatelski naród, bez ambicji narodowych, to jest miraż, ale dokładnie
dlatego potrzebujemy Unii rozumianej jako nieustany proces budowania
kompromisów. (…) Jedyną metodą ochrony Europy jako całości jest
nieustanne szukanie kompromisów
—przekonywał Tusk.
Podobnie
jak z Unią jest dzisiaj z Polską. (…) Zwycięstwo w wyborach nie
oznacza, że oponenci znikną z pola widzenia. W Polsce będziemy żyli
ze sobą przez 5, 10, 200 lat. Ci, którzy wybierają Koalicję Europejską
i ci, którzy wybierają PiS. (…) Wyzwania jakie stoją przed nami mówią
nam dziś jedną rzecz: jeśli nie wyjdziemy dziś z klinczu konfliktu
politycznego, jeśli uwierzymy, że Ameryka i Europa musi się od siebie
oddalić, to możemy przegrać grę o stawkę najwyższą. Ile niepokoju może
budzić nowa polityk Amerykańska wobec UE
—przekonywał.
Chciałby,
aby ci, którzy potrafią odnaleźć wspólny język z prezydentem USA,
a do takich należy obecny rząd, aby przekonywali drugą stronę, aby nie
traktować Unii Europejskiej jako czegoś negatywnego
—apelował szef RE.
Nie
mieści mi się w głowie, aby nie budować najlepszych relacji z naszymi
sąsiadami, szczególnie z tymi, z którymi mamy najtrudniejszą historię
—zaznaczył.
Nie
stać Polski na przedłużanie tego przesadnie ostrego konfliktu. (…)
Można w Polsce zrobić razem i można bardzo dużo zepsuć jeżeli
będziemy osobno
—zakończył Tusk.
Był
wykład na UW, było kilka zdań na UAM, jest w końcu nagroda „GW”. Jak
widać promocja Tuska trwa w najlepsze, ale wyników brak, co pokazuje
chociażby ostatni sondaż prezydencki zrealizowany na zlecenie TVN-u”.
Donald Tusk nie zapewnił koordynacji prac organów administracji
rządowej, a także nie wydał żadnych formalnych poleceń podległym sobie
organom - napisano w projekcie raportu ws. Amber Gold.
Donald
Tusk "nie przejawiał zainteresowania" - wynika z wniosków końcowych
projektu raportu z prac sejmowej komisji śledczej ds. Amber Gold.
-
Wiele instytucji państwa nie dopełniło obowiązków ws. Amber Gold.
Skrajnie źle ocenić trzeba prokuraturę, służby specjalne i policję -
mówiła Małgorzata Wassermann, prezentując projekt raportu. "W toku prac komisji ujawnione zostało nieprawidłowe i nieetyczne
zaangażowanie wysokich funkcjonariuszy publicznych, w tym prominentnych
polityków Platformy Obywatelskiej w uwiarygodnianiu działalności
podmiotów z Grupy Amber Gold, polegające m.in. na zabieganiu o darowizny
na cele publiczne lub kulturalne" - napisano we wnioskach końcowych
projektu raportu do którego pełnej treści dotarła PAP.
Z raportu wynika też, że na żadnym etapie działalności piramidy
finansowej, także po 24 maja 2012 r., kiedy szef ABW przekazał
premierowi informację o faktycznym charakterze działalności Amber Gold,
Donald Tusk nie zapewnił koordynacji prac organów administracji
rządowej, a także nie wydał żadnych formalnych poleceń podległym sobie
organom administracji rządowej w celu podjęcia i koordynacji działań
mających na celu przerwanie przestępczego procederu.
"Symbolicznym
wręcz przejawem tych nieprawidłowości był udział w przeciąganiu po
płycie gdańskiego lotniska samolotu należącego do linii lotniczych z
Grupy Amber Gold takich osób, jak m.in. prezydenta Miasta Gdańska,
marszałka województwa pomorskiego, senatora RP (wszystkich związanych z
Platformą Obywatelską) oraz byłego prezydenta RP, Lecha Wałęsy" - dodano
w projekcie raportu.
Wynika
z niego również, że działalność Amber Gold "mogła i powinna była zostać
uniemożliwiona przez organy publiczne zarówno w momencie jej
rozpoczęcia, jak i na każdym późniejszym etapie rozwoju".
"Prezes
Rady Ministrów nie dokonał osobiście żadnych ustaleń i nie podjął
jakichkolwiek działań wobec podległych sobie instytucji i organów, tj.
prezesa UOKiK, przewodniczącego KNF, ministra transportu, budownictwa i
gospodarki morskiej (nadzorującego ULC), które to organy prowadziły
czynności wobec podmiotów z grupy Amber Gold" - czytamy w projekcie
raportu.
Dodano,
że Donald Tusk w celu zapewnienia wymaganego współdziałania służb
specjalnych mógł żądać od szefów ABW i CBA informacji związanych z
planowaniem i wykonywaniem powierzonych ustawowo zadań.
"W
sprawie Amber Gold ówczesny premier nie wykonywał osobiście
jakichkolwiek czynności nadzorczych nad ABW i CBA, jak i nie wydawał
żadnych wiążących wytycznych i poleceń szefom tych służb. A ponadto ani
razu formalnie nie zażądał informacji i opinii od szefów ABW i CBA" -
napisano.
Donald Tusk pojawił się w Warszawie na marszu "Polska w
Europie", organizowanym przez Koalicję Europejską. Zwrócił się z apelem
przed wyborami do Parlamentu Europejskiego.- Nie możemy pozwolić sobie
na ryzyko. Powiem to bardzo otwarcie: czy na pewno warto podjąć ryzyko
głosowania na tych, którzy dzisiaj prezentują się jako Europejczycy z
nadzwyczajnym entuzjazmem, ale ten entuzjazm ma raptem 2 tygodnie? -
mówił na zakończenie marszu "Polska w Europie" Donald Tusk.
- Krzycząc "prawo", gwałcili konstytucję, krzycząc
"sprawiedliwość", niszczyli polskie sądy, mówiąc o skromności, głośno
wykrzykiwali "te pieniądze nam się po prostu nalezą". A więc jeśli tak
samo chcą potraktować naszą europejskość, jak potraktowali konstytucję,
sądy i własne deklaracje dotyczące skromności i uczciwości, to znaczy,
że ten wybór jest naprawdę bardzo poważny - przekonywał Donald Tusk.
Zwracam się do wszystkich Polaków - nie wierzcie malkontentom, którzy
kręcą głową i mówią "od Sasa do Lasa, nie wiadomo, co ich łączy". Ich
łączy wyższe dobre, bo bezpieczna Polska w silnej, zjednoczonej Europie
to jest dzisiaj najwyższe dobro polityczne Polaków - przemawiał szef
Rady Europejskiej. - To nie jest głosowanie na mniejsze zło, to jest
głosowanie na większe dobro - dodał.
- Ostatnio słyszałem, że padły tu słowa o szariacie. Szariat to mniej
więcej w praktyce państwo wyznaniowe. Autor tych słów, a znam go długo i
dobrze, jak mówi, że chce przed czymś bronić, to z reguły o tym marzy -
stwierdził Tusk, nawiązując do słów prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego,
które padły na konwencji PiS w Łodzi. - W Europie widzę bardzo wielu
kandydatów na takich lokalnych wodzów. Na świecie różnie ich nazywają,
jeden się nazywa prezes, inny Ajatollah. Różnica jest relatywnie nieduża
- mówił Tusk.
Prosił, by przed wyborami do Parlamentu Europejskiego ludzie
"odrzucili zwątpienie i strach". - Nie ma żadnego powodu, żebyście się
lękali. Jest nas po prostu więcej, wystarczy w niedzielę pójść i wybrać
Polskę i Europę, te wielkie wartosci
Podczas swojego występu na pl. Konstytucji w Warszawie, Tusk mówił o „prezesie” i „ajatollahu”. To dość
ryzykowne porównania ze strony Donalda Tuska. Mesjasz Platformy
Obywatelskiej też mógłby zostać porównany do różnych nieciekawych
postaci. Pamiętajmy o nagrodach, które dostawał, chociażby tę im.
Walthera Rathenaua. Ktoś mógłby porównać go np. do Janusza Radziwiłła,
generała Stanisława Szczęsnęgo Potockiego, hetmana wielkiego koronnego
Franciszka Ksawerego Branickiego czy hetmana polnego koronnego Seweryna
Rzewuskiego. Widać, że pustka programowa i impotencja intelektualna
przekładają się na próby obrażania. Mamy do czynienia z pasmem klęsk
wizerunkowych Donalda Tuska. Nie ma już w nim tego „powera”. Jest jak
balon, z którego spuszczane jest powietrze. Prawdopodobnie przez jego
mocodawców. Wizyty w Polsce wyglądają jak próby braterskiej pomocy
ze strony reprezentanta Niemiec i Malty – powiedział Janusz Szewczak. Jest
rudy i mściwy. Przypomina dziś rycerza von Gersdrofa wziętego
do polskiej niewoli w bitwie pod Grunwaldem. Platformę czekają kolejne
klęski pod Gruwaldem – dodał.
Szewczak przypomniał zarzuty, które pojawiły się pod adresem Donalda
Tuska, do których przewodniczący Rady Europejskiej nigdy się
nie odniósł.
Przypomnijmy, że nie odniósł się
do zarzutów ze strony Krzysztofa Wyszkowskiego nt. związków ze służbami
PRL. Nie odniósł się też do zarzutu ze strony Wojciecha Sumlińskiego nt.
bliskich relacji z Niemcami i kwestii finansowania początków KLD przez
Niemców. Nie odniósł się też do zarzutów o kontakty ludzi KLD
z przedstawicielami mafii pruszkowskiej
7 maja miały miejsce obchody 100-lecia UAM, uczelni, która w 1932
obdarowała prof. Kazimierza Twardowskiego swoim doktoratem honorowym.
Ten odwdzięczył się wspaniałym wykładem „O dostojeństwie Uniwersytetu”.
Temat „dostojeństwa” wrócił w wykładzie, a raczej pogadance politycznej
wygłoszonej przez przewodniczącego RE. Pan Tusk ustosunkował się do
wysłuchanych przez siebie słów podczas wykładu na UW. Według niego
nieistotna była treść wypowiadanych wtedy słów. Nieistotne były obelgi
czy inwektywy, istotne jest pytanie o to, czy uniwersytet jest
przestrzenią wolną, w której słowo może wybrzmiewać w sposób
nieskrępowany. I znowu – ważny był kontekst i miejsce tej wypowiedzi, a
także audytorium i reakcja elit intelektualnych zgromadzonych w tej Sali
— mówił ks. Bortkiewicz. Mówca dokonał autoryzacji znieważenia
wizerunku Królowej Polski. Przypomnę, że to wizerunek Królowej Polski,
która była nią wtedy, gdy nie było wojska, rządu, państwa. To nie jest
znieważenie uczuć. To znieważenie Królowej Polski— stwierdził.
„Polskość
to nienormalność – takie skojarzenie narzuca mi się z bolesną
uporczywością, kiedy tylko dotykam tego niechcianego tematu. Polskość
wywołuje u mnie niezmiennie odruch buntu: historia, geografia, pech
dziejowy i Bóg wie co jeszcze wrzuciły na moje barki brzemię, którego
nie mam specjalnej ochoty dźwigać, a zrzucić nie potrafię (nie chcę mimo
wszystko?), wypaliły znamię i każą je z dumą obnosić. Więc staję się
nienormalny, wypełniony do granic polskością, i tam, gdzie inni mówią
człowiek, ja mówię Polak; gdzie inni mówią kultura, cywilizacja
i pieniądz, ja krzyczę; Bóg, Honor i Ojczyzna (wszystko koniecznie dużą
literą); kiedy inni budują, kochają się i umierają, my walczymy,
powstajemy i giniemy. I tylko w krótkich chwilach przerwy rozważamy nasz
narodowy etos odrobinę krytyczniej, czytamy Brzozowskiego
i Gombrowicza, stajemy się normalniejsi”.
Jak podkreślił na koniec Maciej Świrski:
Reduta Dobrego Imienia nie uważa że „polskość to nienormalność”!
Miłościwie nam panujący Cesarz Europy i okolic, pan Donald Tusk nie
musi narzekać na zaniżone zarobki, typowe dla emigranta – miesięcznie
zarabia 140 tysięcy złotych. Prawdziwym interesem będzie jednak zdanie
urzędu imperatora, kwota uzbierana z podatków Europejczyków, jaką
dostanie od Brukseli, powala na kolana. Kiedy w grudniu Donald Tusk zakończy swoją w misję w Eurokołchozie, to
na otarcie łez zostanie mu dodatek przejściowy w łącznej wysokości 1,4
miliona złotych.
To jednak nie wszystko, ponieważ tak zacnej personie w opinii
eurokratów należy się coś od życia. Tak więc, nawet jeśli pan Tusk
znajdzie sobie jakąś pracę po rozstaniu z intratną brukselską posadką to
i tak przez dwa lata będzie mu wypłacana pencsja w wysokości 57 tysięcy
złotych miesięcznie.
„Nawet jeśli były polski premier znajdzie sobie nową pracę, wciąż
może inkasować dodatek przejściowy. Przestanie mu się należeć dopiero
wtedy, gdy nowa pensja w połączeniu z rekompensatą przekroczy
wynagrodzenie, jakie Tusk dostaje obecnie jako szef Rady Europejskiej,
czyli prawie 140 tysięcy złotych miesięcznie.”
Tomasz
Arabski był pod każdym względem świetnym szefem kancelarii premiera i
nie ponosi w najmniejszym stopniu żadnej odpowiedzialności za katastrofę
smoleńską – podkreślił w poniedziałek Donald Tusk.
To musiało mocno zaboleć! Juncker publicznie zadrwił z Tuska
i widać było, że sprawiło mu to przyjemność. Donald Tusk w czasie
konferencji prasowej powiedział, że nie jest brany pod uwagę jako
kandydat na przyszłego przewodniczącego Komisji Europejskiej.
„Na szczęście nie” - zażartował stojący obok szefa Rady Europejskiej
obecny szef KE Jean-Claude Juncker. I tak Juncker wbił szpilę Tuskowi,
a internauci sprawę komentują. Złośliwości pod adresem byłego premiera
nie brakuje.
Biorąc
pod uwagę smog i rolę rosyjskiego węgla w polskiej gospodarce, byłbym
bardziej wrażliwy na cele klimatyczne - mówił w Brukseli szef Rady
Europejskiej Donald Tusk, komentując m.in. polską blokadę zapisów w
sprawie neutralności klimatycznej na unijnym szczycie.
Polski
rząd niczego nie ugrał dla siebie w kwestii obsadzenia kluczowych
stanowisk unijnych - ocenił w czwartek szef Rady Europejskiej Donald
Tusk. Pytany, czyją winą jest brak kandydata Europy
Środkowo-Wschodniej...
Esteban Gonzalez Pons, który reprezentuje Europejską Partię Ludową
nie szczędził słów krytyki w stosunku do odchodzących unijnych władz.
Hiszpan krytykował sposób wyboru najwyższych urzędników w Unii Europejskiej.
Zadecydowali
państwo również, jak będzie wyglądała struktura KE, ilu będzie
wiceprzewodniczących. To jest niezgodne z traktatem. Narzucają państwo
PE, kto miałby zostać wybrany na naszego przewodniczącego. Teraz chcą
państwo zadecydować, kto będzie stał na czele Europejskiego Banku
Centralnego. To nie jest demokracja. Pan tak naprawdę popiera
eurosceptyków, a nawet nacjonalistów
Te słowa skierowane były właśnie do Tuska. I dobrze, że padły.
Bo nawet jeśli - założmy na chwilę - Tusk miałby rację oskarżając
polski rząd o fatalną strategię („Widzę, kiedy to porównuję z naszą
pozycją w Europie sprzed kilku lat, że generalnie o wiele lepiej mieć
pozytywne projekty”) to przecież Polska nie jest jedynym krajem regionu.
Można było wskazać na jedno z pięciu kluczowych stanowisk kogoś
z Czech, Słowacji czy innego kraju unijnego wschodu, południa i północy.
Wskazać albo choćby o to zawalczyć. Konkretnie - mógł to zrobić
Donald Tusk, w końcu „król Europy”, sam sugerujący często, że wie, jak
skutecznie poruszać się po salonach.
Skoro Tusk tego nie zrobił, to znaczy, że albo niewiele może, albo
w istocie nie zależy mu na geograficznej, regionalnej równowadze w Unii,
albo jedno i drugie.
W każdym razie, to powinien być jego problem, może nawet bardziej niż polskiego rządu. Bo polski rząd miał prawo uznać, że woli zablokować Timmermansa niż walczyć o jakieś stanowisko. Miał prawo, bo realnie patrząc, Timmermans w roli szefa KE mógłby nam zrobić sporą krzywdę,
byłby także potężnym upokorzeniem i sygnałem, że można zrobić karierę
na atakowaniu Polski. Z kolei jakiekolwiek realnie ważne stanowisko dla
Polaka nie wchodziło w grę także dlatego, że pięć lat temu awansował
Tusk, więc teraz szanse były bliskie zeru.
W tym kontekście zachwianie
regionalnej równowagi w Unii, oddanie wszystkiego starym państwom
członkowskim, nie jest ani winą, ani problemem polskiego rządu, na pewno
nie problemem pierwszoplanowym. My w obecnej sytuacji,
w obliczu wieloletniej nagonki, mieliśmy i musieliśmy mieć inne
priorytety, sprowadzające się do obrony podstaw naszej suwerenności
i prawa do reform. Bo przy tej skali ataku my musimy bronić się przede
wszystkim na poziomie państwowym, krajowym. Inne drogi
to gruszki na wierzbie.
Ale Tusk nie może wzruszyć ramionami.
Również z tego względu, że będzie odchodził ze stanowiska zostawiając
wspólnotę porządnie zdemolowaną przez egoizm silnych i bogatych;
i to Tusk nie potrafił ich powstrzymać przed tak brutalnym wyrażeniem
frustracji i złości na niepokornych środkowoeuropejczyków.
Pytajmy Tuska o jego skuteczność w Unii. To, że wiemy, że była i jest niewielka, nie znosi wagi pytań.
Wiceszef Europejskiej Partii Ludowej, Hiszpan Gonzalez Pons
krytykuje Donalda Tuska za efekt unijnego głosowania nad obsadą
najważniejszych stanowisk w Unii Europejskiej. - Wykluczył pan Europę
Wschodnią z podziału stanowisk. W tym pakiecie nie znalazło się ani
jedno nazwisko z tego regionu – powiedział Pons podczas debaty w
Parlamencie Europejskim. (...)
- Zadecydowali państwo również, jak będzie wyglądała struktura KE, ilu będzie wiceprzewodniczących. To
jest niezgodne z traktatem. Narzucają państwo PE, kto miałby zostać
wybrany na naszego przewodniczącego. Teraz chcą państwo zadecydować, kto
będzie stał na czele Europejskiego Banku Centralnego. To nie jest demokracja. Pan tak naprawdę popiera eurosceptyków, a nawet nacjonalistów – powiedział Gonzales Pons, zwracając się do Donalda Tuska.
Donald Tusk kończy szefowanie Radzie Europejskiej. Jak
ocenia Paweł Musiałek, dyrektor Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego,
pięcioletnia kadencja Tuska nie była pasmem sukcesów. Największe
porażki Donalda Tuska jako szefa Rady Europejskiej to Unia
energetyczna, brexit i relacje z USA. Oczywiście Tusk odniósł również
sukcesy. Zachował jedność UE w obliczu kryzysów oraz zadbał o utrzymanie
sankcji wobec Rosji.
Fakt, że Donald Tusk nie pojawi się na wtorkowym przesłuchaniu oznacza,
że komisja będzie musiała wydłużyć pracę lub też zrezygnować z
kontynuacji przesłuchania byłego premiera.
Donald Tusk nie wesprze kampanii wyborczej polityków opozycji
ponieważ nie wierzy, iż pokona ona PiS. Wiele wskazuje na to, że to jego
koniec w krajowej polityce. Informacje na ten temat pojawiły się w
politycznych kuluarach konwencji programowej Platformy Obywatelskiej w
ostatni weekend. Donald Tusk miał powiedzieć swoim znajomym, że nie
wierzy w wyborczy sukces opozycji. […]
Donald Tusk dostosował się do kłamliwej tezy opozycji, że PiS ponosi odpowiedzialność za falę przemocy.
Ta przemoc
to efekt trwającej od 4 lat propagandy nienawiści i pobłażania
przemocy. Polska musi być lepsza. Państwo musi chronić bitych
i skutecznie ścigać bijących oraz szerzących nienawiść
— napisał Schetyna na Twitterze.
Argumentom stawianym przez Tuska, Schetynę i innych
przedstawicieli opozycji zadają kłam działania podejmowane przez służby
chroniące bezpieczeństwo i porządek publiczny.
Nie
było i nie ma przyzwolenia na chuligańskie zachowania, godzące w prawa
innych. Każda osoba, która dopuszcza się łamania prawa lub utrudnia
policjantom wykonywanie zadań, musi liczyć się z konsekwencjami. Policja
będzie zawsze stanowczo reagować na przejawy takich zachowań
— podkreśliła minister spraw wewnętrznych i administracji Elżbieta Witek.
Od dłuższego czasu mamy do czynienia z niezwykle intensywną dyskusją
społeczną, której przedmiotem jest Kościół. Pojawia się wiele głosów
nieprzychylnych, a nawet wrogich, wobec Kościoła i wartości religijnych.
W ostatnich tygodniach miały jednak miejsce akty jawnej profanacji
największych świętości, wobec których trzeba zdecydowanie zaprotestować.
Mam tu na myśli przede wszystkim profanację jasnogórskiego wizerunku
Matki Bożej, jak również akty bluźnierstwa, do których dochodzi podczas
tzw. marszów środowisk gejów, lesbijek, biseksualistów i
transseksualistów. Inicjatywy te cechują się swego rodzaju
przewrotnością, bo pretekstem do ich organizowania jest rzekomo promocja
większej tolerancji w społeczeństwie, tymczasem – o czym wspominałem w
liście – stają się one miejscem jawnej nietolerancji, obscenicznych
prezentacji oraz sposobnością do okazywania pogardy wobec
chrześcijaństwa, w tym także do parodiowania liturgii Eucharystii, oraz
do nawoływania do nienawiści w stosunku do Kościoła i osób duchownych.
Do tego należy dodać napaści na świątynie i fizyczne ataki na księży. W
ostatnim czasie zaistniało w społeczeństwie naprawdę wiele zła, które
dotyka wspólnotę Kościoła i wprost uderza w Boga i Matkę Najświętszą
Długa lista lotów Donalda Tuska. PiS ujawnia dokument
„Donald Tusk odbył w ciągu 6 lat i 10 miesięcy urzędowania jako premier 281 lotów do Gdańska”. zobacz więcej
Apelujemy o podstawową, elementarną uczciwość i sprawiedliwość w
traktowaniu wysokich urzędników państwowych i o przykładanie takiej
samej miary do wszystkich – powiedział zastępca rzecznika Prawa i
Sprawiedliwości Radosław Fogiel, odnosząc się do sprawy lotów o statusie
HEAD.
– Przypomnę jeszcze, że zdarzały się takie sytuacje, kiedy w kampanii
wyborczej pani premier Ewa Kopacz na pokładzie pociągu dokonywała
inspekcji kotleta, a za nią leciał pusty rządowy samolot. Dlatego
jeszcze raz apelujemy o przykładanie takiej samej miary do wszystkich –
podkreślił Fogiel.
Podczas konferencji prasowej prezes PiS Jarosław Kaczyński odnosząc się
do sprawy podkreślił, że „reguły muszą być takie same dla wszystkich”.
– Donald Tusk odbył w ciągu sześciu lat i 10 miesięcy urzędowania jako
premier 281 lotów do Gdańska. Ja w tej chwili oczekuję od państwa
zainteresowania tym. Odbył też szereg podróży do krajów egzotycznych,
atrakcyjnych turystycznie, ale co do sensu politycznego tych wyjazdów
można mieć pewne wątpliwości. No i jeździł tam z żoną – wskazał
Kaczyński.
Jak dodał, „w związku z zasadą obiektywizmu trzeba się tym bardzo poważnie zająć”.
Atakują, a sami latali. Tylko podróż Tuska do Peru kosztowała podatnika 1,5 mln zł
Co z
wyborczymi podróżami Ewy Kopacz rządowym samolotem? Poseł PO-KO: Nie
pamiętam takiego zdarzenia.
Donald Tusk jest w formie. Potrafi przyłożyć oponentom, odwrócić
uwagę od swoich grzeszków i zaniechań. Mówimy jednak o formie sprawnego
polemisty, a nie polityka chcącego odgrywać kluczową rolę w państwie.
Tu sam Tusk sprawia wrażenie człowieka zrezygnowanego, który wszystko
to, co najlepsze zostawił dawno za sobą.
Były premier jest miłośnikiem piłki nożnej. Obecnie
przypomina zawodnika kończącego przygodę z futbolem, który nie marzy już
o transferze życia. Wie, że nie wygra Ligi Mistrzów. Skupia się
na podpisaniu emeryckiego kontraktu w zespole bez większych ambicji, ale
z bogatym budżetem. Przewodniczący Rady Europejskiej też zdaje sobie
sprawę, że hasło „powrót Tuska” nie ma już tej siły oddziaływania. Ba,
były premier otwarcie przyznaje, że jego macierzyste środowisko wybrało
inną drogę niż tę, którą sugerował.
Uważam, że zmniejsza to szanse na wygraną
— przyznał w wywiadzie dla TVN24.
A nie był to jedyny przypływ szczerości…
Serce czasem wyrywa się nad Wisłę, nawet jeżeli w tej Wiśle są…
Tej myśli Donald Tusk jednak nie dokończył. Niech każdy sam sobie dośpiewa resztę.
I chociaż
data 2 grudnia (już po wyborach), którą były premier wskazuje jako
termin, w którym przedstawi swoją dalszą przyszłość polityczną, może
sugerować grę na przeczekanie, to jednak cały występ w TVN24 bardziej
przypominał zapowiedź pożegnalnego meczu niż decydującej rozgrywki.
A może
to tylko wrażenie? Może Tusk chce uciszyć emocje i przygotować plot
twist w najmniej oczekiwanym momencie? Owszem, wiele będzie zależało
od wyniku jesiennych wyborów, ale chyba przewodniczący Rady Europejskiej
sam nie ma złudzeń co do finału. To postawa, którą najlepiej oddaje
tytuł piosenki Pidżamy Porno - „Czekając na trzęsienie ziemi”.
A przecież akurat ten come back miał być wielki, głośny i bezwarunkowy.
Tak się nie stało.
Środowisko naturalne człowieka, które wymaga ochrony, to nie tylko
oceany, powietrze i lasy. Jest to również prawda w życiu publicznym,
wolności, praworządności i solidarności międzynarodowej. Aby chronić
prawdę, nie wystarczy oskarżać innych o promowanie fałszywych
wiadomości. Szczerze mówiąc, wystarczy po prostu przestać kłamać. Dziś
zbyt wielu polityków używa kłamstw jako stałej metody utrzymania władzy –
powiedział na forum ONZ Donald Tusk, szef Rady Europejskiej.
Odchodzący ze stanowiska przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk
wygłosił przemówienie przed Zgromadzeniu Ogólnym ONZ. Były polski
premier próbował przekonywać, że nie ma konfliktu pomiędzy patriotyzmem a
globalizmem.
Patriotyzm XXI w. musi mieć również wymiar globalny, aby nie stał
się, jak to już wielokrotnie miało miejsce, egoizmem narodowym.
Historia naszych narodów pokazuje, jak łatwo jest zamienić miłość do
ojczyzny w nienawiść do sąsiadów. Jak łatwo jest zamienić dumę z własnej
kultury w pogardę dla kultury obcych. Jak łatwo jest używać haseł
własnej suwerenności wobec suwerenności innych. Wiem, że słowo globalizm
nie brzmi atrakcyjnie. Osobiście wolę słowo solidarność, tak ważne dla
mnie i dla mojego narodu. W moim politycznym słownictwie globalizm i
solidarność oznaczają to samo. I nie mówię tu o jakiejś naiwnej
ideologii czy abstrakcyjnej lingwistyce, ale o konkretnych wyzwaniach i
szansie na pragmatyczne rozwiązania.
— mówił.
Stwierdzał dalej, że życie może zamienić się w piekło, jeśli nie
znajdzie się odpowiednich rozwiązań dla globalnych zagrożeń i
wyniszczenia środowiska.
Zbliżamy się szybko do punktu, po przekroczeniu którego będziemy w
stanie jedynie łagodzić zmiany klimatyczne, a nie je odwracać.
— przemawiał.
Jednak Donald Tusk postanowił zagrać „męża stanu” i postanowił przejść do bardziej politycznych wątków.
Jednak środowisko naturalne człowieka, które wymaga ochrony, to
nie tylko oceany, powietrze i lasy. Jest to również prawda w życiu
publicznym, wolności, praworządności i solidarności międzynarodowej. Aby
chronić prawdę, nie wystarczy oskarżać innych o promowanie fałszywych
wiadomości. Szczerze mówiąc, wystarczy po prostu przestać kłamać. Dziś
zbyt wielu polityków używa kłamstw jako stałej metody utrzymania władzy
— stwierdził.
Aby chronić wolność, nie wystarczy o niej mówić w wystąpieniach.
Trzeba bronić praw jednostki wszędzie i na co dzień. Trzeba bronić
wolności słowa i wolności prasy. I trzeba przestać flirtować z
dyktatorami i autorytarnymi reżimami. Aby chronić rządy prawa, naprawdę
musicie zaakceptować, że prawo powinno być ponad władzą, a nie na jej
zawołanie. Jeżeli chcecie przestrzegać zasad solidarności
międzynarodowej, zawsze musicie pomagać słabszym, jeżeli są atakowani
przez silniejszych i bezwzględnych. Tak jak na przykład w przypadku
Ukrainy
— dodał.
Jeżeli możni naszego świata tego nie zrozumieją, przejdą do
historii nie jako przywódcy, ale jako fałszywi przywódcy. I słusznie
— zakończył.
„Wystarczy po prostu przestać kłamać”? Czyży Donald Tusk mówił o sobie i swojej dawnej partii – Platformie Obywatelskiej?
Papież Franciszek przyjął w sobotę na audiencji przewodniczącego
Rady Europejskiej Donalda Tuska. Nic nadzwyczajnego? Być może tak. Ale
wielu zaczęło zadawać to samo pytanie: „Czy zabrał ze sobą
Leszka Jażdżewskiego?”.
Wkład Kościoła w budowę Europy, przyszła struktura Unii Europejskiej
i migracja - takie tematy rozmów papieża Franciszka z przewodniczącym
Rady Europejskiej Donaldem Tuskiem w sobotę wymienił Watykan
w komunikacie po audiencji. Donaldowi Tuskowi towarzyszyła rodzina:
żona, dzieci i wnuki.
Tusk na Twitterze osobiście pochwalił się wizytą u papieża.
Przewodniczący
Rady Europejskiej Donald Tusk i szef Komisji Europejskiej Jean-Claude
Juncker pożegnali się na konferencji prasowej po szczycie unijnym w
Brukseli z przywódcami i dziennikarzami. "Zakładam, że jest to moja
ostatnia Rada Europejska" - powiedział Tusk.
Platforma
Obywatelska oficjalnie złożyła wniosek o powołanie Donalda Tuska na
szefa Europejskiej Partii Ludowej - potwierdził w rozmowie z PAP
senator-elekt i doradca lidera PO ds. międzynarodowych Marcin Bosacki.
Szef
Rady Europejskiej Donald Tusk, który przez macierzystą Platformę
Obywatelską został zgłoszony na przewodniczącego Europejskiej Partii
Ludowej, raczej nie będzie miał konkurencji na listopadowym kongresie
EPL - wynika z nieoficjalnych informacji PAP ze źródeł w ugrupowaniu.
Uważam,
że wydanie książki przez b. premiera, szefa Rady Europejskiej Donalda
Tuska jest wstępną zapowiedzią zgłoszenia się jako kandydata na urząd
prezydenta - ocenił w poniedziałek szef Komitetu Wykonawczego PiS
Krzysztof Sobolewski.
Nowe „dzieło” byłego premiera nosi tytuł „Szczerze” i jak przekonuje
twitterowy profil wydawcy książki, czyli Agory, ma dotyczyć kulisów
europejskiej polityki oraz „kluczowych momentów ostatnich lat”.
Z ostatniej chwili Znamy datę premiery książki @donaldtusk! 12 grudnia w Wydawnictwie Agora ukaże się „Szczerze” - dziennik opowiadający o kulisach europejskiej polityki i kluczowych momentach ostatnich lat. #donaldtusk#szczerze#wydawnictwoagorahttp://tiny.cc/t48afz
PO rozważa rozpisanie
prawyborów w KO, które wyłonią kandydata na prezydenta. Z decyzją
zamierza jednak poczekać na stanowisko Donalda Tuska. Z nieoficjalnych
informacji PAP wynika, że jeśli b. premier, szef Rady Europejskiej
zdecyduje się startować na prezydenta, prawyborów nie będzie.
Z
Donaldem Tuskiem widzimy się 20-21 listopada w Zagrzebiu, decyzja o
jego ewentualnym starcie w wyborach prezydenckich w moim przekonaniu
musi zapaść wcześniej - powiedział w środę lider PO Grzegorz Schetyna.
Według niego jeśli Tusk wystartuje w KO nie odbędą się.
Jednym
z takich potencjalnych, ogłaszających się co jakiś czas lub
nieogłaszających się co jakiś czas jest Donald Tusk, który cały czas
puszcza oko i pewnie dla takiej czystości debaty im to szybciej by
nastąpiło, tym lepiej - mówiła Barbara Nowacka w rozmowie z Radiem Zet.
Stwierdziła, że przedstawianie
kandydatów do wyborów parlamentarnych "na siłę, bo taka jest presja,
niewiele da".
Chcemy
po prostu być uczciwi wobec Donalda Tuska i mieć pewność, jakie są jego
plany - powiedział wiceszef PO Tomasz Siemoniak pytany, dlaczego PO
cały czas czeka na decyzję szefa Rady Europejskiej ws. startu w wyborach
prezydenckich. W jego ocenie Tusk jest "świetnym kandydatem na
prezydenta".
Nie
będę kandydował w zbliżających się wyborach prezydenckich -
poinformował we wtorek szef RE, były premier Donald Tusk w rozmowie z
dziennikarzami Polsat News i TVN24.
"Kilka lat temu wybrał apanaże. Teraz stchórzył. Nazwijmy
rzeczy po imieniu. Historia osądzi" - skomentowała decyzję Donalda Tuska
o
Ewakuacja po aferze taśmowej, z wewnętrznie skłóconą
partią i brakiem silnego lidera na jej czele, skończyła się miażdżącym
zwycięstwem PiS-u w 2015. Takie to były aspiracje? Może jestem naiwna,
ale chciałabym, żeby politycy aspirowali wyżej. Zwłaszcza
w trudnych czasach
— podkreśliła w kolejnym wpisie.
Donald Tusk nie wystartuje. PO ma dość czasu
na zorganizowanie prawyborów. Powinny się odbyć najpóźniej na przełomie
listopada i października. (…) A tak generalnie, to niezależnie od ocen
kontekstu, motywów i skutków - szkoda
Ten sondaż Ibrisu dla „Wirtualnej Polski” może być odpowiedzią na
pytanie, dlaczego Donald Tusk postanowił już teraz ogłosić, że nie
wystartuje w wyborach prezydenckich. Gdyby wybory na prezydenta odbyły
się w tę niedzielę, Tusk poległby z kretesem. Liderem sondażu jest
Andrzej Duda. Gdyby wybory odbyły się w tę niedzielę, oddanie głosu na
obecnie urzędującego prezydenta […]
Kandydatem
na prezydenta powinien być ktoś, kto będzie budował poparcie ponad
połowy Polaków, ja mam swoje bardzo wyraziste poglądy, ale one nie są
poglądami większościowymi w Polsce - mówi Donald Tusk w wywiadzie dla
belgijskiego dziennika "Le Soir", opublikowanym w sobotę przez "Gazetę
Wyborczą".
Po pięciu latach mam dość bycia głównym europejskim biurokratą;
jestem gotowy do walki i mam nadzieję, że wy też - mówił szef Rady
Europejskiej Donald Tusk do działaczy Europejskiej Partii Ludowej,
którzy dziś na kongresie wybierają go na szefa ugrupowania.
Tusk w rozmowie z „Die Zeit” stwierdził, że moment, w którym został
ponownie wybrany na szefa Rady Europejskiej, był dla niego
niezwykle dramatyczny.
Akurat polski rząd, mój własny kraj, głosował wówczas przeciwko mnie
— żalił się Tusk w rozmowie z niemieckim dziennikiem.
Co ciekawe, podkreślił, że ten moment był dramatyczny nie tylko dla niego osobiście, ale również i dla Europy.
W rozmowie
z „Die Zeit” Tusk odniósł się także do swojej kariery w unijnych
strukturach. Tusk podkreślił, że w ciągu ostatnich lat, gdy sprawował
funkcję szefa Rady Europejskiej udało się „rozwiązać kryzys grecki”.
Jego zdaniem udało się znaleźć „rozsądny sposób, aby zakończyć ten
długi, często przygnębiający spór”.
Chwalił się także wynegocjowaniem umowy ws. brexitu. Dodał, że bardzo dobrze pamięta noc po brytyjskim referendum.
Była
czwarta rano, gdy nadeszła wiadomość, że także Birmingham głosowało
nieznacznie za wyjściem. Wówczas zrozumiałem, że ponieśliśmy porażkę
— powiedział Tusk.
Dodał, że obejmując stanowisko szefa Rady Europejskiej nie spodziewał się, że jego praca będzie tak interesująca.
Czasami praca w Brukseli wydaje się beznadziejna. Ale i tak warto znów wtaczać kamień na górę
— stwierdził.
Dopytywany o to, jak widzi przyszłość UE, Tusk powiedział, że „jesteśmy w naprawdę krytycznym momencie naszej historii”.
Każdy
Europejczyk i Europa musi zadać sobie pytanie: Czy jesteś gotowy
wspierać Europę, czy chcesz się tylko skarżyć? Czy jesteś gotów walczyć
za swoje wartości, czy chcesz tylko komentować? Czy jesteś zdecydowany,
by zatrzymać populizm, czy też nie? Konflikt między dobrem a złem nigdy
nie jest rozstrzygnięty. Historia jest otwarta, jej los leży
w naszych rękach
Im więcej Donald Tusk osobiście zyskiwał, tym więcej traciły PO, opozycja, Polska i Unia Europejska.
Dziś,
1 grudnia 2019 r., Donald Tusk już nie jest przewodniczącym Rady
Europejskiej. I dzień wcześniej, gdy formalnie kończył urzędowanie, nie
tylko nie było fanfar w Brukseli, ale nie było łez i żalu, lecz cisza,
a nawet ulga. Tak jakby Tuska właściwie przez te 5 lat nie było albo
szybko chciano o nim zapomnieć. Okres jego przewodniczenia w Radzie
Europejskiej to właściwie same nieszczęścia i porażki: brexit, uchodźcy,
zepsute relacje z USA, zerwany traktat TTIP, izolacja Turcji
od UE i odpychanie od niej Bałkanów Zachodnich, unia dwóch prędkości
i dwóch statusów, wojny Komisji Europejskiej z państwami członkowskimi,
niepewność i strach zamiast stabilności i bezpieczeństwa. Parafrazując
Wojciecha Młynarskiego: wszystko, co w czasie przewodniczenia Tuska
mogło być spieprzone, zostało spieprzone. Z nawiązką.
Latem
2014 r. Donald Tusk skorzystał ze ścieżki międzynarodowej kariery,
możliwej wyłącznie dlatego, że silna była jeszcze wtedy europejska
i krajowa pozycja jego promotorki Angeli Merkel. Kanclerz Niemiec miała
powody, by Tuskowi pomóc, gdyż jego siedmioletnie rządy w Polsce nie
sprawiały Niemcom najmniejszych kłopotów, a wręcz przeciwnie.
Z punktu widzenia Berlina i niemieckich interesów (doraźnych oraz
strategicznych) były idealne i optymalne. Najpierw były więc najwyższe
niemieckie ordery, a potem kasa i splendor, czyli stanowisko szefa Rady
Europejskiej. Wobec dzisiejszej pozycji Merkel Tusk nie miałby już szans
na takie stanowisko. Idealnie wykorzystał więc historyczne okno.
W Polsce
Donald Tusk zbudował mit złotego wieku Platformy Obywatelskiej
i złotego wieku jej rządów, co miało skutkować mitem europejskiego
mocarstwa. Mit nie miał nic wspólnego z rzeczywistością, a wręcz
osłabiał pozycję Polski w UE. A to z tego powodu, że państwo, którego
premier został tak „doceniony”, nie może się sprzeciwiać praktycznie
w żadnej istotnej kwestii. I się nie sprzeciwiało ani na kilka lat przed
„wyniesieniem” Tuska, ani prawie półtora roku po tym fakcie. Dla Polski
mity Tuska, złotego wieku i mocarstwowości były wyłącznie konstrukcją
potiomkinowską. Nie potrafił rządzić, natomiast obudował te złe rządy
ogromną konstrukcją propagandy sukcesu, wzmocnioną równie potiomkinowską
konstrukcją uznania w światowych mediach i docenienia przez wiele
rządów oraz instytucji.
Dla zagranicy Tusk oraz Polska
w okresie rzekomego złotego wieku to była kura znosząca wielkie złote
jaja. Dosłownie, gdyż gdzieś w tym czasie przepłynęło z Polski ponad 250
mld zł, ileś ważnych spraw załatwiono bez sprzeciwu Polski, ileś
przewag, w tym konkurencyjnych zdobyto, ileś żywotnych polskich
interesów zostało zagłaskanych i zaklepanych po plecach. Poza
wysiłkiem modernizacyjnym, do jakiego Donalda Tuska i jego rząd zmusiła
organizacja Mistrzostw Europy w piłce nożnej (załatwionych zresztą przez
rząd PiS i prezydenta Lecha Kaczyńskiego i przyznanych Polsce oraz
Ukrainie 18 kwietnia 2007 r.), nic istotnego w sferze wielkich czy
choćby ambitnych przedsięwzięć ani ten „wielki przywódca”, ani „rząd
złotego wieku” nie zrobili.
W złotym wieku Tuska w dużym stopniu
Polska miała premiera z dykty, politykę imitującą aktywność,
quasi-podmiotowe relacje międzynarodowe będące w istocie nową wersją
postkolonializmu, gospodarkę wpędzoną w pułapkę średniego rozwoju
i duszoną przez ogromne transfery na zewnątrz oraz społeczeństwo
zaganianie do słabo opłacanej pracy, w minimalnym stopniu korzystające
ze wzrostu PKB i bogactwa narodowego. Złoty wiek Tuska był więc
w znaczącym stopniu epoką wtórnego postkolonializmu. A model sprawowania
władzy przez samego Donalda Tusk cechował brak powagi i poczucia
odpowiedzialności za cokolwiek. I ten model został przeniesiony
do Brukseli, co nie uszło uwagi urzędnikom przyzwyczajonym do solidności
i odpowiedzialności Hermana van Rompuya. I te cechy ma przywrócić
Charles Michel. Może dlatego po Tusku nie ma fanfar, żalu i łez.
Przez
lata Donald Tusk był największym przekleństwem Grzegorza Schetyny
i kierowanej przez niego partii (od 26 stycznia 2016 r.). Większość
kryzysów, przez jakie przechodziła Platforma Obywatelska, ta partia
zawdzięcza swemu ojcu założycielowi Donaldowi Tuskowi.
Z perspektywy Grzegorza Schetyny Tusk zostawił mu w partii spaloną
ziemię (jak zresztą w wielu innych dziedzinach). To za przewodnictwa
Tuska PO stała się partią całkowicie eklektyczną programowo. To Tusk
zaczął przesuwać PO na lewo, transferując takich polityków lewicy jak
Bartosz Arłukowicz, Dariusz Rosati czy Danuta Huebner. To Tusk wyrzucił
z partii bądź zmarginalizował jej konserwatywne skrzydło. To on zastąpił
idee i wartości pragmatyczną i oportunistyczną filozofią ciepłej wody
w kranie. To za jego rządów partia zaczęła się kurczyć zamiast rosnąć.
I to on zaprowadził styl rządów, który po przegranych przez KO (PO)
wyborach 13 października 2019 r. „Gazeta Wyborcza” opisała jako rządy
piątego piętra (w siedzibie partii na Wiejskiej), czyli sprawowanie
władzy „w oparach cygar i przy winie”. Schetyna tylko wszedł w buty
Tuska, żeby partia była w ogóle sterowna.
Donald Tusk przez pięć
lat po opuszczeniu stanowiska premiera rządu RP sprytnie podtrzymywał
mit straty nie do odrobienia, jaką dla polskiej polityki miał być jego
„awans”. Lepiej byłoby wyłącznie wtedy, gdyby wrócił. Ale realnie nie
mógł wrócić, gdyż wiedział (m.in. na podstawie różnych badań),
że żadnych wyborów już by nie wygrał, nawet uzyskując dobre wyniki,
a za to zniszczyłby mit zwycięzcy, zbawcy i proroka. A Grzegorz Schetyna
musiał przełknąć niczym niepopartą tezę, że PO przegrywa wskutek braku
Tuska w polskiej polityce, choć nie tylko on wiedział, że porażki
wynikają z dziedzictwa byłego premiera oraz jego wciąż mocnej pozycji
w polityce opozycji. Z Tuskiem byłoby jeszcze gorzej, lecz sympatycy
opozycji nie chcieli tego słuchać.
Na początku listopada
2019 r. Donald Tusk uznał, że ostatnie, na co może sobie pozwolić,
to porażka w wyborach prezydenckich, czyli najgorszy sposób pożegnania
z mitem. Schodząc z wyborczego ringu, Tusk uniknął nokautu
i część mitu uratował. Ale sposób, w jaki funkcjonował w latach
2007-2019 to już bezpowrotna przeszłość. Były premier wybrał optymalny
dla siebie scenariusz. Jego duch wciąż ma krążyć nad Polską, nawet mocno
osłabiony, a on w tym czasie będzie odcinał kupony od znajomości
zawartych w ostatnich latach i od międzynarodowej rozpoznawalności
dzięki funkcji przewodniczącego Rady Europejskiej. Ego Tuska może
oczywiście cierpieć na tym, że nie będzie mógł już uchodzić za zbawcę
i demiurga polskiej polityki, lecz lepsze nawet resztki mitu niż jego
rozbicie w pył wskutek porażki w wyborach prezydenckich.
Donald
Tusk może twierdzić, że z najwyższego w Europie stanowiska jej
„prezydenta” nie ma sensu już schodzić niżej, a znacznie lepiej się
funkcjonuje jako były „prezydent” Starego Kontynentu niż jako pokonany
w wyborach lokalnych - z europejskiej perspektywy. Jeśli ktoś sądzi,
że Donald Tusk choć przez chwilę przejmował się losem opozycji w Polsce
czy nawet tym, kto tu sprawuje władzę, to jest naiwny. Donald Tusk
przejmował się wyłącznie Donaldem Tuskiem. O pewnych sprawach mówił bądź
się w nie wtrącał wyłącznie dlatego, żeby podkreślić, jak wciąż jest
ważny i miarodajny. W 2014 r. ulotnił się z polskiej polityki, żeby
uniknąć odpowiedzialności za zbliżające się porażki w kolejnych
wyborach. One nie wynikają z braku Tuska, lecz są skutkiem jego bardzo
intensywnej obecności i siedmiu lat sprawowania funkcji premiera oraz
ponad jedenastu lat przewodzenia Platformie Obywatelskiej.
W Europie
Tuska już nie ma, mimo że został przewodniczącym Europejskiej Partii
Ludowej. Ale kto serio traktował jego poprzedników, np. kierującego EPL
aż 23 lata byłego wieloletniego premiera Belgii Wilfrieda Martensa?
A już mało kto nawet kojarzył francuskiego polityka Josepha Daula,
po którym Tusk objął kierowanie EPL. I Donald Tusk sam wie, że jest już
tylko politycznym emerytem. Dlatego pozuje na dawnego demiurga
i zapowiada większą aktywność w Polsce. Tylko tu już nikt na niego nie
czeka, szczególnie po rejteradzie w związku z wyborami prezydenckimi
w maju 2020 r. Jeśli będzie aktywny na wzór Lecha Wałęsy, będzie równie
groteskowy jak noblista. Nie lepszy jest zresztą model Aleksandra
Kwaśniewskiego. Ale Tusk musi stroszyć pióra, żeby ktokolwiek
traktował go poważnie.
Donalda Tuska politycznie już nie ma, ale
skutki jego kariery są i będą jeszcze dawać o sobie znać. Skutki
negatywne, czyli przekonanie europejskich przywódców, że nawet
wieloletni polski premier nie nadaje się do europejskiej roboty, więc
następców nie będzie się już w naszym kraju szukać. A w Polsce i PO Tusk
zostawił spaloną ziemię, na lata utrudniając, o ile nie uniemożliwiając
opozycji (nawiązującej do jego polityki) odzyskanie władzy. Im więcej
Tusk osobiście zyskiwał, tym więcej traciły PO, opozycja, Polska i Unia
Europejska. Taki to demiurg i cudotwórca.
Towarzyszący od lat Donaldowi Tuskowi były rzecznik jego rządu
Paweł Graś przeszedł z Rady Europejskiej, gdzie pracował z byłym
premierem przez minione pięć lat, do Europejskiej Partii Ludowej. Tusk
zabrał ze sobą też innych współpracowników, ale nie wszystkich.Paweł
Graś w Radzie Europejskiej był starszym doradcą ds. polityki i
komunikacji, odpowiadał za stosunki z Parlamentem Europejskim,
parlamentami narodowymi i partiami politycznymi.Donald Tusk zabrał ze sobą do EPL również innych współpracowników z
Rady Europejskiej. Szefową jego biura została Emilia Surowska, która
pracowała z byłym premierem jeszcze w Polsce. Doradcą ds.
komunikacyjnych przewodniczącego EPL została z kolei Beata Turska, która
w Radzie Europejskiej odpowiadała m.in. za wystąpienia i artykuły
przewodniczącego.Donald Tusk został wybrany na szefa Europejskiej Partii Ludowej na
kongresie partii w Zagrzebiu 20 listopada. 10 dni później zakończyła się
jego pięcioletnia kadencja w fotelu przewodniczącego Rady
Europejskiej.Poza przeniesieniem się do biura w innym miejscu w
Brukseli, Tusk –
jak wynika z nieoficjalnych informacji PAP – ma również zmienić
mieszkanie na mniejsze.Jego gabinet w EPL będzie liczył mniej współpracowników, niż gdy był
przewodniczącym Rady Europejskiej. Za swoim wieloletnim szefem do partii
nie przeszedł jego najbliższy współpracownik, szef gabinetu
przewodniczącego Rady Europejskiej w minionych pięciu latach Piotr
Serafin.Europejska Partia Ludowa to rodzina polityczna skupiająca partie
chadeckie i konserwatywno-liberalne. Należą do niej 84 ugrupowania z 43
krajów, z Polski są to PO i PSL. Kadencja przewodniczącego EPL trwa trzy
lata.
"Pomimo okresowych turbulencji nasza transatlantycka
przyjaźń musi trwać" - tak jedno zdjęć opisał na swoim TT Donald Tusk.
Na fotografii widać m.in. Donalda Trumpa, którego Donald Tusk trzyma na muszce. Z lewej strony widoczna jest także Angela Merkel.
Rafał Ziemkiewicz w telewizji TV Republika w ostrych słowach
wypowiedział się na temat Donalda Tuska. Publicysta zarzuca byłemu
premierowi hipokryzję i złe inwencje wobec Polski. – Wyjątkowo gardzę
tym typem. Takiej kanalii nie było w polityce od czasów gen. Zajączka.
Rafał Zinkiewicz był gościem w programie „Polska na dzień dobry” w TV
Republika.
"Europejska
Partia Ludowa musi chronić Europę przed ryzykiem nacjonalizmu" -
powiedział były przewodniczący Rady Europejskiej, a obecnie lider EPL
Donald Tusk w wywiadzie opublikowanym w piątek przez włoski dziennik "La
Stampa".
Były premier i tzw. Król Europy martwi się teraz o Brexit, o liberalizm,
choć jest przekonany, że „ulica i zagranica” to korzyść dla Polski,
a prezydent Emmanuel Macron według DonaldaTuska to nowa nadzieja dla
Europy. Powiem „szczerze” jak Donald Tusk - Eureka, noblistka
z literatury Oolga Tokarczuk dostrzegła wreszcie, że: „Coś jest
ze światem nie tak”. Szkoda tylko że oboje nie wgłębili się w tego
zjawiska przyczyny i sami nie uderzyli się we własne piersi,
bo to że świat jest dziś w ideowym zamęcie i na etyczno-moralnym
zakręcie wiadomo nie od dziś, a liberalizm, weganizm, kosmopolityzm,
antynatalizm, genderyzm, ale i ekologizm, globalizm, neomarksizm,
wojujący i zbrodniczy antychrześcijanizm jak i też całkiem nowoczesna
głupota, poprawność polityczna czy bliżej nieokreślone wartości
europejskie mają w tym szaleństwie i kakofonii informatycznej swój
znaczący udział. Podobnie bardzo zatroskani wydają się dziś być liczni
liberalni spece od wyprzedaży majątku narodowego z czasów poprzednich
rządów, którzy ubolewają nad wzmocnieniem pozycji naszych aktywów
narodowych w tym spółek SP, a zwłaszcza fuzją PKN Orlen SA z Lotosem -
inną spółką SP - czy chęcią zakupu innego znaczącego aktywu narodowego
firmy energetycznej - Energa, ale też ekspansją zagraniczną i nowymi,
dużymi inwestycjami Orlen SA i usilnie próbują temu przeszkodzić. Tak
w ogóle byli spece od „Zielonej Wyspy” martwią się o repolonizację
majątku narodowego, która wreszcie przybiera realny i skuteczny
charakter choć jest jeszcze wiele do zrobienia w tej kwestii, martwią
się też tym i chcą zablokować za wszelką cenę wzrost znaczenia polskich
firm na rynku europejskim czy uczynienia np. z PKN Orlen SA firmy
multienergetycznej, która nie chce stać w miejscu, ale chce tworzyć nową
wartość, ma nowe wizje rozwojowe, chce wprowadzać w życie nowe
inwestycje, technologie i instalacje i to te niskoemisyjne,
energooszczędne, tym bardziej, że strategia firmy przewiduje rozwój bez
górnictwa i atomu. Jest więc całkiem sensownym, że ta spółka SP pracuje
nad OZE, blokami gazowymi, a nawet rozwiązaniami wodorowymi. Chcemy się
wybijać na suwerenność gospodarczą i energetyczną unikając gigantycznych
kosztów tzw. dekarbonizacji i niektórzy w Polsce zaczynają to całkiem
udanie realizować, a przecież Polacy mieli być tylko dostarczycielem
kapitału i taniej siły roboczej.
Ani wspomnienia, ani dzienniki
nigdy nie są najbardziej wiarygodnym źródłem informacji, bo autor
naturalnie przedstawia się w lepszym świetle i relacjonuje wydarzenia
mocno subiektywnie, ale w tym przypadku nie można się nadziwić wizji
świata proponowanej przez Donalda Tuska.
Książka Donalda Tuska
Słabo
musiało być z Polską i tragicznie z Unią Europejską, skoro stojący
na jej czele człowiek opisuje rzeczywistość banałami rodem z nagłówków
europejskich tabloidów, nie podaje żadnej (!) nowej informacji,
polityków ocenia po kolorze skarpetek czy brody, w Londynie rozgląda się
za peronem opisywanym z powieści o Harry’m Potterze a w dodatku myśli,
że światowi przywódcy od Chin przez Rosję, Europę po Stany Zjednoczone
inspirują się jego – naprawdę banalnymi – wezwaniami do spokoju czy
postępowania zgodnie z sumieniem. Takie postrzeganie
rzeczywistości bardziej przystoi gimnazjalnej blogerce niż szefowi Rady
Unii Europejskiej i polskiemu politykowi najwyższych szczebli.
Tusk – istny geniusz
Przywódcy
zazwyczaj przeceniają swój wpływ na rzeczywistość, jednak proponowana
w „Szczerze” samoocena Tuska przypomina lapsusy Lecha Wałęsy, który
myślał, że sam zainspirował Donalda Trumpa do zostania prezydentem USA.
I tak oto w dobie konfliktu katalońsko-madryckiego Donald Tusk spotyka się z premierem Hiszpanii, a później odnotowuje:
Proszę
go o powstrzymanie od użycia siły (…) „Całe moje doświadczenie życiowe
uczy mnie, że przemoc nigdy nie prowadzi do dobrych rozwiązań –
tłumaczę spokojnie.
I bach, kolejny kryzys
zażegnany. Były premier potrafi też nawracać tłumy, np. gdy w Turcji
zwraca się do emigrantów i uchodźców:
Nie przybywajcie do Europy. Nie wierzcie przemytnikom. Nie ryzykujcie swoich pieniędzy i życia.
I w ten
sposób unijny lider znów zareagował na kryzys światowej skali. Także
Donald Trump ulega perswazji na każde słowo Tuska. Wpis z 18 listopada
2016 r.:
[prezydent USA] pyta, jak tam brexit i kto
następny w kolejce do wyjścia. Trochę markotnieje, kiedy mówię,
że brexit bardzo zjednoczył pozostałe państwa i że nikt więcej nie
szykuje się do opuszczenia Unii.
W ogóle z notatek
Tuska wynika, jakoby światowi liderzy nie mieli żadnych pracowników,
gabinetów, sekretarzy, nie mają pojęcia o świecie, dopóki nie powiedzą
sobie jakiegoś ogólnoludzkiego frazesu. I tak oto polski polityk oświeca
premiera Holandii:
Tłumaczę Markowi Ruttemu, że blokujac umowę, postępują niemądrze i niemoralnie równocześnie, a on tylko rozkłada ręce.
Doprawdy?
Wobec gry wielostronnych interesów, lobbystów międzynarodowych
koncernów, presji społeczeństw, gry europejskich mediów, działań
opozycji parlamentarnych w demokratycznych krajach wystarczy powiedzieć,
że dana decyzja jest „niemądra i niemoralna”? To ma poruszyć światowych
liderów, którzy zarządzają dziesiątkami milionów ludzi i potężnymi
zasobami ekonomicznymi? „Bądź mądry i moralny” i, znów, za pstryknięciem palcami, świat staje się lepszy? Czy
to jest skrajna naiwność i infantylizm czy raczej Tusk dostosowuje
poziom przekazu do swojego wyobrażonego czytelnika?** Może były szef
PO uznał, że Polacy nie zrozumieją zawiłości gier politycznych i lepiej
sprzedać im bajkę o gimnazjalnych pouczeniach z godzin wychowawczych?
Książka
naszpikowana jest relacjonowaniem kto kiedy pochwalił Tuska, kto mocno
bił brawo, kto się wzruszył podczas jego przemówienia i jak trafne
twitty napisał autor. I jakże Obama mu kibicował: „Trzymaj się Donald”.
Zapewne ma to zrobić wrażenie na zakompleksionych fajnopolakach, ale
od lidera UE wymagalibyśmy raczej rozwiązań problemów a nie zdjęć
z wielkimi tego świata (zdjęć w książce dużo, ciekawych
i świetnie zrobionych)
Tusk – istny prorok
Trudno
uwierzyć, że książka była faktycznie spisywana jako dziennik. Raczej
odtworzono wpisy z kalendarza szefa Rady dodając jakieś komentarze
z artykułów dla czytelników tabloidów. Raz że rzadko kiedy dziennik
pisze się w czasie teraźniejszym (większość autorów dzienników na koniec
dnia pisze: zrobiłem, zjadłem, powiedziałem, a nie „robię, jem,
mówię”), a dwa że przy infantylizmie wyżej wspomnianych refleksji dość
naiwnie jest wierzyć, że Tusk przewidział tyle zmian na świecie,
o których twierdzi, że przewidział.
A podobno od razu
dostrzegł, że Macron zostanie prezydentem (zanim ten w ogóle ogłosił
swoją kandydaturę), że Trump wygra wybory, że Kijowski jest podejrzany,
że Saruysz-Wolski opuści Platformę Obywatelską, a Bronisław Komorowski
zakończy prezydenturę na pierwszej kadencji. I jedna nowość – Tusk
od początku był sceptyczny wobec projektu Angeli Merkel o przyjmowaniu
emigrantów! Na pusty śmiech, drodzy państwo, się zbiera gdy
jeden z najwierniejszych współpracowników Berlina przedstawia się jako
skryty Berlina krytyk, który już na wstępie przejrzał błędy
kanclerz Niemiec:
Niemcy są zachwyceni sami sobą,
pokazują Europie, co znaczy otwartość i gościnność, ale coraz wyraźniej
widać, że szlachetne intencje i moralne pobudki niekoniecznie służą
rozwiązaniu problemu.
Tusk rozumie świat lepiej niż
ktokolwiek inny. Dzwoni do niego Erdogan, o pomoc błąga go Poroszenko,
widzi naiwność świata, wreszcie martwi się Polską. Nawet taksówkarze
w Brukseli się tą Polską martwią:
Coraz częściej
słyszę i od brukselskich taksówkarzy i polityków, zaskoczone, pełne
niedowierzania głosy: Co tam się u Was dzieje?
Tusk – istna katastrofa
Można
zrozumieć, że takie dzienniki nie będą dziełem na miarę Juliusza Cezara
i nie będą miały literackiego stylu na miarę innych autorów jak Leopold
Tyrmand czy Stefan Kisielewski. Ale dlaczego nie ma u Tuska żadnych
refleksji cywilizacyjnych? Dużo mądrzejsi są w swoich książkach Radek Sikorski („Polska może być lepsza”) i Grzegorz Schetyna („Historia pokolenia”)!
Światowy
lider co prawda opisuje arcydzieła malarstwa, które lubi oglądać,
przytacza tytuły książek, które czyta (Cortazara, Littela, Houellebecqa)
i nie mamy powodów kwestionować jego czytelnictwa, jednak nic z tych
lektur nie wynika! Po zamachach terrorystycznych ogarniających Europę
autor „Szczerze” opisuje, że przesyła kondolencje i się martwi,
o kryzysie w strefie euro że trzeba tegoż euro więcej, a o Brexicie
że zawinił po prostu populizm Camerona. O Kościele katolickim,
że PiSowski, o Jarosławie Kaczyńskim, że kiedyś wyszedł z negocjacji
z nim, bo miał niby uznać kwakanie kaczki za oknem za prowokację.
Dlaczego „Szczerze” jest tak druzgocząco płytka intelektualnie?!
Ludzie
widziani oczami Tuska niewiele mają do powiedzenia: Đukanović
z Czarnogóry „ma blisko dwa metry wzrostu” i jest kontrowersyjny (ale
ma łzy w oczach po słowach Tuska), Książę Salman z Arabii Saudyjskiej
to „bardzo przystojny mężczyzna, silny i zdecydowany, ze świdrującym
spojrzeniem i kruczoczarną brodą kontrastującą ze śnieżnobiałą
galabiją”. Trudeau ma kolorowe skarpetki – i tylko takie refleksje
o graczach światowej rangi interesują wielbicieli Tuska?
Jest też
i polityczny guru Tuska – Lech Wałęsa. Były prezydent miał powiedzieć
na początku kadencji szefa UE: „Niech pan tam uważa, ja to się boję,
że ta Unia to się chce podzielić, a Polaka wzięli, żeby było na kogo
zwalić odpowiedzialność. I znowu będzie wina Tuska”. I można się nieco
zgodzić z dawnym przywódcą Solidarności – gdzie się Donald Tusk nie
pojawi tam nadchodzi katastrofa. Książka też jest taką katastrofą –
zwłaszcza intelektualną. Szczerze.
Zdaniem Tuska „zagranica i ulica to bardzo dobre metody, żeby powstrzymać rządzących od tego typu rzeczy”. Niepotrzebne
są tu przesady ani hiperbole. Nie będę mówił - uważam, że to jest
przesada - o masowych represjach. Nie musimy używać przesadnych słów.
To, co oni robią, jest wystarczające złe i niebezpieczne w sposób tak
oczywisty, tak dotykalny, że nie trzeba żadnych kolorów tutaj dodawać—powiedział. Zachęcam
wszystkich ludzi, żeby protestowali, żeby wychodzili na ulice (…) nie
tylko dlatego, że się sam stęskniłem za tego typu akcjami – choć
oczywiście też – ale obserwowałem, w jaki sposób uruchamia się
instytucje międzynarodowe, międzynarodową opinię publiczną, ale przede
wszystkim emocje tutaj, w kraju, kiedy jest się aktywnym i kiedy
się protestuje.
—mówił Tusk, podkreślając, że rządzący wycofali się już z niektórych
rozwiązań pod wpływem protestów ulicznych i zainteresowania Brukseli.
„W Brukseli zajmowali się tym głównie dlatego, w 90 proc. dlatego, bo widzieli, że ludzie w Polsce się tym przejmują” – dodał.
Zdaniem Tuska, w ten sposób w Polsce władza może zobaczyć, że są granice, których absolutnie nie może przekroczyć.
Ale
jeśli to zmęczenie tym ćwierć-reżimem, tą szarością, tym gniciem i złem
równocześnie, jeśli my będziemy na to reagowali raczej zmęczeniem
i apatią, czy pasywnością, to – nie chcę być złym prorokiem - w UE,
w Brukseli nie będą się wami zajmować. Nie łudźcie się, nie będą
—ocenił były szef Rady Europejskiej.
Jeśli
chcemy politycznej solidarności ze strony europejskich instytucji
i europejskich stolic, to nie możemy wierzyć w to, że oni będą bardziej
gorliwi w obronie polskiej konstytucji, czy polskich sądów, niż
my, Polacy
Zdaniem Tuska „zagranica i ulica to bardzo dobre metody, żeby powstrzymać rządzących od tego typu rzeczy”. Niepotrzebne
są tu przesady ani hiperbole. Nie będę mówił - uważam, że to jest
przesada - o masowych represjach. Nie musimy używać przesadnych słów.
To, co oni robią, jest wystarczające złe i niebezpieczne w sposób tak
oczywisty, tak dotykalny, że nie trzeba żadnych kolorów tutaj dodawać—powiedział. Zachęcam
wszystkich ludzi, żeby protestowali, żeby wychodzili na ulice (…) nie
tylko dlatego, że się sam stęskniłem za tego typu akcjami – choć
oczywiście też – ale obserwowałem, w jaki sposób uruchamia się
instytucje międzynarodowe, międzynarodową opinię publiczną, ale przede
wszystkim emocje tutaj, w kraju, kiedy jest się aktywnym i kiedy
się protestuje.
—mówił Tusk, podkreślając, że rządzący wycofali się już z niektórych
rozwiązań pod wpływem protestów ulicznych i zainteresowania Brukseli.
„W Brukseli zajmowali się tym głównie dlatego, w 90 proc. dlatego, bo widzieli, że ludzie w Polsce się tym przejmują” – dodał.
Zdaniem Tuska, w ten sposób w Polsce władza może zobaczyć, że są granice, których absolutnie nie może przekroczyć.
Ale
jeśli to zmęczenie tym ćwierć-reżimem, tą szarością, tym gniciem i złem
równocześnie, jeśli my będziemy na to reagowali raczej zmęczeniem
i apatią, czy pasywnością, to – nie chcę być złym prorokiem - w UE,
w Brukseli nie będą się wami zajmować. Nie łudźcie się, nie będą
—ocenił były szef Rady Europejskiej.
Jeśli
chcemy politycznej solidarności ze strony europejskich instytucji
i europejskich stolic, to nie możemy wierzyć w to, że oni będą bardziej
gorliwi w obronie polskiej konstytucji, czy polskich sądów, niż
my, Polacy
"To niezwykły, osobisty dziennik Przewodniczącego Rady Europejskiej.
Dzień po dniu towarzyszymy jego pierwszym krokom w nowej roli, poznajemy
kulisy europejskiej polityki i śledzimy najbardziej dramatyczne
wydarzenia ostatnich lat" – tak książkę Tuska reklamuje wydawca.
Jednak wygląda na to, że część wpisów powstała post factum, a autor dość
luźno podszedł do chronologii przywoływanych przez siebie sytuacji. Oto
przykład.
W książce Tusk odnosi się m.in. do jednego z najgłośniejszych wydarzeń
poprzedniej kadencji Sejmu – okupacji sali plenarnej przez opozycję
i słynnego wyjazdu Ryszarda Petru na Maderę.
"Źle się zaczyna ten rok dla opozycji w Polsce. Dramatyczna okupacja
sali sejmowej wzbudziła sporo emocji i kontrowersji, niektórych drażniły
elementy happeningu i zabawy, a przecież chodzi o bardzo poważną
sprawę. Trzymam za nich wszystkich kciuki, wiem, jak trudno w takiej
sytuacji zachowywać się bez przerwy śmiertelną powagę. Pytanie,
czy trzeba to wszystko transmitować w sieci?" – pyta Tusk.
Problem polega na tym, że były premier pisze o okupacji sali sejmowej
pod datą 3 stycznia 2016 r. Tymczasem opozycja rozpoczęła swoją akcję 16
grudnia 2016 r.
To nie jedyna nieścisłość, jaka znalazła się w książce "Szczerze".
Wcześniej błąd wytknął Tuskowi premier Mateusz Morawiecki. Poszło
o rekord bramek zdobytych przez Roberta Lewandowskiego.
Rezygnując
z kandydowania w wyborach prezydenckich w 2020 r. trochę unieważniłem
pięcioletnią, negatywną i niezwykle intensywną kampanie PiS, która była
wycelowano dość precyzyjnie we mnie - stwierdził były...
Pełna banałów, przekonywania
że światowa polityka to urocze wezwania do miłego i moralnego życia
zgodnie z dobrem wspólnym, wreszcie żmudne odnotowywanie gdzie, kto
i w jaki sposób pochwalił Donalda Tuska to najkrótsza recenzja
niby-dziennika „Szczerze”.
Z czterystu
stron frazesów i zaklinania rzeczywistości warto wyłuskać kilka
fragmentów, które zdradzają prawdziwą osobowość Donalda Tuska. Nie można
temu politykowi odmówić wielkiej roli jaką odegrał w najnowszej
historii Polski - jedni twierdzą, że roli pozytywnej, inni że była
to rola dramatycznie szkodliwa - niemniej dziesięć subiektywnie
wybranych cytatów z tychże dzienników pozwala lepiej zrozumieć kim jest,
lub kim stał się, obecny szef Europejskiej Partii Ludowej.
1. Uległość jako cnota
Porozumienie jest zawsze lepsze od konfliktu
Taką
naukę Donald Tusk wysnuł po pięciu latach swojej pracy w Brukseli.
Trudno o bardziej chybione wnioski - przecież to motto
Neville’a Chamberlaina i jego ustępstw wobec III Rzeszy, to zwyczajnie
memento tchórza, który nigdy nie walczy o swoje sprawy, bo ustępstwo i święty spokój stawia ponad jakiekolwiek wartości.
Te sześć słów warto zapamiętać, by lepiej zrozumieć jaki w jaki popłoch
wpada nasza opozycja na myśl o walce o polskie interesy.
2. Szczyt pretensjonalności
Ten jaśniepański opis cudownego życia rodziny Tuska komentowali już internauci.
Ale w zestawieniu najbardziej wymownych cytatów szefa EPL nie może go zabraknąć:
Siedzę
w słońcu na tarasie, w dole plaża, słyszę głosy Mikołaja i Mateusza,
czytam tę historię i oglądam reprodukcje obrazów Kokoschki, a z telefonu
puszczam V symfonię Mahlera. Popijam powoli malwazję. Dawno nie czułem
się tak szczęśliwy.
I niech ktoś powie, że wyalienowanie polskich elit to wymysł PiSu….
3. Hołd dla Timmermansa
Nawet
nieżyczliwi wobec PiSu komentatorzy przyznają, że Franz Timmermans jest
Polsce nieprzychylny. Dla Donalda Tuska to jednak nie jest problem,
a może nawet i walor?
Wygląda na to, że Timmermans
będzie ofiarą złej taktyki swoich kolegów socjalistów. Każdy z nich
ma zresztą własny plan i w żadnym z nich Holendernie jest priorytetem.
Szkoda, bardzo go szanuję za jego twarde stanowisko w sprawie
praworządności i szczerą sympatię do Polski.
4. „Strzelanie” do Donalda Trumpa
Tusk,
który celuje z palców, niczym z pistoletu, w plecy prezydenta USA, nie
tylko nie ma sobie nic do zarzucenia, nie tylko chwali się tym zdjęciem
w książce i na twitterze, ale też w przedziwny sposób tłumaczy
to w swoich niby-dziennikach:
8 czerwca 2018.
Kolejny dzień szczytu G7 w Kanadzie. Nasz fotograf namówił mnie, żebym
zaaranżował jakąś nietypową scenę z drugim Donaldem. Więc zaaranżowałem.
Naprawdę
brukselski fotograf jest w stanie podpuścić lidera UE do tak
niestosownej czynności? Jeśli Zachód stać jedynie na takich liderów,
to konkurencyjni przywódcy mogą spać spokojnie.
Autor „Szczerze” opisuje z jakąś kryminalną emfazą odczucia z przesłuchania ws. Tragedii Smoleńskiej przez polską prokuraturę:
Prokuratorzy
dobrze przygotowani, czujni, zimne spojrzenia, polują na każdą
nieścisłość, słowo „polują” idealnie oddaje atmosferę tego kolejnego
wielogodzinnego przesłuchania. (…) Żegnają mnie grzecznie, ale w oczach
jednego z nich, bardzo dociekliwego i podejrzliwego, cały czas widzę
tę niewypowiedzianą głośno myśl: i tak cię dopadniemy!
„Niewypowiedziana głośno myśl” - czyli argumentów zero, a insynuacji mnóstwo.
6. Opis przywódców
Tusk
wielokrotnie ogranicza swoje refleksje o światowych liderach do kilku
wzmianek dotyczących wyglądu. Niewiele więcej ma też do powiedzenia
o spotkaniu z politykiem z dalekiego kraju:
Mam dziś
niezwykłego gościa z niezwykłego kraju. Premier Tobgay z Bhutanu nosi
bardzo ciekawy tradycyjny strój przypominający trochę obszerny kolorowy
płaszcz kąpielowy. Podobno można w nim ukryć wiele różnych przedmiotów,
ale kiedy go o to pytam, śmieje się tylko i mówi, że dziś nie
ma nic do ukrycia.
Błyskotliwości, dodaj nam skrzydeł!
7. Uśmiech od Angeli Merkel
Tusk nie opisuje żadnych rozmów z Angelą Merkel - poza jedną.
28 grudnia
2018. r. Dzwoni Angela, składa już życzenia noworoczne i spóźnione
wigilijne. „Widziałam cię na Instagramie, jak śpiewałeś kolędy, kiedy
byłeś młody. Dawno się tak nie ubawiłam”. Chodzi jej o fragment z mojego
występu w „Szansie na sukces” sprzed ćwierć wieku. Nie tylko Merkel
miała z tego ubaw. Na YouTubie do dziś to moje „wśród nocnej ciszy”
obejrzało dwa i pół miliona ludzi.
Czy naprawdę tak
niewiele trzeba, zaledwie jeden pieszczotliwy komplement, by trafić
do annałów Tuska i pozyskać sobie jego lojalność?
8. Tuska zabolała okładka „Sieci”
27 listopada
2017. „Sieci” - okładka. Ileż to było już takich okładek? Na tej
z owczarkami, oczywiście niemieckimi, szczuję na Polskę. Swoją drogą
do owczarków niemieckich mam słabość, mój ukochany pies, Szeryf, też
był owczarkiem.
Widać z książki „Szczerze” jak
ważną rolę w życiu założyciela PO pełnią komplementy albo krytyka, jak
bardzo polityka Platformy bolą nieprzychylne komentarze.
9. Prezenty i uśmiechy
Jeśli
wielu Polaków obawia się oderwania brukselskich elit od rzeczywistości
i od zwykłych ludzi, to przykład Tuska będzie dobrym tego obrazem. Oto
refleksje ex Przewodniczącego Rady UE po wizycie w Grecji:
Moje
oświadczenie jest dość mocne, Anastasiadis poruszony, żegna mnie
wylewnie i obdarowuje upominkami (oczywiście karton Halloumi i butelka
słodkiego cypryjskiego wina, pamiętał, jak mi smakowało w czasie mojej
pierwszej wizyty). Wracamy samochodem do Larnaki. Trzydzieści dwa
stopnie, mamy jeszcze dwie godziny do odlotu, więc znowu pływanie. Wokół
sami Rosjanie, tylko jedna para Ukraińców, patrzą na mnie uważnie,
uśmiechają się i machają na pożegnanie.
Wzruszające.
10. lepiej żeby Kościoła nie było
Donald
Tusk dość słabo kryje się z niechęcią do katolicyzmu, często - jak
to w zwyczaju niezbyt odważnych polityków - zasłania się, że to jedynie
cytat z kogoś, broń Boże z niego samego. Ale widać, które cytaty Tuskowi
się najbardziej podobają:
Jeden z księży mówi bardzo mocno: jeśli Kościół ma być taki jak w dzisiejszej Polsce, to lepiej, żeby go w ogóle nie było!
Niedoczekanie Wasze, towarzysze liberałowie!
11. Michnik jako bohater Netflixa
We wpisach
z października 2018 roku da się znaleźć - nie tak częstą jak na tytuł
książki - szczerą deklarację i wyznanie wiary w działalność
Adama Michnika.
Adam z Jarkiem Kurskim są dziś
w Brukseli, dają się zaprosić na popołudniową kawę, kóra przeciąga się
do późnych godzin nocnych i wcale nie jest kawą. Dla moich młodszych
koleżanek i kolegów, urodzonych u schyłku PRL opowieści Michnika
i Kurskiego są jak dobry dokument na Netflixie.
12. Recepta na kryzysy: więcej kryzysu
Historiozoficznych
refleksji o Europie, szerszego kontekstu przemian świata jest
w refleksji Tuska zatrważająco niewiele. Ale gdy znajdziemy choć jedną
z nich - to zaraz jest ona dowodem opacznego rozumienia rzeczywistości.
Założyciel Platformy Obywatelskiej ubolewa, bowiem że wobec kryzysu
emigracyjnego i finansowego narodu wznoszą między sobą mury a nie mosty,
tak jak to robiły… podczas średniowiecznej zarazy albo wędrówek ludów:
Mówię
o migracji, o murach, które może staną wewnątrz Europy, a które już
stanęły w naszych umysłach, i o tym, że ludzie reagują lękiem i agresją
zawsze wtedy, kiedy chaos zaczyna wdzierać się w ich życie, a władza nie
potrafi sobie z nim poradzić. Demony budzą się wtedy, gdy rozpada się
znany i oswojony porządek rzeczy. Tak jak kiedyś zarazy i wędrówki
ludów, tak dziś kryzysy finansowe i uchodźcy na granicach zmieniają
nasze myślenie i nasze emocje, wolimy zamiast mostów budować mury.
Tusk
nie wspomniał, może zresztą nie wie, że w dobie tych historycznych
kryzysów takich jak zaraza albo wędrówki ludów, to właśnie „budowanie
murów” uratowało niektóre kraje, jak na przykład Królestwo Polskie
za Kazimierza Wielkiego, które odgradzając się od zarażonych dżumą,
ocaliło setki tysięcy własnych mieszkańców. Może to zresztą prosta
recepta liberałów na Europę - gdy pojawia się kryzys, to należy
go wpuścić „budując dla niego mosty” i broń Boże od zagrożenia się nie
odgradzać. Z taką elitą przyszłość Europy nie napawa optymizmem.
Wszędzie
tam, gdzie władza rzuca się na niezależne sądownictwo, zawsze w końcu
okazuje się, że chodzi jej o to samo: żeby móc bezkarnie kraść. A jedyną
metodą, by ją powstrzymać, jest twardy opór ludzi - napisał we...
Donald Tusk przy okazji promocji swojej książki urządził
tournee po Polsce. Były premier uaktywnił się również w mediach,
w których ostatnio często występuję. Będąc w poniedziałek w Poznaniu,
w paskudny sposób zaatakował rząd i o. Tadeusza Rydzyka. Uczestnictwo
polityków obozu rządowego na jednej z uroczystości organizowanych przez
środowiska skupione wokół Radia Maryja, nazwał „pląsaniem”, które
sprawia, że „wstydzi się za Polskę”. Internauci natychmiast wypunktowali
hipokryzję byłego premiera, który kilka lat temu, sam w instrumentalny
sposób wykorzystał Kościół, fotografując się z rodziną przy
zaimprowizowanym ołtarzyku w swoim domu. A to nie wszystko…
Były premier mówił o władzy PiS, że jest „dewocyjna, nieznośnie prowincjonalna, zatęchła”.
Gdy
widzę te pląsy u Rydzyka, to wstydzę się za Polskę. Widzę, jak ten
polityczny rdzeń Kościoła ośmielił się w zawłaszczaniu przestrzeni
publicznej. Kościół robi wiele, żeby młode pokolenie odeszło od religii.
Musimy się przeciwstawiać tym, którzy z religii chcą zrobić pałkę
—mówił w Poznaniu.
Tusk
przekonuje, że „polityczny rdzeń Kościoła ośmielił się w zawłaszczaniu
przestrzeni publicznej”, ale najwidoczniej nie miał problemów, aby
samemu instrumentalnie wykorzystać Kościół. Sam w swojej książce
przyznał, że do ślubu namawiały go śp. Zyta Gilowska i Hanna
Gronkiewicz-Waltz, a to wszystko na potrzeby kampanii prezydenckiej.
Jesteś chrześcijaninem, możesz zostać prezydentem, załatw to jak najszybciej
—cytował nową książkę Tuska Łukasz Pawłowski, na stornie kulturaliberalna.pl.
Gdy nie dało się inaczej bronić demokracji, podstępem porwano
przeciwników wolności spod znaku księcia Repnina i carycy Katarzyny.
I ostatecznie przyjęto traktat, a potem dla ochrony tych, którym traktat
gwarantował wolności (czyli demokrację) wezwano ówczesną bratnią pomoc,
czyli ok. 40 tys. rosyjskich żołnierzy. Jak widać przed Donaldem
Tuskiem wielkie zadania i wyzwania.
14 października 1767 r.
książę namiestnik Repnin wystosował do obywateli Rzeczypospolitej taką
oto deklarację: „Oddziały Jej Cesarskiej Mości, mojej władczyni,
przyjaciółki i aliantki Rzeczypospolitej, aresztowały biskupa
krakowskiego, biskupa kijowskiego, wojewodę krakowskiego i starostę
dolińskiego z powodu ich prowadzenia się, uwłaczającego godności Jej
Cesarskiej Mości, podważającego czystość jej zbawiennych,
bezinteresownych i przyjaznych intencji w stosunku do Rzeczypospolitej.
Niżej podpisany powiadomił najjaśniejszy Sejm, pozostający pod protekcją
Jej Cesarskiej Mości, o stanowczych i uroczystych zapewnieniach
kontynuacji tej opieki oraz pomocy i wsparciu Jej Cesarskiej Mości dla
zachowania praw i wolności Rzeczypospolitej, z ukróceniem wszystkich
nadużyć, które wśliznęły się do rządu, sprzecznych z prawami
kardynalnymi państwa. Jej Cesarska Mość pragnie tylko dobrobytu
Rzeczypospolitej i nie zaprzestanie udzielać jej swego wsparcia dla
osiągnięcia tego celu, bez żadnej zapłaty, pragnąc tylko bezpieczeństwa,
szczęścia i wolności narodu polskiego, co już zostało jasno wyrażone
w deklaracjach Jej Cesarskiej Mości, które gwarantują Rzeczypospolitej
jej obecne posiadłości, jak również prawa, formę rządu i przywileje
każdego. Nikołaj książę Repnin”.
Zamiast pisać „Szczerze”
Donald Tusk powinien się skupić na poważnych sprawach, czyli załatwić
sobie nominacją na posła nadzwyczajnego i ministra pełnomocnego, czyli
namiestnika. I już z takiej pozycji rąbnąć list podobny do tego, jaki
napisał książę Repnin. I tak jak on powinien przywrócić
w Polsce demokrację, a obecnie rządzących wysłać tam, gdzie od 1721 r.
wysyłano Polaków, którzy podpadli szczerym i oddanym obrońcom demokracji
w Rzeczypospolitej. Nie musi to być tamten Sybir, ale coś podobnego.
Donald Tusk będzie miał ważną robotę, a nie jakąś marną fuchę
i przejdzie do historii Europy jako ten, który ostatecznie rozwiązał
kwestię polską. Tak jak ją rozwiązywał książę feldmarszałek i namiestnik
Nikołaj Wasiljewicz Repnin.
Tusk przed spotkaniem w Europejskim Centrum Solidarności poświęconym
promocji jego książki „Szczerze” był pytany przez dziennikarzy, czy PiS
złagodzi projekt zmian w Prawie o ustroju sądów powszechnych oraz
w ustawie o Sądzie Najwyższym.
Ja nic nie myślę,
jeśli chodzi o PiS. Ja nie mam jakiś nadzwyczajnych zdolności
przewidywania co ta partia jest w stanie jeszcze nam zgotować. Jedno
jest pewne – że nie ma innego wyjścia. Ten projekt musi
po prostu wycofać
— oświadczył Tusk.
Jego zdaniem, projekt jest groźny m.in. w sferze „interesów każdego człowieka”.
Jeśli
nie obronimy sądów, to ta władza będzie już robiła naprawdę wszystko,
co jej przyjdzie do głowy. I tak naprawdę, wychodzimy krok po kroku
z Unii Europejskiej; to nie jest przesada. To jest wykraczanie poza
wszystkie normy, na jakich Unia Europejska jest zbudowana
— podkreślił były premier.
Początek
końca trójpodziału władzy czyli niezależności wymiaru sprawiedliwości
od rządzącej partii politycznej zaczął się już kilka lat temu. I ten
proces trwa, ale nadal można go zatrzymać
— ocenił Tusk.
Zapowiedział,
że po spotkaniu w ECS będzie uczestniczył w środę wieczorem w proteście
przed budynkiem Sądu Okręgowego w Gdańsku.
Wybieram
się pod sąd, bo najbardziej wierzę w presję ludzi. Wtedy się lekko
wycofali. Za każdym razem, kiedy widać, że ludzie są bardzo
zdeterminowani władza się wycofuje. I nie tylko w Polsce, to jest
normalna, europejska reguła gry
Spowalnianie procesu odchodzenia od węgla oznacza śmierć kolejnych
tysięcy polskich dzieci - powiedział w środę w Gdańsku b. premier i b.
przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk podczas promocji swojej
książki pt. „Szczerze” w Europejskim Centrum Solidarności.
Człowiek, który zarzuca obsesję i fobie JK sam ma na jego punkcie obsesję. Termin ogłoszenia raportu był znany, Tusk pojawił się na drugi dzień w Polsce, żeby w kolejny dzień wrócić w Dolomity
Cała (dość obszerna) rozmowa, przeplatana wielkimi wywodami o sztuce,
obrazach, poezji i historii, utrzymana jest w tonie filozofowania,
by nie napisać – mędrkowania. Choć pozy nie da się długo utrzymać
i przebijają mocne uderzenia polityczne w przeciwników. Zwłaszcza
polską prawicę.
autor: Gazeta Wyborcza
Miałem
w Brukseli dysonans. Pozycja szefa Rady Europejskie ograniczała mnie,
kazała zachować neutralną poprawność, ale słyszałem, że jestem zbyt
ekspresyjny i i naruszam reguły. To było męczące, bo przecież zaciskałem
zęby. Dlatego teraz wracam do nazywania rzeczy po imieniu. Debata musi
polegać na wyraźnie ciosanych argumentach
—
stwierdził Tusk w rozmowie z „GW”, chwaląc się dalej, że lubi pisać
i prawie każde swoje wystąpienie przygotowywał sam, a także wspominał,
że pism, które redagował albo współtworzył, „było sporo”.
Prawie
każdy interesuje się polityką, ale nie każdy jest dobrym politykiem.
Ja kiedyś byłem całkiem niezłym. (…) To jak powrót do sportu. Trzeba się
sprawdzić w boju. (…) Jak chcesz coś osiągnąć, musisz być Ikarem. Sama
chęć nie gwarantuje, że się nie upadnie – wcześniej czy później się
upada. Ale jeśli nie podejmiesz tej próby, to tracisz szansę
na spełnienie. (…) Jestem trochę hedonistą. W życiu jest wiele cennych
spraw, które niewiele kosztują. Czytanie, dobre towarzystwo, dobre wino.
Plaża ze słońcem i świadomość, że zaraz mogę wejść do wody
— opowiadał dalej szef EPL, krocząc ten sposób na granicy śmieszności.
W trakcie
wywiadu padło pytanie o słynne zdjęcie z Donaldem Trumpem, na którym
widać, jak Tusk przykłada do pleców amerykańskiego prezydenta dłonie
ułożone w „pistolet”.
Przypadkowe zdjęcie,
szturchnąłem Trumpa, żeby się odwrócił, chciałem się przywitać. Ale
podpis pod zdjęciem dałem: „Zróbmy wszystko, żeby utrzymać przyjaźń”.
Nie każdy podziela moje poczucie humoru. Szczególnie subkultury
prawicowe są przewrażliwione. One mogą sięgać po najobrzydliwsze obelgi
— zaczął krytykować.
On [Trump]
jest wpatrzony w siebie, choć potrafi być ujmujący jako człowiek. Ale
to, co stało się w Stanach, to jedno z najbardziej zatrważających
zjawisk w historii polityki. Byłem wychowany w micie Ameryki. Nam się
wydawało, że ten świat się nie wywróci, dopóki są Stany Zjednoczone.
Koszmar senny, co tam się stało. A skoro tak, to co jeszcze może
się stać
— dramatyzował w innym fragmencie.
Nie
zabrakło dalszych narzekań na prawicę, która straszy migrantami
i „historiozoficznych” wywodów o demokracji, Europie, kończąc
na nawiązaniach do starożytnej Grecji.
Jestem dość
prostym człowiekiem i tak sobie to wymyśliłem – na zasadzie podwórkowego
pragmatyzmu. Nie zbawię świata, rzeczy ostateczne są wpisane w logikę
naszego bytu, trzeba ratować, co się da i jak długo się da
— dodał.
Tusk,
najpewniej próbując się teraz zabezpieczyć przed krytyką, jaka spadła
na niego za rezygnację ze startu w wyborach prezydenckich, próbował
przedstawić swój dystans do kandydatury w 2005 roku i ówczesnej
przegranej z Lechem Kaczyńskim,
Kandydatem na prezydenta w 2005 roku zostałem z poczucia obowiązku, byłem liderem partii
—
powiedział były lider PO, co przypomina jego dawne słowa o „żyrandolu”,
choć wielu znających go ludzi relacjonowało, jak wielką traumę była dla
Tuska porażka w starciu z Lechem Kaczyńskim.
W końcu Tusk zaczął
przekonywać, że ma „od małego marzenie o czymś niesamowitym, ale
związanym nie z wyobrażeń awansów, tylko z podróżą, przygodą”, niczym
w „Robinsonie Crusoe”.
Czy chodzi o wielką podróż,
awanturę, wielką karierę, ale chyba na końcu chodzi o miłość. (…)
Czasami myślę: trudno będzie ci przebić to, co już przeżyłeś. Nie szukam
miłości, one same do mnie przychodzą, w postaci wnucząt. A w pracy czy
aktywności publicznej zapas zaskoczeń obiektywnie się kurczy. Ale jak
ktoś powiedział, nie ma co popadać w rozpacz, bo czeka nas ta największa
przygoda, największa niewiadoma. Przejście gdzieś, w coś. Pan Bóg
zostawił nam na koniec największą niespodziankę
— kończył ten wątek iście filozoficznie.
Nie zabrakło też próby apologii w kontekście głośnej sprawy „dziadka z Wehrmachtu”.
Do dzisiaj
nie znam szczegółów [ile był w Wehrmachcie]. (…) Wciąż łapię się
na tym, dla ilu ludzi jestem niewiarygodny w tłumaczeniu, że nie znam
historii dziadka, chociaż wielu ludzi nie zna historii swoich dziadków,
szczególnie kiedy oni nie chcą o niej opowiadać
— stwierdził.
Tuskowi
bardzo zależało, by podzielić się szczegółami z historii rodzinnej
i przedstawić siebie jako normalnego chłopaka z Gdańska.
Pewnej
twardości i hardości nauczyły mnie podwórko, polityka, sport
i ta robota na wysokościach. Na dużym ryzyku. No i jeszcze podziemie
solidarnościowe. Ale nie chciałbym tworzyć wrażenia wyjątkowości mojego
życiorysu (…) Raz byłem nisko, raz bardzo wysoko.
Dosłownie i metaforycznie
— mówił, opowiadając
o „kryminale i „alkoholu” w rodzinie ze strony matki, bólu po śmierci
mamy, a nawet biciu przez surowego ojca.
Gdy pojawił się wątek
Kościoła, Tusk – który na potrzeby kampanii prezydenckiej wziął
sakramentalny ślub, a jego partia jeździła na rekolekcje – uderzał:
Jestem
typem wątpiącym, nie powiedziałbym nigdy, że jestem praktykującym
katolikiem, a o Kościele polskim mam zdanie krytyczne, bo zostało
niewiele albo nic na obronę tej instytucji.
Rozmowa
zeszła na temat Putina i napięcia na linii Warszawa-Moskwa. Zdaniem
Tuska „bezpośrednim powodem propagandowego wzmożenia ze strony Kremla
są rocznice wyzwolenia Auschwitz i zakończenia II wojny światowej”. Nie
mógł się powstrzymać i atakował przy tej okazji Prawo i Sprawiedliwości.
Polska
jest dziś łatwym celem w tej kampanii. Putin chce być pozytywnym
i głównym bohaterem obchodów - w Izraelu może liczyć na pomoc premiera
Netanjahu. Poważne błędy w polityce historycznej PiS i europejskie
osamotnienie Polski ułatwiają zadanie naszym przeciwnikom oraz tym,
którzy chcą uczynić nas współodpowiedzialnymi za Holocaust
— powiedział. W jego ocenie Putin chce doprowadzić do dezintegracji UE i NATO.
Ma w tym
projekcie sojuszników i pomocników: świadomych, mimowolnych i tzw.
pożytecznych idiotów. W PiS można odnaleźć wszystkie trzy kategorie
— dodał.
W końcu Tusk zaczął mówić o Jarosławie Kaczyńskim. Padły ostre słowa!
Uważam,
że ma w sobie dużo zła, jest nieszczęściem dla Polski – co nie oznacza,
że czuję nienawiść. Osobiste relacje z Kaczyńskim nie mają dla mnie
znaczenia. Mam swoje emocje, jednak w polityce udaje mi się nad nimi
panować. Ale skłamałbym, gdybym powiedział, że przed snem modlę się
o jego powodzenie
Kampania
marketingowa z Tuskiem w centrum trwa. I choć całość (z wątkami
filozoficznymi, z przesadnie dużą liczbą nawiązań do literatury
i sztuki, ale i osobistymi historiami) ma wzbudzać w czytelnikach
sympatię, a może raczej podziw do byłego premiera, to nie da się uciec
od wyraźnej oceny. Produkt prezentuje się nieco groteskowo,
a na pewno śmiesznie!
„Wyprowadzają Polskę z Unii, niszczą sądy, by bezkarnie kraść, szczują Polaków przeciw drugim”
—
napisał w piątek na Twitterze były premier i były przewodniczący Rady
Europejskiej Donald Tusk. Z tweeta wynika, że chodzi o PiS, choć nazwa
tego ugrupowania nie pada.
Odór
przestępstwa, gangu i mafii, który unosi się każdego dnia nad
instytucjami państwowymi w Polsce wymaga absolutnej jednoznaczności;
zwracam się z prośbą do wszystkich kandydatów na prezydenta, by nie
zostawiali w tej sprawie miejsca na żadne interpretacje - mówił były
premier...
Wydaje
się, że prezydent Andrzej Duda nie ma tyle odwagi i charakteru, by
zawetować nowelizację ustawy o rekompensatach dla TVP i PR; nie widzę
powodu, dla którego miałby teraz stać się mężczyzną - ocenił na...
Najwyraźniej pan Donald Tusk znowu ma ochotę ubogacać Polaków.
Po siedmiu latach lekceważącego polską rację stanu premierowania,
po ucieczce z Polski i zostawieniu nam pani Ewy Kopacz w roli szefa
rządu, po europejskiej kadencji w której dołożył się do Brexitu,
postanowił wrócić i przestrzegać nas kampanijnie przed
„prowincjonalizmem” i „pochodem lunatyków”.
Warto zatem przypomnieć, co jest prawdziwym prowincjonalizmem i politycznym, amatorskim, lunatykowaniem:
— kpienie w luksusowych knajpach z wyborców, rechot partyjnej sitwy z oszukiwania Polaków
— wyprzedaż majątku narodowego i takie nim zarządzanie, że krajowy przewoźnik lotniczy znalazł się na krawędzi bankructwa
—
milcząca zgoda na okradanie Polaków przez mafie vatowskie i przymykanie
oczu na przemyt paliw na ogromną skalę (750 cystern dziennie!). W sumie
mówimy o setkach miliardów złotych z których okradziono Polaków
—
próba likwidacji nauczania historii ojczystej i języka ojczystego
w wyższych klasach szkół średnich, próby zastąpienia barw narodowych
różowymi balonikami
— język pogardy i nienawiści wprowadzony
do polskiej polityki przez przyjaciół Donalda Tuska, zintensyfikowany
po tragedii smoleńskiej
— szczucie na własnego prezydenta, a gdy zginął, oddanie śledztwa Rosjanom, odmawianie ofiarom godnego pomnika
— oddawanie spraw dla Polski istotnych za medale przyjmowane z obcych rąk i osobiste awanse w strukturach międzynarodowych
— próby sprowadzenia i na Polskę nieszczęścia, jakim dla wielu narodów europejskich był zalew imigrantów (nie uchodźców!)
— zwijanie armii w sytuacji, gdy potężny sąsiad szykował się do agresji na Ukrainę
Pełen
bilans zająłby dużo więcej miejsca. Ten prawdziwy pochód lunatyków
prowadził osobiście Donald Tusk. Człowiek, który swoją pychą i brakiem
politycznej wyobraźni, przyczynił się do Brexitu (nie przypadkiem jest
tak znienawidzony w Wielkiej Brytanii), dzisiaj straszy nas Polexitem.
Niech lepiej pilnuje siebie, bo jemu takie „exity” wychodzą najlepiej.
Tak
jak niech lepiej zrobi rachunek sumienia, bo to w czasie jego rządów
„nad instytucjami państwa unosił się odór przestępstwa, gangu i mafii”.
Nic
nie zwróci Polsce straconego czasu, zmarnowanych szans, wypędzonych
z Polski głupią polityką milionów młodych ludzi. Ale zawsze może być
gorzej. Jak ludzie Tuska wrócą, a pani Małgorzata Kidawa-Błońska jest
jego człowiekiem, gorzko jeszcze niejedna rodzina zapłacze. Nawet jeśli
wielu wydaje się dzisiaj, że to niemożliwe, by było, jak było.
Możliwe.
------------------------------
Tusk wziął w poniedziałek udział w Inauguracji V Festiwalu Dyplomatycznego na Uniwersytecie w Białymstoku.
Tusk straszy Polexitem
Prowincjonalizm, jeśli zatryumfuje w polskiej polityce, będzie dla nas zabójczy
— mówił Tusk.
Ocenił, że trend rozpadu UE i chęć opuszczenia Unii jest w Polsce marginesem.
Nie sądzę, żeby w przewidywalnej przyszłości ktoś odważył się
publicznie zadeklarować jako polityczny projekt, program wyprowadzenie
Polski z UE. Ja się obawiam czegoś w jakimś sensie dużo poważniejszego -
że będziemy zachowywać się trochę jak dzieci, które nie czują się
odpowiedzialne za całą rodzinę i które będą uczestniczył w takim
pochodzie lunatyków
— mówił Tusk.
Powinniśmy pamiętać o tym, żeby Polska nie stanęła w takim
pochodzie lunatyków, którzy nie chcą wyjścia z UE, nie chcą rozbicia UE,
ale mniej lub bardziej świadomie robią wszystko, żeby do osłabienia UE
doszło
— dodał.
Brexit i „pozytywna narracja”
Mamy do czynienia w jakimś sensie z rozpadem świata, rozpadem
świata politycznego, jaki znaliśmy przez ostatnie dziesięciolecia. Mamy
do czynienia ze swoistym geopolitycznym przesunięciem tektonicznym,
takim geopolitycznym trzęsieniem ziemi
— stwierdził Donald Tusk.
Według niego, po pierwsze UE jest w trakcie „nabywania zupełnie nowego dla siebie doświadczenia”.
Przez dziesięciolecia, kiedy mówiono o granicach i terytorium UE
mówiono o tym głównie w kontekście rozszerzania UE. Po raz pierwszy w
naszych dziejach UE zmniejsza się, a nie poszerza. Temat granic UE stał
się tematem gorącym głównie ze względu na kryzys migracyjny, ale
politycznie rzecz biorąc to, co jest najbardziej dobitną ilustracją tego
geopolitycznego trzęsienia ziemi, to oczywiście brexit i wielki znak
zapytania nad przyszłością UE jako takiej
— podkreślił Tusk.
Kto następny?
Zwrócił uwagę, że jesteśmy świadkami spekulacji, także ze strony
najważniejszych światowych polityków, kto po Wielkiej Brytanii będzie
następny i opuści UE.
Czy UE przetrwa najbliższe dziesięciolecia, czy brexit jest incydentem w jej historii czy początkiem pewnego trend
— mówił szef EPL.
Po decyzji o brexicie załamała się de facto taka pozytywna
narracja, jeśli chodzi o rozszerzanie UE. Negatywna decyzja wobec państw
bałkańskich na ostatnim szczycie, który miałem przyjemność jeszcze
prowadzić przy twardej postawie niektórych państwa członkowskich
Francji, Holandii, Danii, ta decyzja o odmowie rozpoczęcia rozmów nt.
rozszerzenia z Macedonią Północną i Albanią była kolejny sygnałem, ze
coś w tym takim pozytywnym impecie związanym nie tylko z wielkością UE,
ale też z istotą UE, z atrakcyjnością tego, co UE ze sobą niesie, że coś
się załamuje. Jesteśmy dzisiaj w takim momencie przełomowym, takiego
przesilenia „w tę lub we tę”
— ocenił były szef Rady Europejskiej.
Tusk o „o kryzysie relacji transatlantyckich”
Tusk w swoim wykładzie mówił m.in. „o kryzysie relacji
transatlantyckich”. Według byłego premiera ze względu na krytyczny
stosunek prezydenta USA Donalda Trumpa i jego administracji do UE „pod
wielkim znakiem zapytania stoi (…) przyszłość całej politycznej
wspólnoty Zachodu”. Przyznał, że Trump ma rację wskazując Chiny jako
największe wyzwanie polityczne i cywilizacyjne.
Jeśli na Chiny spojrzymy jak na obiektywne wyzwanie, nie jak na
wroga czy przeciwnika, to wszystkie miary - gospodarcze, demograficzne,
także potencjału militarnego - będą kazały nam myśleć o nas w tej
kategorii „my, wspólnota” wyłącznie wtedy, gdy będziemy mówili o całym
politycznym Zachodzie
— zauważył były premier.
Jak podkreślił, żadne państwo europejskie nie jest dzisiaj dużym państwem w kontekście geopolityki.
Tylko niektóre państwa jeszcze o tym ni wiedzą
— zaznaczył.
Największą stawką z punktu widzenia Polaków i Europejczyków jest
zarówno utrzymanie UE jako całości jak i utrzymanie trwałych i dobrych
relacji - mimo prezydentury Donalda Trumpa - między Europą a Stanami
Zjednoczonymi. Bo inaczej w tej niepewnej i bardzo trudnej do
zdefiniowania przyszłości, przyszłości na pewno pełnej niespodzianek,
nie będziemy w stanie konkurować w sensie militarnym z Rosją, a każdym
pozostałym z Chinami, jeśli damy się w jakikolwiek sposób podzielić
— oświadczył Tusk.
Krytyka rządu PiS
Tusk w swoim wystąpieniu nawiązywał m.in. do zarzutów, które zostały
postawione b. posłowiu PiS i b. agentowi CBA Tomaszowi K. oraz wejścia
CBA do siedziby NIK, w tym do gabinetu szefa Izby Mariana Banasia.
Rozmawiamy o naszej ojczyźnie, gdzie rządzą ludzie, głównie
laureaci nagród „Gazety Polskiej” i klubów „Gazety Polskiej”, którzy od
dłuższego czasu nie robią nic innego, tylko starają się siebie nawzajem
albo zaaresztować, albo oskarżyć, i którzy, obawiam się, wolę się ugryźć
w język, chociaż słowo „ugryźć” też już ma polityczne konotacje i tu
też powinienem uważać, i mówię o tym, bo moglibyście państwo powiedzieć,
że to nie pasuje do oficjalnego tematu wykładu, ale kłopot polega na
tym, że dzisiejsza władza, oni wszyscy tam zajmują się dokładnie tym, co
przed chwilą powiedziałem
— mówił.
Dodał, że dzieje się to w czasie, gdy w bliższym i dalszym
sąsiedztwie setki i tysiące ludzi pracują nad tym, „jak wykorzystać
dane, których będzie więcej, niż ludzkość wypracowała do tej pory, jak
je wykorzystać w procesie zarządzania człowiekiem i państwem”.
Tusk ocenił, że obecna władza w Polsce jest „archaiczna”.
Ja mam swoje poglądy, ja wiem, dlaczego od zawsze nie lubię tych,
którzy dzisiaj rządzą w Polsce i uważam, że mam dobre powody, żeby ich
szczerze nie znosić, ale nie chodzi o moje emocje, chodzi o interes
Polski. Na pewno w interesie Polski nie jest to, aby elity rządzące, ale
mają też za pomocników jedne z najważniejszych instytucji życia
publicznego w Polsce, aby zaproponowały nam wszystkim ucieczkę do
przeszłości, a więc nacjonalistyczne rojenia, antyoświeceniowy nurt
Taran pogardy coraz mocniej
rozjeżdża kampanię opozycji. Są wprawdzie zapowiedzi mocnego,
programowego otwarcia i deklaracje pokojowej debaty bez mowy nienawiści,
ale efekt jest wciąż ten sam: narastająca i bezwzględna brutalizacja
przestrzeni politycznej. Donald Tusk, w wyczekiwanym przez swoich
partyjnych kolegów wystąpieniu, podsycił ogień nienawiści i potwierdził,
że strategia, którą przyjęli jest prawidłowa.
Rządy mafii?
Im więcej
deklaracji o pokojowej kampanii, tym więcej ataków. Schizofreniczny
taniec opozycji trwa w najlepsze. Upojona własną pychą wierzy w siłę
własnego środowiska wzmocnioną przekazem medialnym, wsparciem celebrytów
i pomocą instytucji zagranicznych. Donald Tusk w swoim płomiennym
wystąpieniu w Bydgoszczy dał pełne przyzwolenie na brutalizację debaty
politycznej. Paranoję opozycji utrwalił też dużą dawką demencji,
oskarżając Prawo i Sprawiedliwość o rządy mafii i gangu.
Najwyraźniej
wyparł z pamięci długą listę ciężkich grzechów Platformy. Przypomnijmy
wybrane pozycje z długiej listy afer, przekrętów
i antyobywatelskich działań:
Afera taśmowa,
która pokazała, że „państwo polskie istnieje tylko teoretycznie”
a interes narodowy wyparty został interesem prywatnym
biznesowo-politycznych elit.
Afera
atomowa – Sam wybór lokalizacji trwał kilka lat, projekt budowy
elektrowni atomowych pochłaniał ogromne pieniądze, które przeznaczano
na tajemnicze cele. Jednym z nich jest przekazania 11 mln zł dla klubu sportowego
Małgorzata
Kidawa-Błońska i jej partyjni koledzy również zatarli w pamięci
tę długą listę afer. I choć przekonuje, że poparcie dla PiS wynika tylko
i wyłącznie z tego, że wyborcy partii Jarosława Kaczyńskiego nie
czytają gazet i nie wiedzą nic o świecie, jest zupełnie inaczej.
Ja ich
nie oceniam i nie chcę oceniać negatywnie. Jedynym ich źródłem
informacji o świecie i o Polsce jest tzw. Telewizja Publiczna. Jedynym
źródłem. Te osoby nie czytają gazet, nie korzystają z internetu –
ta trucizna jest sączona do głowy codziennie. Gdybym ja oglądała tylko
jedną telewizję i codziennie słyszała jakąś jedną informację, do głowy
by mi nie przyszło, że można kłamać codziennie
—
stwierdziła Małgorzata Kidawa-Błońska na spotkaniu z wyborcami,
ubolewając że biedni widzowie TVP „nie mają szans zweryfikować tych
informacji. Naprawdę nie mają”.
Jakie
są fakty? Z sondażu przeprowadzonego przez IBRIS przed ostatnimi
wyborami parlamentarnymi wynika coś zgoła odmiennego. Okazuje się,
że co 3 widz TVN24 to wyborca PiS! Grupa ta ogląda serwisy różnych
nadawców. Zdecydowanie bardziej zamknięci w bańce informacyjnej
są wyborcy Koalicji Obywatelskiej, ponieważ czerpią oni wiedzę
głównie z Faktów.
W sondażu IBRIS przeprowadzonego
w dniach 24 sierpnia - 4 września 2019 roku na grupie 8000 pełnoletnich
Polaków sprawdzono w jaki sposób głosują widzowie głównych serwisów
informacyjnych. Wyniki badania wskazują, że wyborcy PiS oglądają wydania
różnych telewizji, a aż co trzeci widz „Faktów” TVN to zwolennik partii
Jarosława Kaczyńskiego. Z sondażu wypływa też wniosek, że wyborcy
Koalicji Obywatelskiej przy pozyskiwaniu informacji skupiają się głównie
na TVN. Odsetek wyborców obu partii wśród widzów tej stacji jest
prawie jednakowy.
Wśród publiczności „Wiadomości” TVP aż 80 proc.
badanych to wyborcy PiS, a tylko 6,2 proc. widzów to wyborcy KO.
„Wydarzenia” Polsatu również cieszą się największą popularnością wśród
wyborców partii rządzącej. Niecałe 23 proc. widzów tej stacji
to zwolennicy Koalicji Obywatelskiej. 15,5 proc. to popierający Lewicę.
Widzowie Faktów TVN są bardzo podzieleni w poglądach. 33,7 proc. z nich
głosuje na Prawo i Sprawiedliwość, 34,7 proc. na Koalicję Obywatelską,
a 21,9 proc. - to wyborcy Lewicy.
Pada więc kolejny mit
opozycji, tak bezczelnie zaprezentowany przez kandydatkę KO w wyborach
prezydenckich. Niechęć do Platformy Obywatelskiej nie wynika z niewiedzy
czy zaprogramowania przez TVP. Jest skutkiem z głębokiej świadomości
i niechęci do odtworzenia poprzedniego, tak bardzo szkodliwego dla
Polski układu, w którym obywatelskość była tylko logotypową etykietką.
Nie
narzucać ostrych restrykcji, by ludzie uodpornili się poprzez
zarażanie. (…) Z tego trzeba było się szybko wycofać. Druga strategia
polega na mocnej izolacji
— stwierdził
Znalazł też trzecią.
Trzecia
zasada, którą obserwuję też trochę w Warszawie, że jest maksimum
nakazów, maksimum kontroli, propagandy, a minimum testów i zła
sytuacja w szpitalach
— mówił.
Tusk próbował tłumaczy instytucje unijne i ich brak odpowiednich działań w obliczu kryzysu.
Nie
możemy ulegać tak łatwo tezom intensywnie podpowiadanym przez rosyjską
i chińską propagandę. (…) To państwa narodowe zdecydowały lata temu,
że to nie UE będzie zajmowała się sprawa zdrowia. (…) Tam, gdzie mogła,
zareagowała na gigantyczną skalę. (…) To jest kolejna sytuacja, że sami,
jako samodzielnie każde państwo nie da sobie rady. Jedyną odpowiedzią
powinno być mądre, rozsądne (…) jednoczenie Europy w większym stopniu.
(…) Mamy Budaepszt i po części Pekin, to przykłady tego, że władza,
która nie zawsze dba o obywateli, w obliczu pandemii zadbała, by użyć
maksimum narzędzi do kontroli obywateli. (…) Jeżeli będzie używali
nacjonalistycznej retoryki (…) to zamienimy nasze życie w piekło
Następnie opowiadał o polskim rządzie.
Chciałbym,
by polski rząd w sposób transparentny, przejrzysty powiedział, czy
to jest strategia, czy to wynika z czegoś innego. Jesteśmy na szarym
końcu w Europie jeśli chodzi o testy. Ale nie sądzę, by było to zamysłem
polskiego rządu. (…) Nie słyszałem wyjaśnień, dlaczego Polacy nie
są poddawani masowym testom
— powiedział.
Atak na Kaczyńskiego
Tusk porównał sytuację z majowymi wyborami w Polsce do tej z wyborami we Francji. Decyzję Macrona nazwał błędem.
Dlatego rzeczą tak
ważną jest, by takich decyzji nie podejmowali politycy, którzy nie
ponoszą odpowiedzialności prawnej, konstytucyjnej. (…) To może kosztować
życie, zdrowie setek, a może tysięcy obywateli. Skandalem byłoby gdyby
decydował o tym ktoś, kto nie ponosi ustrojowej, osobistej politycznej
odpowiedzialności. Jarosław Kaczyński nie jest specjalnie znany z odwagi
cywilnej w obliczu zagrożenia
— stwierdził.
Mówił o potrzebie presji na Jarosława Kaczyńskiego.
To wystarczy, by się z tego uporu wycofał
— stwierdził Tusk.
Jak
widać, Donald Tusk jest w stanie wykorzystać każdą okazję, nawet tak
poważne zagrożenie jak pandemia koronawirusa, by leczyć swoje
niezaspokojone ambicje polityczne.
Nie wzruszyłem się słowami Donalda Tuska tak bardzo jak
Katarzyna Kolenda-Zaleska, która z autentyczną troską wypytywała byłego
premiera o to, jak sobie radzi na kwarantannie. Może dlatego uważniej
słuchałem jego słów i nasunęło mi się parę pytań, które w tej rozmowie
powinny paść. Tylko że wtedy okazałoby się, iż Tusk po pierwsze przeczy
sam sobie, po drugie jest kompletnie odklejony od rzeczywistości (by nie
powiedzieć, że oszczędnie dysponuje prawdą), a po trzecie dąży
do destabilizacji sytuacji w Polsce.
Ale po kolei.
1)
Dlaczego domaga się w Polsce masowych testów, skoro doskonale wie
na własnym przykładzie, że to nie jest metoda na powstrzymanie epidemii?
Raz Tusk mówi o swojej kwarantannie:
Nie
gorączkowałem, miałem inne symptomy, ale bez gorączki, więc tutaj
w Belgii obowiązuje zasada, że nie trzeba testować, tylko trzeba
izolować tych, którzy mają symptomy bez gorączki. Ale za kilka dni tak
czy inaczej będę miał ten sprawdzian zrobiony. W tej dłuższej kolejce
dla osób, które nie są w nagłej potrzebie.
A za chwilę mówi o strategii walki z koronawirusem polegającej na „mocnej izolacji”, która wymaga
pełnej
wiedzy ze strony państwa, ze służb medycznych, a to wymaga testowania.
I to testowanie to nie jest tylko marudzenie w Polsce opozycji czy
obywateli, ale przykazanie numer jeden dziś, bo bez testowania nie
ma mowy o wdrażaniu jakiejkolwiek strategii.
Nie
wiemy, czy będzie miał ten test zrobiony. Wiemy, że teraz nie
ma i jeszcze długo mieć nie będzie. A jeśli po kwarantannie okaże się,
że nie ma takiej potrzeby, nikt go nie będzie testował. Takie przepisy
obowiązują nie tylko „tam w Belgii”, ale w większości państw (również
w Polsce). Bo gdyby było inaczej – jak chce tego Tusk z większością
polskiej opozycji – system by się zapchał, testowano by zdrowych,
a na testowanie osób realnie zagrożonych zabrakło by testów, diagnostów,
krótko mówiąc sił przerobowych w laboratoriach.
2) W jakiej sprawie polski rząd okłamuje obywateli?
Tusk w charakterystyczny dla siebie sposób krąży wokół sprawy, ale tak, by wszyscy wiedzieli, co chce powiedzieć:
Jeśli
chcemy mieć strategię walki z epidemią, to musimy mieć państwo, któremu
można ufać, które w sposób sprawny, a czasami nawet bezwzględny będzie
egzekwowało nowe reguły gry, także od swoich obywateli, ale które też
da poczucie bezpieczeństwa oparte na transparentności, na prawdzie.
To co powiedział niedawno premier Conte, włoski premier, mówiąc
o tragicznej sytuacji we Włoszech powiedział: ale jedną rzecz robimy tak
na 100 proc. - mówimy ludziom prawdę. I rzucił taką przestrogę pod
adresem wszystkich bez wyjątku w w Europie: państwo, które okłamuje
swoich obywateli, będzie tego bardzo gorzko żałowało. I wydaje mi się,
że to kwestia właśnie sprawności, kwestia zaufania i relacji opartych
właśnie na zaufaniu, a nie tylko na przymusie.
Czynił
takie sugestie poda dresem rządu w Warszawie częściej, więc nie
ma wątpliwości, co chciał przekazać widzom TVN24. Ale nie został
zapytany konkretnie: w jakiej kwestii rząd okłamuje Polaków, bo wtedy
musiałby zamknąć pełną frazesów buzię. Sypanie oskarżeniami w formie
niedopowiedzeń jest bezpieczniejsze.
3) Dlaczego Tusk próbuje destabilizować sytuację w Polsce?
Red.
Kolenda-Zaleska nie zadała konkretnego pytania, ale zwabiona
niedomówieniami, zapragnęła posłuchać ich więcej. Zapytała więc jedynie:
Czy podejrzewa pan, że polski rząd coś ukrywa przed obywatelami?
Na co Tusk najpierw uciekł od odpowiedzi takim wybiegiem:
Kluczowe jest, żeby luzie nie mieli takiego wrażenia.
A po chwili dodał:
To nie
jest moje oczekiwanie, tylko chyba wszystkich w Polsce – my musimy
wszyscy mieć pewność, że rząd niczego nie ukrywa. My musimy mieć
pewność, że rząd ma strategię, z której jest w stanie się publicznie
rozliczyć, bo tu chodzi o życie i zdrowie Polaków. To już nie jest jakaś
polityczna gra. To już nie chodzi o jakieś kampanie, o setki
konferencji prasowych, o jakieś wybory prezydenckie – tu chodzi o życie
setek tysięcy ludzi. I dlatego obywatele muszą mieć takie stuprocentowe
przekonanie, że rząd przed nimi niczego nie ukrywa.
Dzisiaj,
ponieważ nie słyszymy wyjaśnienia, dlaczego Polacy nie są poddawani
masowym testom, więc na pewno u wielu ludzi rodzi się takie podejrzenie,
że coś jest nie tak. I trzeba je jak najszybciej rozwiać. Bo bez
zaufania, a czekają nas dni, tygodnie, miesiące, a może lata takiego
współżycia z tym wirusem i wiadomo, że nawet jeśli opanujemy pandemię
i tempo infekcji, z jakim mamy w tej chwili do czynienia, to przecież
problem się nie skończy za kilka tygodni, czy kilka miesięcy. Więc
ta relacja między państwem a obywatelem musi być nacechowana zaufaniem,
inaczej będzie polegała na przymusie, zakazie, cenzurze i takiej
no coraz mocniejszej niepewności i wzajemnej niechęci.
Jakie
są skutki takiej wypowiedzi? Czy działają mobilizująco, czy wręcz
przeciwnie? Budują zaufanie do państwa (a były premier ponoć nagle
opowiada się za silnymi państwami narodowymi), czy je podważają? I jak
takie zabiegi mogą wpłynąć na postawę Polaków w czasie pandemii?
To jest
przecież gra na wywołanie histerii, chaosu, nieufności,
na destabilizację państwa, a w konsekwencji na rozprzestrzenianie się
epidemii. Tusk lubi odwoływać się do Rosji, którą mają naśladować ludzie
krytykujący UE, bo w interesie Moskwy leży podważanie jedności
UE i zaufania do unijnych instytucji. Lecz sam robi dokładnie to samo
względem polskiego rządu! To rosyjska strategia mieszania
w państwach Zachodu.
4) Na czym polega zła sytuacja w polskich szpitalach i czym się różni od tej we Francji, Hiszpanii, czy Wielkiej Brytanii?
W swoim
nieprecyzyjnym opisie różnych strategii zestawił Wielką Brytanię sprzed
kilku dni z państwami stosującymi „mocną izolację”, po czym przeszedł
do snucia ulubionej opowieści o pełzającej dyktaturze
na Węgrzech i w Polsce.
I trzecia zasada, która
mnie najbardziej niepokoi. I ja ją obserwuje w Budapeszcie, ale też
trochę w Warszawie. I ona polega na tym, że jest maksimum nakazów,
maksimum kontroli i propagandy, minimum testów i złą sytuacją
w szpitalach, jeśli chodzi o leczenie konkretnych przypadków.
To jeden
z wielu fake newsów zaserwowanych przez Tuska. Jego zwolennicy
uwielbiają oskarżenia bez pokrycia pod adresem rządów w Warszawie
i Budapeszcie – o zamordyzm, propagandę, wszech-kontrolę. I o ile
w kwestii węgierskiej można dyskutować, czy Orban nie idzie za daleko
z obostrzeniami w stosunku do panującej sytuacji, o tyle w Polsce
sytuacja niewiele się różni od tej w Belgii, Wielkiej Brytanii, Francji,
czy Hiszpanii, jeśli chodzi o obostrzenia w codziennym życiu.
Inaczej
jest z sytuacją szpitali. O ile w Polsce nie brakuje (jeszcze?) łóżek,
respiratorów, czy testów, a np. w Madrycie ludzie leżą na podłogach
szpitalnych korytarzy, to w kwestii „leczenia konkretnych przypadków”
trudno coś zarzucać służbom medycznym w Polsce. Śmiertelność u nas (dane za tą aktualizowaną na bieżąco stroną) wynosi 1,1 proc., a więc jest trzykrotnie niższa niż światowa i dużo niższa niż w kilku krajach zachodniej Europy.
Inna
sprawa, że sygnalizowane w Polsce braki w szpitalach sprzętu
codziennego użytku – masek, kombinezonów etc. dotyczą właściwie
każdego kraju.
5) Skąd Tusk ma dane o testach w innych państwach?
Stawia mocną tezę:
Jesteśmy na szarym końcu w Europie, jeśli chodzi o ilość testów.
Kolejny
fake news. Skąd u Tuska ta wiedza? Już wczoraj rzecznik ministerstwa
zdrowia wyłożył jednemu z dziennikarzy, że nie ma podstaw do snucia
takich opowieści, bo wile państw nie raportuje, ile testów wykonuje.
Dopóki to robiły, ich statystyki przemawiały na korzyść
polskiej strategii:
6) Czy Tusk jest jedynym głuchym Polakiem?
Wracamy do tego, przywołanego już wcześniej, zdania, bo trzeba się nad nim pochylić oddzielnie:
Dzisiaj,
ponieważ nie słyszymy wyjaśnienia, dlaczego Polacy nie są poddawani
masowym testom, więc na pewno u wielu ludzi rodzi się takie podejrzenie,
że coś jest nie tak.
Co najmniej od kilku dni
powtarza to minister zdrowia, powtarzają epidemiolodzy. Słyszą
to wszyscy (nawet opozycja, choć puszcza mimo uszu i wciąż domaga się
powszechności testów), za wyjątkiem pana przewodniczącego. Żeby się nie
powtarzać, odsyłam do pytania nr 1, gdzie wspomniałem o powodach
niewykonywania setek tysięcy testów.
Dodam tylko jeden argument,
którego Małgorzata Kidawa-Błońska i jej koledzy partyjni nie chcą
zauważyć. Nie ma wiarygodnych testów „od ręki”. Dopiero testowane są te,
które dają wyniki w ciągu kilkudziesięciu minut. A obrazki np. z USA,
gdzie „testuje się” ludzi nie wysiadających nawet z samochodu, jak
w McDrive, mocno fałszują rzeczywistość.
Tłumaczy to minister Szumowski w wywiadzie z Dorotą Łosiewicz w nowym numerze tygodnika „Sieci”:
Każdy
test – i ten tzw. szybki, czyli immunoenzymatyczny, i ten genetyczny –
można zrobić najwcześniej po tygodniu od kontaktu z osobą zakażoną.
Genetyczne są znacznie dokładniejsze, bo wyłapują bezpośrednio wirusa.
Testy szybkie, czyli te wykrywające przeciwciała, mogą być bardzo
złudne, ponieważ organizm może nie wytworzyć przeciwciał lub wytworzył
niewystarczającą ich ilość. Wynik będzie wtedy ujemny, a mimo to osoba
może być zakażona. Jest więc dużo wątpliwości co do zastosowania
testów immunoenzymatycznych.
A zatem
zapytajmy inaczej: chcemy mieć dużą liczbę wykonanych testów
w statystykach, czy też chcemy mieć wykonywane testy wiarygodne? Niech
ludzie opozycji odpowiedzą sobie we własnych sumieniach.
7) Kiedy Tusk wykazał się odwagą cywilną?
Donald
Tusk nie byłby sobą, gdyby nie pozwolił sobie na kolejną obsesyjną –
i wyjątkowo podłą – wycieczkę osobistą pod adresem prezesa PiS:
Jarosław
Kaczyński nie jest jakoś szczególnie znany z odwagi cywilnej
w sytuacjach zagrożenia, mam nadzieję, że ta presja, postawa ludzi – ale
też chyba znajda się jacyś odważni i przyzwoici ludzie w obozie władzy –
wystarczy, żeby się tak czy inaczej z tego swojego uporu wycofał.
Ciężko
to komentować, ale warto zapytać: kiedy Donald Tusk wykazał się odwagą
cywilną? Np. w 2008 r., w czasie rosyjskiej agresji na Gruzję? A może
10 kwietnia 2010 r. w Smoleńsku i w kolejnych dniach, tygodniach,
miesiącach, gdy Rosjanie mataczyli w sprawie śmierci polskiego
prezydenta i towarzyszącej mu delegacji? Albo w styczniu 2011 r., gdy
powinien być domagać się zwrotu wraku, gdy MAK zakończył swoje prace
i miał obowiązek oddać szczątki samolotu? Albo po wybuchu afery
taśmowej, gdy stać go było na napisanie w internecie: „Przykra sprawa.
Nie lekceważę jej, odniosę się do niej w poniedziałek o 15.” i zniknął?
Albo wtedy, gdy należało pani kanclerz Merkel powiedzieć: Halt! Nie
zapraszaj imigrantów, bo będą z tego duże kłopoty?
To człowiek naprawdę wielkiej odwagi…
8) Dlaczego nie domaga się zamknięcia w Polsce na trzy miesiące szkół, kin, galerii handlowych itd.?
Zaraza
potrwa długo i wszyscy rozsądni ludzie to wiedzą – mówi Tusk,
argumentując, dlaczego nie wolno organizować wyborów prezydenckich
w maju. A dokładnie mówi tak:
Po tym francuskim
błędzie już nikt nie odważy się organizować wyborów chyba na całym
świecie. Prawdopodobnie nie odbędzie się olimpiada. Ja z racji swojej
pracy uczestniczę w wielu spotkaniach międzynarodowych. Odwołano
spotkania nie tylko kwietniowe i majowe, ale i czerwcowe czy lipcowe.
Z takim wyprzedzeniem. Jest rzeczą oczywistą, że nikt rozsądny
i przyzwoity nie może narażać życia ludzkiego.
Dlaczego
zatem nie domaga się, a w ślad za nim jego podwładni z polskich komórek
EPP, zamknięcia szkół, kin, galerii handlowych i innych miejsc
użyteczności publicznej do maja, czerwca, lipca? Czy może dlatego,
że dopiero za dwa-trzy tygodnie dowiemy się, czy rzeczywiście będzie
w maju istnieć zagrożenie wynikające z elekcji? Poseł Robert Kropiwnicki
z KO, dociskany tymi argumentami przez Michała Adamczyka w TVP już
przyznał, że „nie wiemy, jaka będzie wtedy sytuacja”. I to jest
poprawna odpowiedź.
9) Czy Tusk był u okulisty? A może odcięli mu prąd i nie może śledzić wydarzeń w Polsce?
Zapytany, czy prezydent Andrzej Duda prowadzi kampanię, Tusk wypalił:
Pyta
mnie pani o sprawy oczywiste i ewidentne. Opozycja de facto wstrzymała
swoją kampanię, Zachowuje się wyjątkowo lojalnie wobec władzy PiS-u,
mimo że ma o tej władzy jak najgorszą opinię.
Tę lojalność
widzimy na każdym kroku – podkopywanie zaufania do państwa, lawina fake
newsów, ciągłe domaganie się zmiany strategii w walce z epidemią niż
zalecana przez epidemiologów… Sporo tego mamy na co dzień.
Podobnie
jak sporo mamy elementów kampanii wyborczej kandydatów opozycji. Dokąd
niby jeździ prezydent? Poza trzema wizytami w ubiegłym tygodniu
(granica, pogotowie ratunkowe, fabryka produkująca płyn dezynfekcyjny),
które odbyła by każda głowa państwa na jego miejscu, ma mnóstwo spotkań
wynikających z pełnionych obowiązków dotyczących walki władzy
(a to on jest władzą wykonawczą, przypomnijmy, mającą również
uprawnienia inicjatywy legislacyjnej) z pandemią.
A co robi
Władysław Kosiniak Kamysz? Niemal codziennie konferencja prasowa,
występy przed kamerami przed i po spotkaniach w BBN, wywiady w mediach,
intensywna kampania w internecie, ludzie PSL-u nie rotujący się
na ekranach w programach publicystycznych wychwalający swojego
kandydata, z jego znaczkiem w kalpie itd.
To samo Małgorzata
Kidawa-Błońska, tyle że pani wicemarszałek dodatkowo udaje kogoś
z kompetencjami i na zupełnie innym stanowisku niż zajmuje. Te jej
odprawy z samorządowcami, telekonferencje, pseudo-orędzia, wywiady
i multiplikowana mowa-trawa w tweetach to 100 proc. kampanii wyborczej,
jaką można dziś prowadzić.
O Szymonie Hołowni nie wspominając –
jego kampania jest chyba najintensywniej w świecie prowadzoną kampanią
spośród oficjalnie zawieszonych…
10) Czy Tusk zna polską konstytucję? Kto rządzi w Polsce?
I jeszcze raz na temat marzenia o przesunięciu wyborów:
Dlatego
jest rzeczą tak ważną, aby decyzje o tym – a są to decyzje o naszym
życiu i zdrowiu – podejmowali nie politycy, którzy w dodatku nie ponoszą
żadnej konstytucyjnej i prawnej odpowiedzialności, tak jak Jarosław
Kaczyński. Ale żeby byli to ludzie, którzy są obdarzeni autorytetem –
naukowym, medycznym i moralnym. Żeby to oni jakby uczestniczyli
w procesie podejmowania decyzji.
To czego mi dziś najbardziej
brakuje, to pozytywnej presji, której autorami byliby naukowcy, a także
ludzie mediów. Ja nie pójdę na wybory, jeśli będę sądził, że to może
spowodować zakażenie tych, którzy idą wybierać, tylko dlatego, że pan
Kaczyński uznaje, że to bezpieczne. Dobrze byłoby, żeby władza,
a przynajmniej opozycja zorganizowała świat nauki, głównie lekarzy –
ciało z autorytetem. To oni powinni decydować. Autorytetem prawdziwym
dla ludzi byliby raczej lekarze niż partyjni działacze. To jest mój apel
do opozycji – spróbujcie zorganizować tych ludzi, do których ludzie
mieliby zaufanie.
O co tu właściwie chodzi?
O jakieś przekazanie części władzy przez polityków lekarzom? To naukowcy
mieliby decydować, czy wybory mogą się odbywać? Prezydent, premier,
minister zdrowia (lekarz i naukowiec w jednym!), Główny Inspektor
Sanitarny i wszystkie podległe rządowi służby mają się wyłączyć z tych
decyzji? To lekarze mają nagle wyznaczać, co stanowi konstytucja
w kwestii przeprowadzania wyborów? Najlepiej tacy, którzy sympatyzują
z opozycją? I jeszcze ci „ludzie mediów”…
To de facto
nawoływanie do społecznego buntu i próba odebrania podstawowych
kompetencji pierwszoplanowym urzędnikom. To próba wywołania w kraju
paniki, chaosu i delegitymizacji władzy.
A mówiąc najszerzej: to ohydna gra epidemią.
Droga
(coraz droższa) „Gazeto Wyborcza”, jeśli wciąż szukacie kogoś, komu ten
wirus spadł z nieba – zerknijcie w stronę Brukseli i czwartego piętra
przy Wiejskiej 12a.
Bardziej nie można się
chyba było odsłonić. Donald Tusk, obecnie przewodniczący Europejskiej
Partii Ludowej, a w przeszłości premier RP i przewodniczący Rady
Europejskiej, najwięcej powiedział o sobie.
Powiedział
Katarzynie Kolendzie-Zaleskiej w TVN 24, czyli w swoim naturalnym
środowisku. Pokazał, jakim był premierem i co był w stanie robić jako
formalnie najwyższy urzędnik Unii Europejskiej. I tradycyjnie, czyli tak
jak wielokrotnie robił, wrzucił różne elementy chaosu, niepokoju,
skakania sobie do oczu, a nawet społecznej rewolty. Cały on, cały Tusk.
Dla
byłego premiera najważniejsze jest, „żeby ludzie nie mieli takiego
wrażenia, że rząd ukrywa coś przed obywatelami w sprawie koronawirusa.
(…) My musimy wszyscy mieć pewność, że rząd niczego nie ukrywa. (…)
Obywatele muszą mieć stuprocentowe przekonanie, że rząd przed nimi nic
nie ukrywa”. Powtarzając to jak katarynka Donald Tusk tylko
bardziej kieruje światło na siebie. Obsesyjne wskazywanie na to, czy
rząd coś ukrywa, rodzi pytanie, co ukrywał rząd Donalda Tuska.
A powodów do zadania tego pytania jest bardzo dużo: od katastrofy
smoleńskiej i relacji Tuska z Putinem przez pospieszne przejecie
prezydentury przez Bronisława Komorowskiego (ówczesnego marszałka
Sejmu), afery (m.in. hazardową, stoczniową, VAT-owską, Amber Gold)
po epidemię tzw. świńskiej grypy („bohaterska” odmowa kupienia
szczepionek przez ówczesną minister zdrowia Ewę Kopacz).
Odwracając
kota ogonem Donald Tusk igra sobie z poczuciem logiki i zdrowego
rozsądku. Z jednej strony narzeka, że „nie słyszymy wyjaśnienia,
dlaczego Polacy nie są poddawani masowym testom”. A to „u wielu ludzi
rodzi podejrzenie, że coś jest nie tak. I trzeba to jak najszybciej
rozwiać”. A jednocześnie Donald Tusk opowiada o regułach obowiązujących
w Belgii, gdzie obecnie przebywa: „Nie gorączkowałem, miałem inne
symptomy, ale bez gorączki. W Belgii obowiązuje zasada, że nie trzeba
testować, tylko trzeba izolować tych, którzy mają symptomy bez
gorączki”. Czy były premier ma swoich widzów i słuchaczy za idiotów?
Powszechna jest zasada, żeby nie testować wszystkich,
bo to błyskawicznie zatyka system testowania, a przez to i służbę
zdrowia. A szybkie testy, a tylko takie są możliwe masowo, są bardzo
zawodne, przez co wielu zarażonych może rozsiewać wirusa będąc
przekonanymi, że nie są nosicielami. Gdy Donald Tusk mówi, że „za kilka
dni tak czy inaczej będę miał ten sprawdzian zrobiony”, skorzysta
po prostu ze swojej uprzywilejowanej pozycji społecznej i znajomości.
Nawet
przebywanie w domowej kwarantannie nie wpłynęło na skłonność byłego
szefa Platformy Obywatelskiej do jątrzenia i hejtu. Oczywiście z jego
ulubionym superwrogiem (karykaturą Wroga Ludu Emmanuela Goldsteina
z „Roku 1984” George’a Orwella), czyli Jarosławem Kaczyńskim.
Obsesja na punkcie prezesa PiS najwyraźniej mąci Donaldowi Tuskowi
rozum. Główną zbrodnią Wroga Ludu jest kwestia wyborów prezydenckich.
Jeśli prezes PiS na około 50 dni przed ich terminem nie mówi o ich
odwołaniu, bo jeszcze nie widzi przesłanek, to staje się demonem, który
dlatego że „nie ma formalnej władzy”, tak „łatwo mu przychodzi namawiać
do zorganizowania tych wyborów”.
Problemem jest to, że Jarosław
Kaczyński do niczego (w żadnym razie zbrodniczego) nie namawia, tylko
po prostu nie neguje (na razie) obowiązującej agendy, a tym bardziej jej
nie odwołuje, bo przecież nie ma takich uprawnień. Termin wyborów wciąż
wynika z konstytucji i Kodeksu Wyborczego i nie ma tu żadnego spisku
ani stanu nadzwyczajnego. Byłoby nadzwyczajnie, gdyby wybory
przesunięto. Nie tyle odwracając kota ogonem, co obdzierając
go ze skóry, Donald Tusk może wejść w rolę pierwszego moralisty Europy,
odbierając Wrogowi Ludu domniemanie zachowania „etycznego
i odpowiedzialnego”. Sam pierwszy moralista Europy jest oczywiście
superetyczny i hiperodpowiedzialny, skoro „nie pójdzie na wybory, jeśli
będzie sądził, że to może spowodować zakażenie tych, którzy idą
wybierać”. Oczywiście nowy Emmanuel Goldstein „uznaje, że to jest
bezpieczne”, choć „to może kosztować zdrowie i życie setek, a może
tysięcy obywateli”. W dodatku reżim Wroga Ludu, podobnie jak lustrzany
Goldstein w Budapeszcie, wykorzystuje sytuację do utrwalania pełzającego
zamordyzmu, skoro mamy „maksimum nakazów, maksimum kontroli
i propagandy, [a] minimum testów”.
Wnioskowanie (?)
Donalda Tuska jest proste, jak konstrukcja styliska od szpadla: Wróg
Ludu Kaczyński na zimno kalkuluje utratę zdrowia i życia przez tysiące
obywateli. I robi to ktoś, kto „nie jest szczególnie znany z odwagi
cywilnej w sytuacjach zagrożenia”. A na jakiej podstawie pierwszy
moralista Europy może tak twierdzić? Kiedy Jarosławowi
Kaczyńskiemu zabrakło odwagi cywilnej? Za to dość łatwo pokazać, jak
Donaldowi Tuskowi zabrakło jej w relacjach z Władimirem Putinem przed,
w momencie i po katastrofie smoleńskiej. Jak brakowało mu jej
w relacjach z Angelą Merkel. Jak jej deficyt zaważył na jego dwóch
kadencjach na stanowisku szefa Rady Europejskiej, żeby wspomnieć tylko
brexit i ogromny kryzys z tzw. uchodźcami. Odwaga cywilna Donalda Tuska
była w tych wszystkich sytuacjach wręcz legendarna.
Z jednej
strony jest straszny Hannibal Lecter, z drugiej - mamy milczenie
łagodnych na maksa owiec, czyli opozycji. Ci wspaniali ludzie, których
Donald Tusk mimochodem reprezentuje (jako milcząca superowca), którzy
„mówią ‘nie ryzykujmy życia ludzi, nie róbmy tych wyborów w tej chwili’,
to nie są ludzie, którzy chcą utrzymania swojej władzy”. Przypadkowo
jej nie mają, ale najważniejszy jest wspaniały altruizm opozycyjnych
owiec. One nawet cichutkim meczeniem nie jątrzą, nie powielają fake
newsów, nie sieją paniki i strachu. Skąd, one są gotowe na współpracę
nawet z Hannibalem Lecterem. A gdyby to Tusk rządził, byłaby nieustanna
jatka (rządził 7 lat i niczego takiego nie było, ale to detal). Wtedy
„Jarosław Kaczyński koncentrowałby się wyłącznie na tym, żeby udowodnić,
że to ja zorganizowałem tę zarazę”. To akurat chyba przesada, bo Donald
Tusk zorganizować to raczej niczego nie umie, a co najwyżej
zdezorganizować. Teraz już go w instytucjach UE nie ma, więc być może
będzie ona mniej zdezorganizowana, także w kwestii walki
z pandemią koronawirusa.
Siedząc sobie w miarę wygodnie
i bezpiecznie w domowej kwarantannie w Brukseli: „Nie ma co przesadzać,
to nie jest najcięższe z moich życiowych doświadczeń. W jakimś sensie
normalnie pracuję”, Donald Tusk wydzielił z siebie dość jadu, żeby
Polacy nie myśleli, iż walka z pandemią to sprawa najważniejsza. Tusk
też to deklaruje, tylko robi wszystko, żeby w Polsce były wojny miedzy
wszystkimi i o wszystko, zamiast tej z pandemią. On w tej
najważniejszej sprawie nic nie może zrobić, no bo „uwięziony”. Tak,
jakby kiedykolwiek mógł. Za to zawsze mógł jątrzyć i przeszkadzać. Cały
on, cały Tusk.
Obecnie priorytetem jest walka z pandemią, ale wkrótce nadejdzie
czas, że będziecie musieli przemyśleć stanowisko w sprawie wykluczenia
węgierskiego Fideszu z Europejskiej Partii Ludowej – napisał szef EPL
Donald Tusk w liście do członków ugrupowania.
Wspierają go w tej sprawie liczni wpływowi politycy Platformy
(i wspomagające ich media), którzy nawet przy okazji wielodniowej
debaty o ostatecznym kształcie „Tarczy antykryzysowej”, tak naprawdę nie
interesowali się jej zawartością, tylko koncentrowali na konieczności
odłożenia wyborów prezydenckich.
A więc w Polsce Tusk chce stanu
wyjątkowego (tylko taki stan odpowiada zagrożeniu w całym kraju,
sugerowany przez Platformę stan klęski żywiołowej, można wprowadzić
tylko wtedy gdy zagrożenie dotyczy jakiejś części kraju, województwa,
kilku województw), a za wprowadzenie takiego stanu na Węgrzech, partię
swojego kolegi Wiktora Orbana, chce wyrzucić z EPL.
Sprzeczność
takiego postępowania jest jednak tylko pozorna, w Polsce chodzi
o uratowanie „skóry” Platformie, wprowadzenie stanu wyjątkowego
to najprawdopodobniej rozpoczęcie wszystkiego od początku, w tym także
możliwość zmiany kandydata, a to dla tej partii po blamażu
dotychczasowej kandydatki Małgorzaty Kidawy -Błońskiej, sprawa kluczowa.
A i Tusk
nie powiedział w polskiej polityce ostatniego słowa, chyba teraz by się
już zdecydował, żeby wjechać na „białym koniu” z Brukseli w sam środek
kampanii prezydenckiej w naszym kraju.
Można uznać, że to wezwanie, które dotyczy działań Tuska także na polskim podwórku.
Tuskowi odpowiedział premier Słowenii Janez Janša, szef Słoweńskiej Partii Demokratycznej, która również należy do Europejskiej Partii Ludowej:
Drogi
Donaldzie Tusku, prosimy, przyślij nam i krajom na południe od nas
trochę wyposażenia do ochrony osobistej. Respiratory są także potrzebne,
i byłyby przyjęte z wdzięcznością. Dziękuję.
Na list Tuska zareagował także rzecznik węgierskiego rządu Zoltan Kovacs.
Na jakiej
zasadzie Donald Tusk uznaje, że [rządy za pomocą dekretów]
są „moralnie” nie do zaakceptowania? Na Węgrzech nie obowiązuje
„permanentny stan nadzwyczajny” i nie został on „wprowadzony
na nieokreślony okres”. Przyjęte rozwiązania mogą zostać zniesione
w dowolnym czasie przez parlament. Przestaną one obowiązywać gdy skończy
się pandemia.
Donald Tusk udzielił wywiadu tygodnikowi „Newsweek” i jest
on zapowiadany na okładce nowego numeru tygodnika. Internautów oburzyły
słowa Tuska, zacytowane na wspomnianej okładce - „Nie zróbmy piekła jak
po Smoleńsku”. Wiele osób zarzuca byłemu premierowi hipokryzję.
Komisja wolności obywatelskich, sprawiedliwości i spraw wewnętrznych
Parlamentu Europejskiego zajmie się w najbliższy czwartek sytuacją w
sferze praworządności w Polsce - potwierdziły w piątek PAP służby
prasowe PE.
Umieszczenie zagadnienia wyborów korespondencyjnych w projekcie
rezolucji PE dotyczącej walki z pandemią jest kolejnym przejawem
stygmatyzacji Polski ze strony UE, a sam projekt jest skandaliczny -
ocenia w piątek delegacja PiS w PE w stanowisku przesłanym mediom.
W wywiadzie dla „Spiegla” szef EPL stwierdził,
że majowe wybory korespondencyjne w Polsce są „nie do przyjęcia”. Według
byłego premiera ich przeprowadzenie będzie oznaczało złamanie
„standardów demokratycznych”.
Uważam, że to nie
do przyjęcia. Nasza konstytucja zabrania zmieniania prawa wyborczego
w czasie sześciu miesięcy przed wyborami. Ponadto, logistycznie nie
będzie możliwe to, by 30 milionów Polaków głosowało korespondencyjnie.
W ten sposób nie da się dotrzymać standardów demokratycznych
— powiedział Tusk.
Polska a Węgry
Tusk porównał też sytuację w Polsce i na Węgrzech. Jego zdaniem „Jarosław Kaczyński jest groźniejszy niż Viktor Orban”.
Z jednej
strony mamy silną opozycję i silne organizacje pozarządowe. Nawet,
jeśli pan Kaczyński i jego partia PiS kontrolują państwowe media,
to jest jeszcze wystarczająco dużo prywatnych, wolnych mediów. Z drugiej
strony mamy polityków, którzy są zdeterminowani, by zagarnąć
całą władzę
— przekonywał Tusk.
Uważam,
że Jarosław Kaczyński jest groźniejszy niż Viktor Orban. Orban może być
cyniczny, ale jest też pragmatykiem. Kaczyński z kolei chorobliwie dąży
do tego, by uzyskać możliwie największą władzę
— dodał szef EPL.
„Diabelska alternatywa”
Były
premier stwierdził również, że przedstawianie obywatelom wyboru między
wolnością a bezpieczeństwem, to „diabelska alternatywa”.
Niektórzy
szefowie państw i rządów, także tacy, którzy należą do EPL, mówią swoim
obywatelom, że muszą oni poświęcić wolności obywatelskie, państwo prawa
i prawa człowieka, aby chronić się przed wirusem. Wolność albo
bezpieczeństwo. Jestem pewien, że ta diabelska alternatywa jest
fałszywa. Możliwa jest skuteczna odpowiedź na pandemię
i zachowanie demokracji
— powiedział Tusk.
Ciekawe,
że dla Donalda Tuska przeprowadzenie wyborów prezydenckich
w konstytucyjnym terminie to naruszenie „standardów demokratycznych”.
Szef EPL zapętlił się w swojej argumentacji.
Marek Pyza i Marcin Wikło w artykule „Z wysokiego konia”
analizują historię kariery politycznej byłego premiera z Platformy
Obywatelskiej. Ich zdaniem Tusk coraz bardziej jest odsuwany
od politycznej elity i nie ma w swoich rękach żadnej znaczącej władzy,
tak jak było to kiedyś.
Przewodniczenie
Europejskiej Partii Ludowej, choć to największa frakcja w Parlamencie
Europejskim, jest jednak degradacją do drugiej ligi. Jako zapalony
sportowiec Tusk zapewne odczuł to boleśnie. Stąd ta frustracja
i niezgoda na rzeczywistość, która w polityce krajowej przyznaje rację
jego największym rywalom.
W tekście przytoczono
ostatnie wpisy polityka, który w bezpardonowy sposób krytykuje działania
rządu i pomoc spółek skarbu państwa w walce z pandemią koronawirusa.
Kiedyś
mogło się wydawać, że jest bardziej finezyjny w wypowiedziach, ale
to była sprawna socjotechnika. Dbał o PR i miał do tego sztab ludzi.
Teraz jest sam. Zajmuje coraz mniej eksponowane stanowiska, chcąc
zaistnieć w mediach, musi się wypowiadać w sposób skrajny i musi swoje
oceny eskalować
— czytamy w wypowiedzi byłego szefa MSZ Witolda Waszczykowskiego dla tygodnika.
Dziennikarze
przybliżają także kulisy ataku Donalda Tuska na węgierski rząd Viktora
Orbana. Założyciel Platformy Obywatelskiej w wywiadzie dla niemieckiego
tygodnika „Der Spiegel” powiedział, że:
„Carl
Schmitt byłby bardzo dumny z Viktora Orbana”. Słowa te odbiły się
szerokim echem w węgierskiej prasie. Wywołało to niemałe oburzenie,
także w węgierskich środowiskach żydowskich, przytoczony przez byłego
polskiego premiera Carl Schmitt to bowiem niemiecki prawnik, w latach
1933-1945 członek NSDAP, który swoimi teoriami uzasadniał ideologiczne
podstawy dyktatury nazistowskiej i rządów Hitlera.
To wydanie tygodnika „Sieci” rozpoczyna list „Do braci Węgrów: To Tusk powinien Was przeprosić”, będący reakcją na cykl publikacji „Faktu” wydawanego przez szwajcarsko-niemiecki koncern w Polsce.
Prezydium frakcji Europejskiej Partii Ludowej w PE (partii, której
przewodniczącym jest Donald Tusk) wezwało rząd Polski do ogłoszenia
stanu klęski żywiołowej i przeprowadzenia zaplanowanych na 10 maja
wyborów prezydenckich, gdy ustanie pandemia koronawirusa. PiS podkreśla,
że jest zobligowane terminami konstytucyjnymi.
Bezczelność! Partia Tuska miesza się w
polskie sprawy. EPL: Wzywamy polski rząd do przeprowadzenia głosowania w
sposób przejrzysty
Zaplanowane na 10 maja wybory prezydenckie w Polsce nie będą ani
wolne, ani uczciwe i nikt nie może zapewnić ich tajności - to argumenty,
które przedstawił były premier Donald Tusk, wzywając we wtorek do
bojkotu głosowania.
Jacques
Schuster w komentarzu na łamach „Die Welt” przypomniał, co podczas
wizyty w Niemczech mówił Adam Michnik - skarżył się on na „impet,
z jakim rządy polski i węgierski próbują zdezawuować wartości zachodnich
demokracji jako symbol przesadzonego liberalizmu”. Schuster stwierdził,
że „Michnik miał rację”.
Od dłuższego czasu można
zaobserwować, że polski PiS i węgierski Fidesz wykorzystują zwycięstwa
wyborcze do tego, by osłabić wszystkie instytucje, które w otwartych
społeczeństwach ograniczają władzę rządzących
— napisał komentator „Die Welt”
Rząd utrudnia kampanię opozycji?
Komentator
stwierdził także, że polski rząd za wszelką cenę prze do wyborów
i utrudnia kampanię wyborczą opozycji, „z której wyłania się teraz nowa
forma protestu”. I tu pojawia się „orędzie” Donalda Tuska.
Były
szef Rady Europejskiej Donald Tusk wzywa do bojkotu wyborów. Próbuje
tym samym obudzić pierwotne siły społeczeństwa obywatelskiego, które
przyniosły wolność w 1989 roku w komunistycznej Polsce
— oświadczył Schuster.
„Komisja Europejska postępuje słusznie”
„Die
Welt” zaznacza, że jeżeli istnieje szansa na ponowny zwrot w stronę
otwartego społeczeństwa, to musi to wyjść od samych krajów środkowej
i wschodniej Europy. Dlatego – jak ocenia – Komisja Europejska postępuje
słusznie, nie wszczynając w tej chwili postępowania przeciwko Węgrom
i poprzestając na ostrzeżeniu, że będzie uważnie obserwować sytuację
w tym kraju i interweniować w ostateczności.
Zdaniem komentatora gazety, każde otwarte społeczeństwo obywatelskie potrzebuje odwagi, która nie może pochodzić od Brukseli.
Donald Tusk po raz kolejny próbuje uderzyć w rządzących
poprzez wpis na Twitterze. Tym razem sugeruje, że rzekomo rządzący
zarabiają na zarazie.
Lepiej im wychodzi zarabianie na zarazie, niż jej zwalczanie. I zaczynam się obawiać, że oni też to wiedzą
— napisał na Twitterze Donald Tusk, szef EPL, były premier.
Na zarazie, jaką były rządy Pańskie i Pańskiego środowiska (począwszy
od lat 90-tych) zarabiały państwa i biznesy, które kolonizowały Polskę.
Obawiam się, że to wiedzą, dlatego od 2015 tak bardzo walczą o powrót
„swoich” do władzy w PL. Niech VAT znowu wypływa strumieniami…
Donald Tusk już dawno przestał komentować życie polityczne
w Polsce z poziomu byłego premiera, a teraz szefa EPL, a stał się
po prostu internetowym trollem, w którego wypowiedziach jest coraz
więcej inwektyw, które rzuca pod adresem swoich politycznych
przeciwników. Nie inaczej było w dzisiejszej rozmowie z Katarzyną
Kolendą-Zaleską w TVN24. Poziom chamstwa musiał zaskoczyć nawet samą
dziennikarkę, bo zwróciła uwagę Tuskowi, że tym swoimi wypowiedziami
„nie buduje wspólnoty”.
Były premier w prawdziwie ordynarnych słowach skomentował dzisiejsze wystąpienie liderów Zjednoczonej Prawicy.
Chciałbym
zdjąć takie odium, które nad tą władzą jest takie widoczne, że ona jest
taka groźna. Jak słyszę Jarosława Kaczyńskiego, to chciałbym powiedzieć
do pana Kaczyńskiego: „Nie strasz, nie strasz…”. Nie będę kończył tego
starego, polskiego powiedzenia. Jeszcze nie ma 22, ale wiecie Państwo,
co mam na myśli. Oni nie są groźni w tym sensie, że ich należy się bać.
Takich polityków jak Jarosław Kaczyński należy się raczej wystrzegać
i trzeba zrobić wszystko, żeby oni nie rządzili w Polsce”
To są ludzie,
jak prezes dzisiaj pokazał po raz kolejny tę samą twarz –
naburmuszonego, trochę udającego groźnego zawodnika. Mamy do czynienia
z ekipą kompletnie bezradną, kiedy chodzi o prawdziwe wyzwania.
To są ciamajdy. To nie są jacyś czarni, groźni rycerze. To są ludzie,
którym wszystko wylatuje z rąk
—mówił Tusk.
To są ludzie,
prezes Kaczyński jest najbardziej dobitnym przykładem, którzy sprawiają
na mnie wrażenie takich, którzy nikogo nie kochają, są zanurzeni
w swoich obsesjach, interesach. To widać dzisiaj bardzo wyraźnie.
Natomiast przecież nie mają empatii, jakby nikogo nie kochali, mówiąc
wprost, tak po ludzku. Nie są zdolni do prawdziwej odpowiedzialności
za naszą przyszłość. Dlatego bardzo gorąco wszystkich namawiam. Nie
ma się co ich bać. To są naprawdę fajtłapy, natomiast trzeba ich odsunąć
od władzy, ochronić kraj przed permanetnym, ciągłym nieudacznictwem
—ciągnął były premier.
Na te słowotok zareagowała dziennikarka TVN.
To są słowa, które nie budują wspólnoty
—zauważyła publicystka TVN24.
Na te uwagę obruszył się Tusk.
To,
co słyszymy codziennie z ust przedstawicieli władzy to są słowa nie
tylko radykalne, ale i nieprzyzwoite, obraźliwe. Ja jestem aksamitny,
w tym co mówię wobec obecnej władzy. To prawda bywa radykalna
Przewodniczący Europejskiej Partii Ludowej Donald Tusk zbierał w
czwartek w Brukseli podpisy pod listami poparcia dla kandydata na
prezydenta Rafała Trzaskowskiego. Na zapowiedziane dzień wcześniej
wydarzenie przyszły dziesiątki osób. Były premier oskarżał PiS o
nieuczciwość i zaznaczył, że uzgadnia wszystkie kroki z kandydatem.
Okazuje się, że w zbiórce podpisów pomagał Tuskowi jeden z adminów „SokuzBuraka” - Marcin Mycielski.
Marcin Mycielski - jeden z twórców i adminów
hejterskiego profilu Sok z Buraka tuż obok Donalda Tuska w Brukseli.
Ciekawe, czy to on mu pisze ostatnio tweety?
— odnotował jeden z internautów.
Były lider PO odmówił odniesienia się do krytyki okresu swoich
rządów, jaka padła wcześniej tego samego dnia w Sejmie ze strony
premiera Mateusza Morawieckiego. Tusk mówił, że stara się być człowiekiem dyskretnym, dlatego nie będzie zdradzał, co Morawiecki mówił o poprzednich rządach PiS-u, w czasie gdy był jego doradcą.
Jeśli on nie czuje się zobowiązany do trzymania pewnej klasy to już jest jego problem
— oświadczył.
Były
premier wykorzystał przy tym okazję, by skrytykować rządzących. Jak
przekonywał kryzys koronawirusa pokazał, że strategia PiS i prezesa Jarosława Kaczyńskiego to „strategia klęski”.
Przy
pierwszej poważnej próbie jakiej został poddany ten rząd i ta ekipa,
czyli pandemii, (…) wszystko się wysypało. W dodatku okazało się, że nie
tylko nie potrafią sobie poradzić z sytuacją krytyczną, a do tego
potrzebujemy władzy (…), to okazali się ekipą nieuczciwą.
Od wszystkiego, co słyszymy o tych zdarzeń wokół ministerstwa zdrowia
to włos się jeży na głowie
— przekonywał Tusk.
Jak
zaznaczył gdyby chciał wymyślić najczarniejszą propagandę na temat
obecnej ekipy, to nie wpadłby na taki scenariusz jaki możemy teraz
obserwować. Dlatego - mówił - nie dziwi się nerwom w PiS.
Nie dość, że się skompromitowali, to w dodatku odejdą, tak sądzę, w niesławie
— powiedział Tusk.
Jak
zaznaczył nie będzie komentował wniosku o wotum zaufania dla rządu,
bo kwestie zaufania nie zależą od tego jak się głosuje w parlamencie.
Wiemy
jaka jest większość, jaka jest mniejszość. Zaufanie się albo ma, albo
nie. Ta ekipa na pewno go nie ma, a w szczególności, ci którzy
są odpowiedzialni za pandemię, te dwuznaczności i tę fatalną atmosferę
wokół biznesów jakie prowadzi ministerstwo zdrowia, zamiast zajmować się
zdrowiem Polaków. Tu zaufanie utracili bezpowrotnie
— ocenił były szef Platformy.
Tusk
tłumaczył też po raz kolejny, że jego decyzja, by nie brać udziału
w wyścigu wyborczym wpisywała się w szerszy plan, którego istotą było
znalezienie optymalnego kandydata mogącego ułatwić końcowy sukces.
Tu nie
chodzi o to, żeby dobrze poczuć się w wyborach prezydenckich
na poziomie 30-35, może 40 proc. Tu chodzi o to, żeby wygrać
— mówił.
Przyznał przy tym, że wybuch pandemii i zmiana kandydata PO z Małgorzaty Kidawy-Błońskiej na Trzaskowskiego wymagała improwizacji, ale - jak przekonywał - na końcu najważniejszy będzie wynik.
W polityce trochę tak jak w sporcie, choć wybory prezydenckie są ważniejsze niż mecz, liczy się ten końcowy efekt
Donalda Tusk od pewnego czasu krytykuje Platformę Obywatelską.
Atakuje nowych liderów. Nie wprost, używa do tego Twittera i wywiadów w
zaprzyjaźnionych mediach. Takie zachowanie najwyraźniej nie podoba się
politykom byłej partii rządzącej.
Przewodniczący EPL skrytykował m.in. decyzję władz PO, by poprzeć projekt podniesienia uposażeń polityków.
Do zachowania Tuska odniósł się minister w jego rządzie. Były
współpracownik lidera EPL zwraca uwagę na chwalenie Szymona Hołowni.
To rodzaj mocno emocjonalnego odreagowania. Krytykuje Platformę i komplementuje Hołownię, żeby wbić szpilę nowym liderom PO
— mówi polityk w rozmowie z gazeta.pl.
„Nic nie zrozumiał”
To jest śmieszne, to znaczy, że on kompletnie nic nie zrozumiał z
procesu społecznego, który się w Polsce dokonał w ostatnich latach.
Przekonanie, że nie można niczego krytycznego powiedzieć o Platformie,
jest absurdem i ponadto jest zwyczajnie głupie
— dodaje.
Inny rozmówca portalu nie kryje niezadowolenia z zachowania byłego lidera Platformy Obywatelskiej.
To podwójnie negatywne zaskoczenie. Raz, że dowala Platformie.
Dwa, że ktoś jego formatu, europejski mąż stanu, zniża się do
prymitywnej nawalanki za pośrednictwem Twittera i wywiadów
— przekonuje polityk PO.
Kierownictwo bolą te słowa, ale też Tusk nie jest dzisiaj naszym
największym problemem. Nikt nie ma poczucia, że musimy się z nim szybko
godzić, że to najpilniejsza sprawa
— dodaje.
„Wujek dobra rada”
Inny wieloletni polityk Platformy jeszcze mocniej komentuje zachowanie Tuska.
Strasznie łatwo być „wujkiem dobra rada”, który ma wygodną
międzynarodową pozycję i nie musi codziennie babrać się po łokcie w gów…
polskiej polityki
— mówi w rozmowie z gazeta.pl.
Nie wystarczy puścić od czasu do czasu tweeta, żeby być istotnym
graczem na polskiej scenie politycznej. Tusk najwyraźniej tego nie
rozumie
— twierdzi.
Jeden z rozmówców portalu uważa, że Tusk już nie wierzy w Platformę.
Oczywistym wydaje się, że Tusk przekreślił Platformę. Uznał, że z
tej Platformy już nic nie będzie, a już na pewno nic takiego, czego on
by sobie życzył
— powiedział.
mly/gazeta.pl
Tusk - persona non grata. Był i jest właściwie tylko od reprezentowania. Pracę wykonują za niego inni
https://wpolityce.pl/polityka/516533-tusk-persona-non-grata
Donald Tusk, którego aktywność na Twitterze od dawna przypomina
poczynania internetowego trolla, odniósł się rozliczeń fiskalnych
prezydenta USA
Tusk: Uśmiechnięty Morawiecki ogłasza kolejne sukcesy, wirus zabił prawie trzy tysiące Polaków
Donald Tusk odniósł się na Twitterze do sytuacji z
drastycznym wzrostem zakażeń i zgonów na koronawirusa w Polsce. Były
premier w swoim stylu uderzył w zawoalowany sposób w rząd PiS.
Ależ wściekłość! Tylko tak można określić reakcję Donalda Tuska na wyrok Trybunału Konstytucyjnego.
W czwartek
po południu Trybunał Konstytucyjny orzekł, że przepis zezwalający
na dopuszczalność aborcji w przypadku dużego prawdopodobieństwa
ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej
choroby zagrażającej jego życiu jest niezgodny z konstytucją.
„W chwili
największej próby zaryzykował bardzo ostry konflikt społeczny. Tutaj
rzeczywiście cisną się na usta wyłącznie bardzo mocne słowa. To świadczy
przede wszystkim o głębokiej demoralizacji Kaczyńskiego i całej jego
ekipy” - atakuje w „Gazecie Wyborczej” Donald Tusk, szef EPL, były
przewodniczący RE i były premier RP.
W wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” Donald Tusk demonizował
nieustannie Donalda Trumpa. Co więcej, parę razy próbował szukać
analogii do Polski. Powtarzał stare już hasła o radykalnej prawicy
i „populistach”. Bez problemu możemy domyślić się, kogo ma na myśli.
Właściwie
wszystko jest jasne, poza wynikiem. Jasne jest, że Ameryka jest
podzielona, jasne jest, że prezydent Trump zdecydował się na takie, no,
częściowo siłowe rozwiązanie. Jego wystąpienie nie pozostawia
wątpliwości, że chce zrealizować scenariusz, o którym pisano i mówiono
już wiele dni temu. Uprzedzano amerykańską opinię publiczną, że Trump
jest gotów posunąć się do tego - a mianowicie ogłosić swoje zwycięstwo
niezależnie od wyników i oskarżyć konkurencję o fałszowanie
— mówił Tusk.
Mówiąc
w skrócie: remis. I trudno nawet wskazać w tym remisie, kto ma większe
szanse na wygraną. I nadzwyczajny tupet prezydenta Trumpa, który ogłasza
swoje zwycięstwo, zanim głosy zostaną policzone
— komentował dalej wybory w USA.
Tusk przeszedł następnie do coraz śmielszej krytyki Trumpa.
Urzędujący
prezydent, który mówi: „Nie liczyć głosów, wygrałem!”, to jest sytuacja
dość dramatyczna. Ja się nie spodziewałem, że kiedykolwiek doczekam
takich komunikatów jak np. w CNN „Ameryka to nie Białoruś”, porównywanie
tych dwóch rzeczywistości już świadczy o głębokim kryzysie
amerykańskiej demokracji
— stwierdził.
Dużo uwagi poświęcił też podziałom w amerykańskim społeczeństwie, wyraźnie obarczając za to Trumpa.
Nikt
nie ma wątpliwości, że żaden z werdyktów nie zostanie przyjęty
spokojnie. Ten głęboki podział społeczny jest niestety dobrą glebą dla
poważniejszych zdarzeń. (…) Z całą pewnością więc sam Trump jest
zainteresowany wzrostem napięcia, gdyby się okazało, że te wszystkie
policzone głosy wskazałyby na remis lub na zwycięstwo Joe Bidena. Stąd
też ta walka Trumpa do samego końca o maksymalną przewagę
w Sądzie Najwyższym
— mówił.
Różnice
między wyborcami Demokratów i Republikanów przekształciły się właściwie
we wzajemną nienawiść, taką plemienną politykę. My to też znamy
z naszego doświadczenia. Tutaj bardzo trudno będzie zasypać te rowy,
niezależnie od tego, jaki będzie końcowy wynik wyborów
— dodał.
Były szef RE przekonywał też, że Trump jest przeciwnikiem UE i będzie konsekwentnie ją dyskredytować.
Nigdy
nie ukrywał, miałem wiele razy okazję o tym rozmawiać, że bardzo
sympatyzuje z brexitem, że życzy Unii rozpadu, że generalnie Unia
Europejska jest dla niego czymś gorszym nawet od Chin
— stwierdził.
Nie
ulega wątpliwości, że Unia Europejska jako całość będzie w gorszej
sytuacji, jeśli Trump będzie miał swoją drugą kadencję. Wydaje się
także, że tendencje odśrodkowe i także skrajnie prawicowe, które
są w Europie w sposób oczywisty, z tym kolorem nacjonalizmu
i antyunijności, że to wszystko nabierze nowego wigoru. Nie mam żadnych
wątpliwości. I niewykluczone, że to, co było ekscesem - a więc brexit -
stanie się, jeśli nie tendencją, to w dalszej perspektywie jakimś
realnym zagrożeniem dla Europy
— straszył były szef RE, który nie zrobił za wiele, by powstrzymać odejście Wielkiej Brytanii z UE.
To dość oczywiste, że z punktu widzenia Kaczyńskiego, rządu PiS-u to ewentualne zwycięstwo Trumpa jest jak najbardziej na rękę
— dodał.
Tusk w natarciu: cisną się na usta wyłącznie bardzo mocne słowa
Dużo
więcej emocji (i gniewu?) pojawiło się przy wątku protestów po wyroku
TK ws. aborcji eugenicznej. Tusk, który od czasu ich wybuchu nieustannie
publikuje nienawistne tweety, wyraźnie liczy na ich skuteczność…
Próba
załatwienia tematu aborcji rękami Trybunału pani Przyłębskiej,
ze świadomością, że to spowoduje nadzwyczajne emocje - bo nie trzeba
mieć jakiejś intuicji, żeby wiedzieć, że ludzie musieli zareagować w ten
sposób na tę sytuację - a więc świadomość, że w środku pandemii
prowokuje się ludzi do wyjścia na ulicę, to jest po prostu polityczne
łajdactwo. A łajdactwo dlatego, że to dotyczy nie tylko kwestii
politycznych i ideologicznych, nie tylko kwestii aborcji jako takiej,
ale dotyczy także zdrowia i życia tysięcy Polaków
— atakował brutalnie Tusk w „GW”.
Ten
rząd nie zrobił praktycznie nic przez wiele miesięcy, żeby przygotować
Polskę na tę drugą falę pandemii, która była czymś oczywistym,
przepowiadanym przez wszystkich bez wyjątku, natomiast w chwili
największej próby zaryzykował bardzo ostry konflikt społeczny. Tutaj
rzeczywiście cisną się na usta wyłącznie bardzo mocne słowa. To świadczy
przede wszystkim o głębokiej demoralizacji Kaczyńskiego i całej
jego ekipy
— oskarżał dalej.
Były lider PO zwrócił uwagę, że nie chodzi o samą aborcję, lecz także złość na rządzących.
Bardzo
szanuję ten wysiłek - i organizacyjny, i intelektualny - liderek
i liderów Strajku Kobiet. Natomiast odnoszę wrażenie, że bardzo wiele
środowisk, bardzo wielu protestujących przyłączyło się do tego strajku
także z własnych powodów, z własnymi postulatami
— dodał.
Tusk usprawiedliwiał też wulgarne hasła, które pojawiają się podczas protestów feministek.
W pewnym
momencie ludzie o bardzo różnych poglądach i z bardzo różnych powodów
odnaleźli wspólnotę. I ta wspólnota wyraża się też w tym bardzo
radykalnym słownictwie protestu, ale w jakimś sensie uzasadnionym. Nie
mówię teraz o estetyce, tylko o istocie politycznej tego nowego języka.
To jest fundamentalna i bardzo powszechna w tej chwili niezgoda na rządy
PiS-u. W tym sensie postulat, aby rząd ustąpił, jest najbardziej
pragmatycznym i najbardziej oczywistym postulatem
— mówił dalej.
Po raz
pierwszy wszyscy mamy w Polsce poczucie, że okupione wielkimi
pieniędzmi, także wielkimi kłamstwami, sukcesy PiS-u,
że to przechodzi do przeszłości
— dodał, wieszcząc przegraną PiS w następnych wyborach parlamentarnych.
Jest pytanie, kto je wygra, ale bankructwo PiS-u - i moralne, i sprawnościowe - wydaje się rzeczą oczywistą
— stwierdził.
Był
KOD z Kijowskim, potem Koalicja Europejska, w końcu Koalicja
Obywatelska… Tyle nieudanych prób pokonaniu rządu PiS. Sfrustrowany
i odsunięty od bieżącej polskiej polityki Donald Tusk liczy więc tym
razem na strajk kobiet i społeczne zmęczenie pandemią. Nie potrafią
wygrać w wyborach, znów stawiają więc na ulicę?
„Wow! Donald Tusk jak
Spider-Man – przyłapaliśmy go jak szalał na placu zabaw”, huknął
w tytule tabloid „Fakt” w swym dzisiejszym newsie o tym, jak „polityk
wskoczył na pajęczynę linową i niczym bajkowy bohater przeskakiwał
między linami”. Niby dziadek, a „kondycji mógłby mu pozazdrościć
niejeden nastolatek”.
Taki sprawny, taki godny podziwu.
Nie gorszą sprawność wykazuje niemiecki tabloid, bo skoro chwali się,
że „przyłapaliśmy”, to znaczy wysłał specjalnie gdzieś tam swojego
człowieka, żeby zdybał i obfotografował byłego premiera, dziś
szefa euroludowców.
Wizerunek zbiegłego do Brukseli Donalda
Tuska (ktoś zaprzeczy, że w cieniu kompromitującej rządową spółkę PO-PSL
afery podsłuchowej i wbrew zapewnieniom porzucił własny gabinet,
partię, wyborców i kraj dla intratnej posady na uchodźstwie?) wymaga
stałej pielęgnacji, kto wie, do czego jeszcze może się przydać. Więc
z drugiej flanki „Newsweek”, również Ringier Axel Springer,
ukierunkowuje na poważnie, co omawia wspomniany „Fakt”/Ringier Axel
Springer, w tekście pt.: „Wyprowadzą Polskę z Unii? ‘Tak, jeśli pozwolimy im rządzić dłuższy czas’”,
a także portal Onet - a jakże, Ringier Axel Springer - taka znakomita
koordynacja i współpraca międzyredakcyjna – który uściśla w tytule, kto,
co, kogo, czego, komu, czemu, z kim, z czym: „Donald Tusk: Nie chcę, żeby Kaczyński wyprowadził Polskę z Unii. To my musimy go zastopować”.
Nie
będę omawiał wywiadu Tomasza Lisa z rzeczonym, ani omówień tegoż
wywiadu, zainteresowanych odsyłam do dowolnego medium z tej samej
beczki. Ale jedno warte jest przytoczenia. Pozostający w stanie
gotowości niedoszły prezydent, były premier boi się, że PiS tę jego
gotowość, tudzież całej zjednoczonej w wierze opozycji tak zacementuje,
że długo nie dojdą do głosu, a przynajmniej nie jej dzisiejsi
reprezentanci, co byłoby koszmarne: „Będą powtarzać te swoje
brednie o zgniliźnie Zachodu, a równocześnie Polska, coraz bogatsza,
będzie mniej pieniędzy dostawać z europejskiego budżetu”, zagaja Tusk.
Coś
tu chyba umknęło uwadze redakcyjnym nadzorcom z kraju i zagranicy,
wniosek bowiem jest z tego taki, że pod rządami PiS Polska będzie coraz
bogatsza, podczas gdy za PO-PSL „piniendzy” nie było, a coraz bogatsi
byli jedynie…, mniejsza z tym. Poza tym wygląda na to, że Donald Tusk
z Brukseli odbiera chleb Krzysztofowi Jackowskiemu z Człuchowa, skoro
wie, co będzie kiedyś i już dziś rygluje możliwość wystąpienia Polski
z UE, choćbyśmy wychodzili na tym członkostwie jak Zabłocki na mydle.
Dalej robi się jeszcze ciekawiej. Jasnowidz Tusk prorokuje:
Możemy
zasypywać wszystko górami pieniędzy z funduszu odbudowy czy z budżetu
UE, ale tak czy inaczej Polska i Europa będą w głębokim kryzysie
gospodarczym.
Grozą wieje. Czego nie
precyzuje rozmówca „Newsweeka”, że te „góry pieniędzy” z funduszu
odbudowy to będą pożyczki, a z budżetu UE pochodzą ze składek i nie
są żadną darowizną, stanowią ledwie część krociowych zysków, które
dzięki otwarciu naszego (i nie tylko) rynku transferują z Polski (i nie
tylko) kraje na zachód od Odry, a głównie Niemcy. Notabene z tych
składek pan Tusk pobiera swą pensję w euro, więc zrozumiałe, że się
troszczy, żeby czasem Polska nie odwróciła się - jak to ujął - „plecami
do Zachodu”. I dalej, z ubolewaniem: „Będziemy mieć bardzo już
zszarganą reputację w Europie. (…) W tym krytycznym momencie mamy
najgorsze relacje z najważniejszymi partnerami dla Polski. Na dodatek
mamy ekipę, która się do niczego nie nadaje”, kwituje, były
premier w stanie gotowości, żeby zadbać. Bo PiS „tylko zaciekle
dewastuje”, a on Tusk, się nadaje. Jak bardzo się nadaje, odpowiedział
pośrednio Günter Verheugen, niemiecki socjaldemokrata, były wiceszef
Komisji Europejskiej, komisarz do spraw przedsiębiorczości i przemysłu,
oraz komisarz do spraw rozszerzania UE, w czasach, gdy późniejszy
premier RP budował swą partię za pieniądze od niemieckich chadeków (jak
stwierdził publicznie kolega partyjny Tuska Paweł Piskorski). Obecnie
emeryt Verheugen, z którym przegadaliśmy mnóstwo godzin na unijne
i polsko-niemieckie tematy, wypowiedział się właśnie dla TVN24 (sic!):
Nie
przywiązuję żadnej wagi do bezsensownych debat prowadzonych przez tych
czy innych polityków. Polska jest krajem demokratycznym, a demokracja
to wolność słowa. Ponadto wasz kraj ma ogromne zasługi w obronie
wolności i praw człowieka. Jeszcze kilka lat temu eksperci pisali
o nowym złotym wieku dla Polski. Kraj był i jest kluczowym elementem
wschodniego rozszerzenia UE. Może nie wszyscy w Brukseli zrozumieli,
że nowe kraje członkowskie mają własną historię, kulturę i doświadczenia
wyniesione z przeszłości?
Cóż, dla kogoś
z kompleksem ciury, dla którego „polskość to nienormalność” takie słowa
muszą być jak detekcja… Niestety, niezaprzeczalnym, największym, wręcz
historycznym dorobkiem Platformy tzw. Obywatelskiej i byłej Koalicji
tzw. Europejskiej na wyborczy użytek jest zrujnowanie wizerunku Polski,
które trwa mać.
We wtorek polscy posłowie z zespołu
ds. równouprawnienia społeczności LGBT spotkają się z intergrupą LGBT
z Parlamentu Europejskiego, aby rozmawiać na temat sytuacji
społeczności w Polsce
— poinformował PAP szef
polskiego zespołu poseł Krzysztof Śmiszek z Lewicy, kochanek
i protegowany w wyborach do Sejmu (czy to nieprawda?) europosła Roberta
Biedronia, aktualnie paradującego po europarlamencie w masce z piorunem –
obrońcy kobiet, który miał proces o skatowanie własnej matki z jej
powództwa, tego samego, który niedawno skarżył się Agencji Reutera,
że sytuacja środowisk LGBT w Polsce jest taka jak Żydów w III Rzeszy…
Co za drań,
ten Verheugen, jak może robić taką dywersję wobec zjednoczonej w celu
opozycji i niemieckich mediów, którzy zgodnie z pomocą ulicy
i zagranicy… - no, jak mógł?! Co gorsza ten niemiecki polityk
i to akurat lewicy dodał:
Ja nigdy nie
wierzyłem w Stany Zjednoczone Europy. Myślę, że scentralizowane państwo
europejskie nie byłoby zgodne z nasza europejską historią. Nie mam
jednak wątpliwości, że UE w obecnym kształcie też nie ma racji bytu. (…)
Dzisiaj naszym zadaniem jest doprowadzenie wspólnie do dobrych zmian
w zjednoczonej Europie.
Aż chciałoby się
przytoczyć słowa Ryszarda Ochódzkiego z Barejowego „Misia”, po jego
wyjściu z komendy milicji, gdzie skorzystał z toalety: „Co mogłem,
to załatwiłem…” Donald Tusk vel Spider-Man i zjednoczona opozycja
niczego jeszcze nie załatwiła, można rzec, jest w trakcie załatwiania…
Były premier i były szef Rady Europejskiej straszy w wywiadzie dla
„Newsweeka” starym hasłem o polexicie. Próbuje przy tym potęgować obraz
rzekomo prorosyjskiego PiS, a w swoich wypowiedziach demonizuje oraz
drwi z prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, czy premiera
Mateusza Morawieckiego.
Co istotne do odnotowania, lider
Europejskiej Partii Ludowej (nazywanej frakcją „chadecką”) popiera
„Strajk Kobiet”, a także uznaje niczym lewicowy polityk, że nie
ma powrotu do kompromisu aborcyjnego.
Wszystko jednak sprowadza się do wspólnego mianownika. Seans grozy i obsesji na punkcie znienawidzonego przez siebie PiS…
Poniżej prezentujemy 10 wybranych fragmentów z wywiadu Tomasza Lisa z Donaldem Tuskiem.
1. Tusk stale straszy polexitem
Wyprowadzą
nas z tej Unii? - pyta infantylnie Tomasz Lis. Jak widać, nie ma już
tutaj miejsca na zabawę. Są ostre zagrywki i tania propaganda.
Tak,
jeśli pozwolimy im rządzić dłuższy czas. (…) Szukanie Camerona w PiS
nie ma większego sensu, to był w końcu polityk umiarkowany, kulturalny,
Europejczyk do szpiku kości, który popełnił koszmarny błąd. Kaczyński
jest do szpiku kości antyeuropejski w sensie kulturowym. Jest
antyzachodni. Bardziej niż Unii nie znosi Europy
— odpowiada Tusk.
Nie
odważą się zaatakować frontalnie i z otwartą przyłbicą. Więc tak długo,
jak sondaże im podpowiadają, że Polacy chcą być w Unii, będą powtarzać:
„Unia tak, ale inna”, „Nie do takiej wstępowaliśmy”. I będą ciężko
pracować, aby te nastroje się zmieniły. (…) . Antyunijność PiS, nawet
jeśli taktycznie lekko skrywana, jest głębsza. Ustawieni są bokiem albo
wręcz plecami do Zachodu
— dodaje.
2. Krytykuje weto, a sam był przeciw wiązaniu budżetu UE z mechanizmem praworządności
Weto
może stać się jednym z etapów wychodzenia z Unii. Na pewno pogrąży
naszą reputację i zaostrzy nasze relacje z wieloma członkami Unii
—
mówi były szef RE, który przecież sam niedawno krytykował powiązanie
wypłat środków europejskich z tzw. mechanizmem praworządności.
3. Spoufalał się z Putinem, a PiS oskarża o prorosyjskość
Ci,
którzy świadomie dążą do wyprowadzenia Polski z Unii, bo chcą Polski
zamkniętej i izolowanej od zepsutego Zachodu, albo pracują na rzecz
rosyjskiej strategii, będą mieli wtedy więcej politycznego paliwa
— opowiada Tusk.
Od pewnego
czasu narasta obawa, że to coś więcej niż tylko polityczna głupota,
bo wpisywanie się w rosyjską strategię nabiera całościowego charakteru.
W polityce zagranicznej to antyeuropejskość, entuzjastyczne wsparcie
Trumpa, najbardziej prorosyjskiego prezydenta w historii USA,
zdumiewająca pasywność rządu PiS w sprawach Białorusi i Ukrainy,
zaskakująca potulność w relacjach z Moskwą. W polityce wewnętrznej
przypominają Rosję w sposób uderzający
— mówi były
premier, który stawiał na „reset” z Moskwą i spacerował na sopockim molo
w przyjaznej atmosferze z Władimirem Putinem.
4. Tusk drwi z premiera Morawieckiego
Na celownik został wzięty premier Mateusz Morawiecki.
Historia
premiera wskazuje jednoznacznie, że ma nieprzeciętne zdolności
przystosowawcze. Byłem świadkiem w czasie mojego premierostwa tej
łatwości przystosowania się, szczególnie do szefów. (…) Szczerze
powiedziawszy, nie koncentrowałem wówczas uwagi na Mateuszu Morawieckim
i na tym, co robi po godzinach pracy. Jako członek rady gospodarczej nie
odgrywał jakiejś aktywnej i znaczącej roli
— czytamy.
Słowa,
które wypowiedział teraz jako premier, mają znaczenie nie dlatego,
że Mateusz Morawiecki ma znaczenie. Dobrze wiemy, kto rządzi i kto
ponosi pełną odpowiedzialność, niestety nie konstytucyjną, za to,
co w Polsce się dzieje. Ale od strony formalnej to, że właśnie premier
wygłasza w Sejmie taką antyeuropejską filipikę, to jest bardzo poważny
krok w zagrożeniu polexitem. Tych słów już się nie wycofa. Były słyszane
w Warszawie i w innych stolicach. Można je uznać za niemądre, kłamliwe,
ale nie można zlekceważyć
— stwierdza Tusk. Atak
na szefa rządu śmiało można uznać za uznanie, że premier Morawiecki jest
ważną i niebezpieczną dla opozycji postacią.
5. Obsesja i demonizowanie Jarosława Kaczyńskiego
Jedno w Donaldzie Tusku się nie zmieniło. To jego obsesja i stała próba demonizowania prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego
Kaczyński
ma żądzę władzy, ale nie ma głowy do rządzenia, więc właściwie stał się
dla Polski uciskającym wszystkich żelaznym gorsetem. To jest na swój
sposób człowiek inteligentny, ale nikt nie byłby w stanie koordynować
działań w czterdziestomilionowym państwie w XXI wieku własnoręcznie bez
mądrze skonstruowanej hierarchii, gdzie każdy dokładnie wie,
za co odpowiada. Pandemia bardzo wyraźnie pokazała, jak bardzo
chaotyczna jest ta ekipa i jak nieprzygotowana na trudne czasy
— mówi polityk, który uciekł do Brukseli zanim jego formacja doznała druzgocącej klęski wyborczej…
Jeśli
Unia uzna, że już dość i powie „państwu już dziękujemy”, to będziemy
się z tego cieszyć? Przecież to będzie prawdziwy dramat! Nie chcę, żeby
Kaczyński wyprowadził Polskę z Unii, ale to my musimy go zastopować!
Nasi partnerzy chcieliby wiedzieć, czy to, co dziś dzieje się nad Wisłą,
to złowrogie fanaberie PiS, czy wola większości narodu.
— dodaje. Czy tych słów nie należy uznać za wezwanie do swego rodzaju rewolucji?
6. Kolejny straszak w postaci unijnego „non possumus”
Kompromis
w polityce z definicji jest czymś pożytecznym, a nie nagannym.
Oczywiście do pewnych granic. PiS i Orbán te granice przekroczyli. Unia
budzi się z ideowego i moralnego letargu. Coraz wyraźniejsze jest non
possumus, jeśli chodzi o fundamenty demokracji liberalnej – rządy prawa,
wolność jednostki, prawa mniejszości etc.
— czytamy.
Zabrzmi
to może kontrowersyjnie, ale ja wcale nie jestem zagorzałym kibicem
radykalnych kroków Unii Europejskiej wobec Polski. Przecież będę tu żył.
Moje dzieci i wnuki również chcą żyć w Polsce. PiS jest tylko epizodem.
I nie chcę, żeby w Unii doszło do takich decyzji, których nie będziemy
już w stanie cofnąć. Bo ten wielki statek płynie i skręca bardzo powoli.
Ale jak już skręci, to skręci
— próbuje straszyć
nową zagrywką. Czyli mamy wyrzec się suwerenności i polskich interesów,
znów stawiając na spływ w „głównym nurcie”?
7. Powtórka z mitu o liderze regionu
Polska
przez dość długie lata budowała pozytywny wizerunek całego regionu.
To my byliśmy pryzmatem, przez który oceniano Europę Środkowo-Wschodnią.
Dlatego właśnie po kilku latach rządów PiS na nowo pojawia się
na Zachodzie pytanie, czy rozszerzenie nie było przedwczesne. (…)
Powstała obawa, że eurosceptycyzm to nie jest tylko metoda negocjacyjna,
a odwrót od demokracji to nie epizod, ale tendencja społeczna.
I że od Unii odwracają się nie rządy, tylko narody
—
mówi Tusk w rozmowie z Lisem, powracając do narracji Platformy
o rzekomej roli Polski jako lidera regionu i wzoru dla innych państw.
Ile można tak bajać?
8. I gdzie ta chadeckość? Tusk: Nie ma powrotu do kompromisu aborcyjnego
Donald
Tusk, pełniący obecnie funkcję szefa Europejskiej Partii Ludowej
(rzekomo europejskiej chadecji), przemawia już niczym polityk lewicy.
Nie
ma powrotu do kompromisu aborcyjnego. (…) PiS go zniszczyło, bo chciało
tej konfrontacji. Co do istoty problemu, nikt, ani biskupi, ani
partyjni liderzy, nie powinni uzurpować sobie prawa do decydowania w tej
sprawie. To jest wybór, przed którym staje kobieta, a nie ksiądz.
Rozumiem też niechęć do referendum
— stwierdza.
Kiedyś
można było uważać, że Kościół ma moralny mandat do tego, aby starać się
narzucać własną filozofię. Ale moralne bankructwo hierarchii w wielu
sprawach, de facto odebrało jej mandat także do zabierania wiążącego
głosu w tej kwestii. Rozwiązania idealnego nie ma i nie będzie. Dylematy
moralne i społeczne pozostaną nierozwiązane. Wolność wyboru wydaje się
w tym kontekście lepsza niż kościelny i państwowy przymus. Oczywiście,
każda wolność ma swoje granice
— dodaje, stając po stronie agresywnych i wulgarnych feministek spod sztandaru „Strajku Kobiet”.
9. Tusk po stronie „Strajku Kobiet”. Nie razi go wulgarne „Wyp…dalać”
W rozmowie padło też pytanie o słynne wulgarne hasło Marty Lempart i jej kompanek. Mowa oczywiście o paskudnym „Wyp…dalać”.
Wychowałem
się na podwórku i stadionie, mieszkałem lata całe w hotelach
robotniczych, więc nie będę udawał oburzonego. Ale nie wszystkim łatwo
przyzwyczaić się do tego, że w debacie publicznej pojawiają się
takie słowa
— odpowiada Tusk.
Oczywiście
złość, jak najbardziej uzasadniona, nie zastąpi projektów i idei. W tej
bez wątpienia rewolucyjnej atmosferze trzeba chronić nas samych przed
nienawiścią i pogardą. Ale, mimo bardzo twardego języka, protestujący
opowiadają się przeciw nienawiści i pogardzie, jednoznacznie
za godnością, wolnością i uczciwością. To tylko pozorny paradoks. Poza
wszystkim, wolę już, kiedy ludzie mówią złej władzy „wypierdalać”, niż
kiedy władza mówi do obywatela „spieprzaj dziadu”
— mówi w paskudnych słowach, które mogą świadczyć jedynie o miałkości…
10. Komuś marzy się zjednoczona opozycja
W wywiadzie
Tuska nie mogło zabraknąć stałego pytania o jego aktywny powrót
do polskiej polityki. Z którą partią wiąże nadzieje?
Ja naprawdę
jestem tak przejęty polską sytuacją, że mi jest dość obojętne, jakie
która partia ma sondaże. Bo dobrze wiem, że to musi wykroczyć
bezwzględnie poza banalną konkurencję między partiami
— odpowiada. Wypływa więc uruchamiana od czas do czasu strategia pt. zjednoczona opozycja?
Znowu
uwierzyłem, że się budzimy, że nie będziemy tylko z podziwem klaskali
Białorusinom, Mołdawii czy Rumunom, którzy potrafili tygodniami
demonstrować przeciwko skorumpowanej władzy, czy Amerykanom
za wybór Bidena
— dodaje były szef Platformy. Szkoda, że tak szybko zapomniał, jak to kilka lat temu protestowano… ale przeciwko jego władzy.
Tylko
na tyle stać Donalda Tuska i jego akolitów? Straszenie, grożenie
i demonizowanie… To jedyny „program”. Jak widać, nic się nie zmieniło.
Ulica i zagranica to jedyne koła ratunkowe opozycji, a jej mentor
stracił dawną formę.
Czwartkowy szczyt w Brukseli miał dwie odsłony. Pierwsza,
to negocjacje ws. unijnego budżetu, jasne stanowisko Polski i Węgier
oraz zwycięstwo. Druga odsłona, to spotkanie Donalda Tuska z Martą
Lempart. Jednak czujni internauci zwrócili uwagę na jeszcze
jeden szczegół.
Przez ostatnie dni premier
Polski spotykał się i ostro negocjował z najważniejszymi graczami
w Unii, w tym z Merkel. W tym czasie Tusk spotkał się z Lempart
i wrzucił zdjęcie z pustą flaszką.. i kilka twittów. Tusk, bohater PO.
Smutny chociaż zasłużony upadek króla Europy
— ocenił Dawid Wildstein.
Bardzo
się niepokoimy o towarzysza Tuska Donalda. Jego wyczucie stylistyczne
poszło z dymem. Nie dość, że pozuje na tle regału BEZ książek, z pustą
flaszką niezdarnie ukrytą za pudełkiem, to jeszcze jest niższy.
Szef EPL i były premier
Donald Tusk na antenie TVN24 wypowiadał się m.in. na temat ostatniego
szczytu UE oraz demonstracji zwolenników aborcji. Nie zabrakło
absurdalnej krytyki rządzących.
Szczyt UE
Lepiej
dla Polaków, że udało się uzyskać obie te kluczowe sprawy - mamy
uchwalony budżet, a zatem wielkie pieniądze na lata, plus Fundusz
Odbudowy (…). Z tego można się tylko cieszyć. Został również uruchomiony
mechanizm praworządności. (…) Nie ulega wątpliwości, że to, co udało
się uzyskać, nawet jeżeli to ma kształt kompromisu, to jest
to mechanizm, który pomoże jakoś mitygować najbardziej niepraworządne
rządy. Niestety mówimy o rządach PiS-u i rządzie Viktor Orbana. Z całą
pewnością pewien gorset dzięki ustaleniom w Brukseli będzie można
im zakładać, kiedy będą przesadzali z naruszeniem praworządności
— stwierdził Donald Tusk.
Uważam,
że stały się dwie bardzo dobre rzeczy. Oprócz pieniędzy jednak zdolność
naciskania na rządy, które mają poważne kłopoty z praworządnością
— zaznaczył.
Donald Tusk atakował Polskę za jego zdaniem złą postawę w negocjacjach w UE.
Polska
w czasie tych negocjacji pokazała jednak raczej tą pisowską,
antyeuropejską twarz. PiS kompromitował siebie i niestety Polskę
w czasie tych negocjacji. PiS walczył o to, aby bezkarnie łamać
praworządność i straszył, że zablokuje możliwość odbudowywania
gospodarki we Włoszech, Hiszpanii, Francji, Grecji. To zostało przyjęte
z niesmakiem i oburzeniem
— mówił.
Donald
Tusk starał się jakoś wytłumaczyć, dlaczego zmienił zdanie odnośnie
mechanizmu praworządności - jeszcze w 2018 był przeciwko niemu.
Przede
wszystkim zmieniły się okoliczności w Polsce i na Węgrzech. Naruszanie
praworządności to już nie są incydenty (…). Dzisiaj nie mamy
wątpliwości, że to jednak jest cel strategiczny dla PiS-u – zlikwidować
niezależność sądownictwa i nie ustąpili od tego
— stwierdził.
Redaktor Katarzyna Kolenda-Zaleska dopytywała, że może UE zrobiła za mało, aby powstrzymać rząd PiS-u.
UE będzie
zawsze bardzo ostrożna w takich działaniach, które pozwolą UE wkraczać
w te zakresy, które są zawarowane dla państw członkowskich. (…) To nie
jest zawsze dobrze, kiedy KE uzyskuje zbyt dużo władzy nad
państwami członkowskimi
— tłumaczył Tusk. Po czym zaczął narzekać, że niestety rząd PiS nie zostanie odsunięty od władzy przez „zagranicę”.
Bez
presji, jasnego stanowiska obywateli, UE nie wykona żadnego zadania
za demokrację w danym kraju. Tak długo, jak wyborcy tolerują czy wręcz
wybierają rządy typu Viktora Orbana czy Jarosława Kaczyńskiego, tak
długo UE będzie respektowała wyniki tych wyborów. (…) Powtarzam
to nieustannie, naprawdę nikt w Brukseli, Berlinie czy Paryżu, za nas
Polaków porządku w kraju nie zrobi. Nie miejmy taki złudzeń, bo później
pojawiają się głosy rozczarowania, że UE nie oczyści Polski z takich
działań, takiego paskudztwa, którego jesteśmy świadkami. Mówię to bez
entuzjazmu, my musimy te sprawy załatwić w domu głównie własnymi siłami
— mówił szef EPL.
Pochwała Marty Lempart
Donald Tusk chwalił Martę Lempart.
Cenię jej i jej współpracowników wysiłki na rzecz godności kobiet i w ogóle Polaków
— mówił. Po czym wypowiadając się o protestach zwolenników aborcji, zaznaczył:
Nie mam wątpliwości, że te protesty nabrały charakteru w jakimś sensie ogólnonarodowego i na pewno pokoleniowego.
Atakował PiS za sprzeciw wobec postulatów zwolenników aborcji i za rzekomą brutalność policji podczas protestów.
Oni
są właściwie niczym bohaterowie szwedzkiego kryminału o mężczyznach,
którzy nienawidzą kobiet. (…) To są polityczni damscy bokserzy w jakimś
sensie. To budzi autentyczną odrazę
— podkreślił.
Po czym starał się wyjaśnić, dlaczego PiS walczy ze Strajkiem Kobiet. Jego wypowiedź zdenerwowała Katarzynę Kolendę-Zaleską.
Samo
to słowo „mniejszość” ilustruje, o jaką taktykę chodzi. Skoro Kaczyński
atakuje mniejszości, to buduje front, o którym sądzi, że dzieli Polaków
na jego większość i mniejszość
— powiedział Tusk.
Ale kobiety nie mniejszość. Nie mówmy o kobietach w kategoriach mniejszości
— oburzyła się Kolenda-Zaleska.
Nie,
ale dobrze wiemy, że według Jarosława Kaczyńskiego ci, którzy proponują
zmiany w prawie aborcyjnym na rzecz prawa wyboru
kobiet, są w mniejszości
— zaznaczył. Czyżby sam de facto uważał, że zwolennicy aborcji to mniejszość w polskim społeczeństwie?
Donald Tusk zapytany, czy dalej popiera tzw. kompromis aborcyjny, podkreślił, że ten już nie istnieje.
Ten
kompromis nie istnieje, bo został wypowiedziany przez Jarosława
Kaczyńskiego i jego władzę. Nie ma powrotu, bo kompromis
został zniesiony
— mówił.
To powinno być prawo kobiety i to kobieta powinna o tym decydować
— dodał.
Czyli liberalizacja, rozumiem
— skwitowała tę część Kolenda-Zaleska, a Donald Tusk z aprobatą kiwnął głową.
Przedterminowe wybory
Na pytanie, czy jego zdaniem są szanse na przedterminowe wybory, Donald Tusk odpowiedział:
Nie
tylko z panią Martą Lempart o tym rozmawiałem, ale jestem w stałym
kontakcie z liderami wszystkich ugrupowań opozycyjnych. Mam takie jedno
przesłanie – prawdopodobnie wybory będą zza 3 lata w terminie
konstytucyjnym. (…) Ale zawsze coś może się wydarzyć. Opozycja powinna
być przygotowana tak, jakby wybory były ze 2-3 miesiące, ale także, żeby
umieć ze sobą współpracować.
Z lewej Donald Tusk, z prawej plakat w Brukseli przypominający o ograniczeniach / autor: wPolityce.pl
Weźmy ostatni, z pozoru drobny, komentarz w związku z kolejnymi
antyepidemicznymi ograniczeniami, w tym zakaz przemieszczania się w noc
sylwestrową z 31 grudnia 2020 r. na 1 stycznia 2021 r.
w godzinach od 19.00 do 6.00.
Różnica między stanem
wojennym a rządami PiS jest taka, że wtedy na Sylwestra zawieszono
godzinę policyjną, a teraz ją wprowadzają. Co do kasyn, brak danych.
Pasterka bez zmian
— napisał szef Europejskiej Partii Ludowej na Twitterze.
Już samo porównywanie antycovidowych restrykcji z okresem
dławienia solidarności przez komunistyczną juntę jest historycznie
kłamliwe i moralnie żenujące. Zwłaszcza dla rzekomo
człowieka „Solidarności”.
Ale wpis Tuska jest paskudny także z innego powodu: oto w Brukseli, mieście w którym pracuje i mieszka Donald Tusk, godzina policyjna obowiązuje od końca października.
Wie to każdy, kto odwiedza to miasto, informuje o tym obsługa
w hotelach, sklepach i urzędach każdego przybywającego! Mnie też, gdy
w czasie ostatniego szczytu Unii Europejskiej korzystałem z hotelu,
o tym solennie przypomniano.
Następujące dodatkowe restrykcje przeciw rozprzestrzenianiu koronawirusa są wdrożone w Brukselskim Regionie Stołecznym:
—
wszystkie sklepu muszą być zamykane najpóźniej o godzinie
20.00 (z wyłączeniem okresu od 14 do 31 grudnia, kiedy mogą być
otwarte do 21.00
— Obowiązuje zakaz spożywania alkoholu w miejscach publicznych
— Obowiązkowe noszenie masek zakrywających nos i usta
— Godzina policyjna od 22.00 do 6.00
Jeszcze raz: „Godzina policyjna od 22.00 do 6.00”.
W Brukseli. Od października. Twardo egzekwowana! Niemożliwe, by Tusk
o tym nie wiedział. Można założyć, że cynicznie pomija ten fakt w swoim
pragnieniu, silniejszym niż zwykła przyzwoitość, uderzenia w nielubiany
przez niego rząd w Polsce. Większego jeszcze podburzenia i tak
zmęczonych restrykcjami obywateli.
Dzięki zdalnej formie konwencji CDU wszyscy mogliśmy zobaczyć
i usłyszeć byłego polskiego premiera przemawiającego jako szef
„chadeckiej” międzynarodówki do zjazdu rządzącej niemieckiej partii. Jakże inny obraz i dźwięk niż ten zwykle znajomy. Delikatność i wzruszenie - zwróćmy uwagę na delikatne kropelki łez w oczach.
Kultura
języka (niemieckiego) i obyczaju politycznego (niemieckiego). Żadnego
wzywania do anihilacji przeciwników, żadnych wezwań do dorżnięcia watah,
zero szczucia wewnętrznego (tylko na premiera Orbana). Pokora
i miłość do niemieckich władców trudna wprost do uwierzenia. Pokłony,
podziękowania, podziw. W imieniu całej Europy - szkoda, że nie w imieniu
całej ludzkości. No i ten Gdański Żuraw w tle - jeszcze jeden ciepły sygnał do wyrobionej przecież publiczności.
Słychać ostatnio coraz żwawsze głosy o tym, że Donald Tusk
zamierza wrócić do polityki. Tylko czy aby na pewno do polskiej?
Czołobitne pokłony wygłoszone po niemiecku na rzecz partii Angeli Merkel
są jednoznacznym aktem opowiedzenia się po tamtej stronie.
Stwierdzenie, że rządy CDU są „błogosławieństwem dla całej Europy”
kończą rozmowy o Tusku jako polityku polskim.
W samo sedno trafił Michał Karnowski,
zwracając uwagę, że „tak wzruszonego, pokornego i wyzbytego politycznej
agresji Polacy nigdy nie zobaczyli”], jakim zobaczyć można go było
wczoraj podczas konwencji CDU. Postawa Tuska recytującego Niemcom laurkę
rzeczywiście uderza, gdy wyznaje po niemiecku jak wielkim
„błogosławieństwem dla całej Europy” były rządy CDU i że „jako Polak
wie, o czym mówi”. To zestawienie aż krzyczy sprzecznością.
Bo to Niemcom zawdzięczamy kryzys migracyjny, to Niemcy stoją
za niszczeniem polskiego transportu, to Niemcy wymuszają niebezpieczne
dla Polski rozwiązania „zielonego ładu”, to Niemcy – wbrew wszelkim
głosom sprzeciwu – dopinają Nord Stream 2 z Rosją, to Niemcy zabiegają
o powiązanie praworządności z unijnymi funduszami, to Niemcy dyktują
lewicową agendę światopoglądową. Jaki Polak może
uznać to za błogosławieństwo?
Donald Tusk idzie jednak
jeszcze dalej. W roztkliwieniu wyznaje, że to dzięki Niemcom udało się
zachować wiarę w przyszłość zjednoczonej Europy i było to możliwe
dzięki „waszej konsekwencji, cierpliwości i – mówiąc wprost –
przyzwoitości”. Zapowiada też trudne decyzje, które trzeba będzie podjąć
i apeluje o nieustępliwość!
W walce o obronę
wspólnych wartości trzeba będzie podjąć trudne decyzje. Wasze jasne
stanowisko będzie decydujące i tym samym na wagę złota. (…) Jestem
pewien, że nas i w tym wypadku nie zawiedziecie
—
powiedział Tusk, zagrzewając tym samym Niemców do bezwzględnej walki
przeciwko wszystkim, którzy sprzeciwiają się takiej wizji UE, a więc
przede wszystkim przeciwko Polsce i Węgrom.Rządy Platformy Obywatelskiej wyposażyły nas w wystarczającą
wiedzę dotyczącą rozumienia interesu przez Donalda Tuska. Ten narodowy
nigdy nie był dla niego równoznaczny z polskim. Niszczenie polskich
stoczni, zamykanie kopalń, wyprzedaż narodowego majątku, próba
prywatyzacji LOT-u – wszystkie te decyzje były na rękę Niemcom. Dziś
Tusk jednoznacznie staje po niemieckiej stronie. Czyżby szukał
schronienia przed mającymi nadejść rozstrzygnięciami?
Nowym prezydentem USA, a raczej odejściem Donalda Trumpa, zachwyca się dawny „król Europy” Donald Tusk.
Znowu możemy oddychać świeżym powietrzem. Powodzenia Joe i Kamala!
— napisał po angielsku Tusk na koncie szefa EPL.
Tusk
po niemiecku wychwala partię Merkel, po angielsku zachwyca się Bidenem
i Demokratami. Tylko nadal boi się wrócić do kraju, by zmierzyć się
w wyborach po polsku.
Niemcy zawsze stanowiły dla niego ważny punkt odniesienia.
Zarówno z powodów biograficznych, jak i politycznych. Polska raczej
na tym nie zyskała. Pierwszy raz przemówił (przez prawie
18 min) po niemiecku 6 grudnia 2020 r. do uczestników forum Willy’ego
Brandta, przypominając wizytę ówczesnego kanclerza Niemiec 7 grudnia
1970 r. w Warszawie oraz jego klęczenie przed pomnikiem Bohaterów Getta.
Za plecami miał sztuczne tło z gdańskim żurawiem. Drugi raz na podobnym
tle i znowu po niemiecku (przez niecałe 4 min) Donald Tusk wystąpił
16 stycznia 2021 r., przekazując swoje przesłanie, jako przewodniczący
Europejskiej
Autor „Szczerze” wielokrotnie przekonywał, jak szczerze potrafi
kłamać i nawet powieka mu nie drgnie. Można nawet stworzyć stopniowanie
łgarstw: banalne kłamstwo, wierutne kłamstwo i „szczerze” Donalda Tuska.
Szumnie zapowiadana debata (zdalna, bo jeden w Gdańsku, a drugi w
Warszawie) Donalda Tuska z Adamem Michnikiem nie była żadną
intelektualną ucztą.
Była nieznośnym, banalnym i mało lotnym marudzeniem dwóch tetryków.
Mających świadomość, że najlepsze dawno za nimi, lecz oni chcieliby
zatrzymać czas, a nawet cofnąć.
Kompletnie sztampowe bredzenie o Prawie i Sprawiedliwości i
Jarosławie Kaczyńskim nie robi żadnego wrażenia. Jeden wątek – rosyjski -
był w pozostałej części bredzenia jednak tak bezczelnie załgany, że
domaga się komentarza. Oto Donald Tusk stwierdził, że układ rządzący
„jest spętany przedziwnym strachem wobec Moskwy i Putina. To jest coś
więcej i to jest coś bardzo niepokojącego. W każdym wymiarze:
wewnętrznym, europejskim, globalnym, czy bezpośrednio w sprawach
wschodnich, agenda pisowska jest agendą rosyjską. Aż nieprawdopodobne,
ale tak jest”.
Wystarczy rzut oka na pierwszą w roli premiera wizytę Tuska w Moskwie
(w lutym 2008 r.), żeby zobaczyć, kto jest „spętany przedziwnym
strachem”. Tusk siedział podczas spotkania jak wystraszony wasal wobec
pewnego siebie suwerena (Tusk pochylony i potulny, Putin rozwalony w
fotelu i bezczelny). Tusk komentował tamtą wizytę jako „nowe otwarcie” i
„rozmowę ludzkim językiem na trudne tematy”. W efekcie ponoć
„uzyskaliśmy najważniejszą rzecz - elementarne zaufanie, zarówno na
szczeblu państwowym, jak i w relacjach osobistych”. Pensjonarska
naiwność czy kompletna amatorszczyzna? To drugie, a nawet gorzej.
Putin był tak szczery z Tuskiem, jak ten w swojej książce „Szczerze” i
jak w rozmowie z Adamem Michnikiem. Nic dziwnego, że portal gazieta.ru
nazwał Donalda Tuska „naszym człowiekiem w Warszawie”. A Putin docenił
amatorszczyznę i zastrachanie rozmówcy dywagując w jego obecności o
Ukrainie jako „sztucznym tworze”, Lwowie jako „polskim mieście” i
możliwości „zajęcia się tym wspólnie” (tak przynajmniej relacjonował to
Radosław Sikorski). Takie prowokacje można robić tylko w obecności
kogoś, kogo się kompletnie nie szanuje i nie ceni, kogo się uważa za
słupa, którego można wpuścić w każdy kanał. Wobec poważnych polityków
nawet Putin tak się nie zachowuje.
Tusk się ośmiesza, gdy Michnikowi mówi, że „Kaczyński zbudował rząd,
obiektywnie, najbardziej prorosyjski, w porównaniu do rządów Platformy
to już w ogóle, ale nawet w porównaniu do rządów Kwaśniewskiego i SLD”.
Co takiego rządy Platformy i Tuska osiągnęły? Miały jakikolwiek wpływy,
żeby uniemożliwić rozbiór Ukrainy przez Rosję? Zerowy. Putin traktował
je jak powietrze. Zatem opowieści Tuska, że „zaczęliśmy odgrywać w
Europie rolę jednego z wiodących państw, którego naprawdę słuchano” to
żart dekady. Kto słuchał? Moskwa? Berlin? Paryż? Wolne żarty.
Do czasu ataku na Ukrainę Tusk się wyłącznie do Putina łasił, nic w
zamian nie otrzymując. A Rosja dostawała coraz więcej, z umową gazową na
czele. Przecież to rząd Tuska w 2010 r. przygotował i podpisał
kuriozalną umowę na dostawy z Rosji: najwyższe ceny w Europie, przesył
praktycznie za darmo i miała obowiązywać aż do 2037 r. Umowa była tak
kuriozalna, że musiała interweniować Komisja Europejska – skrócono
termin obowiązywania do 2022 r., ale inne złe rozwiązania pozostały.
Okres poprzedzający katastrofę smoleńską i czas po niej to dla
Donalda Tuska wyjątkowa seria katastrof. Putin niemiłosiernie ograł go
przed, doprowadzając do rozdzielenia wizyt prezydenta i premiera,
wciągając w intrygę przeciwko głowie własnego państwa. A po katastrofie
było już tylko gorzej. Putin zrobił z Tuska mielonkę: narzucił wszystkie
rozwiązania prawne, wprowadził do międzynarodowego obiegu własny
raport, a z Polski pod rządami PO uczynił pośmiewisko. Jeśli to są te
sukcesy i niezależność od Rosji, to gorzej było chyba tylko w ostatniej
ćwierci XVIII wieku.
Wymieńmy teraz „prorosyjskie” działania rządu PiS. Po pierwsze,
bezprecedensowe zwiększenie i wzmocnienie sił NATO i USA w Polsce (z
budową infrastruktury i zakupem nowych rodzajów broni), co zostało
uznane przez Putina za najbardziej wrogi akt w sferze militarnej po 1945
r. Po drugie, rezygnacja z zagwarantowanych wieloletnimi umowami dostaw
gazu z Rosji; budowa Baltic Pipe, żeby gaz płynął ze złóż norweskich;
stworzenie i rozbudowa gazoportu w Świnoujściu, żeby sprowadzać
skroplony gaz, przede wszystkim z USA i Kataru; walka o zatrzymanie
budowy Nord Stream 2 (wsparta sankcjami USA), co Rosja uznała za jedno z
najbardziej nieprzyjaznych posunięć gospodarczo-politycznych od 1990 r.
Po trzecie, przekop Mierzei Wiślanej uniezależniający Polskę od decyzji
Rosji w sprawie dostępu do Bałtyku z wód Zalewu Wiślanego, co rosyjskie
służby i propaganda uznały za posunięcie najbardziej uderzające w
interesy Rosji w rejonie Bałtyku od czasów wojny.
Jeśli Donald Tusk uważa, że działania rządu PiS są prorosyjskie, a
jego rządu – antyrosyjskie, to nawet nie robi ludziom wodę z mózgu. On
robi z mózgu miazgę. I uważa wszystkich, którzy tych „szczerych” bredni
słuchają za kompletnych kretynów. A robi to dlatego, żeby przykryć
ewidentny fakt: rząd Tuska był przez wiele lat dla Rosji nawet bardziej
użyteczny i łatwy do sterowania niż rządy Gomułki czy Gierka. Putin
robił z Tuskiem, co chciał. Tego nie przykryje nawet najszczersze i
najbardziej bezczelne kłamstwo.
Spotkanie
z redaktorem naczelnym „Gazety Wyborczej” chyba nie do końca spodobało
się opinii publicznej. Tusk postawił wrócić do tego, z czego znamy
go od lat. Chodzi o wypisywanie złotych myśli na Twitterze.
Znów o PiS
Dzisiejszy wpis dotyczy oczywiście Prawa i Sprawiedliwości. Były premiera pisze o „dyktaturze”.
Pisowska wersja dyktatury to dykta i tektura. Państwo słabe, ale bardzo dokuczliwe
Odejście Fideszu z frakcji Europejskiej Partii Ludowej to bardzo zła
wiadomość - ocenił w wywiadzie dla portalu Remix News Francois-Xavier
Bellamy, szef francuskiej delegacji w EPL. Odpowiedzialnością za
sytuację obarczył działaczy EPL, którzy "prowadzili krucjatę" przeciwko
Viktorowi Orbanowi. Wymienił w tym kontekście Donalda Tuska.
to brat stalinowskiego sędziego splamionego krwią Polskich Bohaterów
jakże słusznie " w wydaniu pierwszego brzmią słowa o" niechcianym bagażu historii,
którego nie chciał nosić, a dzisiaj po latach potwierdził te słowa
zmykając przed odpowiedzialnością historyczną do europki,pod opiekuncze
skrzydła cioci Merkel,
drugi,... nienawidzi nas od lat serdecznie ,co" widać ,słychać i czuć "
pozdr
Nie było większej
kompromitacji państwa i jego premiera w czasach pokoju niż smoleńska
wyprawa Tuska 10 kwietnia 2010 r. i jej konsekwencje.
Nagrania
z tajnego spotkania z udziałem ówczesnego premiera Donalda Tuska
(23 kwietnia 2010 r.), jakie ujawniono w „Magazynie Śledczym Anity
Gargas” (18 marca 2021 r. w TVP 1), przypominają nie tylko o katastrofie
smoleńskiej. Przypominają o katastrofie Donalda Tuska. Pisałem o tym
w kilku tekstach jeszcze w tamtym roku, a po raz pierwszy już w kwietniu
2010 r. I katastrofa Donalda Tuska wciąż trwa, stąd różne jego
agresywne, współczesne wpisy na Twitterze oraz zaczepki słowne. Tusk
z własnej katastrofy po tragedii w Smoleńsku nie został bowiem
nigdy rozliczony.
Jako premier polskiego państwa
10 kwietnia 2010 r. Donald Tusk poleciał do Smoleńska bez znajomości
procedur i rozwiązań prawnych, jakie powinno się stosować w wypadku
takiej katastrofy. Te powinni dostarczyć mu urzędnicy jego
kancelarii, a wypracować je powinny Rządowe Centrum Bezpieczeństwa
i Rządowy Zespół Zarządzania Kryzysowego przy współpracy MSZ, MSW, MON,
Ministerstwa Sprawiedliwości i tajnych służb. Nie dostarczyli.
Późniejsze krętactwa w tej sprawie były już tylko próbą ukrycia
kardynalnych zaniedbań. W dodatku sam premier Tusk nie miał pojęcia,
czego wymagać od instytucji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo.
Instytucje
do spraw zarządzania kryzysowego oraz kancelaria premiera nie
przygotowały szefowi rządu przeglądu rozwiązań prawnych oraz
rekomendacji i instrukcji postępowania. A on się tego nie domagał, nie
wiedząc czego. To zmieściłoby się na dwóch kartkach standardowego druku
(na trzech, jeśli brać pod uwagę streszczenie spodziewanej strategii
Rosjan oraz instrukcji, jak nie dać się Rosjanom zmanipulować). To tak
proste i możliwe do zrobienia w dwie godziny (zresztą takie instrukcje
i rekomendacje powinny być gotowe w kilku-, kilkunastu wariantach),
że jest żenujące, iż premier polskiego rządu czymś takim nie dysponował
i tego się nie domagał.
To, czego nie był w stanie zarządzić i wyegzekwować Donald Tusk, mieli oczywiście Rosjanie.
Ówczesny premier Władimir Putin już w pierwszej godzinie po katastrofie
miał gotowe rozwiązania, które uwzględniały interes Rosji i były dla
Moskwy najmniej dolegliwe w bardzo kłopotliwej dla władz tego państwa
sytuacji. I najkorzystniejsze dla Rosji posunięcia (oparcie postępowania
na konwencji chicagowskiej dotyczącej lotnictwa cywilnego oraz 13.
załączniku do tej konwencji) narzucono Tuskowi w dziecinnie
prosty sposób.
Aleksiej Morozow, wiceszef Międzynarodowego
Komitetu Lotniczego (MAK), zadzwonił tuż po katastrofie do płk. Edmunda
Klicha, szefa cywilnej Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych.
Jak potem relacjonował Edmund Klich, Morozow „poinformował, że doszło
do katastrofy. Rozbił się tupolew z prezydentem i on widzi, że jedynym
dokumentem, który obydwa nasze państwa mają podpisany i według którego
można procedować, jest konwencja chicagowska i załącznik 13.”. Klich
wiedział, że tupolew należał do lotnictwa państwowego, więc katastrofa
z definicji nie powinna podlegać konwencji chicagowskiej. O rozmowie
z Morozowem Klich poinformował ministra infrastruktury Cezarego
Grabarczyka. „Powiedziałem, iż padła propozycja czy sugestia, że jedynym
podpisanym dokumentem jest załącznik 13. Minister poprosił o ten
załącznik i na tym rozmowa się zakończyła” – mówił potem Edmund Klich.
Rosjanie
podsunęli drugorzędnemu w sumie urzędnikowi własne rozwiązania, a ten
przekazał je ministrowi. Minister uznał, że to dobre i jedyne wyjście
i to najprawdopodobniej zakomunikował premierowi Tuskowi. Szef
rządu spotkał się z premierem Putinem, który przedstawił mu sprawę
wyboru podstawy prawnej jako jedyną i oczywistą, i w ten sposób zapadły
kluczowe decyzje, brzemienne w skutki dla wszystkiego, co potem
nastąpiło. Po przyjęciu korzystnych dla Rosjan rozwiązań prawnych
i odegraniu teatru mającego dowodzić świetnej współpracy
polsko-rosyjskiej, wydarzenia toczyły się już tylko źle.
Konsekwencją
działań ówczesnego premiera Donalda Tuska był kłamliwy i bezczelny
raport MAK przedstawiony przez szefową tej instytucji Tatianę Anodinę.
Rosjanie poczuli się bezkarni, a pewności siebie dodała im jeszcze
spóźniona i mizerna reakcja polskiego rządu na raport MAK. Donald Tusk
był wtedy na nartach i nie miał głowy do takich spraw. Rosjanie
zorganizowali w moskiewskim centrum prasowym obraźliwą farsę
z ekspertami lotniczymi, a jednocześnie na poziomie organów ścigania
robili wszystko, by utrudnić działania polskiej prokuratury. Nie chcieli
wydawać dowodów (pomijając to, że wcześniej dopuścili do ich
bezprzykładnego niszczenia), maksymalnie opóźniali przesłuchania
świadków bądź do nich nie dopuszczali. Polscy prokuratorzy mogli się
tylko na to wściekać z bezsilności.
Rosjanie robili, co chcieli
z dowodami, a jeszcze grali polskim prokuratorom na nosie. Ci nie mieli
nawet pewności, kogo tak naprawdę przesłuchiwali. Rosjanie zapewnili
ich, że byli to kontrolerzy lotów Plusnin i Ryżenko oraz szef obsługi
lotniska Krasokutski. Ale w rzeczywistości mógł to być każdy, kto się
przedstawił takim nazwiskiem. Całe polskie śledztwo mogło więc bazować
na jednej wielkiej fikcji czy przedstawieniu, które Rosjanie urządzili.
Kompletnie
nieprzygotowany, niekompetentny Donald Tusk 10 kwietnia 2010 r. połknął
bez popijania w najdrobniejszych szczegółach wyreżyserowany przez
Putina teatr żalu i żałoby. A pod osłoną tego teatru służby
Putina bardzo intensywnie pracowały na terenie katastrofy. Zagrana
życzliwość rosyjskich urzędników i funkcjonariuszy okazała się znakomitą
zasłoną dymną, która zrobiła wodę z mózgu m.in. Donaldowi Tuskowi
i Ewie Kopacz. A przysłani wtedy z Polski fachowcy bezradnie odbijali
się od muru, jaki wznieśli Rosjanie, żeby Polacy niczego nie widzieli
i w niczym ważnym nie uczestniczyli. I Rosjanie powoływali się przy tym
na wspólne ustalenia Putina oraz Tuska, o których polscy eksperci
i funkcjonariusze nic nie wiedzieli. A potem po stronie rządu Tuska była
już tylko gra o to, żeby kompromitację związaną z pobytem ówczesnego
premiera i jego ludzi w Smoleńsku ukryć albo maksymalnie zmanipulować.
Nagrania
ujawnione 18 marca 2021 r. w „Magazynie Śledczym Anity Gargas”
przypomniały katastrofę Donalda Tuska. Ona została sprytnie rozmyta,
a częściowo zapomniana, choć nie powinna. Nie było bowiem większej
kompromitacji polskiego państwa i jego premiera w czasach pokoju.
Skompromitowanego i odpowiedzialnego za katastrofalne błędy Donalda
Tuska czekało tylko kilka przesłuchań w prokuraturze. I europejska
kariera, czyli nagroda.
Tusk osiągnął jedno, i boleśnie
przekonujemy się o tym po latach, że na hasło „Smoleńsk” wielu już
odwraca głowę. A on może bez żadnego obciążenia występować w roli męża
stanu recenzującego polską rzeczywistość. Dlatego tę historię, historię
największej tragedii w dziejach Polski po II Wojnie Światowej należy
opowiadać od nowa. W tym sensie materiał ujawniony przez Anitę Gargas
jest bezcenny.
Nie
do końca rozumiem zarzut pojawiający się wobec autorki „Magazynu
Śledczego” w TVP, że z jej materiału nie dowiedzieliśmy się w zasadzie
niczego nowego. Że jest jasne, iż to Tusk i jego rząd w pierwszych
dniach po katastrofie byli bezczynni i oddali śledztwo w ręce Rosjan.
To prawda, to jest jasne. Ale ile jest po tych latach osób, które znają
i pamiętają szczegóły? A są one niezwykle istotne, bo mówimy
o procedurach i stosowaniu prawa w relacjach międzynarodowych.
Anita
Gargas od lat, konsekwentnie jest przy sprawie smoleńskiej. Docieka,
ujawnia materiały, edukuje opinię publiczną jako jedna z naprawdę już
niewielkiego grona dziennikarzy. Nagranie z tajnej narady Tuska i jego
ministrów z Edmundem Klichem jest kolejnym elementem układanki, który
będzie już nienaruszalny. Mamy DOWÓD, że Tusk bardziej był
zainteresowany tym, czy wśród Polaków nie ma zbyt dużej podejrzliwości
o sprawstwo Rosjan, niż jakąkolwiek walką o lepsze warunki
do prowadzenia śledztwa. Z Klichem zapewne by się nie spotkał, gdyby ten
nie udzielił wywiadu TVN-owi, co szefowi rządu było wyjątkowo
nie w smak.
Naczelną zasadą tego „męża stanu” było dbanie o fasadę. Premier
Donald Tusk po katastrofie spotkał się nie z prawnikami, a z zaufanymi
współpracownikami, którzy dbali bardziej o jego PR niż o realne
działania. Należy to przypominać bezustannie, by nie czuł
komfortu, gdy teraz z odległej Brukseli próbuje łajać polskie władze
głupkowatymi twittami.
Tuż
pod 10/04 wszyscy byliśmy „posmoleńscy”, dotknięci tragedią. Polacy
odczuwali wspólny ból, był moment gdy nawet ostre podziały polityczne
odeszły na bok. Wszyscy domagaliśmy się prawdy. Tusk wiedział
od początku, że to ta wspólnota jest niebezpieczna. Szybko ruszyła więc
lojalna wobec niego machina medialno-polityczna, by sprawę pogrzebać,
co się - niestety - w dużej mierze udało. Z wielką przykrością musimy przyznać, że i niektórzy urzędnicy „dobrej zmiany” walnie się do tego przyczynili. Ale w żadnym stopniu nie umniejsza to zaniedbań Donalda Tuska.
Dzieci,
które w 2010 roku miały osiem, dziesięć lat, dzisiaj są dorosłe. Dla
nich już Smoleńsk nie jest tak ważny, jak dla nas, starszych. Trudno
im wytłumaczyć, jaką Polskę straciliśmy w rosyjskim błocie. Ale to nie
znaczy, że można odpuścić, że można już o tym nie mówić,
że można zdezerterować.
Donald Tusk na antenie TVN24 w wyjątkowo bezczelny sposób wypowiadał się m.in. na temat katastrofy smoleńskiej.
Przede
wszystkim należałoby oczekiwać od rządzących i bezpośrednio
od Jarosława Kaczyńskiego, (…) żeby przerwali ten ponury spektakl, czyli
grę Smoleńskiem
— powiedział Tusk. Po czym oskarżał PiS.
Za tę wojnę domową odpowiadają w stu procentach, za ten też bardzo ponury spektakl dochodzenia do prawdy
— mówił.
„Prawda o katastrofie smoleńskiej została wyjaśniona”
Prawda
o katastrofie smoleńskiej została wyjaśniona. Pracowała nad tym
państwowa komisja złożona nie z polityków, z uczciwych kompetentnych
ludzi, którzy całe życie poświęcili badaniu katastrofy. (…) Raport
opracowany przez polską komisję wyjaśnił przyczyny katastrofy
— stwierdził.
Te polityczne
spekulacje dzisiaj przekroczyły jakikolwiek umiar i zbudowane
są na fundamentalnych kłamstwach. Kłamstwem smoleńskim jest teza,
że oddaliśmy Rosji jakieś śledztwo. Polska prokuratura przecież
do dzisiaj prowadzi śledztwo. Polska komisja bada i bezie przedłużała,
szukając prawdy, która ponad 10 lat temu została przez polską państwową
komisję wyjaśniona
— mówił.
Nie
mogę już dłużej słuchać tego jątrzenia i bardzo niemoralnego
wykorzystywania katastrofy poprzez oskarżenia polityczne. Jeśli istnieje
odpowiedzialność polityczna, to ona też została naświetlona podczas
badania. Nie jest to przyczyna katastrofy, ale nie ulega wątpliwości,
że piloci, którzy popełnili błędy w czasie próby lądowania, byli
poddani presji
— powiedział.
Tusk miota oskarżeniami ws. 10/04
Ja przez
delikatność wobec całej tej sytuacji (…) byłem bardzo, bardzo
powściągliwy, ale chciałbym dzisiaj to otwarcie powiedzieć, żeby
zakończyć te spekulacje. Przyczyna została wyjaśniona. (…) Piloci byli
poddani presji politycznej. Prezydent Lech Kaczyński także w rozmowie
ze mną w cztery oczy podkreślał, po tzw. incydencji gruzińskim,
że od czasu, kiedy pilot odmówił lotu do Tbilisi prezydentowi, że on sam
będzie podejmował decyzje, kiedy będzie latał samolotem rządowym,
prezydenckim, ponieważ jest głównodowodzącym. (…) To Pałac Prezydencki
odpowiadał za realizację wizyty Lecha Kaczyńskiego i całej delegacji
smoleńskiej. Nie chciałem tego formułować w taki sposób
— stwierdził Tusk. Po czym dalej uderzał w PiS.
Kontynuują właściwie taką polityczną zbrodnię, bo ona nas kosztuje zimną wojnę domową już 11 lat. Trzeba absolutnie to zakończyć
— dodał.
Obrona Sławomira Nowaka
Donald Tusk na zakończenie programu zdecydował się stanąć w obronie… Sławomira Nowaka.
Docierają
do mnie sygnały z wielu miejsc (…) że prokuraturę wykorzystuje się
w celach politycznych, że jedną z tych ofiar jest Sławomir Nowak. Mówię
o tym dlatego, że mija 9 miesięcy, siedzi w areszcie
— mówił Tusk.
Są spekulacje,
że przetrzymywany jest w areszcie po to, by złamać go i zmusić
do składania jakichś politycznych zeznań. Chcę wyraźnie podkreślić,
że to czyni z niego de facto więźnia politycznego
— dodał.
Absurdalne oskarżenia Tuska
Tusk oskarżał też PiS o korupcję.
To,
że PiS jest skorumpowany, to mnie nie zaskakuje. Natomiast skala tej
korupcji (…) przekracza także moje wyobrażenie i wiedzę o PiS-ie
— stwierdził Donald Tusk.
Jak
widać, Donald Tusk nie tylko nie ma sobie nic do zarzucenia ws.
katastrofy smoleńskiej, ale ma czelność oskarżać osoby, które
w niej zginęły.
Donald Tusk*, były premier, obecnie przewodniczący Europejskiej Partii Ludowej, niemal co tydzień wbija
szpilę w obecny polski rząd**. Zdarza mu się nawet sugerować -
całkowicie fałszywie - jego prorosyjskość, choć sam nie robi nic, by np.
zablokować budowę drugiej nitki gazociągu NordStream.
W sumie można uznać, że Tusk o sprawy ważne dla Polski nie zabiega, choć nie można wykluczyć, że lobbuje za działaniami, które mają utrudnić funkcjonowanie obecnych władz Rzeczypospolitej.
Jak się okazuje, Polacy dostrzegają, że Donald Tusk nie walczy o polskie interesy w Brukseli, choć rzecz jasna opinie w tej sprawie są uzależnione od sympatii politycznych respondentów.
W naszym badaniu zadaliśmy następujące pytanie:
Czy według Pani/Pana Donald Tusk należycie dba o polskie interesy w Unii Europejskiej?
Na tak zadane pytanie twierdząco odpowiedziało 35 proc. badanych.
Większa grupa - aż 46 proc. - była przeciwnego zdania.
Najbardziej krytycznie oceniają Donalda Tuska wyborcy Zjednoczonej Prawicy - aż 79 proc. uważa, że w Brukseli nie dba on należycie o interesy Polski. Z kolei aż 86 proc. wyborców Koalicji Obywatelskiej uważa, że jest odwrotnie. Trudno się dziwić: dla sympatyków KO Tusk jest symbolem „złotych czasów”, które chyba już nie wrócą.
Badanie
zostało zrealizowane metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview)
na panelu internetowym. Badanie zostało przeprowadzone
na ogólnopolskiej, reprezentatywnej (pod względem: płci, wieku,
wielkości miejsca zamieszkania) próbie Polaków N=1070 osób w dniach
od 30 kwietnia do 4 maja 2021 roku.
Przeciwnego
zdania jest 57,5 proc. badanych (w tym 35,6 proc. respondentów uważa,
że powrót Tuska raczej nie pomógłby w odzyskaniu zaufania wyborców przez PO, a zdaniem 21,9 proc. zdecydowanie nie pomogłoby w tym).
14,8 proc. badanych nie ma zdania w sprawie wpływu powrotu Tuska na PO.
W ostatnich miesiącach urzędowania w roli szefa Rady Donald
Tusk miał nadzieję, że różni „przyjaciele” załatwią mu bardzo dobrze
płatne wykłady, że będzie miał swojego agenta od takich spraw.
I będzie miał podobny status jak były przewodniczący Komisji
Europejskiej Jose Manuel Barroso, który poza świetnie płatnymi wykładami
dostał jeszcze lepiej opłacane stanowisko doradcy w banku Goldman
Sachs. Albo jak bezpośredni poprzednik, Herman van Rompuy, który jest
wysoko opłacanym wykładowcą. I taką perspektywą Tusk był łudzony przez
kilka miesięcy. Gdy Tusk objął funkcję przewodniczącego EPL
żadne uniwersytety, organizacje czy instytucje nie chciały go zapraszać,
słuchać i mu płacić, przez co popadał w coraz większą frustrację.
A występy w roli globalnego politycznego celebryty miały być lekkie,
łatwe i przyjemne. I miały się wiązać z zarobkami rzędu 50 tys. euro
za jeden występ. Poobijany, niedoceniony, podgryzany, a często wykpiwany
Donald Tusk praktycznie nie ma innego wyjścia, jak zaaranżować swój
benefis w Polsce. Przez siedem lat po opuszczeniu stanowiska premiera
rządu RP podtrzymywał mit straty nie do odrobienia, jaką dla polskiej
polityki był jego „awans”. Lepiej byłoby wyłącznie wtedy, gdyby wrócił.
No to chce wrócić. Bo co mu zostało?
Budka: Donaldzie, chcę ci przekazać stery Platformy
Podczas obrad pierwszy zabrał głos Borys Budka, który przemawiał 10 minut.
Budka podczas swojego przemówienia podkreślił, że Donald Tusk wraca
do polskiej polityki na jego zaproszenie i na jego prośbę. Wraca w 100
proc., by zaangażować się w budowę lepszej przyszłości - zapewnił Budka.
Szef PO mówił, że "trzeba przekazać pałeczkę, żeby wspólnie osiągnąć
zwycięstwo, żeby wspólnie osiągnąć sukces". Panie premierze, drogi
Donaldzie, dziś chcę ci przekazać stery PO. Chcę, żebyś poprowadził nas
do zwycięstwa - powiedział Budka
Tusk: Wróciłem na 100 proc.
Następnie głos zabrał Donald Tusk, który mówił około 25 minut.
Wróciłem na 100 proc.; wróciłem dlatego, że stanowicie zespół
naprawdę niezwykłych ludzi. Mogę pracować z ludźmi, którzy naprawdę chcą
zrobić coś dobrego - mówił były premier i były szef Rady Europejskiej
Donald Tusk podczas posiedzenia Rady Krajowej PO, zwracając się do
polityków partii.
Wróciłem, jak powiedział Borys Budka, na 100 proc.(...) Wróciłem
także dlatego, że stanowicie zespół naprawdę niezwykłych ludzi - mówił
Tusk do polityków PO.
Chcę wyraźnie powiedzieć, że mam swoje lata, naoglądałem się tej
polityki, uczestniczę w niej od końca lat 70. Naprawdę jesteście
unikatowym zespołem ludzi dobrej woli. Każdy ma ambicje, aspiracje,
swoje przegrane i wygrane - podkreślił b. premier podczas swojego
wystąpienia.
To, co mnie tutaj spotkało, począwszy od decyzji Borysa (Budki), to
było mocniejsze niż wszystkie moje osobiste potrzeby ruszenia z powrotem
do walki, bo dało mi wiarę, że mogę pracować z ludźmi, którzy naprawdę
chcą zrobić coś dobrego, zupełnie nie patrząc na swoje interesy -
powiedział Tusk.
Przekonywał też, że "dzisiaj zło rządzi w Polsce. Wchodzimy, żeby bić się z tym złem. To nie wymaga dodatkowego uzasadnienia".
To zło, które czyni PiS, jest tak ewidentne, tak permanentne, mimo to
sprawia, że wiele osób upuściło ręce - dodał. Nikt na świecie nie
widział takiej władzy, która w takim momencie jak pandemia, myśli o tym,
jak zarobić pieniądze - kontynuował.
Pogarda dla mniejszości, autorytarne skłonności, niechęć do wolności
słowa - to agenda Putina robiona 1 do 1 - podkreślał też, mówiąc o PiS.
Potem nastąpiła część zamknięta, podczas której mają być przegłosowane wszystkie zmiany.
Takiej dawki nienawiści jeszcze w polskiej polityce po 1989 r.
nie było. Całe przemówienie Donalda Tuska podczas Rady Krajowej
Platformy Obywatelskiej (3 lipca 2021 r.) było jednym wielkim
seansem nienawiści.
Zero propozycji na przyszłość, zero pozytywów, a jedynie opętanie
nienawiścią. Treść tego wystąpienia to było 100 procent nienawiści.
Tylko jeden polityk w historii (wszyscy wiedzą - który) potrafił się tak
koncentrować na nienawiści. Ale nawet on w poszczególnych wystąpieniach
nie ział tak nienawiścią jak Donald Tusk 3 lipca 2021 r. w Warszawie.
Gdyby miał pod ręką Jarosława Kaczyńskiego, to by go zapewne publicznie
i całkiem dosłownie zlinczował.
Były premier musiał jakoś
uzasadnić swój powrót do polskiej polityki, co przecież nie jest żadnym
wiekopomnym wydarzeniem, więc musiał stworzyć atmosferę apokalipsy.
Wszystko się wali i pali, jest gorzej niż podczas wojny, więc musi się
pojawić wódz, który najpierw zmontuje partyzantkę, a potem doprowadzi
do wyzwolenia. Tylko przez brak czasu nie podał pełnych list
proskrypcyjnych, a jedynie kilka nazwisk tych, których trzeba za wszelka
cenę wykończyć.
Donald Tusk pokazał się jako człowiek
absolutnie zafascynowany złem, które zresztą sam sobie wymyślił.
Wszystko to, co znajduje się poza jego światem i świadomością, to zło,
patologia, gangrena, zgnilizna, ohyda. Zabrakło tylko robactwa: wszy,
pluskiew, karaluchów. Ale ci, których w swoim wystąpieniu nienawidził,
mieli status robactwa, które trzeba rozgnieść. Tak jak w wystąpieniach
tej postaci z przeszłości, z którą rywalizował, gdy chodzi o nasycenie
nienawiścią, Tusk narysował obraz Polski pod rządami PiS jako wyspy zła
absolutnego. Ta historyczna postać tak widziała świat na zewnątrz jego
kraju oraz tych, którzy to zewnętrzne zło przenosili do wewnątrz.
Skąd
się wziął ten wielki seans nienawiści? Przede wszystkim z kompletnego
oderwania od polskiej rzeczywistości. Tusk wykreował rzeczywistość,
która nawet nie jest karykaturą. To kompletna fikcja, choćby wtedy, gdy
np. kreślił obraz czołgów wysłanych przez rządzących na stare kobiety.
Drugi powód, to ogromne pokłady złych emocji, które w Tusku się
zgromadziły w ostatnich latach. Te złe emocje wręcz odbierają mu rozum,
kiedy popada w demagogiczne szaleństwo. Przerażające jest to, co w Tusku
siedzi i co nie znajdowało ujścia, dopóki nie wrócił
do polskiej polityki.
To, co nie było szaleństwem w wystąpieniu
Donalda Tuska, to wyraźny plan obrażenia i sprowokowania Jarosława
Kaczyńskiego. Tusk wyraźnie założył, że jeśli zaatakuje prezesa PiS,
to ten da się sprowokować i będzie na jego nienawiść reagował. Tylko,
że to był przekaz politycznie i intelektualnie pusty, a wypełniony
jedynie absolutnie karykaturalnym moralizowaniem. Karykaturalnym, gdyż
używał argumentów moralnych w celach kompletnie niemoralnych. Najlepszą
reakcją polityków PiS na ten seans nienawiści powinno być milczenie,
a co najwyżej troska o zdrowie psychiczne nienawistnika. Bo coś się
z Tuskiem stało. Nie tylko odleciał, ale objawił się całej Polsce jako
człowiek opętany.
Ten powrót Tuska nie dokonał się według reguł demokratycznych
i wszyscy to wiedzą. Dotychczasowy przewodniczący musiał ustąpić
i w ogóle część osób z zarządu PO musi wyjść po to, aby Donald Tusk mógł
wejść. To jest raczej takie wejście bocznymi drzwiami, rodzaj puczu.I to właśnie
świadczy o słabości. Bo jeżeli partia polityczna musi odwoływać się
do tak sprzecznych z zasadami demokracji metod, to świadczy o tym,
że dzieje się w niej źle. Z dotychczasowych obserwacji wynika, że główny
mankament Platformy polegał - na braku zmian pokoleniowych czy wręcz
trudności z utrwaleniem tych zmian, a po drugie - brak jakiejś wizji
programowej, zaoferowania Polakom programu alternatywnego do tego
proponowanego przez Prawo i Sprawiedliwość. W tej sytuacji powrót
do Donalda Tuska to pewien mankament, tak to można określać.Samo
wczorajsze wystąpienie Donalda Tuska było wystąpieniem człowieka
ogarniętego nienawiścią i chyba wszyscy to widzieli. Dało to oczywiście
pewne racjonalne uzasadnienie. Sądzę, że to zostało zrobione celowo,
że było adresowane głównie do elektoratu Platformy Obywatelskiej
i głównie po to, aby uzasadnić ten niedemokratyczny styl powrotu. Jak
mówił Donald Tusk, sytuacja nabrzmiała już do tego stopnia, jest tak
źle, mamy korupcję powszechną czy też - Jarosław Kaczyński jest
odpowiedzialny za to, że tylu ludzi zmarło z powodu pandemii
koronawirusa - rzucanie tego rodzaju sygnałów jest pewnym
usprawiedliwieniem, uzasadnieniem tego, co trzeba było zrobić, że trzeba
było sięgnąć do tak drastycznych i nienormalnych środków, aby
przywrócić notowania Platformy.
Donald Tusk odwiedził Szczecin, gdzie przekonywał, że od powrotu do Polski jeszcze nie widział swojej rodziny. Bardzo
bym chciał żeby to się nie zmieniło, żebym się nie zajechał. To mają
być dwa lata, a nie dwa tygodnie. Chciałbym zobaczyć rodzinę,
bo ja jeszcze nie zdążyłem nikogo w domu zobaczyć. Teraz przez wiele
tygodni będę musiał wykonać pracę mniej efektowną, mniej spektakularną,
czyli ułożenie pracy na poziomie parlamentu, szczególnie, że mnie tam
na co dzień nie będzie. Jest dla mnie ważne, by klub parlamentarny był
zintegrowany w tej nowej sytuacji– powiedział. Musze
także trochę kontaktów i rozmów wykonać z liderami partii partii
europejskich, z premierami, prezydentami z naszej rodziny politycznej.
Muszę z nimi ustalić proces niełatwy przekazywania obowiązków. To może
potrwać kilka miesięcy– dodał.W przyszłym tygodniu na kilka dni zniknę z wnukami, żeby
powiedzieć „dzień dobry” i niestety „do widzenia” na dłuższy czas.
Jutro, pojutrze będziemy się zastanawiać, jak natychmiast ruszyć
w Polskę po tych kilku dniach z wnukami, by to stało się
systematycznym planem– stwierdził. Donald Tusk przekonywał jednak,
że obiecał działaczom PO kontynuowanie objazdu Polski.Obiecałem
moim koleżankom i kolegom z PO - no chyba, że padnę – ale do końcu roku
powinienem odwiedzić wszystkie województwa i większość powiatów
Pierwsze wejście na scenę
po siedmiu latach nieobecności ma się tylko raz, a pierwsze wrażenie
ma swoje znaczenie. Dlatego warto spróbować podsumować pierwsze trzy dni
Donalda Tuska w Polsce.
Co wydaje się najważniejsze? Oto pięć wniosków.
1. Słabe wejście
Jak na tak długie przygotowania (o planie powrotu jako pierwszy poinformował 1 czerwca portal wPolityce.pl w tekście NASZ NEWS. Opozycja ma konkretny scenariusz powrotu Tuska. „Ma się zdecydować do końca czerwca”)
szokuje widoczna gołym okiem improwizacja. Platforma przejęta - ale bez
troski o takie szczegóły jak kobiety w zarządzie (szokujące
przepędzenie Ewy Kopacz) czy beztroskie puszczenie na żywioł konfliktu
z Trzaskowskim. Tusk zachowuje się jak polityczny bogacz, który na takie
drobne „wydatki” zwracać uwagi nie musi. Ale bogaczem nie jest.
Zresztą, nawet jakby był, w podzielonej Polsce o wynikach kluczowych
batalii decydują procenty i pojedyncze głosy. Zadziwia też brak planu
wykorzystania pierwszego tygodnia, siłą rzeczy skupiającego uwagę
Polaków, wykuwającego ocenę - o czym jeszcze dalej.
2. Turbototalność
Wyłaniający
się pomysł polityczny wskazuje na dość prostacką próbę powtórzenia
operacji z lat 2005-2007, a więc uruchomienia jakiegoś nowego przemysłu
pogardy, podmycia fundamentów obozu rządzącego brutalnymi uderzaniami
poniżej pasa i zwykłej przyzwoitości. W skrócie: wmawiania Polakom
o rzekomych czołgach wysyłanych na kobiety. Ale Polska jest dziś inna,
mimo wszystko bardziej zróżnicowana medialnie, lider PO nie może liczyć
na monopol medialny w którym kiedyś tak świetnie pływał.
Także obóz Jarosława Kaczyńskiego i jego wyborcy są bardzo uodpornieni na ten język.
Patrzyłem
na zbliżenia twarzy polityków PO, gdy w sobotę przybysz tłumaczył im,
że „wystarczy mocniej” bić, atakować, a wygrana sama wpadnie w ręce.
Miałem wrażenie, że po głowach chodziło im wtedy: „Donaldzie,
my to robiliśmy i robimy, tkwimy w kanale totalności i puczów już szósty
rok. A ty nam proponujesz turbototalność jako receptę na wszystko?”
Tak, wątpliwe, by to zagrało.
Błędna jest też pewność Tuska,
że do dokonania przełomu w Polsce wystarczy czysty antypisizm
i podniesiony do rangi programu hejt (np. próba wywołania rechotu
Jarosława Kaczyńskiego, skandaliczne, zakłamane słowa skierowane
do Zbigniewa Ziobro i jego Małżonki). Od 2015 roku coś się jednak
zmieniło i nawet część mediów opozycyjnych wobec Zjednoczonej Prawicy
oczekuje czegoś więcej, jakiegoś programu, jakiejkolwiek wizji. Tak tępe
uderzenia wskazują też na pogardę wobec wyborców i tak mogą zostać
odebrane przez grupy społeczne mniej zaangażowane, ale doceniające
pozytywne zmiany w Polsce w ostatnich latach.
3. Intelektualna słabość
Przykra
to konstatacja, ale widać, że Tusk niewiele w czasie nieobecności
czytał, że konsumował głównie sokzburaka, że nie rozwinął się
intelektualnie, ale zdegradował. Powtarza z samozachwytem stare grepsy.
Najwyraźniej zachwyt kilku klakierów nas swoimi efektownymi wrzutkami
uznał za dowód świetnej formy.
Nic dziwnego, że nawet Szymon
Hołownia uznał iż może sobie pozwolić na uwagę, że ktoś tu „toczy święte
wojny”, a jego „dżihady w polityce nie za bardzo kręcą”.
Celnie to nazwał.
4. Chłodne przyjęcie
Reakcja społeczna
na powrót w mojej ocenie jest znacząco poniżej oczekiwań autorów planu,
także frekwencyjnie (choć wybierają ciasne miejsca, by optycznie obraz
był inny). Co najważniejsze, on sam nie jest chyba tak zdeterminowany,
jak opowiada. Zapowiedź ruszenia w Polskę, objechania każdego powiatu,
by po jednym dniu i dwóch spotkaniach ogłaszać urlop to symboliczne
podsumowanie niskiego poziomu tej determinacji. I potwierdzenie
niebezpiecznego dla wizerunku tego polityka stereotypu.
Miny słuchających tego zadziwionych towarzyszek i towarzyszy, by użyć Tuskowego języka, mówią wszystko.
Na takim
lekkim biegu z Kaczyńskim, Dudą, Morawieckim ciężko będzie rywalizować.
A przecież drugiego pierwszego wrażenia nie będzie.
5. Przeszłości nie da się wymazać
Dogoniły
już Tuska bliskie relacje ze Sławomirem Nowakiem, a przecież takich
historii i takich ludzi, nagrań pełnych cynizmu i świadectw ludzi
skrzywdzonych, jego rządy pozostawiły setki. Mam wrażenie, że sądził
iż to już przebrzmiałe, nieważne. Widać jednak, że jest właśnie
odwrotnie - wszystko to wraca, ożywa, budzi żale i ludzką złość.
Wszystko od czego opozycja próbowała się odcinać, znowu leży na stole.
Tu chyba był poważny błąd w założeniu - taką operację jaką rozwinął
za pierwszych rządów PiS można przeprowadzać tylko wtedy, gdy wcześniej
się tak długo nie rządziło.
I pytanie: w tle plan uderzenia wspólnie z Berlinem i Brukselą?
Czy
zatem coś poszło nie tak i Tusk jest w słabej formie, tak wypalony,
a zamiast planu przywiózł walizki pychy? Taki wniosek się nasuwa. Ale
warto zadać sobie też pytanie, dlaczego tak lekko podchodzi do tej
wejściowej walki o myśli i emocje Polaków?
Może dlatego,
że teraz chodziło wyłącznie o realizację zleconego mu zadania numer
jeden czyli przejęcia PO. Czy zadanie numer dwa - próba przejęcie władzy
- nie będzie połączona z brutalnymi uderzeniami ze strony Brukseli? Coś
mu obiecano w Berlinie? Kary finansowe dla Polski, cięcie funduszy pod
byle pretekstami, zamykanie kolejnych kopalń, słowem, jazda bez
trzymanki? Takie pogłoski słychać. Warto ten scenariusz poważnie brać
pod uwagę.
Jak zaznaczył w uzasadnieniu wyroku sędzia Sochański, „TSUE nie jest
jednostką nadrzędną ani sądem wyższej instancji ponad sądami krajowymi
i nie jest uprawniony do podejmowania jakichkolwiek aktów władczych
wobec sądów krajowych”. „Polscy sędziowie i polskie sądy działają
na podstawie polskiej konstytucji oraz w imieniu RP, a nie w imieniu UE”
- podkreślił sędzia TK.
Ani zawieszanie sądów, ani
zawieszanie sędziego nie ma bezpośredniego i adekwatnego związku
ze wskazówkami co do wykładni unijnego prawa i daleko wykracza nie tylko
poza granice kompetencji przekazanych, ale i poza granice zasad
proporcjonalności i subsydiarności
—wskazał sędzia Sochański.
Zaznaczył, że „żadnemu narodowi nie można narzucać reguł, w jakich będzie organizował własne państwo”.
Natomiast
zasada zwierzchności narodu wyklucza jakąkolwiek możliwość poddawania
podstawowych norm składających się na tożsamość konstytucyjną decyzjom
i rozstrzygnięciom takich władz, których obywatele polscy nie wybierają,
których nie kontrolują, na których działalność praktycznie nie mają
żadnego wpływu
—podkreślił sędzia Sochański w ustnym uzasadnieniu orzeczenia.
Pytanie
prawne w tej sprawie zostało skierowane do TK przez Izbę Dyscyplinarną
SN. Nastąpiło to po postanowieniu Trybunału Sprawiedliwości
UE z kwietnia ub.r., w którym unijny trybunał zobowiązał Polskę
do zawieszenia stosowania przepisów dotyczących Izby Dyscyplinarnej
w sprawach dyscyplinarnych sędziów. W zagadnieniu do TK Izba ta zapytała
o zgodność z konstytucją przepisów unijnych dotyczących stosowania
przez TSUE środków tymczasowych w sprawach sądownictwa.
Zdaniem
Izby Dyscyplinarnej, Polska została zobowiązana przez TSUE do wykonania
środków tymczasowych ws. sądownictwa, „mimo tego, że sprawy te nie
zostały przekazane do gestii UE i jej organów na podstawie umowy
międzynarodowej”. Według Izby, narusza to konstytucyjne zasady
przekazywania kompetencji organizacji lub organowi międzynarodowemu.
W środę
na kilkadziesiąt minut przed wyrokiem TK, TSUE uwzględniając wnioski
Komisji Europejskiej wydał koleje postanowienie o środkach tymczasowych
ws. polskiego wymiaru sprawiedliwości. Unijny trybunał zobowiązał Polskę
do „natychmiastowego zawieszenia” stosowania przepisów krajowych
odnoszących się w szczególności do uprawnień Izby Dyscyplinarnej Sądu
Najwyższego. Oznacza to, że Polska ma zawiesić działalność Izby
Dyscyplinarnej m.in. także w sprawach immunitetów sędziowskich.
Na czwartek
15 lipca planowane jest ogłoszenie orzeczenia TSUE w sprawie skargi
Komisji Europejskiej dotyczącej wprowadzonego w Polsce nowego modelu
odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów.
To nie
Polska, tylko Kaczyński ze swoją partią wychodzą z Unii. I tylko my,
Polacy, możemy skutecznie się temu przeciwstawić. Bo wbrew pisowskiej
propagandzie, nikt nikogo w Unii nie trzyma na siłę.
Przekaz Platformy jest bowiem beztreściowy, poza przyprawą w postaci
nienawiści, ale przecież nikt nie je samych przypraw. Nikt nie wie,
czego oni chcą (poza zemstą) i co zamierzają, bo oni sami tego nie
wiedzą. I z nadzieją patrzą na zagranicę, tak jak targowiczanie patrzyli
na jej wysokość cesarzową Katarzynę, że wszystko za nich
wymyśli i załatwi. Dla demokracji jest ważne, żeby zawsze była
alternatywa dla rządzących. Ale nie taka złachana, wyczerpana, bezmyślna
i kiczowata, jak ta, która nie potrafi się nawet atrakcyjnie
zaprezentować. Nikomu nie potrzeba łajzo-opozycji, politycznych wariatów
z jednej strony, a kloszardów i żebraków z drugiej, na przemian
wpadających w furię i szloch. I to mają być rewolucjoniści? Raczej
inscenizatorzy polskiej, współczesnej i marnie granej wersji „Biesów”
Fiodora Dostojewskiego. A jakie „Biesy”, taki i Nikołaj Stawrogin.
Obecna władza chce robić
zło, kraść bez żadnej kontroli, nie chce sądów, nie chce wolnych mediów,
nie chce nawet swojego prezesa NIK, bo każda prawda działa przeciwko
tej władzy, nie możemy już dłużej tego tolerować - mówił lider PO Donald
Tusk na posiedzeniu Rady Krajowej Nowoczesnej. Zastanawiał się czy
to tylko błąd szefa MON, czy rząd rzeczywiście chce ustawić czołgi
na granicy białorusko-rosyjskiej. Lider
Platformy mówił też o przejęzyczeniu sprzed kilku dni prezentera TVP,
który stwierdził, że „słońce kręci się wokół ziemi”.To było
przejęzyczenie oczywiście, ale ja już nie mam wątpliwości, że rządzi
nami ekipa płaskoziemców — stwierdził b. premier.
Przewodniczący PO Donald Tusk zamieścił na Twitterze spot, nawiązujący do jego powrotu do polskiej polityki. Jestem
tutaj dzisiaj na 100 proc. żeby wygrać z PiS walkę o przyszłość.
Nie ma bez PO szansy na zwycięstwo — mówi Tusk na zamieszczonym
w sieci nagraniu.W spocie znalazły się fragmenty z wystąpienia Donalda
Tuska w Gdańsku.Można
nas obudzić, wszyscy dajemy ten sygnał. Nikt już nie będzie sam wobec
tego, co ta władza robi z ludźmi, z Polską i Polakami —
podkreśla Tusk.Podnieśmy wszyscy głowy, jeszcze Polska nie zginęła—
to słowa, które szef PO wypowiada na koniec spotu.
Artykuł ukazał się w tygodniku „wSieci” Nr 44 (205) 2016
31 X–6 XI 2016 r.
Nigdy
wcześniej tej wagi materiały w sprawie katastrofy smoleńskiej nie były
przedstawione opinii publicznej. Dotarliśmy do kilkudziesięciu
niejawnych dokumentów opatrzonych klauzulami – wciąż obowiązującymi –
„zastrzeżone”. Te notatki i szyfrogramy pozwalają po raz pierwszy
zajrzeć do szokującej kuchni rozmów na najwyższym szczeblu. Co ustalali
Tusk, Komorowski, Sikorski, Bahr, Klich, Borusewicz z Putinem,
Miedwiediewem, Ławrowem, Iwanowem? Treść rozmów pozwala dojść do jednego
wniosku: tamta władza nie zrobiła nic, by wyjaśnić, co wydarzyło się
w sobotni poranek 10 kwietnia 2010 r.
Jak
to możliwe, że polski minister obrony dziękował Rosjanom za „dużą
operatywność na miejscu zdarzenia” i „za szybką, sprawną identyfikację
ciał”? Dlaczego pół roku po katastrofie polski minister spraw
zagranicznych w rozmowach z rosyjskimi dyplomatami traktował Smoleńsk
jako temat marginalny? Jak polski prezydent mógł pod koniec 2010 r. —
gdy było już wiadomo, jak będzie wyglądał raport MAK — w najmocniejszym
zdaniu rozmowy z rosyjskim ministrem spraw zagranicznych Siergiejem
Ławrowem jedynie zaapelować o „wystrzeganie się błędów”, które mogą
zaważyć na dwustronnych relacjach?
Lektura dokumentów, do których
dotarliśmy, wprawiła nas w zdumienie. Wiedzieliśmy, że polskie władze
oddały wyjaśnianie katastrofy w ręce Moskwy, ale nie przypuszczaliśmy,
jak bardzo najważniejsi polscy politycy położyli się przed Rosjanami.
Żadne suwerenne państwo po takiej tragedii, po takim potraktowaniu przez
potencjalnego sprawcę nie zachowałoby się w ten sposób. Nie pozwoliłoby
sobie na omijanie tak fundamentalnej kwestii jak tajemnicza śmierć
urzędującego prezydenta i elity narodu.
Otwieraliśmy szeroko
oczy, widząc, że w kontaktach dyplomatycznych ważniejsze od prawdy
i rzetelnego śledztwa było wszystko: Centra Dialogu i Porozumienia, mały
ruch graniczny, plany budowy elektrowni atomowej w obwodzie
kaliningradzkim, kwestie nieruchomości dyplomatycznych, wizy dla Rosjan
w UE, opieka nad cmentarzami radzieckimi w Polsce, wymiana młodzieży czy
niestabilność sytuacji w Mołdowie. Byle omijać temat najważniejszy.
Byle nie drażnić „niedźwiedzia”. Uniżeni niemal jak Gomułka
wobec Breżniewa.
„Dobra symfonia współpracy”
Ważną
w tej historii datą jest 1 września 2009 r. w Trójmieście. Swoją
obecność na Westerplatte i wysłuchanie dosadnego przemówienia Lecha
Kaczyńskiego Władimir Putin potraktował jak inwestycję i kartę
przetargową, którą nie raz zagra w negocjacjach z Polską. Jeszcze
ważniejszy był jego spacer z Donaldem Tuskiem po sopockim molo. Polski
premier publicznie bagatelizował to spotkanie, twierdząc, że rozmawiano
jedynie kurtuazyjnie. Jego waga była jednak tak wielka, że dyplomaci
w późniejszych rozmowach stosowali określenie „realiów postsopockich”.
Tych
słów użył Jurij Uszakow, zastępca szefa Kancelarii Rządu Federacji
Rosyjskiej, w rozmowie z polskim wiceministrem spraw zagranicznych
Andrzejem Kremerem w Moskwie 25—26 stycznia 2010 r. W notatce naszego
dyplomaty czytamy o sopockim „ważnym impulsie” i jego efektach, m.in.
negocjowanej właśnie umowie gazowej i przygotowaniach do uroczystości
katyńskich. Kremer pisze: „Zaznaczyłem, że strona polska zdecydowała
o zorganizowaniu jednej oficjalnej uroczystości w Katyniu, która
odbędzie się 10 kwietnia br. z udziałem Premiera D. Tuska”. Taki wtedy
po polskiej stronie był plan — jedna uroczystość, właśnie 10 kwietnia,
niezależnie od składu najwyższych polskich władz. W konsultacjach
uczestniczył również wiceszef rosyjskiego MSZ Władimir Titow. Był
zadowolony z ustaleń, gdyż „strona rosyjska chciałaby postawić tłustą kropkę nad tym zagadnieniem”.
Jak
dziś już doskonale wiemy, kolejne tygodnie przyniosły decyzję
o rozdzieleniu wizyt premiera i prezydenta — podjętą na Kremlu,
a zaakceptowaną przez Donalda Tuska. To jego rząd miał ocieplać relacje
z Moskwą, a Lech Kaczyński miał w tym nie przeszkadzać. Jak powiedział
9 lutego 2010 r. Siergiej Ławrow do ówczesnego marszałka Senatu Bogdana
Borusewicza: „Udział premierów RP i FR w uroczystościach, które odbędą
się w kwietniu br. w Katyniu, stanie się moralno-etycznym przełomem
w stosunkach między Polską a Rosją”. W czasie tej moskiewskiej wizyty
Bogdan Borusewicz spotkał się też z Siergiejem Mironowem,
przewodniczącym Rady Federacji Rosyjskiej. Notatka z tego wydarzenia
zaczyna się słowami: „Rozmówca podkreślił, że istotne znaczenie dla
obecnego i przyszłego rozwoju stosunków polsko-rosyjskich będą miały
osobowości przywódców Polski i Rosji” („rola jednostki w historii”).
Wyraził zadowolenie z powołania jesienią 2009 r. Polsko-Rosyjskiej Grupy
Senackiej, nazywając ją „potężną gromadką” (nawiązanie do nazwy grupy
wybitnych kompozytorów rosyjskich XIX w.), która „da nam dobrą
symfonię współpracy”.
Pięciostronicowy dokument nie zawiera ani
słowa o prezydencie RP, choć od kilku tygodni było już wiadomo, że też
zamierza on odwiedzić Katyń.
Prezydent „kłopotem”
Publicznie
Lech Kaczyński zapowiada to 4 lutego 2010 r. 17 lutego minister Kremer
spotyka się z ambasadorem Grininem — na jego prośbę. Zanotuje później:
„Wyraziłem nadzieję na ostateczne ustalenie w trakcie spotkania
Arabski—Uszakow terminu wspólnych uroczystości katyńskich oraz
konstruktywne określenie ich kształtu w kontekście wyrażonej przez
prezydenta L. Kaczyńskiego woli złożenia wizyty w Katyniu w kwietniu br.
[…] co do terminu wspólnych uroczystości z udziałem premierów,
orientujemy się na 7 kwietnia br.”. W notatce ze spotkania 25 lutego
w Moskwie czytamy, że Uszakow potwierdził datę spotkania premierów.
I dalej: „Min. Arabski poinformował min. Uszakowa, iż wolą Prezydenta
RP jest uczestnictwo w uroczystościach w Katyniu (10 kwietnia br.). Min.
Uszakow stwierdził, iż postawiłoby to stronę rosyjską w kłopotliwej
sytuacji, bowiem Prezydent Miedwiediew tego dnia nie będzie mógł przybyć
do Katynia”. Te słowa kończą dokument. Wizyta prezydenta jest
wątkiem pobocznym.
Tymczasem relacje na szczeblu szefów rządów
kwitną. Z szyfrogramu ambasadora Jerzego Bahra z 3 marca dowiadujemy
się: „Asystent Uszakowa przekazał w trakcie okazjonalnego spotkania
2.03, że premier Putin oczekuje, iż w trakcie spotkania z premierem
RP w Katyniu otrzyma od nas zaproszenie do złożenia wizyty w Polsce
w 2011 r., do którego odniesie się pozytywnie”.
W kolejnym
szyfrogramie, wysłanym dwa dni później, Bahr informuje centralę,
że „wystosowane przez W. Putina zaproszenie dla Donalda Tuska do Katynia
spotkało się z dużym zainteresowaniem w tutejszym korpusie
dyplomatycznym. O komentarz w tej sprawie prosili nas nie tylko
dyplomaci europejscy (Wielka Brytania, Niemcy, Ukraina), ale nawet
ambasador Singapuru”. Zdaniem Bahra świat widzi, że „rzeczywiste
intencje Kremla co do Katynia nie są do końca jasne”.
1 kwietnia
2010 r. dyrektor Departamentu Wschodniego MSZ Jarosław Bratkiewicz
sporządza bardzo ważną notatkę „nt. koncepcji wizyty D. Tuska w Rosji”.
Również ona — jak pozostałe opisywane przez nas dokumenty — jest
niejawna. Poza programem ramowym zawiera np. analizę nastrojów
na Kremlu. Moskwie chodzi o to, by spotkaniem w Katyniu nie tylko
ostatecznie zamknąć w stosunkach z Polską temat zbrodni NKWD, lecz także
wykorzystać je jako dowód dla świata, że „Rosja definitywnie się
zmienia i poszukuje trwałych rozwiązań problemów, z jakimi nie uporała
się przez 20 lat po upadku ZSRR”.
W tej grze mają uczestniczyć
wyłącznie Tusk i Putin. „Wyjazd Prezydenta L. Kaczyńskiego do Katynia
należy uznać przede wszystkim za zagraniczny komponent wewnątrzkrajowych uroczystości upamiętniających 70. rocznicę zbrodni katyńskiej” — czytamy w analizie polskiego MSZ.
To spotkanie
musi się odbyć bez prezydenta, ponieważ ma to być „gest o szczególnie
doniosłym znaczeniu w stosunkach polsko-rosyjskich ostatniego
dwudziestolecia. Obecność obu premierów w Katyniu stanowi akcent
o istotnej wymowie symbolicznej w bilateralnym dialogu międzyrządowym,
potwierdzający skuteczność polityki obecnego rządu RP wobec Rosji”.
Rząd
Donalda Tuska za wszelką cenę chciał zapisać sobie sukces w postaci
skutecznego ocieplenia relacji z Rosją. Jak pokażą kolejne tygodnie
i miesiące, nawet kosztem honoru państwa polskiego.
Na pogrzebie o biznesie
Kilka
dni później dochodzi do niewyobrażalnego dramatu. Ginie 96 osób. Świat
nie widział jeszcze katastrofy lotniczej, w której w zasadzie zostałaby
zdekapitowana elita dużego państwa.
Rząd Polski, po długiej grze
z Rosją przeciw własnemu prezydentowi, w obliczu jego śmierci, nie
zmienia swoich priorytetów — konsekwentnego budowania fasadowej
przyjaźni z Moskwą. Przypomnijmy: Donald Tusk natychmiast przystaje
na rosyjskie warunki, które oznaczają oddanie śledztwa w ręce
potencjalnych sprawców tragedii; nie korzysta z proponowanej
od sojuszników pomocy, nawet nie stara się kontrolować rosyjskich
czynności z ciałami ofiar.
To, co znajdujemy w dokumentach sporządzonych po katastrofie, po prostu nie mieści się w głowie.
18 kwietnia.
Pogrzeb pary prezydenckiej na Wawelu. Co ma wypłynąć z tragedii
smoleńskiej? W notatce MSZ czytamy o słowach p.o. prezydenta Bronisława
Komorowskiego do prezydenta Rosji Dmitrija Miedwiediewa: „Choć
wydarzenie to miało tragiczny charakter, zrodziło pozytywne emocje
Rosjan wobec Polaków i Polaków wobec Rosjan, co powinno dopomóc
w zabliźnieniu się otwartej rany, jaką była sprawa Katynia w stosunkach
polsko-rosyjskich […], należy wykorzystać atmosferę wzajemnej
życzliwości, by wykonać kolejne kroki wiodące do pojednania”.
Śmierć
polskiej elity schodzi na plan dalszy. Staje się narzędziem w zwykłych
dyplomatycznych negocjacjach — w sprawie odtajnienia akt katyńskich czy
utworzenia Domów Wspólnej Historii. Komorowski przyjmuje zaproszenie
na 9 maja do Moskwy i zaprasza Miedwiediewa do Polski po wyborach
prezydenckich: „Oprócz ważnego wymiaru symbolicznego wizyta powinna mieć
także kontekst praktyczny, dotyczący przede wszystkim współpracy
gospodarczej”. Donald Tusk zaś m.in. chwali działanie rosyjskich służb
po katastrofie i deklaruje, że „strona polska w dowód wdzięczności
za ofiarną postawę Rosjan, zaangażowanych w pomoc rodzinom ofiar,
planuje odznaczyć obywateli FR, zaangażowanych w ww. działania”.
We wnioskach ze spotkania czytamy m.in.: „Należy pilnie uruchomić
działania na rzecz odnowienia/uporządkowania cmentarzy radzieckich
w Polsce, m.in. poprzez włączenie w tę akcję władz samorządowych oraz
harcerzy. […] Konieczne jest podjęcie działań ws. godnego upamiętnienia
czerwonoarmistów zmarłych w polskich obozach jenieckich”.
O pierwszych rosyjskich przeszkodach w badaniu katastrofy (a te już się pojawiają) polskie władze milczą.
Wdzięczność ministra Klicha
21 kwietnia
Jerzy Bahr raportuje, że rosyjski wicepremier i minister obrony
Siergiej Iwanow, „mimo iż nie jest zdrów, jest gotów przyjąć min. B.
Klicha 24 bm. (sobota)”. Następnego dnia ambasador wysyła kolejny
szyfrogram: „S. Iwanow, zgadzając się na przyjęcie w sobotę Pana
Ministra (.niezależnie od swej choroby.), uczynił zdecydowany gest.
Dawniej o podobne natychmiastowe spotkanie musieliśmy długo zabiegać.
Jako powód sami podaliśmy chęć podziękowania; nie podziękujemy —
powstanie u gospodarzy podejrzenie, że mamy ku temu powody”. Czy nie
takie właśnie postawy miał na myśli Radosław Sikorski, mówiąc
o „murzyńskości” w dyplomacji?
Za co należało się podziękowanie?
Wyjaśnia kolejny dokument. Podsumowujący spotkanie ministrów obrony
szyfrogram Bahra do wiceministra spraw zagranicznych Jacka Najdera jest
jeszcze bardziej kuriozalny. Bogdan Klich „podziękował władzom Rosji
przede wszystkim za dużą operatywność na miejscu zdarzenia, tuż
po katastrofie, i za szybką, sprawną identyfikację ofiar” (sic!).
Występuje o kopie trzech rejestratorów. Do czego są mu potrzebne?
„Ujawnienie zapisów obaliłoby te spekulacje, które nie sprzyjają dobrej
atmosferze relacji polsko-rosyjskich”. Znów przyjaźń z Moskwą
jest najważniejsza.
Iwanow szybko sprowadza go na ziemię:
„Co do przekazania kopii rejestratorów — Rosja nie zna takich
precedensów”. I podkreśla, zasłaniając się przepisami: „Na to śledztwo
patrzy cały świat, nie wolno zatem tworzyć precedensu łamania prawa
międzynarodowego” (konwencja chicagowska zabrania publikowania zapisów).
No właśnie… są dwa tygodnie po katastrofie. Rosjanie już wiedzą,
że Polacy nie skorzystali z tego, iż „patrzy cały świat”, i nie zadbali
o swoje interesy. Można więc nawet w oficjalnych rozmowach dokręcać
śrubę. Obecna na spotkaniu Tatiana Anodina proponuje polskim wysłannikom
odsłuchanie nagrań, ale pomysłowi ich publikacji z „troską” się
przeciwstawia: „Wywoła ono w środkach masowego przekazu niepotrzebne
spekulacje nt. różnych wersji, postawi wiele osób (w tym rodziny
pilotów) w niewygodnej sytuacji. Mogą być wskazani winni — bez
zakończenia śledztwa”. A więc wina pilotów? Już na tym etapie? Choć
chwilę wcześniej Aleksander Bastrykin, szef Komitetu Śledczego FR,
zapewnia, że „śledztwo zakłada wszystkie możliwe wersje katastrofy”.
To,
co znajdujemy na końcu notatki Jerzego Bahra, wygląda na kiepski
kabaret: „Rosjanie mają zameldować W. Putinowi nasze zdanie obejmujące:
a) zachowanie konfidencjonalności, b) wdzięczność za wysłuchanie nagrań
głosowych, c) odczucie, że praca idzie do przodu”. Dyplomata pisze
to z pełną powagą! Znamienna jest także wypowiedź rosyjskiego ministra
transportu Igora Lewitina, który „podkreślił, że to rząd, a nie wojsko,
powinien się zajmować śledztwem” (cyt.: „Jak z naszej strony wejdą
wojskowi, to śledztwo się nigdy nie skończy”).
Metr w głąb
6 maja
w Moskwie duet Andrzej Seremet—Tomasz Turowski (w wolnym tłumaczeniu:
laik plus agent) siadają naprzeciwko Jurija Czajki (34 lata stażu
w rosyjskiej prokuraturze) i gen. Aleksandra Bastrykina (w ZSRR i Rosji
przeszedł przez niemal wszystkie ważne funkcje prokuratorskie). Mogą się
tylko przysłuchiwać wywodom o sprawnej współpracy między obiema
stronami. Sprzeciwu nie ma. Gdy świeżo upieczony polski prokurator
generalny wskazuje, że na miejscu tragedii wciąż można znaleźć szczątki
ofiar i ich rzeczy osobiste, Bastrykin obiecuje zabezpieczyć rejon
katastrofy i oznajmia, że „teren przesondowano już do 1 m głębokości”.
Tydzień wcześniej te słowa w polskim Sejmie wypowiedziała Ewa Kopacz.
Jak wiemy, i Bastrykin, i Kopacz kłamali.
Jerzy Bahr podsumowuje
spotkanie prokuratorów: „Atmosfera rozmów była pragmatyczna
i konstruktywna”. Po co ambasador tak koloryzuje rzeczywistość? Przecież
to wewnętrzna korespondencja dyplomatyczna.
Polscy urzędnicy idą
jednak dalej. Mydlą oczy również zachodnim politykom. Jak pisze Bahr
z Moskwy po Dniu Zwycięstwa, Bronisław Komorowski roztacza przed Angelą
Merkel wizję „dobrej współpracy z Rosjanami podczas śledztwa
po katastrofie 10.04”. Niemiecka kanclerz mówi, że „w stosunkach
z sąsiadami należy być szczególnie wrażliwym”, co przez polską stronę
odczytywane jest jako „zachęta do wczuwania się w Rosjan”. Merkel wyraża
też zadowolenie, że w moskiewskich uroczystościach „bierze udział
jeszcze inny Polak niż gen. Jaruzelski”.
Komorowski w Moskwie
spotyka się także z Miedwiediewem, któremu dziękuje za „wkład Rosjan
w specjalną atmosferę stosunków dwustronnych, jaka wytworzyła się
w ostatnich tygodniach. […] Wspomniał o spontanicznym odruchu
wdzięczności Rosji, jaki można zaobserwować w Polsce, wyrażającym się
akcjami opieki nad cmentarzami żołnierzy Armii Czerwonej. Podkreślił,
że nastała pora, by przekraczać bariery obciążeń historycznych. Wyraził
przekonanie, że właśnie PDM [prezydent Dmitrij Miedwiediew — przyp.
red.] jest uosobieniem Rosji dążącej ku pojednaniu z Polską”.
Ani słowa o katastrofie
13 maja,
dzień przed rozmową telefoniczną Tusk—Putin, ambasada w Moskwie wysyła
instrukcje dla premiera. Na wstępie zaznacza, że „w związku z katastrofą
mieliśmy okazję z podziwem obserwować sprawność rosyjskich służb
ratowniczych, działających w ramach Min. Sytuacji Nadzwyczajnych (MczS)”
z dopiskiem: „MCzS to oczko w głowie Putina”. Czy chodzi o to, by w ten
sposób przypodobać się rosyjskiemu władcy? Kolejne punkty dotyczą
współpracy w zakresie nowych technologii, elektrowni atomowej i Forum
Regionów. Jest też sugestia, że „jesteśmy pod wrażeniem ros. obchodów
65-lecia zwycięstwa nad faszyzmem”. O problemach w śledztwie —
ani słowa.
22 czerwca Radosław Sikorski rozmawia telefonicznie
ze swoim rosyjskim odpowiednikiem w przeddzień spotkania ministrów spraw
zagranicznych w Paryżu. Zagadnienia: Białoruś, spór gazowy, zbliżające
się konsultacje wiceministrów, mały ruch graniczny, Centra Dialogu
i Porozumienia. O katastrofie — ani słowa!
24 czerwca szef
polskiego MSZ przyjmuje ambasadora USA Lee Feinsteina przed wizytą
sekretarz stanu Hillary Clinton w Krakowie. Są dwa miesiące po tragedii
smoleńskiej. Polskie śledztwa natrafiają na coraz większy opór ze strony
Rosji. Sikorski z naszym głównym sojusznikiem rozmawia o wszystkim:
tarczy antyrakietowej, gazie łupkowym, Afganistanie, wizach czy
współpracy energetycznej. Temat Smoleńska wyczerpano, uzgadniając,
że sekretarz stanu oda hołd ofiarom 10/04 pod krakowskim
Krzyżem Katyńskim.
Skoro najważniejsi polscy urzędnicy nie
szukali wsparcia w sprawie Smoleńska u nikogo, nie dziwi, że Rosjanie
zaczęli coraz bardziej ostentacyjnie rzucać nam kłody pod nogi. Wiceszef
rosyjskiego MSZ Władimir Titow 30 czerwca bezceremonialnie oznajmił
swojemu polskiemu odpowiednikowi Henrykowi Litwinowi: „Wedle
obowiązujących procedur strona rosyjska nie jest zobligowana
do udostępniania dokumentów, o przekazanie których wystąpiła KBWLLP,
przed oficjalnym zakończeniem śledztwa”. Tak w praktyce już kilka
tygodni po tragedii wyglądało stosowanie 13. załącznika
do konwencji chicagowskiej…
Miesiąc później, gdy Polska nie mogła
się doczekać pozwolenia na wyjazd do Smoleńska archeologów, Komitet
Śledczy poinformował, że zgoda zależy od… opinii pięciu instytucji: FSB,
MON, Ministerstwa Kultury, Komitetu Śledczego i MSZ. „Zgoda zostanie
wydana, ale nie wiadomo kiedy” — czytamy w szyfrogramie z 26 lipca.
Kilka
dni później, 5 sierpnia, Jerzy Miller musiał się zdziwić, gdy usłyszał
od ministra Lewitina, że „strona rosyjska przekazała już główne
materiały dowodowe, czyli kopie tzw. czarnych skrzynek”. Kolejnych można
się spodziewać po publikacji raportu MAK…
Polska „gościnność”
1—2 września.
Siergiej Ławrow jest w Warszawie. Na siedmiu stronach notatki Radosław
Sikorski opisał tę wizytę szczegółowo. Smoleńsk zajmuje dwa krótkie
akapity. Jest w nich mowa o planie postawienia pomnika w miejscu
katastrofy, obietnicy sprawdzenia przez Ławrowa, dlaczego nie ma jeszcze
zgody na przyjazd archeologów, oraz enigmatycznej deklaracji gotowości
do przekazania kolejnych dokumentów. Polskie MSZ nie przywiązało się
chyba do tych słów, bo we wnioskach ze spotkania nawet o nich
nie wspomniano.
3 września Bronisław Komorowski — już jako
prezydent — odwiedza Berlin. Rozmawia z kanclerz Merkel, prezydentem
Wulffem i przewodniczącym Bundestagu Lamertem. Podejmuje tematy Ukrainy,
upamiętnienia ofiar Holokaustu, 40. rocznicy uklęknięcia kanclerza
Brandta przed pomnikiem Bohaterów Getta i wiele innych. Nie ma wśród
nich tragedii smoleńskiej. Komorowski zapewnia za to „o priorytetowym
dla Polski znaczeniu dialogu z Rosją, wskazując na pozytywne zmiany”
u naszego wschodniego sąsiada. To Merkel „interesuje się” sytuacją
wewnętrzną w Polsce po katastrofie. W szczegółowej notatce ambasadora
Marka Prawdy nie ma rozwinięcia tego tematu.
18 października
Henryk Litwin uczestniczy w moskiewskich konsultacjach z Władimirem
Titowem. Podsumowuje je na pięciu stronach maszynopisu. I konkluduje:
„Należy podkreślić szczególnie dobrą atmosferę tych konsultacji. […]
Konsultacje potwierdziły, że utrzymuje się dobra dynamika rozwoju
stosunków polsko-rosyjskich”. Czy atmosfera była tak dobra, bo nie
pojawiła się kwestia Smoleńska? Ani słowem!
28 października
w Warszawie odbywa się VI posiedzenie Komitetu Strategii Współpracy
Polsko-Rosyjskiej. Ławrow ponownie jest na naszym terenie. Sikorski znów
nie niepokoi gościa trudnymi kwestiami śledztwa smoleńskiego. W Pałacu
na Wodzie panowie wręczają order Barbarze Brylskiej, która wyznaje
Ławrowowi miłość i zachwyca się jego urodą (dosłownie!). Jedyne
kłopotliwe pytanie pada w czasie konferencji prasowej, gdy dyplomata
musi się tłumaczyć z niszczenia wraku Tu-154M przez rosyjskie służby.
W odpowiedzi słyszymy, że mógł to być „akt wandalizmu”. Sikorski
natomiast zdumiewa pustosłowiem: „To, że tak często się spotykamy
i że uzgadniamy różne pożyteczne dla naszych narodów sprawy, pokazuje
dojrzałość relacji polsko-rosyjskich mimo turbulencji”.
A co się
działo za kulisami? Sikorski z Ławrowem rozmawiali m.in. o Centrach
Dialogu i Porozumienia, Polsko-Rosyjskim Forum Dialogu Obywatelskiego,
małym ruchu granicznym, elektrowni nuklearnej w obwodzie królewieckim,
nieruchomościach dyplomatycznych, liberalizacji wizowej dla obywateli
FR, kwestii Naddniestrza, szczycie NATO w Lizbonie, tarczy
antyrakietowej czy partnerstwie UE—Rosja na rzecz modernizacji.
O Smoleńsku padło jedno zdanie: „Ustaliliśmy, iż dla lepszej współpracy
w rozwiązywaniu problemów wynikających z katastrofy smoleńskiej oraz dla
obsługi osób wizytujących cmentarz wojskowy w Katyniu, w Smoleńsku
zostanie otwarte polskie przedstawicielstwo konsularne, a także
ustanowiony będzie urząd przedstawiciela MSZ FR”.
Dużo ciekawiej
brzmią wątki smoleńskie poruszane w rozmowie Ławrow—Komorowski. „Zdaniem
rosyjskiego gościa, zarówno w Rosji, jak i w Polsce są siły, które nie
chcą się pogodzić z polepszeniem tych stosunków. W Rosji
są to komuniści, którzy kwestionują odpowiedzialność ZSRR za popełnienie
zbrodni katyńskiej, w Polsce zaś prawicowa opozycja .opowiada
niestworzone rzeczy o przyczynach katastrofy smoleńskiej.”. Co na taką
skandaliczną „analizę” polski prezydent? Właściwie się pod nią podpisał,
bo w odpowiedzi stwierdził: „Chociaż po obu stronach nie brakuje sił
niechętnych pojednaniu polsko-rosyjskiemu, społeczeństwa Polski i Rosji
chcą takiego pojednania”. I ciągnął wywód: „W załatwianiu sprawy
katastrofy smoleńskiej należy wystrzegać się błędów, które negatywnie
zaważyć mogą na procesie zbliżenia polsko-rosyjskiego”. Do tych truizmów
dołożył także podziękowanie „za możliwość spotkania się małżonek
prezydentów obu krajów w Smoleńsku”.
Swoją cegiełkę do tej fasady
dołożył marszałek Senatu Bogdan Borusewicz, odnotowując „pozytywne
zmiany we wzajemnych stosunkach”.
Nikt ich nie zakłócał również
miesiąc później podczas wizyty w Warszawie prezydenta Miedwiediewa.
Dziewięciostronicowe podsumowanie rozmów w wąskim gronie orazspotkań
plenarnych zawiera dwa akapity poświęcone kwietniowej tragedii — wyraża
się chęć upamiętnienia ofiar pod patronatem głów obu państw oraz
oczekiwanie „harmonijnej współpracy i otwartości rosyjskiej
administracji w kwestii dostępu do dokumentów śledztwa”. To pobożne
życzenie. Wszyscy już doskonale wiedzieli, że współpraca polsko-rosyjska
w sprawie 10/04 jest fikcją.
Raport z zaskoczenia
Lekką
panikę widać dopiero 11 stycznia 2011 r., gdy ambasador Wojciech
Zajączkowski dowiaduje się, że następnego dnia opublikowany zostanie
rosyjski raport. 12 stycznia, w dniu konferencji MAK, pisze
w szyfrogramie do MSZ, że Tatiana Anodina nie przekaże elektronicznej
wersji raportu, bo… nim nie dysponuje. Dyplomata zaznacza, że pani
generał o ogłoszeniu dokumentu i swojej konferencji miała się dowiedzieć
niespełna dobę wcześniej. „Nie była w stanie podać liczby stron raportu
[…], można było odnieść wrażenie, że A. nie uczestniczyła bezpośrednio
ani w wypracowaniu raportu, ani w całym procesie decyzyjnym
z jego wykorzystaniem”.
13 stycznia wiceminister Najder
w rozmowie z ambasadorem Aleksandrem Aleksiejewem domaga się podjęcia
rozmów w celu rozstrzygnięcia sporu wokół raportu. Straszy Rosjan
odwołaniami do instytucji międzynarodowych zgodnie z zapisami konwencji
chicagowskiej. Może to wzbudzać jedynie ich politowanie. Kilka dni
później te zabiegi kwituje Dmitrij Polianski z ambasady Rosji w rozmowie
z urzędnikiem MSZ: „Zdaniem ekspertów rosyjskich nie istnieją podstawy
prawne do rozpoczęcia tego typu rozmów”. Ma rację. Konwencja dotyczy
bowiem samolotów cywilnych, a tupolew był statkiem wojskowym.
Czy skandaliczny rosyjski raport i nieuwzględnienie polskich do niego uwag coś zmieniło w postawie Warszawy? Zupełnie nic!
24 stycznia
Sikorski rozmawia telefonicznie z Ławrowem. Owszem, przekazuje „poważne
wątpliwości” i uwagi o „brakach w raporcie”, ale ostatecznie obaj
zgadzają się z „z koniecznością kontynuacji dotychczasowego dorobku
z ostatnich miesięcy współpracy polsko-rosyjskiej”.
Raport MAK
pozostał niezmieniony i jest jedynym uznawanym w świecie oficjalnym
podsumowaniem badania tragedii. Bajka o pijanym generale poszła w świat.
Polskich pilotów kilka miesięcy później obarczyła winą również
komisja Millera.
A gen. Anodina nie straciła rezonu. 10 listopada 2011 r. przesłała do polskiej ambasady pismo z życzeniami „dla premiera RP i kolegów z koalicji w związku z odniesionym sukcesem w wyborach parlamentarnych”.
W świetle
tego, co przedstawiliśmy, nie ma wątpliwości, że polskie państwo
po 10 kwietnia 2010 r. abdykowało. Politycy rządzącej wówczas partii nie
walczyli jak lwy o prawdę dotyczącą katastrofy. To wiemy. Ale oni nawet
nie stwarzali pozorów, że im na tym zależy. Nie odważyli się stawiać
Rosji ani żądań, ani trudnych pytań. Choćby wtedy, gdy wschodnie
mocarstwo nie mogło odmówić nam niczego, bo patrzył cały świat.
W dyplomacji
każde słowo coś znaczy. Dlatego wręcz upiornie brzmi opinia Bronisława
Komorowskiego wypowiedziana w grudniu 2010 r.: „Wizyta prezydenta D.
Miedwiediewa kończy ośmioletni okres posuchy w relacjach na najwyższym szczeblu […]”.
Czy
można tę wypowiedź rozumieć inaczej niż jako rodzaj satysfakcji,
że tragiczna śmierć prezydenta Lecha Kaczyńskiego oznacza usunięcie
przeszkody na drodze do zbratania się z Rosją? Choć wiadomo, że relacje
partnerskie z nią są właściwie niemożliwe. Zwłaszcza w przypadku Polski,
jeśli chcielibyśmy zachować podmiotowość. Komorowski, Tusk, Sikorski,
Klich czy Miller ochoczo wchodzili w grę, na którą Lech Kaczyński nigdy
nie pozwolił.
Tusk znów cały w nerwach! Oskarżył TVP, ale
nie wytrzymał starcia z faktami. Pozostał atak na dziennikarza. "Proszę
o następne pytanie..."
– Czy nadal pan uważa, że pieniądze z OFE i ZUS nie są Polaków? – spytał internauta.
– To jest nieporozumienie. Nie będę przypominał dokładnych sformułowań – odparł Tusk.
A co dokładnie mówił ówczesny premier, tłumacząc zabranie pieniędzy z OFE jesienią 2013 roku?
– Chcę dziś powiedzieć bardzo dokładnie Polakom, bo niektórzy chcą
zbałamucić ich umysły, mówiąc że ktoś zabiera własność Polaków,
zmieniając ustawę o OFE. Pieniądze, które są w OFE nie są własnością Polaków, gdyby były, to każdy mógłby je wycofać. A nie może tego zrobić – tłumaczył wówczas lider PO.
W przeprowadzonym w czwartek czacie, Tusk raz jeszcze wrócił do kontrowersyjnej decyzji rządu PO-PSL.
W przeprowadzonym w czwartek czacie, Tusk raz jeszcze wrócił do
kontrowersyjnej decyzji rządu PO-PSL.
W 2017 r. lider PO Donald Tusk przepisał swoje nieruchomości na żonę. – Przepisanie majątku na żonę przez polityka to naganna, typowo
pisowska, praktyka – ocenił w rozmowie z wp.pl Robert Kropiwnicki,
członek zarządu krajowego PO. Z kolei Katarzyna Lubnauer dodała, że taka
postawa jest „nieuczciwa i moralnie wątpliwa”. Gdy politycy Koalicji
Obywatelskiej dowiedzieli się, że właśnie w ten sposób zachował się ich
lider, nagle zmienili narrację. Ciekawa jest również postawa Tuska. Co
zrobił szef PO zapytany o swój majątek?Ponieważ pracując w Brukseli Donald Tusk nie miał już takiego obowiązku,
swoje ostatnie oświadczenie majątkowe ujawnił w 2014 r. Z dokumentów
udostępnionych przez Kancelarię Sejmu wynikało wówczas, że cały jego
majątek wynosi niewiele ponad 1 mln zł.
W jego skład wchodziło m.in. 152 tys. zł i 2,4 tys. dolarów oszczędności i samochód toyota auris z 2007 r. Ówczesny premier miał także kilka nieruchomości – dwa mieszkania o powierzchni 64,5 m2 i 40 m2 oraz zabudowaną działkę letniskową.
W 2014 r. – kilka dni po tym, jak zapewniał, że nie wybiera się do
Brukseli – Donald Tusk zostawił polską politykę, przekazał stery Ewie
Kopacz i wyjechał do pracy w unijnych instytucjach. Tam zaczął zarabiać
ogromne pieniądze.
„Z ksiąg wieczystych, które przeglądaliśmy, wynika, że 17 sierpnia
2017 r. jeden z gdańskich notariuszy dokonał podziału majątku pomiędzy
Małgorzatą Tusk a Donaldem Franciszkiem Tuskiem. W efekcie nieruchomości przeszły na własność małżonki byłego premiera” – pisze teraz wp.pl.
"W
poszukiwaniu należących do niego nieruchomości, przystąpiliśmy do
przeglądania ksiąg wieczystych. Ku naszemu zdziwieniu Tusk na początku
sierpnia 2021 r. nie miał żadnych domów, mieszkań, lokali użytkowych,
działek, gruntów rolnych. Nic. Zero. Nawet tych nieruchomości, które w
2014 r. zgłosił jako swoje. Dziś już nie są jego. Co się stało? Z ksiąg
wieczystych, które przeglądaliśmy, wynika, że 17 sierpnia 2017 r. jeden z
gdańskich notariuszy dokonał podziału majątku pomiędzy Małgorzatą Tusk a
Donaldem Franciszkiem Tuskiem. W efekcie nieruchomości przeszły na
własność małżonki byłego premiera" - napisała WP.Podano,
że wśród tych nieruchomości znajduje się posiadłość letniskowa położona
na Kaszubach w okolicach Kartuz. "Działka Tusków to 3056 metrów
kwadratowych, z domkiem o wielkości 130 metrów kwadratowych i dostępem
do niewielkiego stawu. W 2014 r. Donald Tusk w oświadczeniu majątkowym
wycenił tę działkę letniskową na 150 tys. złotych" - czytamy. Z wyliczeń
portalu wynika, że działka ta jest obecnie warta ok. pół miliona
złotych"Kolejna nieruchomość, którą były premier przepisał na żonę, to ich rodzinne mieszkanie
w niewielkiej dwupiętrowej kamienicy w Sopocie, w dzielnicy Karlikowo" -
wskazuje portal. Według szacunków ekspertów jest ono warte 1 mln 85
tys. 750 zł."Drugie
mieszkanie, które Tusk przepisał na żonę, znajduje się dwa kilometry
dalej, w dzielnicy Górny Sopot. To dwa pokoje z kuchnią, w sumie 40
metrów kwadratowych, tuż obok komendy policji" - donosi wp.pl. Jego
wartość oceniono na 534 tys. 600 zł. (PAP)
Co ciekawe, o szczegóły całej sprawy dziennikarze pytali również samego
Donalda Tuska i rzecznika Platformy Obywatelskiej Jana Grabca. Z prośbą o
komentarz zwracali się także do bliskich współpracowników lidera PO.
Ci z portalu zwracali się bowiem z prośbą o komentarz wielokrotnie:
kolejno 7 czerwca, 23 czerwca, 4 lipca oraz 4 sierpnia 2021 r. „Do dziś
nie otrzymaliśmy oficjalnej odpowiedzi” – czytamy.
Izba Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (ETPC) stwierdziła, że
krzyż w przestrzeni publicznej – w tym w szkołach – nie narusza wolności
religijnej. Jest on elementem wolności oraz tradycji danego państwa,
dlatego nie można go usuwać, jeżeli jego obecności życzą sobie władze
szkoły i rodzice. Podobnie orzekały sądy w Polsce – poinformował prof.
Przemysław Czarnek, minister edukacji i nauki
Premier: Różni nas to, że ja zrezygnowałem z bardzo dobrych zarobków
w prywatnym banku, zrezygnowałem z bardzo wygodnego życia i ogromnych
pieniędzy rokrocznie zarabianych (i wykazywanych w sprawozdaniach
giełdowych), żeby pracować dla Polski i dla Polaków. On zaś dobrowolnie
zostawił stery polskiego rządu dla brukselskich apanaży
W tej sprawie jak w soczewce skupiają się niejasności
towarzyszące rządom PO. To odbicie głębokiej hipokryzji
i nieprzejrzystości wokół prywatnych majątków polityków. Słowa Donalda
Tuska o tym, dlaczego przepisał nieruchomości na żonę, niczego nie
wyjaśniają. Wręcz przeciwnie – każą pytać o prawdziwe powody ukrywania
jego bogactwa.
Przyczyny ukrywania majątku przez Donalda Tuska analizują na łamach nowego numeru tygodnika „Sieci” Marcin Wikło i Marek Pyza.
W latach
2014–2019 Tusk jako szef RE zainkasował blisko 7 mln zł, kolejne pół
miliona zostanie mu wypłacone w postaci tzw. dodatku przejściowego
(40 tys. zł miesięcznie przez trzy lata). W 2019 r. został szefem EPL
ze skromną wypłatą 30 tys. zł co miesiąc. Jednak były premier, usiłujący
wrócić do polskiej polityki, nie zamierza informować wyborców o tym,
że jest milionerem. Już w 2017 roku, za pośrednictwem jednej z gdańskich
kancelarii notarialnych dokonał podziału majątku przekazując
nieruchomości żonie.
Dziennikarze tygodnika śledzą źródła
majątku zgromadzonego przez powracającego do polskiej polityki Donalda
Tuska. W 2014 roku Tusk miał nieco ponad 150 tysięcy oszczędności
i kilka nieruchomości na Pomorzu. Dziś zaliczany jest do grona
milionerów, ale swojego majątku najwyraźniej nie zamierza zaprezentować
potencjalnym wyborcom, którzy mieliby stać się motorem napędowym jego
dalszej kariery politycznej.
Czy to „wariant
ukraiński” znany m.in. z działań Sławomira Nowaka, względy
bezpieczeństwa, a może zwykła polityczna zagrywka związana tym, że „zbyt
duży majątek jest dla polityka balastem
— zastanawiają się autorzy tekstu.
Faktem
jest, że wśród polityków PO byli zarówno tacy, jak Hanna
Gronkiewicz-Waltz czy Rafał Trzaskowski, którzy publicznie prezentowali
niemały majątek, jak i tacy, którzy usiłowali zbijać polityczny kapitał
na pozornej skromności.
Ci, którzy uczciwie doszli
do majątku, nie muszą go chować. Bo są z niego dumni. To jest efekt ich
ciężkiej pracy. Ja też się zastanawiam, dlaczego ludzie ukrywają, czego
się dorobili. Zazwyczaj robią to, bo mają powód
— mówi autorom tekstu Marek Jakubiak, w poprzedniej kadencji najbogatszy z posłów.
Donald Tusk o pochodzeniu swoich milionów mówi niechętnie.
Były premier zbywał dziennikarzy Wirtualnej Polski przez dwa miesiące, zareagował dopiero po ukazaniu się artykułu
— zauważają dziennikarze.
Dziś
Platforma próbuje się kreować na wroga nepotyzmu, obrońcę
przejrzystości w życiu publicznym, jedyną sprawiedliwą. Kontrastuje
to z wieloma przypadkami kłopotów z oświadczeniami majątkowymi jej
polityków, również przed 2015 r. Po powołaniu w 2006 r. Centralnego
Biura Antykorupcyjnego co rusz wybuchały tego typu skandale
—
piszą Pyza i Wikło nawiązując między innymi do sprawy mieszkań Pawła
Adamowicza oraz do podziału milionów, jakie na karierze politycznej zbił
były premier Donald Tusk.
"Widzieliście, co się działo w Sejmie. Widzieliście na
czym polega demokracja a la marszałek Witek. Pojawiły się po tym
wszystkim komentarze, (...) że wybory powszechne do parlamentu też mogą
zostać zniekształcone" - mówił podczas Campusu Polska Przyszłości
przewodniczący PO, były premier Donald Tusk. Dodał, że "witkowanie" w
Sejmie grozi "witkowaniem" także jeśli chodzi o wybory parlamentarne.
"Nie chcę, by nam "wywitkowali" te wybory" - powiedział.
Tusk podczas Campusu Polska Przyszłości dodał, że "wybory jeszcze
ciągle są uznawane przez świat". Wyjaśnił, że chodzi o wybory
prezydenckie, określane "jako wybory wolne i legalne, ale nieuczciwe".
Przy nadużywaniu mediów publicznych, już nie mówię o tych wszystkich
aferach kopertowych etc., przy blokowaniu Polonii, jeśli chodzi o
głosowanie. Przy tajemniczych wynikach 100 procent frekwencji i 100
procent głosów na Andrzeja Dudę w obwodach zamkniętych prowadzonych
przez zakonnice dla osób bardzo ciężko chorych. Bardzo ciekawy wynik jak
się przyjrzeć, a różnica między wygranym a przegranym była w tych
wyborach minimalna - powiedział lider PO.
"Witkowanie" w Sejmie, że użyję takiego słowa, grozi "witkowaniem"
także jeśli chodzi o wybory parlamentarne i nie chcę, żeby nam
"wywitkowali" te wybory - dodał.
"Nie można stawiać dylematu: człowieczeństwo czy bezpieczeństwo"
Nikt nie chce żyć w kraju, w którym władza stawia dylemat:
bezpieczeństwo albo człowieczeństwo - powiedział lider PO Donald Tusk,
nawiązując do kryzysu na granicy polsko-białoruskiej. Jego zdaniem,
obecna władza chce nas odrzeć z człowieczeństwa i nie jest w stanie
zapewnić bezpieczeństwa.
W kontekście tego kryzysu mówił też o "przekroczeniu granicy podłości".
Lider PO Donald Tusk został owacyjnie przywitany na Campusie Polska
Przyszłości w Olsztynie. Podziękował za pomysł Campusu. Dziękuję wam, że
chce wam się rozmawiać o polityce. Jesteście spektakularnym dowodem, że
można myśleć o przyszłości kraju jak ma się lat 20 czy 25 - powiedział.
Na wstępie obiecał, że po jego wystąpieniu "podniesie się
temperatura". Przyznał, że w sercu i w głowie nie ma wesoło, bo ma w
głowie problem i konsekwencje tego, co się dzieje na naszej wschodniej
granicy. Mówię o dużo większym przekroczeniu granicy, czyli
przekroczeniu granicy podłości - powiedział. Jego zdaniem, najgorsze
jest to, że tę granicę podłości przekracza władza.
Podkreślał, że "granice uczciwości i podłości" są wytyczone dość
wyraźnie. Jaki jest powód, że mimo, iż ta władza nie potrafiła zapewnić
szczelnej granicy, że ta władza nie zapobiegła nielegalnemu
przechodzeniu przez granicę setek i tysięcy migrantów. Ale nagle uznała,
że zrobi się takie polityczne, mocne i podłe w swojej istocie
przedstawienie. Bo tak naprawdę wywołanie tego kryzysu na granicy to
spotkanie złych intencji i złych polityków" - przekonywał.
Z jednej strony mamy Łukaszenkę, z drugiej strony mamy Kaczyńskiego.
Jeden i drugi ma swój interes w tym, żeby takie kryzysy wywoływać. Jeden
chce destabilizować Polskę i UE, a drugi chce podsycać lęk, strach,
poczucie niepewności i demonstrować tę swoją wolę ochrony granicy. To z
samej swojej istoty podłe zachowanie. Bo stawką jest życie i zdrowie
tych zupełnie niewinnych ludzi - mówił Tusk.
Przyznał, że pierwszym zadaniem państwa jest ochrona granicy i
terytorium. Można też dyskutować w jaki sposób uszczelniamy granicę. Ale
nie można cynicznie używać jako pionków w swojej grze nieszczęśliwych
ludzi - powiedział Tusk.
Lider PO przekonywał, że są różni politycy. Są cyniczni, ale
skuteczni, więc wiele im się wybacza. Są też politycy "z otwartym
sercem", którzy czasem nie są dość skuteczni, bo są za mało cyniczni. Z
jednymi i drugimi da się żyć - mówił. Kiedy jednak mamy do czynienia z
politykami, którzy nie mają granic etycznych, którzy są zdolni do
podłych rzeczy, a z drugiej strony są kompletnie bezsilni, niezdolni do
rozwiązywania jakiegokolwiek problemu, tacy nieprzyzwoici nieudacznicy,
to wtedy problem staje się bardzo poważny. Dziś mamy do czynienia z taką
władzą - mówił Tusk.
Tusk podkreślał, że "kryzys na granicy, kilkadziesiąt osób
koczujących, jest do rozwiązania w ciągu jednego dnia". Natomiast
problem migracji będzie narastał i "nie ma tu złotych rozwiązań". Nikt
normalny nie chce żyć w kraju, w którym władza stawia dylemat: albo
bezpieczeństwo albo człowieczeństwo, a przed takim dylematem chcą nas
dzisiaj stawiać - powiedział. Dobra władza robi wszystko, aby zapewnić
ludziom bezpieczeństwo i nie odzierać z człowieczeństwa - dodał.
Jego zdaniem, mamy do czynienia z władzą, która chce nas odrzeć z
człowieczeństwa i nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa. Jak dodał,
szczelność granicy można bowiem było zapewnić dużo wcześniej. Podał
przykład Litwy, której przedstawiciele jeździli do Iraku, żeby
ograniczyć liczbę samolotów do Białorusi. Nasze władze jednak - jego
zdaniem - robiły w tej sprawie niewiele.
Dodał, że mówi o tym konkretnym przypadku, ponieważ widać w nim
wszystkie dylematy polityczne. Ta sytuacja pokazuje też - jak mówił Tusk
- jak ważne jest, "by ich odsunąć od władzy".
Przyjechałem tu, po to, by wziąć na siebie ten ciężar. Mam głębokie
przekonanie, że wiem, jak z polskiej polityki pogonić tych wszystkich,
którzy z polskiej polityki czynią dla nas takie piekło nie do zniesienia
- oświadczył Tusk. "Ziobro i Kaczyński. Oni tam naprawdę śpią z nożami
pod poduszką"
Nawet jeżeli w niektórych sprawach możemy się różnić, to jesteśmy nie
przykładem zgodnej współpracy, tylko my jesteśmy członkami dokładnie
tej samej rodziny politycznej. Jak w rodzinie: można się spierać,
czasami ambicje mogą się skrzyżować, ale nikt nas nie podzieli.
Komukolwiek by się marzyło to, by rozwalić PO, albo w najmniejszym
stopniu skłócić Rafała Trzaskowskiego i mnie, ten kompletnie nie rozumie
tej rzeczywistości - powiedział Tusk podczas piątkowej debaty z Rafałem
Trzaskowskim.
Trzaskowski powiedział z kolei, że "dzisiaj, jeżeli my po stronie
opozycyjnej, nie będziemy się w stanie porozumieć, to w ogóle nie mamy
czego szukać w polityce, a co dopiero w jednej partii". Mamy takie same
zadania do wykonania - oświadczył. Jeżeli ktoś tego nie rozumie, jeżeli
ktoś by chciał przedkładać swój osobisty interes albo ambicję - a każdy z
nas ma spore, ale zdrowe ambicje - to oznaczałoby jedno wielkie
nieporozumienie - podkreślił.
My się bardzo cieszymy, że możemy ze sobą współpracować. Pomyślcie
tylko: Ziobro i Kaczyński. Oni tam naprawdę śpią z nożami pod poduszką.
Nam się udało wypracować najwyższe, europejskie standardy współpracy, a
jak do tego dochodzi przyjaźń, to już w ogóle jest okej, nawet jeżeli
czasami (mamy) inny pogląd, czy nie do końca wspólny interes - dodał
Tusk.
"Jedną z pierwszych decyzji będzie zgoda na związki partnerskie"
Jeden z uczestników Campusu zadał Tuskowi i Trzaskowskiemu pytanie: "kiedy będę mógł wziąć ślub ze swoim chłopakiem?".
Tusk przekonywał, że radykalne zmiany prawa, takie jak małżeństwa
homoseksualne, to są zmiany, które wielu Polakom "niełatwo przychodzi
akceptować". Zaznaczył, że trzeba robić wszystko, żeby ludzie o innej
orientacji mieli pełne prawa, a wszyscy inni znaleźli w sobie "gotowość
do akceptacji" dla tych zmian.
Decyzje polityków powinny wyprzedzać zmiany społeczne, ale dobrze,
aby one nie były zbyt oderwane od siebie - przekonywał Tusk. Zmiany
przepisów, np. umożliwiające zawarcie ślubu przez ciebie, powinny być
możliwie blisko poziomu akceptacji społecznej - dodał b. premier.
Z sali zaczęły padać pytania: "Kiedy?" Wymagałoby to zmiany przepisów
w Polsce. Jeżeli pytanie ma być adekwatne do tego, co jest dzisiaj w
Polsce, to jest pytanie, jeśli ja będę stał np. na czele większości
parlamentarnej w następnych wyborach, to jedną z pierwszych decyzji
będzie decyzja o zgodzie na związki partnerskie - zadeklarował Tusk,
wywołując owacje zgromadzonych.
Orwell
- pisarz, którego wielu chętnie cytuje, ale chyba wciąż niewielu
rozumie. Nie wiemy, czy Donald Tusk przeczytał powieść „Folwark
Zwierzęcy” ze zrozumieniem, tym niemniej postanowił zabłysnąć
na Twitterze erudycją.
Folwark zwierzęcy po polsku,
czyli jak dwa wieprze na rozkaz kaczora miały przy pomocy jednej krowy
odwrócić uwagę od stada tłustych kotów. Wszelkie podobieństwo
do prawdziwych postaci jest przypadkowe
— napisał lider Platformy Obywatelskiej.
Oczywiście
zwolennicy Tuska szybko pospieszyli z tłumaczeniami, że być może
polityk wcale nie miał na myśli ministrów Błaszczaka i Kamińskiego. Nam
nasuwa się pytanie, czy były premier w ogóle przeczytał (i zrozumiał)
powieść Orwella, bo porównanie w żaden sposób nie pasuje do opisywanej
przez niego sytuacji. Może powinien przypomnieć sobie „Folwark
zwierzęcy”, zanim wpadnie na pomysł, aby - zasłaniając się klasyką
literatury - obrażać polityków.
7 października 2021 r. Trybunał Konstytucyjny, po rozpoznaniu
wniosku Prezesa Rady Ministrów, uznał, że próba ingerencji TSUE w polski
wymiar sprawiedliwości narusza zasadę praworządności, zasadę
nadrzędności Konstytucji oraz zasadę zachowania suwerenności w procesie
integracji europejskiej
"Wzywam wszystkich, którzy chcą bronić Polski europejskiej, w
niedzielę na Płac Zamkowy w Warszawie" - napisał w mediach
społecznościowych lider PO Donald Tusk.
Jeśli na Tuskowym wiecu w niedzielny wieczór nie wydarzy się nic nadzwyczajnego, lider opozycji wiele straci.
Dotychczasowe działania opozycji oraz fakt, że wydarzenie ma się odbyć
w sąsiedztwie Mszy za ofiary Tragedii Smoleńskiej, wskazują, że Tuskowi
zależy na prowokacji - i to takiej, która ma się skończyć
eskalacją konfliktu.Awantura Tuskowi by się przydała - obrazy medialne wysłane
w świat, będą argumentem w przekonywaniu, że rzeczywistość Polexitowa
istnieje. Jeśli ktoś szturchnie Tuskowych - będzie wersja
o agresji antyunijnej prawicy, jeśli Tuskowi zaatakują - media będą
łgać, lub opisywać słuszny gniew zatroskanych o demokrację i Europę
ludzi. Tylko scena z prawdziwego pobicia - nie jakiś symulant Diduszko -
mogą stać się jakimś autentycznym powodem eskalacji - bo nie bajka
o Polexicie, która jest wyssaną z palca bzdurą. Jednak czyjś ból, płacz,
obdukcja, ofiara pobicia - a nie posłanka Nowacka zdziwiona, że gazu
łzawiącego nie zatrzymuje legeitymacja poselska - mogą być słyszalnym
gongiem w nowej odsłonie wojny domowej.
Obecność Roberta Bąkiewicza i jego zwolenników jest więc wielką
odpowiedzialnością. Zademonstrować swoją obecność, być tam, by patrzeć
zadaniowanemu przez Zagranicę politykowi na ręce - to rzecz pożyteczna.
Ale niech obecni na Starówce nie lekceważą Tuska - to jest
naprawdę stary wyjadacz, z arsenałem socjotechnik potężnych
mediów za sobą.
Komentując orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego o wyższości polskiego
prawa nad unijnym, Ziobro przypomniał m.in., że podobne stanowiska
wydawały w przeszłości polskie Trybunały Konstytucyjne kierowane przez
poprzednich prezesów.
Konstytucja często
towarzyszyła politykom Platformy Obywatelskiej, kiedy głośno krzyczeli,
że ona jest najwyższej rangi aktem prawnym, który winien regulować
funkcjonowanie organów i instytucji państwa polskiego. I nagle ci sami
ludzie, ci sami politycy, ci sami liderzy z Donaldem Tuskiem na czele
zdają się zapominać, o tej swojej niegdyś długiej historii aktywności
publicznej podkreślającej nadrzędność polskiej konstytucji
— powiedział Ziobro na konferencji prasowej w Warszawie.
Dziś
niczym goście z innej planety Donald Tusk i PO ogłaszają,
że to traktaty UE są ważniejsze od konstytucji, a TK niby dopuścił się
aktu zdrady. Hipokryzja jest w polityce od zawsze, ale poziom tych
„cnót” u polityków PO zdumiewa
— wskazał Ziobro.
Można zapytać Donalda Tuska,
skąd te luki w pamięci, skąd wypieranie z pamięci jego stanowiska
z czasów, gdy był premierem, gdy polski Sejm i parlament były kierowane
przez większość z P0
— ocenił polityk.
Postanowiłem
panu Donaldowi Tuskowi wysłać krótki list, do Brukseli, gdzie wciąż
znajduje się jego siedziba i gdzie pobiera bardzo sowitą pensję.
Przypomnę w nim, odwołując się do dokumentów, stanowisko polityków
PO z czasów jego rządów, w którym uznawali prymat konstytucji RP
— dodał minister.
Przypomnę
panu Tuskowi w tym liście, odwołując się do dokumentów, kserokopii,
stanowiska Sejmu RP podpisanego w lipcu 2010 r. nie przez Marka
Kuchcińskiego, ale Grzegorza Schetynę. W tym stanowisku pan Schetyna
w imieniu większości rządowej odnosił się do sporu, decyzji, która miała
być rozstrzygnięta przez TK, na którego czele stał wówczas prof.
Andrzej Rzepliński
— przypomniał Ziobro.
Otóż
w tym stanowisku pan Grzegorz Schetyna w imieniu większości rządowej
odnosił się do sporu, decyzji jaka miała być rozstrzygnięta przed TK.
Napisał między innymi, cytuję: „Sejm podziela prezentowany
w piśmiennictwie pogląd, że nie istnieje inny sposób pogodzenia
jednoznacznej tezy TK wyrażonej w cytowanej sprawie o sygnaturze
K 18/04 o najwyższej mocy tezy o najwyższej mocy konstytucji w systemie
obowiązującego prawa z zasadą pierwszeństwa prawa unijnego. Nie istnieje
inny sposób pogodzenia tezy o najwyższej mocy konstytucji w systemie
obowiązującego prawa z zasadą pierwszeństwa prawa unijnego, niż
przyjęcie, że zasada ta uwzględnia istniejące granice kompetencji Unii
Europejskiej, a ostateczną decyzję o tym czy te granice zostały
przekroczone, pozostawia Trybunałowi Konstytucyjnemu”
— wskazał.
Wyroki
TK z poprzednich lat stanowią o wyższości prawa konstytucyjnego nad
prawem europejskim. Co takiego może oburzać w stanowisku TK, który
orzekł dokładnie to samo, co orzekały poprzednie Trybunały
Konstytucyjne? Orzekł dokładnie to, czego domagał się pan Grzegorz
Schetyna w 2010 r., kiedy był marszałkiem Sejmu, że to konstytucja jest
nadrzędnym aktem prawnym i to TK ma prawo kontrolować wszelkie akty
prawne pod kątem ich zgodności z prawem konstytucyjnym
— powiedział szef MS.
Ze zdumieniem
przyjmuję fakt wzmożenia Donalda Tuska i jego środowiska, które
kwestionuje nadrzędność konstytucji RP. To właśnie konstytucja
towarzyszyła politykom PO, gdy krzyczeli, że to najwyższy akt prawny
w Polsce. I nagle zdają się zapominać o tej nadrzędności konstytucji
— zauważył Zbigniew Ziobro.
Orzeczenia niemieckiego TK
Prokurator
generalny poinformował, że będzie miał kilka pytań także
to przewodniczącej Komisji Europejskiej, Ursuli von der Leyen.
Pani
von der Leyen stwierdza dziś, że jej zdaniem jest inaczej, że prawo
unijne ma prymat. To jest zdanie pani komisarz, Komisji Europejskiej.
Będę chciał spytać panią przewodniczącą, również jako obywatelkę
Niemiec, czy podjęła kroki w kierunku wyjaśnienia tej sytuacji i podjęła
takie kroki również wobec niemieckiego trybunału. Czy komisja kierowana
przez nią podjęła kroki prawne wobec wszystkich orzeczeń
trybunału w Karlsruhe?
— pytał Ziobro.
Wiceminister
sprawiedliwości Sebastian Kaleta przypomniał z kolei wyroki Trybunałów
Konstytucyjnych lub podobnych organów w innych krajach UE, gdzie również
stwierdzono wyższość prawa krajowego nad unijnym. Sekretarz stanu
w MS wspominał m.in. takie kraje jak Czechy, Hiszpania, Dania
czy Belgia.
– Nie mamy tak naprawdę Trybunału Konstytucyjnego. Wszyscy wiemy, że
to jest decyzja Jarosława Kaczyńskiego - uważa Donald Tusk.
Kopie pięciu dokumentów w liście Ziobry do Tuska
Minister sprawiedliwości dołączył do listu kopie pięciu dokumentów,
które miałyby pomóc Donaldowi Tuskowi "w zrozumieniu istoty
kwestionowanego wyroku Trybunału Konstytucyjnego".
Pierwszym z załączonych dokumentów jest wyrok TK z dnia 11 maja 2005
roku. Można w nim przeczytać m.in., że "konstytucja pozostaje zatem – z
racji swej szczególnej mocy – prawem najwyższym Rzeczypospolitej
Polskiej w stosunku do wszystkich wiążących Rzeczpospolitą Polską umów
międzynarodowych". Wyrok precyzuje, że "dotyczy to także ratyfikowanych
umów międzynarodowych o przekazaniu kompetencji w niektórych sprawach".
Do listu dołączono również postanowienie TK z dnia 19 grudnia 2006 r.
Stanowi ono m.in., że "Trybunał (Konstytucyjny - PAP) jest zobowiązany
do takiego pojmowania swej pozycji, że w sprawach zasadniczych, o
wymiarze konstytucyjno-ustrojowym zachowa pozycję sądu ostatniego
słowa".
Ostatnim z załączonych dokumentów jest stanowisko marszałka Sejmu
Grzegorza Schetyny z 26 lipca 2010 r. Mówi ono m.in., że "za
dopuszczalnością kontroli prawa pochodnego Unii Europejskiej przez
Trybunał Konstytucyjny przemawia jego rola ustrojowa, jako gwaranta
nadrzędności Konstytucji w systemie źródeł prawa oraz organu ochrony
konstytucyjnych wolności i praw jednostek".
"Wobec wskazanej pozycji Konstytucji jako najwyższego prawa
Rzeczypospolitej, dopuszczalne jest badanie zgodności z nią norm
rozporządzeń unijnych" – zaznaczono w stanowisku marszałka Schetyny.
Pseudo Trybunał, grupa
przebierańców ubranych w sędziowskie togi, gwałcąc konstytucję,
postanowiła wyprowadzić naszą ojczyznę z UE. Ta garstka ludzi nie waha
się użyć każdego możliwego kłamstwa, np. w sprawie Konstytucji RP,
że ona jest w sprzeczności z UE. To jest nieprawda” - mówił Donald Tusk
podczas manifestacji na Pl. Zamkowym w Warszawie.
Były premier wygłosił bardzo emocjonalne przemówienie.
„Czułem się zobowiązany”
Drogie
warszawianki, drodzy warszawiacy, nazywam się Donald Tusk. Jestem
Polakiem, którego 7 lat temu państwa Europy wybrały na szefa Rady
Europejskiej. Wybrały ze względu na szacunek dla Polski, dla naszej
pięknej i trudnej drogi do niepodległości, do Europy. Wybrały ze względu
na szacunek dla was
— podkreślił na początku.
Dlatego
niech nikt się nie dziwi, że czułem się zobowiązany w tym krytycznym,
przełomowym momencie podnieść alarm spowodowany decyzjami pseudo
trybunału, partii rządzącej, która już bez owijania w bawełnę, ukrywania
czegokolwiek, podjęła decyzję o wyprowadzeniu Polski z UE
— wskazał.
Ten
alarm podnoszę razem z wami. Mówiłem, że nawet gdybym miał być sam,
to będę stał i podnosił ten alarm, bo to jest sprawa naszej przyszłości,
przyszłości naszych dzieci i wnuków. Ale nie jestem sam, dobrze
wiedziałem, że będzie nas dużo, ale nawet przez myśl mi nie przeszło,
że przyjdzie na Pl. Zamkowy tyle tysięcy ludzi
— dodał.
Pozdrawiam
tych wszystkich, którzy w ponad stu miastach w całej Polsce,
postanowili wspólnie z nami nie tylko zaprotestować przeciwko temu,
co robi ta władza z naszą ojczyzną, ale i pokazać wszystkim, także sobie
samym, że jesteśmy gotowi nie tylko do manifestacji,
ale i do zwyciężania
— podkreślał Tusk w przemówieniu.
Co takiego
się stało, że dzisiaj wszyscy się tu spotkaliśmy? Pseudo trybunał,
grupa przebierańców ubranych 3 sędziowskie togi, gwałcąc konstytucję,
postanowiła wyprowadzić naszą ojczyznę z UE. Ta garstka ludzi nie waha
się użyć każdego możliwego kłamstwa, np. w sprawie Konstytucji RP,
że ona jest w sprzeczności z UE. To jest nieprawda
— przekonywał były premier.
Prawda
jest oczywista dla nas, ale cała Polska musi to usłyszeć: pseudo
ustawy, pseudo werdykty, które gwałcą i traktaty UE, ale i Konstytucję
naszej ojczyzny. Tak jak przez ostatnie lata, także i dziś macie prawo
i obowiązek krzyczeć: konstytucja. Bo to my bronimy konstytucji
przed uzurpatorami
— wykrzykiwał lider PO.
Zaprosiliśmy
dzisiaj na tę scenę byłego premiera, który wprowadzał Polskę do UE,
Leszka Millera. I zaprosiliśmy założyciela KPN, Leszka Moczulskiego,
który przez lata walczył z Leszkiem Millerem. Zaprosiliśmy liderów
partii opozycyjnych, swą z nami i Robert Biedroń, i liderzy PSL. Zawsze,
kiedy byliśmy razem w najważniejszych sprawach, wygrywaliśmy. I teraz
też zwyciężymy, bo jest nas więcej!
— mówił.
„Wiemy, dlaczego oni chcą wyjść z UE”
Dobrze
wiemy, dlaczego oni chcą wyjść z UE. Tak naprawdę, aby właśnie
bezkarnie gwałcić prawa obywatelskie, zasady demokracji, kraść bez
opamiętania. Kilka dni temu byłem w Słowenii na szczycie UE i tam był
kanclerz Austrii, silny człowiek, szef rządu, szef partii. W tym samym
czasie policja austriacka weszła do jego biura, żeby sprawdzić, czy
jakieś publiczne pieniądze trafiły do publicznych mediów, by dobrze
pisać o partii rządzącej. I on z tego powodu podał się do dymisji.
I wyobraźcie sobie, co by było, gdyby to stało się w Polsce PiS-u. Oni
wszyscy musieliby się podać do dymisji, chyba tylko kot prezesa
uchowałby się przed dymisja
— krzyczał Tusk.
Gwałcenie
standardów europejskich to odbieranie nam naszych praw i wolności.
I dlatego musimy wspólnie zaprotestować, bo nie pozwolimy, by odebrano
nam nasze prawa, nasz głos, naszą decyzję. Jeśli ustalimy taki wspólny
mianownik, to pokonamy ich nie tylko w tej sprawie, nie tylko uratujemy
naszą obecność w Europie, ale na końcu zmienimy tę złą władzę
— podkreślał.
Ten
wspólny mianownik jest prosty: chcemy Polski niepodległej. Chcemy
Polski europejskiej, demokratycznej. Chcemy Polski praworządnej, chcemy
Polski uczciwej. Tych pięć zasad, które dzisiaj są miażdżone przez
tę władzę, pozbawione sumienia i moralności. Te zasady powinny
wystarczyć, aby polska władza i cała Europa zobaczyły, że nas jest
po prostu więcej
W chwili, gdy państwo
polskie, nasze państwo, jest atakowane i ze wschodu (za pomocą
„imigrantów”) i z zachodu (za pomocą brutalnych uzurpacji prawnych)
Donald Tusk postanowił zrobić to, co robi od wielu już lat: dołożyć
do pieca, nakręcić konflikt, osłabić pozycję władz w Warszawie względem
sił zewnętrznych. Ale może i dobrze, że to zrobił; stało się jasne,
że naprawdę nie ma nic do powiedzenia. Frekwencja na Placu Zamkowym nie
powaliła, choć wybrano dobre miejsce - relatywnie niewielkie, zamknięte
budynkami. Tusk, który musiał się mierzyć z głośną kontrdemonstracją,
wypadł znacznie gorzej niż liderzy Zjednoczonej Prawicy, którzy
z bojówkami opozycji muszą się mierzyć od lat. Desperacko krzyczał, ale
brzmiało to żałośnie. Był to krzyk człowieka bezradnego.
Człowieka, który chyba przeczuwa, że Polska już się wymknęła. I jemu,
i jego mocodawcom, którzy - tak się składa - są jednocześnie agresorami,
próbującymi zrobić z Polski swego rodzaju „prawną kolonię”. W sumie:
pusty cios, cios w próżnię. Mięśnie jednak nie tak wielkie, jak
to wynikało z wcześniejszych przechwałek.
„Donald Tusk uznawany jest przez wielu obserwatorów jako łatwy w
hodowli dla Merkel” – tak ustępującego w 2014 roku polskiego premiera
charakteryzował „Der Spiegel”.
Przed siedmioma laty Tusk zrezygnował z urzędu premiera i rozpoczął
karierę w Brukseli. Wówczas był brany pod uwagę jako szef Komisji
Europejskiej, ale ostatecznie przypadła mu mniej prestiżowa rola
przewodniczącego Rady Europejskiej.
Tak o wywodzącym się z Gdańska polityku pisał „Der Spiegel”.
„Tusk ma być jedną z rozważanych kandydatur – jako polski konserwatysta
uznawany jest przez wielu obserwatorów jako łatwy w hodowli dla
Merkel, w odróżnieniu od pewnego siebie Junckera” – charakteryzował
niemiecki dziennik.
Z kolei „Welt” twierdził, że dla Merkel Tusk to idealny kandydat. „Potulny polityk, który można by bez problemów sterować”.
Warto zwrócić uwagę, że oznacza to, iż frekwencja na szeroko
zapowiadanym wiecu wyniosła mniej niż zorganizowany w 2016 roku protest
KOD (według stołecznego ratusza zgromadził 240 tys. osób) czy
manifestacje organizowane w ramach tzw. Strajku Kobiet. Biorąc
pod uwagę powrót Donalda Tuska do krajowej polityki i rangę, jaką
nadawała wydarzeniu opozycja, trudno nie odnieść wrażenia, że niedzielna
pikieta wypadła grubo poniżej oczekiwań.
Frekwencja zawiodła, bo warunkiem było, żeby uczestnicy byli „uczciwi”. A skąd wziąć tylu uczciwych po tamtej stronie?
Co właściwie
powiedział Donald Tusk 10 października 2021 r. na Placu Zamkowym
w Warszawie? Co nam mówi to, że na wiecu występowali Leszek Miller,
Leszek Moczulski, Marta Lempart, Katarzyna Grochola, Maja Ostaszewska,
Zbigniew Hołdys czy Jerzy Owsiak? Co mówi wybrana forma manifestacji
oraz to, co się działo dookoła? Na pierwszy rzut oka widać,
że mankamentem było to, iż Hołdys nie grał i nie śpiewał, Ostaszewska
czegoś nie deklamowała, a Owsiak nie zbierał kasy. Nie było też tańców,
poza tym chocholim.
Mankamentem był brak jednego
z najwierniejszych wyborców PO – Jerzego Urbana. I brak Lecha Wałęsy
(oraz jego oficera prowadzącego Edwarda Graczyka), a także drugiej
żyjącej polskiej noblistki Olgi Tokarczuk. Jeśli Leszek Miller,
to dlaczego nie Stefan Olszowski, Józef Tejchma, Hieronim Kubiak czy
Zofia Grzyb. Albo chociaż Włodzimierz Cimoszewicz – żeby powspominał
wielkiego obrońcę demokracji, swego ojca Mariana, żołnierza Armii
Czerwonej i oficera Informacji Wojskowej. Jeśli Leszek Moczulski,
to dlaczego nie Lech Wałęsa albo chociaż Lesław Maleszka?
Dlaczego
Maja Ostaszewska, a nie Maja Komorowska? Albo, dlaczego Katarzyna
Grochola, a nie Blanka Lipińska? A jeśli Hołdys, to dlaczego nie Jan
Borysewicz? A jeśli Owsiak, to dlaczego sam, a nie z panią Dzidzią?
A jak Lempart, to gdzie Klementyna Suchanow? I dlaczego żadnego
mundurowego, choć mógłby być np. członek WRON-y gen. Józef Użycki albo
inny WRON - gen. Jerzy Jarosz (chyba że jacyś mundurowi byli incognito)?
Albo dlaczego wodzirejem był Bartosz Arłukowicz, a nie specjalista
od tego Jerzy Stuhr albo przynajmniej jego syn Maciej? No i nietakt
w postaci niezaproszenia ogólnorozwojowej Agnieszki Holland, jej córki
Kasi oraz jej żony Olgi. Tak wyrywkowo nie da się obronić Polski przed
wyjściem z Drogi Mlecznej.
Przede wszystkim słabo było
z samym Donaldem Tuskiem, czyli organizatorem tej majówki
w październiku. No bo, jeśli „partia rządząca bez owijania w bawełnę,
bez ukrywania czegokolwiek podjęła decyzję o wyprowadzeniu Polski z Unii
Europejskiej”, to co Polska jeszcze w UE robi? Jeśli decyzją
podjął „pseudo-trybunał”, to dlaczego go jeszcze Ziemia nosi? Jeśli Tusk
zapytał, „co takiego się stało, że dzisiaj wszyscy tutaj się
spotkaliśmy”, to nie powinien sam odpowiadać za zgromadzonych. Jeśli
„pseudo-trybunał” to „grupa przebierańców”, to dlaczego nie zostali
rozebrani? Jeśli ktoś „zgwałcił polską konstytucję” i „zgwałcił traktaty
europejskie”, to czy aborcja, czy jednak nie i w którym wypadku?
Jeśli
manifestujący mają „prawo i obowiązek głośno krzyczeć ‘konstytucja’”,
to przecież jakieś zaprzaństwo, bo to rządzący bronią teraz nie tylko
konstytucji, ale i jej pierwszeństwa w porządku prawnym. Jeśli Tusk
wypowiadał się w imieniu „14 milionów Polaków”, dlaczego na Plac Zamkowy
nie przyszło chociaż 10 proc., czyli 1,4 mln? A nawet nie przyszedł
1 proc. (140 tys.) To skandal.
Donald Tusk stwierdził: „Chcemy
Polski niepodległej. Chcemy Polski europejskiej. Chcemy Polski
demokratycznej. Chcemy Polski praworządnej. I chcemy Polski uczciwej.
Tych pięć zasad, które dzisiaj są miażdżone przez tę władzę, pozbawioną
sumienia i moralności. Tych pięć zasad powinno wystarczyć, aby
ta władza, cała Polska, cała Europa, zobaczyła, że polskich patriotów,
uczciwych, marzących o lepszej Polsce jest po prostu więcej”. No, jak
więcej, jak przyszło 20 tysięcy? Ale to może dlatego, że warunkiem było,
żeby byli „uczciwi”. Faktycznie, skąd wziąć tylu uczciwych po tamtej
stronie. Donald Tusk i Leszek Miller to za mało.
Mizerna frekwencja, zła atmosfera, nieudane przemówienie, agresywny przekaz. Lider PO wydał wojnę, i przegrał - przynajmniej pierwszą bitwę. Dlaczego? Według mnie przyczyny są następujące:
Po pierwsze, Tusk chciał być złośliwy,
i zwołał wiec w tym samym czasie, w którym w warszawskiej katedrze
modlono się i wspominano ofiary katastrofy smoleńskiej. Tylko
ta zbieżność tłumaczy wybór tak późnej pory. Może liczył na jakąś
otwartą konfrontację? Może nie wiedział, że marsze smoleńskie skończyły
się już dawno, po 196 miesiącach? W każdym razie popełnił błąd, i zwołał
ludzi w ciemność.
Po drugie, właśnie ciemność.
Zmrok zapadł szybko, i ciężki jesienny mrok przytłoczył wszystko. Tusk
zorganizował imprezę w stylu prawicy w najcięższych latach opozycyjnych.
Prawicy to jednak nie szkodziło, bo walczyła wówczas o przetrwanie.
Tusk chciał zaś porwać - bądź przestraszyć - zwykłych Polaków. Zamiast
tego wysłał sygnał, że na Placu Zamkowym dzieje się coś bardzo dziwnego.
Po trzecie, wraz z Tuskiem ze sceny przemawiała menażeria III RP
- od Owsiaka po Lempart. To nie pomogło, ale zaszkodziło, przypominając
wszystkich, że to jest to samo, co zawsze. Gdyby Jerzy Owsiak miał moc
obalania rządu, PiS już dawno by nie rządził. Do tego doszła cała
wulgarność tzw. Strajku Kobiet, wydarzenia w pewnej chwili głośnego, ale
dziś już obumarłego. Równie dobrze na Placu Zamkowym mógłby przemawiać
Mateusz Kijowski.
Po czwarte, obok Tuska nie stanęli inni liderzy opozycji.
To ważny sygnał. Z jednej strony Tusk głosi, że wali się świat,
że nadchodzi Polexit, ale inni politycy nie przychodzą, de facto mówiąc:
nie, to jednak ściema, PR-owa zagrywka, kolejna sztuczka. Absencja
Czarzastego, Kosiniaka-Kamysza czy Hołowni - podyktowana logiką gry
o swój kawałek podłogi - podminowała dramatyzm całej sytuacji.
Wyszła groteska.
Po piąte, Tusk wygłosił bardzo słabe przemówienie, a do tego nie potrafił poradzić sobie z kontrmanifestacją
Roberta Bąkiewicza. Trudno pochwalać zagłuszanie przemówień, ale trzeba
przypomnieć, że liderzy Zjednoczonej Prawicy od lat mierzą się
z jeszcze gorszymi zjawiskami w czasie własnych wieców. Oni potrafią
utrzymać nerwy na wodzy, potrafią mówić mimo niesprzyjających
okoliczności. Tusk poległ: był bardzo zdenerwowany, widać było,
że marzy, by już skończyć.
Po szóste, Tusk oparł swój przekaz na polexitowym kłamstwie.
Platforma krzyczy o rzekomo grożącym nam rozstaniu z Unią, dostaje
mnóstwo lajków od swoich sympatyków, ale Polacy wiedzą, że to bajka,
że to po prostu fake news. Nie czują tej intencji po stronie władzy.
A może także zaczynają już rozumieć, że można być w Unii, można chcieć
w niej być, ale nie na kolanach? Że można dbać o polskie interesy,
zamiast myśleć o stanowisku dla siebie?
Po siódme, Tusk potwierdził, że jeśli polityk wyjeżdża na dłużej, to traci kontakt ze społeczeństwem.
Lider PO sprawia wrażenie, że wyszedł z zamrażarki. Teoretycznie wie,
że minęło 7 lat od chwili gdy opuścił urząd premiera, ale tylko
teoretycznie. Realnie odwołuje się do dawnych diagnoz, technik, metod,
sztuczek, haseł. A one już nie działają, ponieważ to jest inna Polska:
bardziej dojrzała, bardziej pewna siebie, o niebo
bardziej pluralistyczna.
Sądzę, że za parę, paręnaście dni klęska Tuska będzie jeszcze bardziej oczywista niż obecnie. Kto wie, czy to nie jest początek końca? Dziś można nawet postawić tezę, że były premier nie utrzyma się na stanowisku lidera opozycji, i że kto inny poprowadzi Platformę do wyborów. Z tej mąki chleba już nie będzie.
Wczoraj na krótkiej
konferencji prasowej w Sopocie, Donald Tusk stwierdził, że wrócił
z Brukseli, gdzie przed posiedzeniem Rady Europejskiej, odbyło się
spotkanie szefów rządów, którzy są zrzeszeni w Europejskiej Partii
Ludowej (Tusk jeszcze do wiosny będzie kierował tą partią).
Powiedział
także, że z tych rozmów wynika, że nikt w UE nie chce pozbawić Polski
środków z Krajowego Planu Odbudowy (KPO), co więcej on „gwarantuje”,
że te pieniądze do naszego kraju trafią.
Po raz kolejny
w ostatnich tygodniach, Tusk próbuje się prezentować jako „mąż
opatrznościowy” naszego kraju, choć wiadomo, że Polsce szkodził, będąc
przewodniczącym Rady Europejskiej, szkodzi i będzie szkodził jako
lider opozycji.
Wymuszenie rezygnacji Kopacz
Przypomnijmy,
że już w pierwszym roku kierowania przez niego Radą Europejską, wymusił
na ówczesnej premier Ewie Kopacz w październiku 2014 roku zgodę
na zaostrzenie unijnej polityki klimatycznej (redukcja CO2 o 40 proc.
do roku 2030 i zmniejszenie ilości darmowych pozwoleń na emisję dla
naszego kraju), a wtedy jeszcze można było te propozycje zawetować.
Z kolei
w 2015 roku wymusił na Ewie Kopacz zmianę stanowiska rządu w sprawie
administracyjnego rozdziału imigrantów, ówczesny rząd najpierw ustalił
z pozostałymi członkami Grupy Wyszehradzkiej, że zgłoszą sprzeciw wobec
tego mechanizmu, a następnie Polska zdradziła te kraje i zagłosowała
za jego utworzeniem, co pozwoliło na jego uruchomienie.
Dopiero
powołanie rządu Prawa i Sprawiedliwości i zawarcie na nowo porozumienia
w tej sprawie z Węgrami, Czechami i Słowacją, przy wsparciu kilku innych
krajów, doprowadziło do zablokowania tego mechanizmu, a następnie
KE się z niego wycofała.
Ale wtedy kiedy mechanizm rozdziału
imigrantów został między innymi przez Polskę zablokowany, Tusk
kilkakrotnie publicznie straszył nasz kraj, że możemy imigrantów nie
przyjmować, ale za każdego nieprzyjętego, zapłacimy 200 tys. euro
(te środki miały być potrącane ze środków przekazywanych naszemu krajowi
z unijnego budżetu).
Z kolei po uchwaleniu budżetu przez
większość parlamentarną na 2016 rok w sali kolumnowej Sejmu RP (sala
plenarna była okupowana przez opozycję) w jednym z wywiadów twierdził,
że budżet jest nielegalny i w związku z tym Komisja może zablokować
środki finansowe dla Polski.
„Pucz sejmowy” w 2016 roku
Ale
Tusk jako przewodniczący RE, nie tylko straszył rząd Prawa
i Sprawiedliwości, ale także w czasie słynnego „puczu sejmowego”
w grudniu 2016 roku przyjechał do Polski jako swoisty namiestnik
brukselski i chciał tutaj tworzyć „rząd tymczasowy”, po obaleniu przez
tzw. ulicę rządu Prawa i Sprawiedliwości, który uzyskał bardzo mocny
demokratyczny mandat zdobywając bezwzględną większość mandatów
w Sejmie i w Senacie.
To wtedy 17 grudnia 2016 roku
na uroczystości zamknięcia Europejskiej Stolicy Kultury we Wrocławiu,
snuł opowieść „o polskich grudniach”, mając nadzieję, że gwałtowne
protesty zorganizowane w Sejmie i na ulicach Warszawy, doprowadzą
do ofiar, a on będzie działał jako obiektywny rozjemca stron,
przysłany z Brukseli.
Na szczęście mimo prowokacyjnych zachowań
opozycji i jej zwolenników, mimo wręcz fizycznych ataków na policjantów,
te zamiary się nie udały i Tusk musiał wrócić do Brukseli z niczym.
Do historii
hańby jego zachowań wobec naszego kraju, przejdzie wystąpienie
w Parlamencie Europejskim w lutym 2017 roku, kiedy jako szef RE poparł
sankcje na Polskę zaproponowane przez KE.
Obecny na sali ówczesny
przewodniczący KE Jean Claude Juncker, nie krył zaskoczenia, kiedy Tusk
nawet niespecjalnie się mitygując, powiedział, że zgadza się
z działaniami KE podjętymi przeciwko Polsce.
To wtedy obecny
na sali ówczesny poseł Platformy Jacek Saryusz-Wolski, jak to komentował
później po wysłuchaniu Tuska popierającego sankcje, stwierdził
„powiedziałem sobie w myślach. co za szmata”.
Tusk wystartował
w wyborach także na II kadencję przewodniczącego RE, choć Polska
wystawiła innego kandydata, właśnie europosła Saryusza-Wolskiego, jak
się okazało później zgłosiła go przewodnicząca obradom Malta, przy
silnym wsparciu Niemiec.
Walnie przyczynił się do opuszczenia
UE przez W. Brytanię, poważnie osłabiając UE pod każdym względem
ludnościowym, gospodarczym, bezpieczeństwa militarnego, przy okazji
osłabił także pozycję naszego kraju w UE, bo to właśnie W. Brytania
wspierana przez Polskę, blokowała powolne przekształcenie UE w „Stany
Zjednoczone Europy”.
Także po dosyć nagłym powrocie do polskiej
polityki latem tego roku, Donald Tusk nie zmienił swojego postępowania,
jego codzienność to mówienie źle o naszym kraju, jego wpisy na portalach
internetowych, są nawet przez przyjaźnie do niego nastawionych
publicystów, określanie jako „trollowanie”.
Kłamstwa o Polexicie
Rozpowszechnianie
przez niego kłamstwa o Polexicie, ma zniechęcić ponad 80 proc.
proeuropejsko nastawionych Polaków do rządu Prawa i Sprawiedliwości
i w konsekwencji do utraty władzy.
Zamienne było wystąpienie
w PE jego partyjnego kolegi Niemca Mafreda Webera, który podziękował
mu za zorganizowanie antyrządowych demonstracji w Warszawie i innych
miastach, po ostatnim rozstrzygnięciu Trybunału Konstytucyjnego
o wyższości Konstytucji RP nad prawem unijnym, który w ten sposób
go zdekonspirował i potwierdził, że były one wywołane
na życzenie Brukseli.
Strojenie się teraz przez Tuska w piórka
obrońcy polskich spraw i gwaranta unijnych środków w sytuacji kiedy jego
partyjni koledzy w PE na jego rozkaz, głosowali za najbardziej
antypolską rezolucją i zablokowaniem środków dla Polski,
to są jednocześnie Himalaje hipokryzji i tania operetka.
Rozpoczęła się
przedsprzedaż książki Donalda Tuska i Anne Applebaum pt. „Wybór”. Lider
PO w osobliwy sposób postanowił zachęcić do kupna publikacji, której
jest współautorem.
„Wybór”
jest kompilacją 12 rozmów, które odbyli były premier i żona Radosława
Sikorskiego. W książce znajdą się dyskusje nt. najważniejszych wyborów,
które będą musiały podjąć Polska, Europa i cały świat.
Applebaum
i Tusk w dwunastu błyskotliwych rozmowach odpowiadają na najgorętsze
pytania dotyczące Polski i Europy: Dlaczego Unia Europejska, chociaż
jest potęgą, częściej bywa chłopcem do bicia? Na czym polega pakt
z diabłem, który podpisali Orban, Kaczyński i inni autorytaryści? Jak
podzieliliśmy się na obce sobie plemiona i czy potrafimy mimo
to wspólnie żyć? Jak sprawić, by w kryzysie migracyjnym przyzwoitość nie
stała się synonimem bezradności a ksenofobia synonimem skuteczności?
Dlaczego Polska może stać się państwem frontowym i jakie mogą być tego
konsekwencje? Czy patriotyzm nieuchronnie zagarnęli dla siebie
nacjonaliści? Dlaczego Rosja chce podzielić Europę? Czy Chiny wygrają
cyfrową walkę o kontrolę nad światem? Jak demokraci mają znów wygrywać
wybory – nie tylko w Ameryce? Jak bardzo boli hejt?
— podano w zapowiedzi „Wyboru”.
W książce
mają się znaleźć różne historie i anegdoty nt. prezydenta USA Joe
Bidena, Viktora Orbana, Borisa Johnsona, Angeli Merkel, Emmanuela
Macrona, Władimira Putina czy Jarosława Kaczyńskiego.
Tusk promuje „Wybór”
Donald Tusk zapewne w celu promocji książki postanowił napisać kilka słów na jej temat.
Bez
autocenzury i bez tajemnic o trudnych wyborach, przed którymi stoimy,
w Polsce i w Europie, w XXI wieku. Niektórzy będą chcieli tę książkę
spalić na stosie. Autorkę i autora też
Wykorzystywanie migrantów przez reżim Alaksandra Łukaszenki jako
taktyki hybrydowej jest niedopuszczalne - przekazała PAP Kwatera Główna
NATO, pytana o ostatnie wydarzenia na granicy polsko-białoruskiej
Robimy to, do czego zostaliśmy powołani, bronimy granic naszej
ojczyzny. Dlatego wszystkim funkcjonariuszom, którzy w takich warunkach
pełnią tę codzienną i niebezpieczną służbę należą się ogromne
podziękowania - podkreślił w wywiadzie dla tygodnika "Sieci" szef Straży
Granicznej gen. dyw. Tomasz Praga
Jeśli miałoby dojść do jakichkolwiek aktów przemocy, to jest
dokładnie ten moment, kiedy władza natychmiast powinna rozmawiać z
opozycją - tak Donald Tusk komentuje sytuację na granicy
polsko-białoruskiej. Lidera PO cytuje Onet.
Wujek dobra rada Tusk nie przyjmuje do wiadomości, że to jest
ostatni moment, żeby się zamknął, jeśli nie chce albo nie jest w stanie
zatrzymać fali agresji wobec polskich służb granicznych, która płynie
ze strony jego zaplecza. I żeby tabuny użytecznych idiotów
przestały realizować scenariusz Putina – Łukaszenki, włączając się
w inscenizacje łzawych obrazków z dziećmi i kobietami.Czy to wszystko, co można zrobić dla zdobycia władzy, to już
są działania opisane w XVII rozdziale kodeksu karnego – przestępstwa
przeciwko Rzeczypospolitej, powinny rozstrzygnąć właściwe organy
państwa. W każdym razie piąta kolumna rośnie w siłę,
szczególnie na zapleczu Donalda Tuska, i dziś już tylko wyjątkowych
naiwniaków może zmylić humanitarna retoryka czy bezobjawowa troska
o bezpieczeństwo granicy, państwa i Polaków. Zbyt to przypomina sierpień
1939 r., żeby to bagatelizować.
Tusk odważył się napisać kilka ogólników, gdy już niemieccy i europejscy politycy wszystko powiedzieli i zadeklarowali.
Czy
może być większy upadek? Były polski premier (przez 7 lat) w sprawie
kluczowej dla bezpieczeństwa Polski, czyli bardzo niebezpiecznego ataku
na polską granicę ze strony Białorusi, zareagował 10 listopada 2021 r.
W przededniu Narodowego Święta Niepodległości musiał coś zrobić, żeby
w ogóle mieć co szukać w polskiej polityce. Tylko że najpierw udał się
do Berlina. Wszystko jedno, czy po to, żeby sprawdzić, czy może coś
zrobić. Wszystko jedno, czy po to, żeby się dowiedzieć, na ile może
sobie pozwolić. Wszystko jedno, czy po to, żeby się upewnić, iż niczym
nie ryzykuje. Po to się do Berlina nie jeździ, bo to hańba dla polskiego
polityka. Nie dlatego, że Berlin, tylko z tego powodu, iż tylko Berlin.
I tylko jako dysponent.
Zanim Tusk udał się do Berlina,
niemieccy i pochodzący z Niemiec politycy powiedzieli już wszystko,
co w sprawie ataku na polską granicę można i trzeba było powiedzieć.
Czyli, że mamy do czynienia z wojną. Że Polska ma pełne prawo bronić
się wszelkimi środkami. Że to jest także obrona Europy. Że Europa
powinna nie tylko być solidarna, ale i wszelkimi środkami Polsce
pomagać. Że mur na granicy jest potrzebny. Że Unia powinna ten mur
współfinansować. Że unijna dyplomacja powinna działać w stolicach
krajów, skąd przybywają imigranci, żeby ten najazd zatrzymać. Że Unia
musi przygotować dotkliwe sankcje, które uświadomią Łukaszence, jakie
są granice jego awanturnictwa. Że NATO czuwa i kontroluje, czy to nie
jest wstęp do innej wojny.
Jestem zakłopotany, który Donald Tusk jest prawdziwy: czy ten z
Twittera, który wzywa do przyjęcia polskiego KPO, czy ten, który jest
szefem PO, sprzeciwiającej się Planowi, czy może ten, który jest
przewodniczącym EPP, żądającej odrzucenia KPO - podkreślił w środę
Mateusz Morawiecki.
Donald Tusk, pytany o kwestię kryzysu na granicy, próbował
przypisywać sobie zasługę umiędzynarodowienia tego tematu. W odpowiedzi
na pytanie dziennikarza o opinie sugerujące, że wypowiada się dopiero
wtedy, gdy kryzys ma się ku końcowi, polityk stwierdził:
Aż tak
złośliwych i bezczelnych komentarzy nie słyszałem powiem szczerze.
Domyślam się ich autorów, bo od początku tego kryzysu, w sposób
dyskretny, czasami też publicznie, staram się raczej wesprzeć,
a na pewno nie przeszkadzać polskiemu rządowi, nawet jeśli jestem dość
krytyczny wobec ich działań lub nawet braku działań.
Przy odrobinie dobrej woli, nawet będąc w opozycji, można starać się pomóc w rozwiązaniu problemu
— dodał
Prowadzący pytał lidera PO, co konkretnie zrobił, aby pomóc polskim władzom w ochronie granic.
Co było
dla mnie ważne, to uświadomienie koleżankom i kolegom, którzy mają dziś
w Europie jakieś role, jakąś moc sprawczą, kanclerzom, premierom,
prezydentom, ludziom z instytucji unijnych. W moim liście otwartym
zawarłem informację, że niezależnie od tego, jak bywają krytyczni wobec
tego, co dzieje się w Polsce z wymiarem sprawiedliwości czy dyskusji
o funduszach europejskich, to kryzys na granicy traktować jako wspólną,
europejską i natowską kwestię
— powiedział były premier.
Ok,
można nie zgadzać się w wielu sprawach, i ja w większości spraw
z „pisoskim” rządem się nie zgadzam i mam jak sądzę, mocne argumenty,
żeby się nie zgadzać. Sprawa bezpieczeństwa w Polsce, Europie,
stabilności granicy, jest absolutnie sprawą ważną dla każdego
— dodał.
Z kim rozmawiał Tusk?
Patrycjusz
Wyżga z WP próbował dowiedzieć się od byłego szefa Rady Europejskiej,
które kontakty uruchomił. Tusk, zamiast wymienić choćby jedno nazwisko,
udając skromnego, jednocześnie uderzał w polski rząd i przypisywał sobie
umiędzynarodowienie sprawy. Władzom zarzucał natomiast… pasywność
Ja naprawdę
za długo już byłem poza polityką, żeby chcieć udawać, że mogę więcej
niż mogę naprawdę. Ale ja bym tego listu otwartego oraz tych rozmów,
które odbyłem, o tyle nie lekceważył. Bo jeżeli jeden z liderów partii
opozycyjnych w Polsce apeluje i namawia do wsparcia i współpracy Polski
w sytuacji na granicy, tego jest z punktu widzenia naszych zachodnich
partnerów ważny głos. W sytuacji granicy nie ma co dzielić włosa
na czworo. Krytycyzm uzasadniony i trzeba wspólnie działać na rzecz
obrony granicy
— podkreślał.
Bolała
mnie bardzo niepokojąca pasywność polskiego rządu. Nie mamy ministra
spraw zagranicznych, mimo iż ktoś formalnie pełni tę funkcję, ale
jeszcze ta pasywność, a czasami takie deklaracje PiS-u: nie będziemy
z nikim współpracować, nie chcemy Frontexu, niech się nie wtrącają. Brak
chęci, żeby rozmawiać serio z NATO
— mówił Tusk.
Ta pasywność
i samotność polskiego rządu skłoniła mnie do tego, żeby powiedzieć
wszystkim partnerom: słuchajcie, nie ma się co gniewać, obrażać.
Spróbujcie pomóc Polsce tak, jak to możliwe
— wskazał rozmówca Wp.pl.
Ostatecznie przyznał, że „szczęśliwym zbiegiem okoliczności” miał okazję rozmawiać z ustępującą kanclerz Niemiec Angelą Merkel.
W cyklu
spotkań pożegnalnych [Angela Merkel] zaprosiła mnie na dłuższą kolację.
Tematem była pandemia i sytuacji na granicy, granicy polskiej, UE, ale
także rosyjsko-ukraińskiej. To moje przesłanie było absolutnie
jednoznaczne. Trzeba zmobilizować cały zachód, aby traktować problem
na granicy jako europejski, nie ustępować w tej woli współpracy, gdy
rząd PiS-u mówi: nie chcemy z nikim współpracować
Oceniając ostatnie inicjatywy kanclerz Merkel, czyli jej rozmowy
z Putinem i Łukaszenką na temat sytuacji na granicy polsko-białoruskiej,
Saryusz-Wolski stwierdził:
Podaje linę ratunkową
Putinowi. Z perspektywy jej odejścia widać teraz, że cała jej polityka
była bardzo prorosyjska. Naraziła Europę na dwa szantaże i pistolety
przyłożone do głowy, migracyjny najpierw, klimatyczny potem, a teraz
dokłada do tego jeszcze pogwałcenie integralności granic krajów
ościennych czy granicznych i również granic Unii Europejskiej. (…)
To jest geostrategia bardzo niebezpieczna. Z jednej strony Rosja
panująca nad Euroazją, z drugiej Niemcy panujące nad Unia Europejską,
co jest dla Polski strefą zgniotu. Sprawa jest dla nas egzystencjalna.
Tusk udzielając wywiadu Wirtualnej Polsce stwierdził, że „dziś z rządami PiS kojarzy się śmierć, ta na granicy i ta w szpitalach przez pandemię”. Były premier wpisał się tym samym w propagandę Mińska i Moskwy, która to oskarża Polskę o najgorsze rzeczy.
Na słowa Tuska, które zostały uwiecznione na specjalnym szablonie przygotowanym przez Platformę, zareagował Maciej Wąsik.
Tusk stworzył nowy model opozycji. To opozycja hybrydowa. Można pisać cyrylicą #HybrydowaOpozycja
Przesłuchałem wywiad szefa PO dla
WP w całości, niektóre fragmenty nawet po kilka razy. Bo chciałem
znaleźć w słowach Donalda Tuska coś, cokolwiek, co mogłoby mnie
przekonać, że jego powrót miał sens i jest to poważny kandydat na szefa
polskiego rządu. Przyznam, że to była trudna przeprawa.
Przewodniczący
Platformy Obywatelskiej tuż po swoim powrocie zapewnił, że teraz to już
będzie rozmawiał z każdym i od żadnych pytań uchylał się nie będzie.
Skłamał. Udziela tylko wywiadów zaprzyjaźnionym mediom. Po dzisiejszym
jego spotkaniu w studiu WP można to zrozumieć. W zderzeniu
z normalnymi, ani nie napastliwymi, ani niezbyt przyjaznymi pytaniami,
poległ na całej linii. Nie odpowiedział wprost na żadne z nich.
Od początku tego kryzysu w sposób dyskretny staram się wesprzeć, a na pewno nie przeszkadzać polskiemu rządowi nawet jeśli jestem krytyczny wobec niektórych jego działań albo braku działań
—
rozpoczął Donald Tusk. Choć chwilę później w zasadzie przyznał, że „gdy
jest się w opozycji, nie ma się narzędzi wykonawczych” to wpływanie
na rzeczywistość jest trudne. To akurat oczywiste.
Niestety, potem były już konkretne pytania:
WP:
Co konkretnie pan, były polski premier, znany przecież doskonale
w Europie, konkretnie zrobił by pomóc polskim władzom obronić granicę?
A odpowiedź na nie… No, cóż… Zacytuję w całości:
To,
co było dla mnie bardzo ważne, to uświadomienie wszystkim koleżankom
i kolegom, którzy dzisiaj w Europie mają jakieś role i mają jakąś
możliwość sprawczą, mówię o kanclerzach, premierach, prezydentach, z
którymi mam kontakt także z racji ciągle pełnionej funkcji szefa
Europejskiej Partii Ludowej, czy też z ludźmi z instytucji europejskich,
uświadomić że, i to też zawarłem w tym moim liście otwartym,
niezależnie od tego jak bywają krytyczni, i ja rozumiem ten krytycyzm
wobec tego, co się dzieje w Polsce np. z wymiarem sprawiedliwości,
niezależnie od tej dyskusji na temat funduszy europejskich dla Polski,
to żeby kwestię granicy traktować jako wspólną, europejską i natowską
kwestię. Okej, można nie zgadzać się w wielu sprawach i ja w większości
spraw z pisowskim rządem się nie zgadzam. Mam, jak sadzę mocne
argumenty, żeby się nie zgadzać, ale sprawa bezpieczeństwa Polski i Europy i stabilności granicy jest absolutnie… no, musi być sprawą ważną dla każdego.
Odkrywcze, prawda?
Mało? Proszę bardzo?
WP: Z kim pan konkretnie rozmawiał?
I tutaj
zaczęło się brnięcie w gęste szuwary. Od słów „jestem za długo
w polityce, by udawać, że mogę więcej, niż mogę”, aż do pozycji „lidera
opozycji” (sam się tak nazwał), który rozmawiając z… osobami (nie wiem
kim) „namawia, by wspierać Polskę”, bo „dla nich ważne jest,
że w sprawie granicy nie ma co dzielić włosa na czworo”.
Jak
na razie to „namawianie” do „wspierania” wyglądało tak, że partia Tuska
konsekwentnie głosuje przeciwko wprowadzeniu stanu wyjątkowego, a potem
przeciwko budowie stałej bariery. O wybrykach posłów PO na granicy nawet
szkoda wspominać.
W temacie
granicy w zasadzie konkretów nie było żadnych, było zaś trochę
autolansu byłego polskiego premiera, który wciąż nie przyswoił
rzeczywistości Polski bez niego. Epatuje więc historiami formatu
światowego, dowiedzieliśmy się np. że Angela Merkel zaprosiła
go ostatnio na kolację. Było też przypomnienie, że za jego rządów
„Łukaszenka „podlizywał się wręcz Warszawie” i „do głowy by mu nie
przyszło, by szukać konfliktu z Polską”. Jak nadęte trzeba mieć ego, by wierzyć, że ten czar wciąż na Polaków może działać?
Drugim, po granicy, najważniejszym tematem obecnie jest oczywiście rozpędzająca się kolejna fala pandemii.
Pytanie
„co jako premier starałby się obecnie wyegzekwować od ministra zdrowia”
zbył jakimś równoważnikiem zdania o „próbie przerzucenia
odpowiedzialności za pandemię na opozycję”.
Dalej. Czy jest pan za wprowadzeniem obowiązkowych szczepień? Odpowiedź: „Nie ma takiej możliwości w tej chwili”. Znowu unik.
I na finał tego wątku: Czy
jest pan za wprowadzeniem, na wzór Austrii, lockdownu dla
niezaszczepionych? Odpowiedź: „Chętnie przekażę te pytania do rządu…”.
Po tym fragmencie znam już odpowiedzi na pytania, które sobie stawiałem. Kurtyna!
Przemówienie Donalda Tuska,
wygłoszone podczas urodzin Komitetu Obrony Demokracji, którego
fragmenty Platforma Obywatelska opublikowała zresztą na Twitterze
wywołało salwę szyderstw ze strony internautów.
Kto by pamiętał,
że za rządów Tuska i po katastrofie smoleńskiej był on przez rosyjskie
media nazywany „naszym człowiekiem w Warszawie”.
Donald
Tusk jako znawca Putina i człowiek, którego rosyjski satrapa nigdy nie
wykorzystał i nie zrobił w bambuko? Takie bajki można przeczytać
w książce „Wybór” autorstwa Donalda Tuska i Anne Applebaum. Fragmenty
tego wiekopomnego dzieła 4 grudnia 2021 r. opublikowała „Gazeta
Wyborcza”. Z wypowiedzi byłego premiera wynika, że jego głównym celem
jest wyparcie. Psychologiczny mechanizm niedopuszczania do świadomości
tego, w czym Tusk poległ z kretesem w konfrontacji z Putinem. A jeśli
jest wyparcie, to także przeniesienie, a właściwie fantazja
przeniesieniowa, czyli przerzucenie własnych wstydliwych doświadczeń
na politycznego przeciwnika.
Jak Tusk widzi Władimira Putina?
W czasie
spotkań, nawet tych w cztery oczy, Putin sprawia wrażenie trochę
stremowanego i nastroszonego. Tak jakby ciążyła mu świadomość,
że ma reputację prostego siłowika z KGB-owską przeszłością. Ale jeśli
nawet, to nie widać po nim kompleksów, a przynajmniej dobrze przykrywa
je wystudiowaną arogancją. (…) Jeszcze kilka lat temu na każdym
spotkaniu tête-à-tête z kamerami siadał w bardzo charakterystyczny
sposób. Powiedziałbym, że on siada ze swoistą przesadą
— mówi Tusk. Ten obiektywistyczny ton jest przygotowaniem do wyparcia.
Tusk
uważa zapewne, że jest sprytny nie wspominając o zachowaniu Putina
podczas jego własnej wizyty w lutym 2008 r. w Moskwie oraz tuż
po katastrofie smoleńskiej. Opowiada więc o spotkaniu w Davos:
„Spotkałem kiedyś Putina i byłem w lekkim szoku, kiedy usiedliśmy
na jakichś krzesłach. To znaczy ja usiadłem, a on się niemal położył.
Jednocześnie jego twarz i jego ręce mówiły: czuję się źle, niepewnie.
Takim go zawsze widziałem: w środku spiętego, na zewnątrz nienaturalnie
wyluzowanego, pozującego na kogoś zupełnie innego, niż jest”.
Wyparcie
i fantazja przeniesieniowa są Tuskowi potrzebne, żeby ukryć własne
klęski. Skądinąd w lutym 2008 r. w Moskwie Putin rozwalił się w fotelu
niczym wielkorządca przed jakimś rabem. A Donald Tusk siedział wychylony
do przodu, na krawędzi fotela, wystraszony i wyjątkowo defensywny.
Putin natychmiast wyczuł jego słabość, dlatego bez mrugnięcia okiem
zaproponował udział w rozbiorze Ukrainy, co było wyjątkowo skandaliczne.
Na taki tupet Putin nie zdobywał się przed przywódcami, którzy
w rozmowie z nim nie byli kłębkiem nerwów i strachu. Sam Tusk zresztą
milczał po tej bezczelnej propozycji, choć powinien ją natychmiast
nagłośnić. Zrobił to ówczesny szef MSZ, Radosław Sikorski, pytany
o to przez „Politico”.
Jak już Putin dowiedział się, jak
wielkim gierojem jest Tusk, mógł to wykorzystać w 2010 r.,
po katastrofie smoleńskiej. Wszyscy pamiętają te zaciśnięte piąstki
ówczesnego polskiego premiera i jego wzrok. Putin wiedział,
że ma przed sobą człowieka słabego, którego może wykorzystać, jak chce.
Tym bardziej że 10 kwietnia 2010 r. Donald Tusk przyleciał do Smoleńska
fatalnie przygotowany. Nieobeznany z procedurami i rozwiązaniami
prawnymi, jakie powinno się stosować w wypadku takiej katastrofy. Bez
choćby cienia analizy spodziewanej strategii Rosjan oraz tego, jak nie
dać się im wyrolować.
Przygotowany był Władimir Putin: już
w pierwszej godzinie po katastrofie miał gotowe rozwiązania, które
uwzględniały interes Rosji i były dla Moskwy najmniej dolegliwe w bardzo
kłopotliwej dla władz tego państwa sytuacji. I te rozwiązania narzucono
premierowi Tuskowi w dziecinnie prosty sposób. A on nawet nie pisnął.
A wręcz uznał, że to dobre rozwiązania. Przyszło to Putinowi tym
łatwiej, że dysponował precyzyjną charakterystyką (także analizą
charakterologiczną) samego Donalda Tuska. Między innymi na podstawie
tego, jak się Tusk zachowywał w lutym 2008 r. podczas wizyty w Moskwie.
Donald Tusk rozmawiając z Anne Applebaum wyjawia, że wiedzę o Rosji i Putinie czerpie m.in. z serialu „Homeland”:
„W siódmym sezonie pojawia się wątek interwencji Moskwy w amerykańską
politykę. Jeden z moich ulubionych bohaterów, Saul Berenson, szef CIA,
mówi tam o Rosjanach, że są absolutnymi mistrzami w wykorzystywaniu
autentycznych faktów, emocji i problemów. Za pomocą kłamstwa lub
prowokacji zmieniają ich polityczną rangę. Z naboju robią bombę”.
Oglądając
serial „Homeland” Tusk lepiej zrozumiał aferę z ujawnieniem
„korespondencji sztabu Hillary Clinton czy ‘naszą” aferę podsłuchową”,
a także „bunt Katalonii czy protesty ‘żółtych kamizelek’”. I zrozumiał
„wsparcie dla antyszczepionkowców w Polsce i w całej Europie”. Szkoda,
że gdy był premierem, nie zrozumiał, choć sam się na to zgodził, jak
generał Janusz Nosek, ówczesny szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego, daje
się robić w bambuko podpisując tajną umowę o współpracy z Federalną
Służbą Bezpieczeństwa Rosji (w maju 2013 r.). Albo jak Radosław Sikorski
zaprosił we wrześniu 2010 r. szefa MSZ Rosji, Siergieja Ławrowa,
by dokształcał polskich ambasadorów.
Tusk mówi
Applebaum, że „niemiecka gospodarka jest wręcz uzależniona od rynku
rosyjskiego – zaś ludzie niemieckiej gospodarki mają realny wpływ
na CDU. Nawet Merkel, polityczka głęboko moralna, rozumiejąca region
i jego historię, skapitulowała w sprawie gazu z Rosji i Nord Streamu”.
Tusk wie, tylko nie mógł nic zrobić, żeby przynajmniej zablokować Nord
Stream. W końcu był tylko premierem Polski, a potem przewodniczącym Rady Europejskiej. A co taki przewodniczący może. Nic.
Tusk
może za to wymyślać farmazony, że „błogosławieństwo polityczne
Kaczyńskiego” dostał „pomysł, żeby Orbán razem z Solorzem i Rosjanami
zbudowali w obwodzie kaliningradzkim elektrownię jądrową pod kontrakt
z Polską”, żeby „bezpośrednio uzależnić nas od dostaw energii
elektrycznej z Rosji”. Nieważne, że żadnego takiego błogosławieństwa nie
było, za to Tusk bezpośrednio uzależnił nas od dostaw gazu z Rosji.
Anne
Applebaum dodała od siebie, że „może Kaczyński to rozumie, może nie,
ale jego wyborcy naprawdę nie pojmują, że to, co on robi, jest
absolutnie w interesie Rosji. Że głosując na niego, pomagają mu zbudować
prorosyjską koalicję, która zniszczy Zachód”. Tak pomagają, że aż Putin
musi używać Łukaszenki, żeby atakując polską granicą wschodnią
podziękować PiS za tę pomoc. A przy okazji zapewne za pełne
uniezależnienie Polski od rosyjskiego gazu.
Kto by tam pamiętał,
że za rządów Tuska i po katastrofie smoleńskiej był on przez rosyjskie
media nazywany „naszym człowiekiem w Warszawie”. To zapewne dla zmyły,
żeby tego wielkiego przeciwnika Rosji skompromitować. A obecnie
Łukaszenka chwali Tuska jako polityka, z którym można się porozumieć,
w przeciwieństwie do Andrzeja Dudy i Jarosław Kaczyńskiego, którzy
zagrażają miłującym pokój Putinowi oraz jego pomocnikowi. Też dla zmyły. Są granice idiotyzmu i kompromitacji. Ale nie dla Donalda Tuska.
Była
prezydent Warszawy przekazała Tuskowi gratulacje na Twitterze w związku
ze zwycięstwem w jednej z kategorii plebiscytu organizowanego
przez Politico.
Tusk zwycięzcą w jednej z kategorii POLITICO28 na najbardziej wpływowe osoby w Europie.Gratulacje!
— napisała Gronkiewicz-Waltz.
Okazuje się, że lider PO zwyciężył w kategorii The Disrupters i został… zakłócaczem nr 1.
Patrząc
na kategorię, w której wygrał Donald Tusk, była prezydent Warszawy nie
ma się z czego cieszyć. Jak widać, nawet na Zachodzie dostrzegają
awanturniczą postawę byłego premiera.
Do słów Tuska odnieśli się komentatorzy w mediach społecznościowych.
Prezydent
@AndrzejDuda bardzo skrzywdził „człowieka prostego” @donaldtusk.
Bo dwukrotnie wygrał wybory. Dzisiaj ten „człowiek prosty” wrzuca
groźby, cytując słowa o „sznurze i gałęzi pod ciężarem zgiętej” -
bo chce od prezydenta veta. Konsekwentny brak logiki.
Tusk
dziś: „Zmieciemy PiS, nie będzie po nich śladu”. „Lepszy dla ciebie
byłby świt zimowy i sznur i gałąź pod ciężarem zgięta”.
My pamiętamy. #Cyba
Donald
Tusk mówi o PiS. „Zmieciemy ich. Nie będzie po nich śladu”. Wcześniej
wydawało mi się, że to Giertych dyrygował Sokiem z Buraka, a Tusk tylko
przyglądał się z życzliwością. Zaczynam zmieniać zdanie. Oszalały
z nienawiści brukselski hejter.
Tusk
mówi do prezydenta, słowami Miłosza: „Lepszy dla ciebie byłby świt
zimowy / I sznur i gałąź pod ciężarem zgięta”. To jest ta Europa
po federalizacji? A może proszenie się o nowego Cybę? Tak czy siak -
ktoś tu oszalał.
Myślę,
że właśnie Tusk swoim wystąpieniem, w którym zaatakował PAD „Lepszy dla
ciebie byłby świt zimowy i sznur i gałąź pod ciężarem zgięta”,
pogrzebał to co TVN od dwóch dni próbował „naprawić”.
D.
Tusk krzyczy, że po obecnym polskim rządzie „nie zostanie nawet ślad”
i kończy cytatem: „Lepszy dla ciebie byłby świt zimowy - i sznur i gałąź
pod ciężarem zgięta.” Zemsta i nienawiść. Czyste zło. Brak pozytywnego
programu. Oto oferta PO dla Polaków. Dziękujemy za szczerość!
Życzyć
przeciwnikowi śmierci samobójczej. Publicznie. Donald Tusk do wielu
rzeczy już nas przyzwyczaił, ale to.. I niech nikt mnie nie próbuje
przekonać, że Miłosz tak naprawdę pisał nie o tym..
Donald Tusk nie pierwszy
raz przywołuje wiersz noblisty Czesława Miłosza „Który skrzywdziłeś”
(z 1950 r., a opublikowany już na emigracji – w 1953 r.). Są tam m.in.
słowa wygłoszone przez przewodniczącego PO 19 grudnia 2021 r. podczas
wiecu na rzecz uciśnionej telewizji TVN: „Lepszy dla ciebie byłby świt
zimowy. I sznur, i gałąź pod ciężarem zgięta”. Tusk zaznaczył,
że adresuje je do prezydenta Andrzeja Dudy.
Występowanie
w roli lobbysty i rzecznika TVN (a nie obrońcy wolności słowa) nie
dziwi, skoro skrót TVN lud od dawna tłumaczy jako Tusk Vision Network.
A lud nie jest głupi.
Tusk lubi się powoływać na ten jeden wiersz Miłosza, bo uważa, że w ten sposób odwraca uwagę od siebie.
Skoro go użył, nie można tego odnieść do niego samego. I podobnie
myślałby zapewne, gdyby na przykład użył fragmentu słynnego „Bluzgu”,
wygłaszanego (ale nie napisanego) przez Emiliana Kamińskiego: „Gnido
zarzygana, jadowita mendo, Ty kukło gówniana, kacapski przybłędo.
Tchórzu zafajdany, ropiejący strupie. Padalcu rozdeptany,
ty wrzodzie na dupie”.
W „Bluzgu” chodziło o Wojciecha
Jaruzelskiego, a Miłoszowi też przecież nie o współczesnych polskich
polityków, skoro pisał to w najbardziej mrocznym czasie stalinowskiego
raju. Jak już wojujemy poezją, to trzeba być przygotowanym na rykoszet
albo kontruderzenie. Na zasadzie: kto wierszem wojuje, od wiersza ginie.
Tusk uważa, że on tylko wojuje i zwycięża, w dodatku w słusznej
sprawie. Takie proste to nie jest, tym bardziej że wojuje człowiek
dość zbrukany.
Tusk wojuje nie tylko tym, co można byłoby
do niego przylepić ze słowa wiązanego, np. fragment z Tuwima
(w oryginale „na pewnego endeka, co na mnie szczeka”) zaczynający się
tak: „Próżnoś repliki się spodziewał. Nie dam ci prztyczka ani klapsa…”.
Dalej jest pies, ale w specyficznej funkcji (pomińmy to milczeniem).
Tuwim tylko uzasadnia, że gdy ktoś szczeka, to można go odpowiednio
potraktować. A co, gdy nie tylko szczeka, ale i gryzie? Bo były
przewodniczący Rady Europejskiej wrócił do polskiej polityki, żeby nie
tylko „szczekać” (Tuwim), ale przede wszystkim gryźć.
Oczywiście
nie można tylko gryźć, wcześniej nie obszczekawszy, żeby było wiadomo,
że poszło ostrzeżenie. Celem jest gryzienie, ale na razie możliwe jest
tylko szczekanie (Tuwim). I nawet ono nie jest specjalnie malownicze czy
brzmieniowo interesujące. Ale zastępuje gryzienie, bo ścisk
szczęki już nie ten, a poza tym nie można gryźć na oślep, nawet gdyby
się dało. Szczekać (Tuwim) na oślep można do woli. Samo szczekanie nie
jest jednak ważnym atrybutem, jeśli nie idzie za nim gryzienie.
Po zachowaniu
Donalda Tuska można kombinować, że mocodawcy dali mu instrukcję, jak
gryźć. Tylko gryzienie wywołuje bowiem poważne skutki, z którymi trzeba
się liczyć, choćby przyjmując stosowne zastrzyki. Tusk ma wszystko
w Polsce rozwalać, a potem się zobaczy, czy coś da się zbudować.
Rozwalanie nie wymaga specjalnego pomyślunku, więc instrukcje mogą być
proste i zrozumiałe dla instruowanego. Nie jesteśmy jednak na wiecu
inteligentów spod znaku strajku kobiet, więc nie wypada mówić, że chodzi
o zwykłe na…ie. Ale rola Tuska do tego się właśnie sprowadza.
Z punktu
widzenia tego, co powyżej, zabawnie wyglądają działania osłonowe. No,
bo czy taki intelektualista jak Tusk (nawet w duecie z Anne Applebaum)
może się nadawać tylko do na…ia? Stąd najpierw była książka „Szczerze”,
czyli wszystko to, co można objaśnić tak nieszczerze, jak tylko się da.
A teraz mamy na półkach książkę „Wybór” (tę napisaną w ducie), która
udowadnia, że nie ma, a wręcz nie powinno być żadnego wyboru, skoro
komunizm to najwyższe stadium rozwoju ludzkości. Pardon le mot: komunizm
występuje tu jako liberalna demokracja.
Po doświadczeniach
z przewodniczeniem Radzie Europejskiej mocodawcy uznali, że ktoś, kto
kompletnie nie nadaje się do budowania czegokolwiek, nadaje się
do rozwalania wszystkiego. Sprawdził się w rozwalaniu
porozumienia z Brytyjczykami po ogłoszeniu brexitu, więc może sporo
rozwalić w Polsce, żeby ta była znowu grzeczna, usłużna i dała się d…
(to jednak nie wiec strajku kobiet). Jak się dawała, Donald Tusk był
nagradzany. Niczym koń, który dobrze przebiegł po torze lub przez
przeszkody. Nie jak Incitatus, ale jednak.
PO i Tusk nie mogą
mieć pozytywnego programu, bo oni są od rozwalania. A to pewna forma
gryzienia. Użyteczna, bo gryząc, można wpuszczać jakieś toksyny. A wtedy
nie trzeba się zastanawiać, czy byłemu premierowi i szefowi Rady
Europejskiej uchodzi mówić do prezydenta (choć to tylko cytat
z Miłosza): „Lepszy dla ciebie byłby świt zimowy. I sznur, i gałąź pod
ciężarem zgięta”. Oczywiście, że nie uchodzi, a wręcz jest to żałosne
i podłe. Ale temu, kto ma tylko gryźć, i to po to, żeby zrobić krzywdę,
wszystko uchodzi, bo liczy się tylko skuteczność. Nawet gdy długo
słychać tylko szczekanie (Tuwim). Przybył człowiek demolka, to demoluje.
A, że przy okazji własną reputację, to już ma najmniejsze znaczenie.
Ze zdumieniem odnotowuję, że nie
toczy się żadna znacząca debata po wydaniu książki Donalda Tuska i Anne
Applebaum „Wybór”. Czyżby coś poszło nie tak?
Zacznijmy
od podstaw, ja tę książkę przeczytałem. Swoje wrażenia opisuję
w najnowszym tygodniku „Sieci”. Jest tam nieco więcej fragmentów,
na które zwróciłem uwagę.
Plan
był taki, że Donald Tusk w książce „Wybór” w końcu zmierzy się
z bagażem przeszłości, który w zasadzie wyeliminował go ze startu
w wyścigu do prezydenckiego fotela. Nie jest to jednak uczciwa rozmowa
o stawianych mu zarzutach, raczej próba napisania na nowo historii,
w których odegrał negatywną rolę
— piszę we wstępie do artykułu, który serdecznie polecam.
Rzeczywiście,
to tylko pozór otwartości, szczerości (sic!) i gotowości, by stanąć
naprzeciwko całej przeszłości, która Tuska bardzo goni. To zapis
12 rozmów byłego premiera z dziennikarką Anne Applebaum, są w nich
fragmenty, które musiałem przeczytać po dwa razy. Tak szokujące jest
tuskowe „bajeranctwo” i odwracanie wektorów. Skoro nadarzyła się okazja,
były polski premier opowiada zupełnie na nowo o sprawach, w których
się skompromitował.
Pytanie, dla kogo jest ta książka? W mediach
społecznościowych pojawiły się tylko fragmenty, tuż przed premierą,
które wybrali autorzy. To oni zadecydowali, że mamy rozmawiać o Putinie
i o tym, że Tusk w zasadzie nigdy go nie cenił. Wygodne, prawda?
Zaskoczony
jestem tym, że chyba jednak niewiele osób sięgnęło po całość lektury,
bo szeroko poniósłby się szum, że to najmniej interesujący fragment. Dlatego
zachęcam, czytajcie Tuska w całości i ze zrozumieniem. Przekonacie się,
jaki to cynik i - że użyję modnego ostatnio słowa - „bajerant”.
Tak, uważam, że porównanie byłego polskiego premiera do trenera Paulo
Sousy, który zwiał z Polski mimo, że jeszcze niedawno zapewniał
o lojalności, jest jak najbardziej na miejscu.
Tusk
korzystając z tego, że rzeczywistość zasuwa bardzo szybko,
a o przedwczorajszych sprawach mówimy, że to wydarzyło się dawno temu,
wciska czytelnikowi sugestie obrzydliwe. Do całości mojego podsumowania
odsyłam jeszcze raz do tygodnika „Sieci”, tutaj poruszę tylko jeden
wątek - katastrofy smoleńskiej. A dokładniej pierwszych godzin po niej.
Z nowej
wersji historii zapisanej w książce dowiadujemy się więc o jakichś
konsultacjach z prawnikami, choć jest jasne, że takich nie było,
że w pierwszym sztabie uczestniczyli tylko najbliżsi współpracownicy
i PR-owcy. Właśnie brak prawników spowodował, że de facto oddaliśmy
dochodzenie Rosjanom na mocy konwencji chicagowskiej. A jednak Tusk
brnie w skrajnie inną opowieść: „To kolejne kłamstwo smoleńskie! Każdy,
kto sugeruje, że istniała szansa, by negocjować tę kwestię, działać
na podstawie jakichś innych umów, po prostu nie wie, oczym mówi! Każda
próba innego rozwiązania oznaczałaby najzwyczajniej w świecie oddanie
Rosji pełnej inicjatywy w śledztwie”.
Szokujące są też dalsze
słowa Tuska: „(…) istotna była już czysto polityczna kalkulacja
Jarosława Kaczyńskiego i jego otoczenia. (…) Nie wykluczam, że motywem
tych działań była po prostu samoobrona i mniej lub bardziej uzasadnione
poczucie współodpowiedzialności za tę tragedię. (…) ewidentny
był lęk Jarosława Kaczyńskiego, że powstanie dosyć zresztą oczywista
interpretacja, w której to on ponosi odpowiedzialność za katastrofę”.
Powtórzę.
To cynik i bajerant. Oby dotarło to do nas wcześniej, a nie po czasie,
gdy już będziemy gryźli się ze świadomością, że bezczelnie nas wykiwał.
Wygląda na to, że nawet zbliżający
się wielkimi krokami Nowy Rok jest dla Donalda Tuska okazją
do podsycania atmosfery niepokoju i bezpośrednich lub
zawoalowanych ataków.
Tym razem lider PO postawił na poezję.
A ja wierzę:
w Polskę, w Was, w lepsze dni. Pamiętajcie te słowa Szymborskiej: Czemu
ty się, zła godzino, z niepotrzebnym mieszasz lękiem? Jesteś - a więc
musisz minąć. Miniesz - a więc to jest piękne
— napisał na Twitterze były premier.
Poezja
poezją, ale i w tym krótkim wpisie nie sposób nie zauważyć negatywnych
emocji, jakie bardzo często serwuje użytkownikom Twittera Donald Tusk.
Czy naprawdę nie da się inaczej, nawet w takim dniu?
Donald Tusk podczas swojego wystąpienia na Placu Wolności
w Poznaniu zaprezentował swój stały repertuar - słowne ataki na PiS
i absurdalne oskarżenia pod adresem obozu rządzącego. Uwagę przykuło też
szokujące hasło prezentowane podczas wiecu za plecami lidera PO -
„Boże, zabrałeś nie tego Kaczyńskiego”.
Przewodniczący Platformy Obywatelskiej serwował typowe dla niego insynuacje uderzające w oponentów politycznych.
"W październiku rozstrzygnie się przyszłość Polski w
Unii Europejskiej; przez brak mobilizacji, wiary, lenistwo możemy
stracić to, co jest największym skarbem: niepodległość bezpiecznej
ojczyzny" - powiedział szef PO Donald Tusk w Koszalinie. Ocenił, że
najbliższe wybory to "bój o wszystko".
Lider Platformy podczas spotkania z mieszkańcami Koszalina przekonywał, że "PiS mówi o tym półgębkiem, Konfederacja mówi o tym otwartym tekstem - ich celem jest wyprowadzenie Polski z UE". - To jest postulat prosty, oni są do niego przekonani i on nie wymaga żadnych nadzwyczajnych operacji - stwierdził.
Pamiętajcie o tym, że te wybory
to śmiertelnie poważna sprawa. Nie dajcie sobie robić wody z mózgu.
Słuchajcie uważnie, bo macie tysiąc możliwości, aby dotrzeć do prawdy na
temat rządzącego PiS i udającej opozycję przybudówki PiS - powiedział Tusk.
"Jest taka partia…"
Jest bowiem - jak mówił - "taka partia, która udaje opozycję,
o której już właściwie wiadomo, bo to wyszło na jaw w tych słynnym
mailach Dworczyka i nie tylko, że tak naprawdę PiS przygotował sobie
pewną przybudówkę, która trochę udaje opozycję, ale tak naprawdę bywa
arcy-PiS w wielu sprawach". Przewodniczący PO tłumaczył, że chodzi o partię, która głosowała "przeciwko przepisom, które mają chronić polskie dzieci przed przemocą, która czasem kończy się śmiercią".
Nawiązał w ten sposób do uchwalonej w czwartek przez Sejm nowelizacji Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego,
mającej wzmocnić ochronę dzieci przed przemocą. Projekt tej noweli
powstał kilka dni po śmierci 8-letniego Kamila z Częstochowy. Zmiany
poparł niemal cały Sejm. Przeciw noweli głosowało 11 posłów z Konfederacji i Wolnościowców.
"Ludzie
muszą otworzyć oczy. Polityka to nie jest jakiś jednorazowy dowcip: "a
zrobię na złość temu, tamtemu". My, jako wyborcy, oddamy Polskę w ręce
kolejnej ekipy i od tego będzie zależało nie tylko bezpieczeństwo Polski, jej obecność w UE, ale też bezpieczeństwo wszystkich polskich dzieci - podkreślił Tusk.
"W interesie Kościoła jest przegonić PiS"
Podczas
spotkania z mieszkańcami Koszalina Tusk został zapytany o to, czy może
obiecać, że Ministerstwo Edukacji i Nauki odzyska swoje pieniądze, które
dzisiaj daje księżom i przekaże je na podwyżki dla nauczycieli. - Panie premiera, ja chcę znowu wolnej, świeckiej Polski - mówiła uczestniczka spotkania.
Według Tuska takie pytanie osoby z 40-letnim stażem nauczycielskim, która jest osobą wierzącą, to wielkie oskarżenie
wobec tych, którzy tak na prawdę podmyli fundamenty tradycje religii
chrześcijańskiej w Polsce "poprzez ten dwuznaczny, a czasami wyjątkowo
paskudny splot władzy i Kościoła". - Sojusz Kościoła z tronem zawsze wychodził bokiem Kościołowi - ocenił lider PO.
Tusk powiedział, że jego pokolenie pamięta Kościół, który stał po stronie słabszych,
pamięta księży, którzy ginęli za Solidarność i w którym protestujący
mieli sposobność skorzystać z opiekli Kościoła, który stał po stronie
słabszych i bitych.
Dziś
mamy do czynienia z Kościołem, a przynajmniej lwią częścią jego
hierarchii, Kościołem, który jest spleciony z władzą, który stoi po
stronie pieniędzy, po stronie silniejszego. Który nawet nie jest w
stanie zauważyć ludzi słabszych, którzy potrzebują znaku nadziei i
pomocy - mówił Tusk.
Według niego natura rozwiązała problem religii w szkołach,
bo w szkole jego wnuka był on jedynym, który na lekcje religii chciał
chodzić, a w Łodzi niedługo w ogóle nie będzie, ponieważ nie ma
zainteresowania. - Odpowiedzialność za ten proces - czy on jest
dobry, czy zły nie nam oceniać - ale cała odpowiedzialność za to, co
dzieje się dzisiaj z polskim Kościołem spada na hierarchów i PiS - pół
na pół - stwierdził.
Podkreślił,
że zna ludzi, którzy swoją wiarę traktują poważnie, pomagają ludziom,
jak siostry zakonne, zakonnicy czy księża angażujący się społecznie, czy
na rzecz chorych lub upośledzonych. - Gdy ludzie poważnie traktują swoją wiarę, to Bóg jest obecny w takich miejscach, czy takich chwilach - ocenił.
A
później wracamy do tej ponurej rzeczywistości, do świata, w którym tak
trudno nam odróżnić Kościół od budynku, od komitetu centralnego PiS-u,
księdza od działacza partyjnego. To też musi się skończyć - stwierdził Tusk.
I
to też mówię z pełnym przekonaniem: w interesie Kościoła i ludzi
wierzących, jest przegonić PiS, bo to on rujnuje reputację Kościoła i to
on powoduje, że ludzie wierzący nie są w stanie czasami już wytrzymać - dodał.
Uwierzyć Donaldowi Tuskowi to jak ulokować pieniądze u jego
kolegi Janusza Palikota. Albo znów oszuka, albo po prostu ucieknie –
powiedział premier Mateusz Morawiecki w nagraniu opublikowanym
w środę na Twitterze.
Uwierzyć Tuskowi to jak ulokować pieniądze u Palikota - albo w Amber Gold. Przypomnijmy sobie jego bzdury…— napisał premier w opisie nagrania.
W pierwszej
części wideo przedstawiono kompilację nagrań Donalda Tuska, w których
lider PO ostrzega przed inflacją, drożyzną i brakiem węgla.W wielu miejscach w Polsce z węglem będzie na pewno problem— mówi na jednym z nagrań Tusk.
„Albo znów oszuka, albo po prostu ucieknie”
Komentując słowa lidera PO premier Morawiecki ocenił, że „uwierzyć Tuskowi to jak ulokować pieniądze u jego kolegi Palikota”.Albo znów oszuka, albo po prostu ucieknie. Facet do dziś nie chce ujawnić, ile pieniędzy płynie do niego co miesiąc z zagranicy— mówił premier.
Zaznaczył, że rząd PiS nigdy nie zostawia ludzi w potrzebie.Jak
przez wojnę wywołaną przez Putina wystrzeliła inflacja,
to wprowadziliśmy tarcze osłonowe na podstawowe produkty. Choć nie
wszyscy to robili. I to najbardziej boli Tuska i jego partię oszustów— powiedział Morawiecki.
Przypomnijmy, że rząd w PO-PSL w latach w latach 2008-2015,
wyprzedawał akcje i udziały aż w 950 spółkach Skarbu Państwa (na ok.
1350 wszystkich funkcjonujących w Polsce), uzyskując za to tylko
niewiele ponad 58 mld zł. Często niestety była to sprzedaż
chaotyczna, wręcz pod bieżące potrzeby budżetu państwa, brakowało
pieniędzy, minister finansów wydawał dyspozycję ministrowi skarbu, a ten
nakazywał sporządzenie księgi popytu na kilka-kilkanaście procent akcji
PZU, PKO.BP czy KGHM albo jakiejś innej spółki należącej do naszych
„sreber rodowych”. Po kilku dniach akcje były już sprzedane,
do budżetu wpływało kilka miliardów złotych, poprawiała się jego
płynność i czekano do następnej kryzysowej sytuacji, wtedy tego rodzaju
operacje powtarzano. Te przychody z wyprzedaży blisko 1000 spółek
za rządów PO-PSL, wyglądają „co najmniej skromnie” w zestawieniu
z wynikiem finansowym tylko jednej spółki Skarbu Państwa, a mianowicie
ORLEN S.A., który w latach 2016-2022 osiągnął blisko 71 mld zł zysku
netto (a więc już po odprowadzeniu do budżetu kilkunastu miliardów
złotych podatku dochodowego). A więc rząd Zjednoczonej Prawicy, nie tylko zrezygnował z wyprzedaży
majątku państwowego, ale nawet z pobierania dywidendy od spółek Skarbu
Państwa, pozostawiając te środki w firmach, aby były
przeznaczane na inwestycje.Co więcej odkupuje wcześniej
sprzedane firmy, szczególnie te o charakterze strategicznym, czego
najbardziej spektakularnym przykładem były decyzje dotyczące sektora
bankowego, co pozwoliło Skarbowi Państwa zbliżyć się do posiadania
blisko 50% całości jego aktywów.Powrót do władzy Donalda Tuska,
to także powrót do wyprzedaży majątku narodowego, tak jak to obywało
się w latach 2008-2015, mówią już o tym wprost doradcy Platformy, tacy
jak prof. Leszek Balcerowicz, czy dr Bogusław Grabowski.
Pamiętają Państwo, jak w kampanii wyborczej Donald Tusk
zapowiadał, że po wygraniu wyborów zacznie się brutalnie mścić
na pisowcach? Że nie będzie zważał na regulaminy, przepisy, konstytucję,
lecz wycinał ludzi poprzedniej ekipy ze wszystkich funkcji, nawet tych,
które im się należą? Nie? I słusznie, bo nic takiego nie zapowiadał.
Miało być miło, z uśmiechami, z poszanowaniem prawa i dobrych obyczajów.
A zaczęło się od bezwzględności i maczety.
Te nowe
standardy mieliśmy zobaczyć od pierwszego dnia nowej kadencji.
Zobaczyliśmy jednak coś odwrotnego. Marszałek Witek nie chcą w prezydium
Sejmu, bo odbierała głos posłom, chowała ustawy w zamrażarce
i przeprowadziła reasumpcję głosowania. Można by to zarzucić każdemu
marszałkowi (choć nie każdy stosował reasumpcję, która też wszak jest
dopuszczalna przez Regulamin Sejmu). Politycy Koalicji Obywatelskiej idą
jednak dalej. Barbara Nowacka oskarża była marszałek, że ta złamała
prawo. Tyle że po 15.10 nic się jeszcze nie zmieniło – o złamaniu prawa
wciąż decydują sądy, a nie pojedynczy poseł.
Hipokryzja? I to głęboka. Ale nikt się nią przejmować nie zamierza.
Będzie jej więcej i to w dużo poważniejszych sprawach. Ot, weźmy
sztandarowe „uzdrawianie praworządności”. Pojęcie „neo-KRS” zniknęło jak
za dotknięciem czarodziejskiej różdżki tylko dlatego, że nowa większość
powołała do jej składu swoich czworo posłów. Co czeka nas dalej?
Wystarczy przypomnieć sobie kilka wypowiedzi kandydata na ministra
sprawiedliwości Adama Bodnara. Już po wyborach mówił w Polsat News: W przypadkach,
w których zachodzą podejrzenia co do politycznej decyzji o nominacji
lub awansie sędziowskim, powinna istnieć procedura wzruszania wyroków.W tej
samej audycji stwierdził, że nominacje tzw. neo-KRS na sędziów były
zgodne z prawem, jeśli dotyczyły absolwentów Krajowej Szkoły Sądownictwa
i Prokuratury. Ale jeśli ktoś był już sędzią i ubiegał się o awans,
to decyzja KRS w tej sprawie już ma być do podważenia.Równość?
Logika? Praworządność? Przywracanie ładu prawnego? No nie. Raczej chaos,
łamanie przepisów i polityczna wendetta – taki wyłania się nam
prawdopodobny obraz ministrowania Adama Bodnara
w resorcie sprawiedliwości.A jest jeszcze przecież plan
unieważnienia wyroku Trybunału Konstytucyjnego za pomocą sejmowej
uchwały – czyli pogwałcenia naczelnej, konstytucyjnej zasady
OSTATECZNOŚCI werdyktów TK.Pójdą
na taki rympał? A czemu nie? Będą mieli przy tym poklask „wolnych
mediów”, które opowiedzą odbiorcom, jakie to sprytne i praworządne.
Sejmowe reporterki poszukujące całej prawdy całą dobę z wypiekami
na twarzach będą relacjonowały wykuwanie się tego scenariusza
w parlamencie, a ich koledzy w redakcji będą wycinać wypowiedzi
zachodnich zamordystów, cieszących się, że wreszcie w Polsce trwa
sprzątanie po rządach konserwatystów.Wiele wskazuje, że przynajmniej umiarkowani
wyborcy nowej koalicji – ci mniej zacietrzewieni i nie domagający się
pisowskiej krwi – bardzo szybko dostrzegą, iż sposób rządzenia Prawa
i Sprawiedliwości był oazą spokoju na tle wracającego do władzy szefa
PO. Mogą zatęsknić. A przynajmniej nie godzić się na pusty rewanżyzm
i totalne lekceważenie zasad i dobrych obyczajów.
Donald Tusk, swoim starym
zwyczajem, gdy dzieje się coś wymagającego jego stanowiska, komentarza,
zdecydowanej reakcji znika na jakiś czas z nadzieją, że da się
przeczekać. W czasach jego premierowania była to taktyka skuteczna,
bo monopol medialny zbytnio na takie reakcje nie oczekiwał, nie domagał
się odpowiedzi, a nawet jak coś się przedostało do opinii publicznej,
to zręcznie było przykrywane jakimiś mało istotnymi sensacyjkami, które
z Tuskiem nie miały nic wspólnego.
Ekipa Tuska odbudowuje medialny parasol ochronny
Ten
parasol ochronny mediów z lat pierwszych rządów Tuska ma być
odbudowany, a to, co spać nie dawało ekipie byłego/obecnego premiera,
czyli media publiczne, skutecznie jest niszczone, by „takie pytania nie
były już zadawane”. Niestety, uciążliwy obowiązek pojawiania się
po posiedzeniach Rady Ministrów na konferencjach prasowych w obliczu
jeszcze niedopiętej ochrony medialnej niesie niebezpieczeństwo, że takie
pytanie może paść, ale w natłoku usłużnie rzucanych wygodnych dla
premiera piłeczek-pytań, zręcznie odbijanych przez Tuska, nie ma szans,
żeby się przebić, a już tym bardziej być zauważone w przekazach
czołowych salonów medialnych III RP. I nawet jak premier w swoich
odpowiedziach ewidentnie mija się z prawdą ( stwierdzając np. z dumą,
że to on jako szef Rady Europejskiej uchronił Polskę przed napływem
imigrantów, podczas gdy straszył premier Szydło konsekwencjami, jakie
poniesie nasz kraj, jeśli ich nie przyjmie), to tylko niezależne media
jeszcze jakoś dzielnie usiłują informować o tym opinię publiczną,
a i media społecznościowe nie pozwalają zamieść pod dywan niewygodnych
dla „koalicji 13 grudnia” faktów.
Demontaż państwa a „ezopowe” komentarze Tuska
Z drugiej
strony media społecznościowe, a szczególnie platforma X (dawniej
Tweeter) stały się dla Donalda Tuska wygodną drogą komunikacji
ze społeczeństwem, tak jak on to rozumie, czyli albo wali prętem
po klatce, by ku uciesze „silnych razem” i ośmiogwiazdkowców zjadliwie
atakować „piosowską szarańczę”, albo w iście ezopowym stylu odnosić się
do wyczynów swojej ekipy. I podczas gdy trwa demontaż konstytucyjnego
porządku Polski, gdy bezprawnymi metodami („ żelazna miotła”) usiłuje
się rozprawiać z polityczną konkurencją i zacząć spłacać długi u tych,
którzy pomogli Tuskowi dojść do władzy, pisze
on w mediach społecznościowych:
„Naprawdę ktoś
myślał, że czeka nas robota lekka, łatwa i przyjemna? Nie, ona przez
jakiś czas będzie ciężka, trudna i nieprzyjemna. Do takiej mnie
wynajęliście. Nie narzekam”.
No jak można
narzekać, kiedy tą „nieprzyjemną” robotę wykonują podwykonawcy w postaci
Hołowni, ( a de facto Jacka Cichockiego) Kosiniaka-Kamysza,
Sienkiewicza czy Bodnara? Nawet pod „aktem założycielskim” nowej
demokracji (tak jak ją rozumie Tusk), czyli uchwałą w sprawie mediów
publicznych, kasującą konstytucyjne i ustawowe prerogatywy państwa nie
miał odwagi jako poseł się podpisać.
Anarchizacja państwa,
prawny chaos, zwijanie inwestycji, które miały być ogromnym rezerwuarem
tlenu dla rozwoju polskiej gospodarki za „wynajętego” Tuska realizują
albo ludzie związani z nim supłami poprzedniej władzy , tak jak
Sienkiewicz i całe grono posłusznych współpracowników z lat 2007-2015,
albo koalicjanci-przystawki ( Kosiniak-Kamysz), albo ludzie bez własnego
zaplecza politycznego, którzy swój awans w strukturach władzy
zawdzięczają wyłącznie łaskawości nowego premiera (Bodnar). Dobry car,
źli bojarzy.
Wyborcy chcieli trzeciej drogi, a dali władzę Tuskowi
Trzecia
Droga, która dała władzę Tuskowi, zupełnie została zwasalizowana,
Kosiniak-Kamysz siedzi cicho, nawet nie stać go jako ministra obrony,
by walczyć o budżet swojego resortu, już zmniejszany w sejmowych
komisjach czy kontrakty na uzbrojenie, z których Tusk chce się
wycofywać. Syndrom sztokholmski czy naiwna wiara w to, że tak jak Polacy
zapomnieli, że był „podwykonawcą” reformy podwyższającej wiek
emerytalny i skoku na fundusze OFE, tak znowu zapomną, że w obliczu
coraz bardziej groźnej dla Polski sytuacji za wschodnią granicą i wcale
nie kamuflowanych zamiarów Rosji wobec naszego kraju minister obrony
zamiast zbroić wojsko na potęgę, chce je zwijać? Hołownia potwierdza
zaś, że projekt Polska205 był niczym innym, tylko precyzyjnie
zaplanowaną operacją stworzenia protezy, która pomoże Platformie
Obywatelskiej, w razie gdyby samodzielnie się nie udało, w marszu
po władzę. Już to, że u początków tego ugrupowania pojawili się
w otoczeniu Hołowni ludzie Tuska, tacy jak Jacek Cichocki mogło budzić
pewne podejrzenia, a kiedy ten ostatni stał się szefem kancelarii Sejmu,
jasnym się stało, kto naprawdę rozdaje karty na Wiejskiej. Hołownia
za swoją naiwność, wybujałe ego i marzenia o prezydenturze firmuje
twarzą jako „podwykonawca” te wszystkie działania, przed którymi jako
marszałek Sejmu powinien chronić Polskę. Jeszcze nie wie, że las
birmański już rozpoczął swój marsz pod gmach Sejmu na Wiejskiej.
Kto naprawdę „wynajął” Donalda Tuska
O tym,
kto tak naprawdę wynajął Donalda Tuska, przekonamy się wkrótce,
po nadchodzącym szczycie Rady Europejskiej. Na swojej ostatniej
konferencji po posiedzeniu rządu, pytany o pakt imigracyjny, powiedział:
„Jeśli
chodzi o stanowisko polskiego rządu w UE, to nie będzie naszej zgody,
akceptacji dla żadnego przymusowego mechanizmu relokacji migrantów.
Zapewniam, że Polska nie przyjmie nielegalnych migrantów w ramach
żadnego takiego mechanizmu (…) Polska nie przyjmie żadnego imigranta”
Prace
nad paktem dobiegają końca i z przecieków wynika, że Komisja Europejska
dostanie w nim nieograniczone niczym możliwości decydowania o tym ilu
i do jakich krajów zostaną relokowani imigranci, będzie miała także
prawo ustalania wysokości kar za każdego nieprzyjętego, bez określenia
górnej granicy. I to na długie lata. Tym samym pogwałcone zostają
traktaty, bowiem polityka imigracyjna i azylowa do tej opory należały
do wyłącznych kompetencji państw członkowskich. I państwa, które
zdecydują się przyjąć imigrantów, mają zapewnioną pełną poufność
KE w tej sprawie, bo po co ich społeczeństwa mają o tym wiedzieć?
Zorientują się, jak ich zobaczą na ulicach swoich miast.
Jeżeli
Donald Tusk naprawdę wierzy w to, co powiedział o nieprzyjmowaniu
imigrantów, to jak twierdzi europoseł Jacek Saryusz- Wolski powinien
na nadchodzącej Radzie Europejskiej powiązać zgodę na pomoc dla Ukrainy,
zapisaną w projekcie rewizji budżetu na lata 2022-2027 z wykreśleniem
stamtąd propozycji trzech nowych podatków , uszczuplających dochody
państw członkowskich i rezygnacją z paktu imigracyjnego.
Stawiam
dolary przeciwko orzechom, że tak się nie stanie, no ale cóż, dajmy
szansę polskiemu premierowi, by udowodnił, kto go naprawdę wynajął.
I żaden biegający po gmachach UE „podwykonawca” Tuska z jakimiś
papierami, mającymi udowodnić, jaki sukces znowu odniósł premier
w Brukseli, nawet pokazywany i opisywany we wszystkich mediach IIIRP
prawdy o tym nie przykryje, dopóki jeszcze „podwykonawcy” Tuska nie
spacyfikują resztki niezależnych od nich mediów.
„ Donald Tusk nie jest prorosyjski dlatego, że podoba mu się kultura rosyjska, jedzenie rosyjskie, albo Władimir Putin(…). Tylko dlatego, że to była funkcja polityki proniemieckiej, czyli po prostu Angela Merkel, ale nie tylko. Establishment niemiecki, czy to socjaldemokratyczny czy chadecki przyjął w gruncie rzeczy tę samą orientację” - mówił prof. Sławomir Cenckiewicz, szef BBN, w rozmowie z Krzysztofem Stanowskim. Stanowski pytał Cenckiewicza m.in. o „legendę” o rzekomej agenturalności Donalda Tuska na rzecz Niemiec, czy szef BBN rozważał kiedyś zbadanie, czy lider PO mógł być niemieckim agentem? Taki był argument, że wszystko się zaczęło w PRL-u i że w materiałach po byłej Stasi, w tym po wywiadzie enerdowskim albo w Grupie Operacyjnej Warschau, znajdują się jakieś materiały świadczące o tym, że Donald Tusk współpracował z...
W samo południe, w Przysusze, ruszył VII Kongres Prawa i Sprawiedliwości. Jednym z istotniejszych punktów będą wybory prezesa i wiceprezesów partii. Prezes PiS Jarosław Kaczyński rozpoczął swoje wystąpienie od uczczenia pamięci śp. Barbary Skrzypek. Później podsumował dwie kadencje rządów i przyjrzał się sytuacjom, które w 2023 r. doprowadziły do utraty władzy. „Musimy wygrać kolejne wybory. Bardzo przestrzegam przed tym myśleniem, że ‘mamy 30 proc. razem z Konfederacją, to już jest większość, 282 głosy i to wystarczy’. Nie, proszę państwa, żadne 30 proc.. Musimy dążyć do 40 i więcej. (…) Musimy ustać, musimy obronić Polskę”- podkreślił. VII Kongres PiS 13:15. Wystąpienie prezesa PiS Mogę powiedzieć, że wiele elementów tego planu, który podjęliśmy, udało się zrealizować. Co więcej – że mimo niebywale ostrego oporu, gwałtownych ataków, przekracz...
Karol Nawrocki złożył przed Zgromadzeniem Narodowe uroczystą przysięgę, obejmując tym samym urząd Prezydenta Rzeczypospolitej. „ Witam naród polski” Karol Nawrocki powiedział w swoim orędziu tuż po zaprzysiężeniu, że „Rzeczpospolita Polska jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli, a władzę zwierzchnią w RP sprawuje naród, dlatego witam naród polski w granicach RP i poza granicami RP”. Witam tysiące, dziesiątki obywateli i obywatelek państwa polskiego, które przyjechały do Warszawy i których mijałem przed polskim Sejmem. Witam wszystkie te miliony wyborców, które wybrały swojego prezydenta RP, który przed momentem złożył swoją przysięgę. Dziękuję wszystkim za oddane głosy, za wsparcie. Dziękuję także tym, którzy nie głosowali, a wzięli udział w tym demokratycznym akcie wyborczym w związku ze świętem naszej demokracji 1 czerwca — mówił prezyd...