"To jest wojna!"- zakrzyknął Wajda. Zaprzyjaźnione media ruszają na wojnę . GW zastąpi Ostachowicza?
To jest wojna domowa, to jest walka o wszystko!
Andrzej Wajda apelował do telewizji publicznej, by zapewniała na antenie czas także kandydatowi PO na prezydenta.
Żołnierze PO nie są jednak w walce samotni. – Mamy przyjaciół w TVN, wspiera nas też druga prywatna telewizja – powiedział znany reżyser. Wajda cytował także biskupa przemyskiego, który, jego zdaniem, żałował, że w Katyniu nie spadł samolot rządowy, ale 7 kwietnia.
http://www.bibula.com/?p=21670
Wygląda na to, że plotki o poszukiwaniu pracy przez Igora Ostachowicza nie były przesadzone. Teraz odcinek propagandy przejmują wykwalifikowane siły propagandowe - na ratunek III RP odzyskanej dla Michnika rusza organ GAZETA WYBORCZA. Na wybory czas sie szykować, więc sam naczelny organu zapowiada "serial w odcinkach".
Premier publikuje w "Wyborczej" tekst "Czego dokonaliśmy, co nam się nie udało".
Wraca więc zielona wyspa, teza, że przez kryzys przeszliśmy suchą nogą. I znowu - to puenta przedwczesna. Rachunek będzie dopiero wystawiony, bo przecież dzisiaj żyjemy na kredyt.
O czym jest tekst Donalda Tuska? Najkrótszy opis daje sam Autor:
Chcę spróbować przekonać państwa, że mój rząd przeprowadza głębokie reformy. Być może jednym z podstawowych grzechów mojej ekipy jest to, że nie potrafimy przebić się z tym do opinii publicznej
Kiedy w 2007 r. wygłaszałem expose, byłem przekonany, że stoję u progu spełniających się marzeń. Mówiłem wtedy rekordowo długo. Każda sprawa, nawet dla niektórych zbyt drobna, ale według mnie istotna dla poprawy życia, musiała się tam znaleźć. Precyzyjne nazwanie naszych polskich marzeń wydało mi się ważniejsze od wymogów retoryki.
Dziś chciałbym moim rodakom zdać rachunek z tamtych słów.
Panika w KPRM. Szara eminencja rządu Tuska, Igor Ostachowicz ...

Igor Ostachowicz uchodził za szarą eminencję "dworu" Donalda Tuska (© Wojciech Barczyński/Polskapresse)
Popłoch, poczucie oblężonej twierdzy i że teraz może być już równia pochyła zapanowały w KPRM - pisze Anna Wojciechowska.
Najwierniejszy osobisty PR-owiec premiera Donalda Tuska Igor Ostachowicz odwiedza różne firmy w poszukiwaniu pracy - taka wieść z kręgów biznesowych w tym tygodniu dotarła na polityczne korytarze. Dla polityków PO to musi być ostateczny alarm: jest źle, bardzo źle.
Ziemkiewicz: Donald Tusk wystąpił jako publicysta „Gazety Wyborczej". Niestety, jak wszyscy jej publicyści, nierzetelny
Donald Tusk zwyczajnie wciska czytelnikom „Gazety Wyborczej" ciemnotę, a Kurski robi za klasycznego, balcerowiczowskiego barana, który albo świadomie uczestniczy w manipulacji, albo jest głupszy nawet od własnej gazety.
nie wypaliła, bo tam nikogo nie było. Kisiel kochał też Michnika, aż się z nim
nie pokłócił. Ale to było dopiero po odzyskaniu niepodległości. Wtedy go
przepędził. .... Ale jak mnie atakowały mile po wyjściu z pudła w końcu lat 60.,
...
- Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać
2 komentarze
2. TO JEST WOJNA, ZARŻAŁ koń pod ciężarem Kluzikowej
"Witamy serdecznie ponownie z Łazienek. Dzięki Karolinie Wajdzie pani poseł Joanna Kluzik-Rostkowskiej przypomina sobie jak to kiedyś, te wiele lat temu, jeździła na koniach, to było wyzwanie, i proszę bardzo jest, sama Joanna Kluzik-Rostkowska" - informowała podekscytowana reporterka.
Później Joanna Kluzik-Rostkowska odpowiada, jak to jest wrócić do sportu po piętnastu latach"
http://www.wpolityce.pl/view/8396/Liderka_PJN_za_pomoca_TVN_odpowiada_na...
Maryla
------------------------------------------------------
Stowarzyszenie Blogmedia24.pl


1. Rząd zaczynał na fali entuzjazmu, kończy skowytem
http://wiadomosci.dziennik.pl/opinie/artykuly/325899,rzad-zaczynal-na-fa...
Dr Wojciech Jabłoński z Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego o sobotnim liście premiera Donalda Tuska:
"Myślę, że to było skorzystanie z +dobrych wzorów+ Lecha Wałęsy, który kiedyś obiecywał 100 mln zł, a dużo później okazało się, że mu jednak nie wyjdzie. Premier Donald Tusk mówi: +nie można tego wszystkiego załatwić jednym prostym cięciem+. Natomiast wydawało się, że jest to proste cięcie, kiedy słuchaliśmy expose premiera trzy i pół roku temu. Wymiar tekstu w "Gazecie Wyborczej" ukaże nam się w całej krasie, kiedy porównamy go z expose premiera i tu będzie widoczny kontrast.
W moim przekonaniu ten tekst Tuska z jednej strony ma być jakimś tam samobiczowaniem, ale z drugiej strony wygląda - biorąc pod uwagę takie wątki propagandowe, które się tam pojawiają, a mianowicie pęk liczb, które mają mówić o tym, że rząd jednak coś zmienia - to jest próba takiej spowiedzi, w której penitent bezceremonialnie wkracza na miejsce spowiednika w konfesjonale. Więc Tusk próbuje pokazać, że naprawdę coś robi, tylko to trudno jest uzyskać nawet tak bezceremonialnym - wydaje mi się - efektem propagandowym, że z jednej strony udaje Tusk parę dni po Środzie Popielcowej, że posypuje głowę popiołem, a z drugiej strony stara się pewnie przejść do ofensywy tymi wszystkimi liczbami. Jeśli chciał tu uzyskać efekt public relations, a nie propagandowy, to na to było właśnie trzy i pół roku, żeby ludzie sami teraz mówili, że ten rząd jednak coś robi.
Nie zakrzyczy się pewnych bolesnych kwestii, które można było reformować już dawniej. Tusk wspomina o służbie zdrowia, o sytuacji na kolei, ale to można było reformować wcześniej. Dziwi mnie to, że premier, który ma tyle pracy, znalazł okazję na dzielenie się swoimi refleksjami w czytelnikami +Gazety Wyborczej+, tylko od tego te sprawy nie ruszą z miejsca. Szkoda, że rząd, który wychodził na takiej fali entuzjazmu kończy po prostu swego rodzaju skowytem, mówi: +nie udało się, na to potrzeba czasu+. (...)
Przechodzenie do defensywy w kampanii, zanim się ona jeszcze rozpoczęła, z jakąś tam nadzieją, że obywatele te kroki defensywne zrozumieją jako wielki krok naprzód, nie wydaje mi się najlepszym wyjściem. Faktycznie zmarnowano parę lat. Taki tekst, jaki napisał Donald Tusk, powinni dobrowolnie napisać jego wyborcy. Wtedy byśmy uznali, że wszystko jest prawie w porządku. Natomiast jeśli pisze to sam premier, to widać, że pośrednio nawet w tym nawale propagandowych liczb i cyferek, nie wygląda to na pokaz siły, mimo że premier tak by chciał. W marketingu politycznym to jest już taki czas dla rządu, gdzie tuż przed kampanią wyborczą i w jej trakcie, czyny mówią więcej niż słowa i dlatego w demokracji - nie wiem, czy to będzie wróżba dla rządu Donalda Tuska - znacznie łatwiej jest władzę zdobyć niż ją później utrzymać. Kolejna kampania wyborcza zaczyna się już następnego dnia po zwycięskich wyborach. Platforma chce ją rozpocząć dzisiaj, na siedem i pół miesiąca przed wyborami. To trochę zbyt późno.
Jeśli sam premier stara się nieść ten propagandowy baner, to też jest trochę za mało. To znaczy zawiodła chyba też polityka kadrowa Tuska. On był w zasadzie jedyną osobą lubianą w tym rządzie i on musi teraz przejąć ten ciężar nawet nie chwalenia się, tylko tłumaczenia się z tego, co się nie udało. Nie wygląda to za ciekawie".
Maryla
------------------------------------------------------
Stowarzyszenie Blogmedia24.pl
- konto bankowe