Mgła smoleńska gęstnieje
Julia M. Jaskólska, sob., 26/02/2011 - 00:30
Mówi się, że tzw. katastrofa smoleńska nie ma precedensu, przede wszystkim ze względu na rozmiar tragedii. Jest jednak bezprecedensowa również z tego względu, że w przypadku katastrof lotniczych im dalej od zdarzenia – tym więcej wiadomo. Z chaosu wyłaniają się coraz bardziej prawdopodobne hipotezy, żmudne postępowanie pozwala krok po kroku ustalić fakty. W przypadku tzw. katastrofy smoleńskiej jest dokładnie odwrotnie. Komuś zależy by prawda nie wyszła na jaw.
Niezmiennie utrwalane jest kłamstwo smoleńskie, iż to generał
Andrzej Błasik doprowadził do śmierci 96 osób z prezydentem RP na czele.
Rosyjski raport MAK gen. Tatiany Anodiny oskarżył go o wywieranie - pod
wpływem alkoholu - nacisków na pilotów. Teraz do grona piewców
rosyjskiej potwarzy dołączył TVN24, który w czwartek zaprezentował jako
rewelację „nowe fakty” w sprawie wydarzeń z 10 kwietnia. Tym razem
generał Błasik jeszcze przed startem tupolewa miał wywierać presję na
kapitana Protasiuka, który nie chciał startować z uwagi na doniesienia o
złych warunkach pogodowych nad Smoleńskiem. Między szefem sił
powietrznych a dowódcą samolotu miało dojść do awantury, przy czym gen.
Błasik miał używać słów powszechnie uznanych za obraźliwe. Co prawda na
zapisie wideo z Okęcia w ogóle nie słychać rozmowy, gdyż materiał
pozbawiony jest dźwięku, a w stenogramach z lotu nie ma żadnych
wypowiedzi Protasiuka dowodzących jego zaniepokojenia złą pogodą, ani
wskazujących na to, że przed lotem gen. Błasik udzielił mu reprymendy.
Ale TVN24 wie najlepiej. Dobrze słuchali Anodiny…
„Rewelacyjne odkrycie” TVN24 poza
insynuacjami nic nie wnosi. Jak nie widzieliśmy zdjęć pary prezydenckiej
wsiadającej na pokład rządowego samolotu rankiem 10 kwietnia, tak nie
ich nie zobaczyliśmy, mimo że stacja rekomendowała temat na żółtym pasku
w dole ekranu jako „pilne”. Zamiast zdjęć z 10 kwietnia jako ilustrację
„sobiepaństwa” gen. Błasika pokazała archiwalny materiał z odlotu śp.
Lecha i Marii Kaczyńskich (prezydent i jego małżonka występują w
strojach letnich). Poza tym - rzecz ciekawa, że zapis kamer
przemysłowych z wojskowego Okęcia z ranka 10 kwietnia nagle cudownie się
odnalazł, gdyż według wcześniejszych informacji uległ on zniszczeniu.
Stacji Waltera udało się ustalić, że
była awantura, natomiast dziwnym trafem do dziś nie udało się określić
ponad wszelką wątpliwość rzeczy najprostszej – godziny odlotu samolotu z
prezydencką delegacją. To pokazuje jak „skuteczne” jest tzw. polskie
śledztwo. Godziny odlotu nie zna – bądź udaje że nie zna - nawet Jerzy
Miller, namaszczony przez samego premiera Donalda Tuska do wyjaśnienia
przyczyn smoleńskiej tragedii. Jakże zdumiona musiała być posłanka PiS
Jolanta Szczypińska, gdy na zapytanie poselskie skierowane do Millera we
wrześniu ubiegłego roku, a więc pięć miesięcy po tragicznym locie! – o
to, o której rządowy samolot feralnego dnia wystartował z Warszawy,
uzyskała od niego odpowiedź, iż dane dotyczące czasu startu „zostaną
umieszczone w raporcie końcowym, który będzie zawierał również analizy i
wypracowane w toku prac badawczych zalecenia profilaktyczne.” Jest to
odpowiedź tym bardziej zdumiewająca, że wcześniej komisja rządowa, a za
nią media podawały jako godzinę wylotu 7.27. I ta godzina zdaje się
obowiązywać oficjalnie do tej pory. Ale jeśli tak, to dlaczego 10
kwietnia zaraz po katastrofie rzecznik prasowy MSZ Piotr Paszkowski oraz
agencja Reuters podawały jako godzinę wylotu 6.50? Ponadto, dlaczego
informując o katastrofie Jarosław Kuźniar w TVN24 mówił, że prezydent
leciał jakiem 40 a nie tupolewem i dlaczego uczestnicy rosyjskiego
portalu motoryzacyjnego informowali o katastrofie już około 8.20 czasu
polskiego? To tylko jedna z wielu kwestii, które wymagają wyjaśnienia;
godzina startu jest tu kluczowa, ponieważ pozwoli określić np. czy lot
skończył się na Siewiernym, czy na innym lotnisku… Bo co do miejsca też
nie ma jasności.
A pytanie o miejsce katastrofy, jeśli
założymy, że w ogóle do niej doszło, jest zasadnicze. Na filmie
przedstawionym przez Sławomira Wiśniewskiego Zespołowi Parlamentarnemu
ds. Badania Przyczyn Katastrofy Tu 154M, nie ma zwłok, szczątków rzeczy
osobistych, czy np. foteli pasażerskich. Abstrahując już od tego, że
materiał odbiega paroma detalami od pierwowzoru (nie słychać na nim np.
strzału, ani niecenzuralnej wypowiedzi Wiśniewskiego), dziwne jest to,
że operator wyłączył kamerę, którą filmował przez dwie godziny… mgłę
smoleńską, na minutę przed - podawanym jako oficjalny - czasem
katastrofy. Nawet jeśli materiał Wiśniewskiego traktować jako „wrzutkę”,
to spełnia on jednak pewną pozytywną rolę – wiele mówi o miejscu
domniemanej katastrofy. To już nie tylko brak zwłok czy foteli, ale stan
pobojowiska nie wskazuje, by spadła tam maszyna ważąca ponad 70 ton i
do tego wciąż wypełniona benzyną. W materiale filmowym nie widać leja,
który musiałby powstać gdyby samolot faktycznie przyziemił w grząskiej
ziemi. Są za to fragmenty jakiegoś tupolewa, pomalowanego w polskie
barwy, którego wrak poprzez swoje ułożenie zaprzecza tezie MAK i
oficjalnej polskiej wersji, że samolot przed katastrofą wykonał pół
beczki (obrócił się o 180 stopni kołami do góry) i tak runął na ziemię.
Im dalej w las, tym więcej drzew.
Coraz więcej sprzeczności i znaków zapytania, podważających jedynie
słuszną wykładnię Ministerstwa Prawdy. Od czego jednak czujność
rewolucyjna różnych mainstreamowych mediów o standardach Radia Erewań. Z
poświęceniem godnym stachanowców kolportują „wrzutki”, mające
dezinformować, uprawdopodobnić wersję MAK i odciągnąć uwagę od
niewygodnych dla Rosji i rządu RP wątków. Były słynne słowa Protasiuka
„Tak lądują debeściaki”, ujawnione przez nieoceniony TVN, które miały
udowodnić, że piloci byli szaleńcami. Niedawno, gdy coraz częściej
zaczęto zastanawiać się nad brakiem ciał na miejscu katastrofy,
„cudownie” na lokalnym portalu z Ostrołęki odnalazł się film, na którym
widać szczątki ludzkie, tak samo prawdziwe jako fotomontaże na zdjęciach
wykonanych przez Siergieja Amielina, autora książki „Ostatni lot”,
przedstawiającej wersję rosyjską obwiniającą polskich pilotów jako
prawdziwą.
Kłamstwo smoleńskie może żyć własnym
życiem tym łatwiej, że tzw. śledztwo polskie prowadzone przez
prokuraturę jest fikcją. Nie mamy żadnych dowodów rzeczowych. Wrak
samolotu pozostanie na lotnisku w Smoleńsku do końca postępowania
sądowego w Rosji, a więc zapewne przez lata. Nie mamy oryginałów zapisów
czarnych skrzynek, a kopie mogły zostać spokojnie zmanipulowane. I tak
naprawdę nie wiemy czyje ciała spoczywają w trumnach. Prokuratura nie
zamierza rozwiać wątpliwości niektórych rodzin ofiar katastrofy i bez
odpowiedzi pozostawia wnioski o dokonanie ekshumacji, która pozwoliłaby
ustalić rzeczywiste przyczyny śmierci. Tej zresztą nie znamy, gdyż
podana przez Rosjan standardowa formułka: „mnogije obrażenia” mówi tyle
co nic. I prawdopodobnie w poczuciu tej niewiedzy będziemy czcić 10
kwietnia pamięć poległych pod Smoleńskiem w pierwszą rocznicę tragedii,
ponieważ termin dokonywania ekshumacji upływa zgodnie z przepisami
sanitarnymi pięć dni później.
- Julia M. Jaskólska - blog
- Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać

4 komentarze
1. Witam, sporo materiału
Witam,
sporo materiału dotyczącego katastrofy zebrałem i wystawiłem tu i tam.
Generalnie to przyczyny katastrofy należy szukać nie w tym co MAK pisze ale w tym co zamilcza.
Sporo jest jednak wypowiedzi przeciwko raportowi MAK, w miejscach, w którym pisze on jako-tako poprawnie.
10 kwietnia tuż po katastrofie śledziłem jeden ze smoleńskich portali na bieżąco i zauważyłem, że czas miał ustawiony na moskiewski czas zimowy
tutaj jest skrót do tego bloga
smoleński blog tuż po katastrofie
Na szczęście kłamać jest dużo trudniej niż głosić prawdę. W raporcie MAK prawda wymieszana jest równo z niczym nie udokumentowanymi pomówieniami.
Postaram się wykazać wkrótce istotną sprzeczność w raporcie MAK
Pozdrawiam
2. 10 kwietnia las smoleński musi podejść do Komorowskiego blisko
Panie prezydencie, jakie ma pan plany na dziesiąty kwietnia? Udział w uroczystościach na Powązkach czy jeszcze coś?
W odpowiedniej chwili ogłosimy propozycje, które są ściśle w tej chwili konsultowane z tym kręgiem rodzin ofiar smoleńskich, które chcą rozmawiać z prezydentem i z Kancelarią Prezydenta, i chyba te rozmowy idą w bardzo dobrą stronę. Wydaję mi się, że w odpowiedni sposób zostanie rocznica, a przypomnę że rocznica w polskim obyczaju jest takim zamknięciem, zamknięciem żałoby, zakończeniem żałoby, że tu będzie odpowiednio godne uczczenie tej rocznicy. Ja chciałbym bardzo, żeby przypomnieć jeszcze jedną rzecz, bo przecież cała delegacja prezydencka leciała do Katynia na zakończenie roku obchodów katyńskich, i tego zamknięcia, zakończenia nie było właśnie ze względu na katastrofę. Więc ja chciałbym, aby przy tej okazji, trochę w imię także oddania hołdu tym, którzy wybierali się tam do Katynia, a zginęli, żeby też symbolicznie nie po roku, a po dwóch latach zamknąć obchody katyńskie, właśnie na miejscu, tam w Katyniu.
Trzeciego kwietnia.
Jaka data będzie to zobaczymy. Data tu jest mało istotna, chodzi o ten sam okres mniej więcej.
http://www.prezydent.pl/aktualnosci/wypowiedzi-prezydenta/wywiady-krajow...
Maryla
------------------------------------------------------
Stowarzyszenie Blogmedia24.pl
- konto bankowe
3. A.Macierewicz,słów kilka w temacie
słuchaj
zapisz
Pzdr.
Głos Polski
pos. Antoni Macierewicz (2011-02-24)
http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=24931
Art.54.Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. ( Konstytucja RP )
http://wola44.wordpress.com/ >>> http://dokumentalny.blogspot.com/
4. Podwójnie smutna rocznica 10 kwietnia
Smutna bo przypomina nam ten straszny czas i tragedię, która nie powinna mieć miejsca.
Smutna bo zamiast wyjaśnienia jednego kłamstwa katyńskiego,mamy hodowanie i pielęgnowanie nowego kłamstwa na naszych oczach.
Smutna bo widzimy jak na dłoni, że nadal jesteśmy w Ruskolandzie, a nie w wolnej Polsce, za którą bliscy nam ludzie walczyli i ginęli od zaborów, poprzez Katyń, czasy PRL-u, aż do Smoleńska.
Nasze władze, sądy, prokuratura i media działają przeciwko nam naszym interesom
w imię słusznej poprawności politycznej ( ale przecież to już było).
Ofiary Smoleńskiej katastrowi i ich bliscy są wyszydzani, zastraszani, obrażani, poniżani (oczywiście nie wszyscy- tylko ciemnogród).
Od kwietnia 2010r tylko raz w telewizji usłyszałam konkretne i prawdziwe słowa, chociaż bardzo smutne. Było to wkrótce po raporcie MAK
" tych wszystkich, którzy domagali się prawdy o Smoleńsku zamknęliśmy w getcie nienawiści " (cytuję z pamięci).
Z samego środka tego getta, mówię, tym wszystkim, którzy tak szumnie i dumnie szykują się do ZAKOŃCZENIA ŻAŁOBY - nie liczcie na to tak ochoczo. Żałoba to nie konkretna data, tylko stan serca i umysłu, który pozwoli uzyskać względny spokój i zarzucić rozpacz.
Tego spokoju nie ma i nie będzie dopóki nie będzie prawdy o katastrofie.
Ani najgrubsze mury tego getta, najpodlejsze słowa i najostrzejsze szyderstwa tego nie zmienią.
Pozdrawiam serdecznie z serca getta, które nam stworzyli ci lepsi inaczej