Petycja o odebranie "Tygodnikowi Powszechnemu" i "Znakowi" przydomka "katolicki"
Środowiska LGBT rozpoczęły kampanię „Przekażmy sobie znak pokoju”. Ich działania sponsoruje Open Society Foundation George’a Sorosa, znanego ze wsparcia dla współczesnych radykalizmów społecznych. Tym razem George Soros chce zmusić Ojczyznę Jana Pawła II do formalizacji związków osób tej samej płci jako „małżeństw”, włącznie z prawem do adopcji. Tak, jak udało mu się uczynić to w Irlandii —alarmuje Fundacja Życie i Rodzina, która stworzyła petycję o odebranie „Tygodnikowi Powszechnemu” i „Znakowi” przydomka „katolicki”. Do cynicznego wykorzystania symboliki liturgicznego znaku pokoju zaangażowano redakcje czasopism określających się jako „katolickie”, w tym „Tygodnika Powszechnego” i „Znaku”. Obie gazety - niczym wilki w owczej skórze - wykorzystują przyznany im przez Kościół status jako kamuflaż dla gorszących działań, które mają służyć przełamaniu naturalnego sprzeciwu wobec grzechu — czytamy w liście. Fundacja przypomina słowa kard. Stanisława Dziwisza, który krytycznie odniósł się do kampanii LGBT. I zwraca się z prośbą do metropolity krakowskiego o stanowisko ws. odebrania „Tygodnikowi Powszechnemu” i „Znakowi” tytułu „katolicki” oraz asystentury kościelnej.
PETYCJA http://www.maszwplyw.pl/zabierzmy-wilkom-owcza-skore-,59,k.html- Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać
4 komentarze
2. Ks. Dariusz Oko: Mamy słuchać
Ks. Dariusz Oko: Mamy słuchać Papieża i biskupów, a nie współczesnych Judaszy
W Polsce trwa promocja homoseksualizmu poprzez kampanię
„Przekażmy sobie znak pokoju”. Redaktorów, którzy publicznie manipulują w
niej nauczaniem Kościoła i
Maryla
------------------------------------------------------
Stowarzyszenie Blogmedia24.pl
- Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać
3. Sprzeciw wobec ataku na
Sprzeciw wobec ataku na Kościół poprez kampanię wykorzystującą słowa "Przekażmy sobie znak pokoju"
Fałszywy „znak pokoju” – wyraź oburzenie wobec kampanii afirmującej postawy homoseksualne
http://www.citizengo.org/pl/fm/37083-falszywy-znak-pokoju-wyraz-oburzeni...
Maryla
------------------------------------------------------
Stowarzyszenie Blogmedia24.pl
- Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać
4. Tygodnik Powszechny –

Tygodnik Powszechny – tygodnik katolicki? - pyta po raz kolejny o. Leon Knabit i przypomina o cnocie posłuszeństwa
Zakonnik najpierw skrytykował "żart" Tygodnika Powszechnego ze
"Smoleńska", teraz odnosi się do kampanii "Przekażmy sobie znak pokoju".
Maryla
------------------------------------------------------
Stowarzyszenie Blogmedia24.pl
Ks. Boniecki pisze o Ulmach i Żydach. Padły przedziwne i kłamliwe tezy! "Wymazanie tła, historycznego kontekstu"
Są momenty, w których lepiej byłoby zamilczeć. Tej lekcji nie wziął sobie do serca ks. Adam Boniecki, który na łamach „Tygodnika Powszechnego” uprawia przedziwną pedagogikę wstydu w kontekście beatyfikacji rodziny Ulmów. „Beatyfikacja, ba, nawet czekanie na nią było związane z wymazaniem tła, historycznego kontekstu. Jakbyśmy zapomnieli o koszmarze całej ideologii zbrodniczego antysemityzmu” - napisał duchowny, powielając kłamliwe tezy o rzekomym mordzie na 24 Żydach w Markowej. Przypominamy więc, jak ten fałsz obalał wiceprezes IPN Mateusz Szpytma, prywatnie - członek rodziny błogosławionych Ulmów.
Przedziwny komentarz ks. Bonieckiego. W tle rodzina Ulmów
Ks. Boniecki nawiązał w swoim komentarzu do dwóch tekstów - pierwszy dotyczy historii Bolesława Szczodrego i śmierci św. Stanisława, drugi zaś rodziny Ulmów.
Trudno mówić o historycznych manipulacjach sensu stricto w sprawie Bolesława Szczodrego i zabicia biskupa Stanisława. Artykuł Macieja Müllera każe nam przynajmniej wstrzymać kategoryczne sądy. Historia beatyfikowanej właśnie rodziny Ulmów wydaje się prostsza w interpretacji, choć i tu można spodziewać się specyficznych manipulacji
— czytamy. Jakiej to znów „manipulacji”?!
Myślę, że wiele osób patrzyło na historię, którą naszej pamięci przywraca obecna beatyfikacja, w oderwaniu od kontekstu, w mocnych słowach przypomnianego przez Zuzannę Radzik. O czynie rodziny Ulmów wiedzieliśmy wszyscy. Ale cóż wiedzą o tym, co wtedy działo się w Markowej? Czy o 24 Żydach zamordowanych przez tych, którzy ich wcześniej ukrywali (nie wszyscy, którzy ukrywali, potem mordowali), wiedzieliśmy? Nie. Czy o ukrywanych, którzy przeżyli wojnę, wiedzieliśmy? Nie. Czy znaliśmy nazwiska, które Radzik w swoim tekście przypomina? Niestety, także nie
— napisał ks. Boniecki, powielając tezy prof. Jana Grabowskiego o rzekomym mordzie na 24 Żydach w Markowej! Ale jeszcze do tego wrócimy.
Wiedząc o czynie Ulmów, ukrywaniu Żydów, wiedząc o tym, jakie to miało konsekwencje, zatrzymaliśmy się na tym jednym przypadku. Nikt nam przecież nie sugerował brania innych w nawias, przemilczania ich, z uzasadnieniem, że „dziś zajmujemy się tymi, ale przecież pamiętamy innych”. Nie, nie pamiętaliśmy, nawet nie myśleliśmy o nich
— czytamy dalej.
Beatyfikacja, ba, nawet czekanie na nią było związane z wymazaniem tła, historycznego kontekstu. Jakbyśmy zapomnieli o koszmarze całej ideologii zbrodniczego antysemityzmu, która potem przyniosła właśnie takie owoce. Uwaga skupiona na beatyfikowanych, w tym momencie uzasadniona i zrozumiała, nie może oznaczać wybiórczości pamięci
— stwierdził wieloletni red. naczelny „TP”.
Trzeba przyznać, że to była solidna dawka takiej narracji, którą słusznie nazwano „pedagogiką wstydu”. Beatyfikacja rodziny Ulmów jest ważna, ale… Ks. Boniecki i podobni jemu „myśliciele” zawsze mają jakieś „ale”. W końcu to kolejny taki tekst na łamach tego tygodnika.
Mocne komentarze!
Na tekst ks. Bonieckiego odpowiedział m.in. Jarosław Papis!
Tłem i kontekstem był powszechny terror i zbrodnia. Był też wielki strach, często paraliżujący. TYKO w okupowanej Polsce niemieccy i austriaccy filharmonicy karali śmiercią za podanie Żydowi kromki chleba. W tej wsi ratowali też inni Codziennie ze strachem o życie własnych dzieci
— podkreślił na Twitterze prezes Fundacji Hatikva.
Kłamliwe tezy już dawno zostały obalone!
Czy zdaniem ks. Bonieckiego beatyfikacja rodziny Ulmów powinna wywoływać u nas poczucie wstydu, bo rzekomo zapomnieliśmy o „24 Żydach zamordowanych przez tych, którzy ich wcześniej ukrywali” - cytując duchownego?
Cały problem w tym, że to opowieść kolportowana przez prof. Jana Grabowskiego, którą już dawno obalił wiceprezes IPN Mateusz Szpytma!
Zacytujmy więc fragment relacji, którą dr Szpytma (krewny beatyfikowanych Ulmów!) przedstawił w 2016 roku w rozmowie z portalem wPolityce.pl:
W listopadzie 2014 r. podczas międzynarodowej konferencji naukowej „Wokół pomocy dla Żydów w okupowanej Europie” zorganizowanej w Warszawie przez Centrum Badań nad Zagładą Żydów, Instytut Filozofii i Socjologii PAN, Instytut Pamięci Narodowej oraz Żydowski Instytut Historyczny stwierdził m.in. że mieszkańcy Markowej po zbrodni na rodzinie Ulmów ze strachu wymordowali wszystkich ukrywających się Żydów. Nie przewidział jednak wówczas, że będę na sali i że skontruję jego wypowiedzi. Nieważne było dla niego to, że są inne wiarygodne dokumenty i znane mu książki, które mówią, że do końca tej okupacji w chłopskich domach w Markowej przeżyło 21 Żydów, a niektórzy z nich jeszcze w 2014 r. żyli
— mówił wówczas wiceprezes IPN.
SPRAWDŹ SZCZEGÓŁY: TYLKO U NAS. IPN odpowiada GW po ataku na Muzeum Ulmów: „Historia jest o wiele bardziej skomplikowana niż wydaje się autorom tekstu”
Również Grzegorz Górny na łamach naszego portalu wskazywał, że jedyna relacja o rzekomych mordach mieszkańców na Żydach pochodzi od Jehudy Ehrlicha, ukrywanego przez Polaków w niedalekiej Sieteszy, którego nie było w ogóle w Markowej!
Postanowiłem zadzwonić do Hajfy do 86-letniego Abrahama Izaaka Segala, Żyda uratowanego przez Polaków w Markowej, aby opowiedział na żywo w trakcie programu radiowego, jak było naprawdę. Podczas naszej rozmowy Abraham Segal stwierdził jednoznacznie, że wydarzenie, o którym napisali Jan Grabowski i Dariusz Libionka w “Gazecie Wyborczej”, nie miało w ogóle miejsca – jest nieprawdą, jakoby po zamordowaniu przez Niemców rodziny Ulmów chłopi z Markowej zabili ukrywających się Żydów
— przedstawił nasz publicysta również w 2016 roku.
CZYTAJ TAKŻE: Grzegorz Górny: Demaskujemy kłamstwo w “Gazecie Wyborczej” na temat Polaków rzekomo mordujących Żydów
Czy Ks. Boniecki - uprawiający pedagogikę wstydu - nie powinien poczytać coś więcej, niż relacje takich historyków jak prof. Jan Grabowski, a przede wszystkim zamilczeć z poczuciem (słusznego) zawstydzenia?
olnk/”Tygodnik Powszechny”/Twitter/wPolityce.pl
Zero przyzwoitości! „Tygodnik Powszechny” zachwycony filmem Holland: „Pokazuje prawdę o tym, co dzieje się u naszych granic”
„Opowieść paradokumentalna” – tak promowany jest film Agnieszki Holland, ukazujący obrońców granic jako szpetnych, sadystycznych półgłówków, pastwiących się nad „biednymi uchodźcami”. I choć przekłamania są skrajnie przerysowane, środowiska związane z opozycją pieją z zachwytu. Laurkę „obywatelce reżyserce” wystawił też „Tygodnik Powszechny”, według którego „film Agnieszki Holland pokazuje prawdę o tym, co dzieje się u naszych granic”. Czy zakrojona na szeroką skalę propaganda, antypolska manipulacja sfinansowana przez zagraniczne ośrodki, zdoła zniszczyć szlachetny obraz Polaków na świecie? Wielu robi, co w ich mocy, by tak się stało!
Opozycja trwa w zachwycie. Jakże podoba im się ten obrzydliwy obraz ksenofobicznej Polski. Filmu Holland bronią politycy opozycji, ale i rozmaite środowiska zjednoczone z nią ideowo. Adam Bodnar twierdzi wręcz, że to „Polaków obraz własny”, a reżyserce udało się ukazać prawdziwą rzeczywistość. W podobnym tonie wypowiadają się też inne tuzy. „Tygodnik Powszechny” poświęcił jej tekst okładkowy, napisany piórem Jakuba Majmurka – człowieka „Gazety Wyborczej” i „Krytyki Politycznej”. Rysując laurkę dla Holland, przypomina jej filmowy dorobek, wcześniejszych bohaterów dotkniętych Holokaustem i wskazuje na artystyczną kontynuację tamtych postaci.
Film Agnieszki Holland pokazuje prawdę o tym, co dzieje się u naszych granic: prawdę, której nikt, poza niewielkimi grupkami aktywistów i dziennikarzy, nie chce specjalnie dziś w Polsce widzieć
— pisze Majmurek na wstępie, zupełnie pomijając kontekst i realia wydarzeń w Usnarzu czy animowanego przez Łukaszenkę szturmu na polską granicę. Agnieszka Holland nie czuła potrzeby skonfrontowania swojej wizji z faktami. Nie rozmawiała ze Strażą Graniczną, nie dopytywała o przebieg wymierzonej w Polskę rosyjsko-białoruskiej „operacji Śluza”, ani o rzeczywiste działania funkcjonariuszy. Również autor tekstu nie uzupełnił w tym zakresie wiedzy czytelników. Przypomnijmy więc tylko dwa fakty. 1. Od początku trwania presji migracyjnej tylko z budżetu Podlaskiego Oddziału Straży Granicznej przeznaczono prawie 3 miliony złotych na leczenie i hospitalizację cudzoziemców. Dodatkowe 50 tys. zł zostało przeznaczone na leki dla nich. 2. Funkcjonariusze Straży Granicznej przeprowadzili 23 trudne akcje ratownicze, podczas których uratowali 80 osób. Dotyczyło to m.in. ciężarnych kobiet z takich krajów jak Kongo czy Irak. O pomocy, dzięki której żyją migrantki i ich dzieci urodzone już w Polsce. Tymczasem film Holland pokazuje funkcjonariuszy SG jako psychopatycznych zwyrodnialców, którzy znęcają się nad kobietą w ciąży i poją spragnionych migrantów wodą z tłuczonym szkłem.
Kreśląc fabułę, Majmurek wskazuje na bohaterów „Zielonej granicy”: rodzinę z Syrii czy kobietę z Afganistanu, którzy przypominają mu bohaterów poprzednich filmów Holland, prześladowanych, wykluczonych i walczących o swoje fundamentalne prawa.
Wszystkie te postaci to Żydzi próbujący przetrwać Zagładę, ale też ludzie, którzy walczą o to, by zachować człowieczeństwo w środku historycznego horroru, który odmawia człowieczeństwa takim ludziom jak oni
— wskazuje i tak podsumowuje postawy zarysowane w „Zielonej granicy”:
Mamy prostych, pomagających na miarę swoich możliwości ludzi. Ale są tu też osoby, które odmawiają pomocy, gdy dowiadują się, że chodzi o uchodźców, policjanci i pogranicznicy wykorzystujący kryzys na granicy do tego, by dać ujście swoim sadystycznym skłonnościom albo zapunktować u przełożonych, zachowując się z wyjątkowo gorliwą niegodziwością.
CZYTAJ TAKŻE: „Ciapaków wiozem”. Wyciekł kolejny fragment filmu Holland. Obrzydliwy sposób przedstawienia funkcjonariuszy SG!
Majmurek twierdzi, że nikt nie mógł za Holland zrealizować tego dzieła, „ze względu na specyficzną etyczną i artystyczną wrażliwość, jaka łączy cały dorobek reżyserki na przestrzeni prawie pół wieku jej pracy twórczej”. Coś w tym jest. Ta specyficzna ojkofobia sprawia, że w istocie niewielu twórców mogłoby porwać się na tak dalece zaangażowany paszkwil. Uwagę zwraca także to jedno zdanie, rozpoczynające tekst Majmurka w „TP”:
„Zielona granica” wyrasta z całej biografii Agnieszki Holland – z długoletniej postawy, jaką konsekwentnie zajmowała wobec polskiej wspólnoty
Jakaż trafność w tym stwierdzeniu, choć w jego interpretacji pewnie będziemy się z autorem tekstu różnić. Przyznać jednak trzeba, że mamy do czynienia z długoletnią postawą, jaką Holland zajmowała wobec polskiej wspólnoty. Wyrażała to w swoich licznych wypowiedziach i deklaracjach. Za przykład niech posłuży fragment wywiadu, którego udzieliła w 2013 roku Monice Olejnik:
Mieszkam i pracuję poza Polską. Kiedy przyjeżdżam uderza mnie fala niedobrego powietrza, coś takiego jakby w zamkniętym pomieszczeniu ktoś bez przerwy puszczał bąki. Jest coś takiego, że jest duszno.
Jakże bardzo czuje się tę niechęć do Polski w jej ostatnim filmie. Co trzeba mieć w wyobraźni, by aż tak wykoślawić obraz Polaków, by pokazać obrońców granic jako wynaturzonych, sadystycznych prostaków, a mieszkańców Podlasia jako konfidentów. Widocznie w świat miał pójść obraz Polaka prześladowcy, dobrze sklejony skojarzeniowo z odpowiedzialnością za Holokaust. Nie bez znaczenia są przecież kalki obrazowe z drutem kolczastym. Ta antypolska propaganda sfinansowana została z funduszy zagranicznych, ale kwotę 300 tys. zł dorzucił też warszawski ratusz oraz marszałek Mazowsza. Rada Europy przekazała 380 tysięcy euro z programu specjalnego Komisji – Eurimages. Le Centre du Cinema et de l’Audiovisuel (program specjalny finansowany przez Brukselę) przeznaczył na produkcję 100 tys. euro, a finansowane przez francuski rząd Centre National de la Cinematographie - 140 tysięcy euro. Do produkcji dołożyły się również Czechy - Statni Fond Kinematografie, finansowany przez czeskie ministerstwo kultury, do budżetu „Zielonej granicy” dołożyły 4 miliony koron czeskich (nieco ponad 750 tysięcy złotych).
I tak oto za ok. 3,5 mln złotych z zagranicznej kiesy Agnieszka Holland zrealizowała film szkalujący Polskę. Ma pójść świat i zatrzeć opinię narodu, który troskliwie, ofiarnie i hojnie ugościł uchodźców z Ukrainy, uciekających przed agresją Rosji, kraju w którym jest bezpiecznie i spokojnie, w którym mieszkają ludzie otwarci, mądrzy i dobrzy. Film Holland nas zohydza. Daje argumenty polityczne zachodnim partnerom. Miał też pewnie dostarczyć opozycji nowe zasoby politycznego paliwa na czas wyborczej walki. To jednak zdołało się przepalić już na starcie. A wojna hybrydowa w Europie wkracza w kolejne fazy zaostrzenia. Czy reżyserka „Zielonej granicy” ma świadomość, jaką rolę odgrywa w tych układankach?
CZYTAJ RÓWNIEŻ: Marzena Nykiel: Co łączy von der Leyen i Holland? To samo zakłamanie w sprawie migrantów i ta sama, antypolska ideologia

1. PODPISANE
http://www.maszwplyw.pl/zabierzmy-wilkom-owcza-skore-,59,k.html
Maryla
------------------------------------------------------
Stowarzyszenie Blogmedia24.pl
- konto bankowe