Ocenzurowanie uchwały sejmu w części o roli katolickiego duchowieństwa i Żegoty w ratowaniu Żydów.
Jutro, w 67. rocznicę męczeńskiej śmierci całej rodziny Józefa i Wiktorii Ulmów, zamordowanej przez Niemców za ukrywanie Żydów, upamiętniająca ich heroizm uchwała będzie mogła być przyjęta przez Sejm. Rodzinie Ulmów Instytut Pamięci Yad Vashem przyznał tytuł Sprawiedliwi wśród Narodów Świata. Osiem lat temu rozpoczął się jej proces beatyfikacyjny. Autorem projektu uchwały jest poseł Kazimierz Ujazdowski (PiS).
Portal wPolityce monitorował tę uchwałę, obawiając się , ze uchwała zostanie "zamrożona" przez marszałka Schetynę. Dzieki monitorowaniu uchwała będzie przyjeta, ale po haniebnej cenzurze :

Będzie uchwała o pomaganiu Żydom podczas wojny. Zgłoszona przez klub PiS, odnosi się do konkretnej historii: siedmioosobowej chłopskiej rodziny Ulmów zamordowanej w marcu 1944 roku w Markowej na Podkarpaciu. Jest w zamyśle historyczną polemiką z książkami Jana Tomasza Grossa.
Wnioskodawcom zależało aby uchwałę przyjęto przed 24 marca, kiedy w Markowej będzie obchodzona kolejna rocznica tragedii. Sejmowa komisja kultury wniosek ten przyjęła. Obawy przed trwałym zablokowaniem tekstu okazały się przedwczesne.
Ale z tekstu wypadło zdanie o zasługach Kościoła katolickiego (zwłaszcza klasztory ukrywały często żydowskie dzieci, duchowni dostarczali fałszywych świadectw chrztu itd). Wycięto też zdanie zapowiadające poparcie dla budowy dwóch pomników: mauzoleum w Markowej (które już powstaje) oraz pomnika na Grzybowskiej w Warszawie dla Polaków pomagających Żydom. O okaleczenie uchwały wnioskowali Andrzej Celiński (lewica) i Kazimierz Kutz (niezrzeszony, dawniej PO). Poparli ich posłowie SLD i PO.
- Będziemy zgłaszali te fragmenty jako wnioski mniejszości w całym Sejmie - zapowiada Kazimierz Ujazdowski z PiS.
Poz
http://www.wpolityce.pl/view/8988/Uchwala_o_pomaganiu_Zydom_podczas_wojn...
- Maryla - blog
- Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać
9 komentarzy
1. Rada Pomocy Żydom („Żegota”)
4 grudnia 1942 r. utworzono w Warszawie Radę Pomocy Żydom („Żegota”) przy Delegaturze Rządu RP na Kraj. Była ona kontynuacją powstałego pod koniec września 1942 r. Tymczasowego Komitetu Pomocy Żydom. W skład Rady weszli przedstawiciele polskich i żydowskich organizacji politycznych. Działająca do początku 1945 r. „Żegota” była jedyną w okupowanej przez nazistów Europie instytucją państwową ratującą Żydów od zagłady.
4 grudnia 1942 r. przy Delegaturze Rządu RP na Kraj powołano Radę Pomocy Żydom
o kryptonimie „Żegota”. Powstała ona w wyniku przekształcenia Tymczasowego Komitetu Pomocy Żydom utworzonego pod koniec września 1942 r. z inicjatywy znanej pisarki, współzałożycielki konspiracyjnego Frontu Odrodzenia Polski Zofii Kossak – Szczuckiej
i związanej z PPS Wandy Krahelskiej – Filipowiczowej.
Członkami „Żegoty” byli ludzie reprezentujący różne poglądy społeczne i polityczne.
Wśród nich znaleźli się przedstawiciele Polskiej Partii Socjalistycznej – Wolność Równość Niepodległość, Robotniczej Partii Polskich Socjalistów, Stronnictwa Ludowego, Stronnictwa Demokratycznego, Bundu, Żydowskiego Komitetu Narodowego, Frontu Odrodzenia Polski, Związku Syndykalistów Polskich i Polskiej Organizacji Demokratycznej.
Przewodniczącym Rady został Julian Grobelny (PPS-WRN) , wiceprzewodniczącymi Tadeusz Rek (SL) i Leon Feiner (Bund), sekretarzem Adolf Berman (ŻKN), skarbnikiem Ferdynand Arczyński (Stronnictwo Demokratyczne).
Rada skupiała kilkunastoosobowy zespół , który kierował akcją pomocy dla Żydów, udzielanej przez organizacje polityczne, społeczne i osoby indywidualne.
Dla usprawnienia działalności „Żegoty” utworzono jej Biuro Wykonawcze, a następnie referaty: mieszkaniowy, dziecięcy – kierowany przez Irenę Sendlerową, terenowy i lekarski.
Kontakty z „Żegotą” z ramienia Delegatury utrzymywali Witold Bieńkowski oraz jego zastępca w referacie żydowskim Delegatury Władysław Bartoszewski.
W piśmie do delegata rządu na kraj z 29 grudnia 1942 r. tak określono cele powołanej organizacji: „Zadaniem Rady jest niesienie pomocy Żydom jako ofiarom eksterminacyjnej akcji okupanta, a to pomocy w kierunku ratowania ich od śmierci, ich legalizacji, przydzielania im pomieszczeń, udzielania zasiłków materialnych względnie, gdzie to wskazane, wyszukiwanie zajęć zarobkowych jako podstawę egzystencji, zawiadywanie funduszami i ich rozprowadzanie – słowem działalność, która pośrednio lub bezpośrednio wchodzić może w zakres pomocy”.
Swoją działalność „Żegota” prowadziła dzięki pieniądzom otrzymywanym od Rządu RP na Uchodźstwie oraz funduszom zebranym wśród społeczeństwa polskiego i żydowskiego w kraju i za granicą.
W celu rozszerzenia udzielanej pomocy planowano utworzenie na prowincji rad lokalnych. Ostatecznie samodzielne rady powstały jedynie w Krakowie i we Lwowie. Kierowali nimi Stanisław Dobrowolski (PPS WRN) i Władysława Chomsowa (SD).
Działając w skrajnie trudnych warunkach, od jesieni 1941 r. za pomoc ukrywającym się Żydom groziła kara śmierci, „Żegota” udzieliła wsparcia materialnego około 4 tys. osób, ponadto zdobywała dokumenty ( ok. 50 tys.), szukała mieszkań i kryjówek dla uciekinierów z gett, w miarę możliwości starała się również zapewnić im opiekę medyczną.
Dzięki wysiłkom Ireny Sendlerowej i jej referatu opieką udało sie objąć 2,5 tys. żydowskich dzieci wyprowadzonych z warszawskiego getta.
„Żegota” dostarczała konspiracyjnej prasie informacje dotyczące zagłady Żydów, wydawała także własne ulotki i kolportowała plakaty.
Działająca do początku 1945 r. Rada Pomocy Żydom była jedyną w okupowanej przez nazistów Europie instytucją państwową ratującą Żydów od zagłady. Została uhonorowana medalem Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata przyznawanym przez Instytut Pamięci Yad Vashem w Jerozolimie.
Prof. Bartoszewski oceniając po latach znaczenie „Żegoty” mówił: „W krytycznej sytuacji, po raz pierwszy w historii nowożytnej Polski, przedstawiciele kompetentnych, miarodajnych żydowskich organizacji politycznych różnego odcienia, niejednokrotnie z sobą nawet skłóconych, wspólnie z przedstawicielami demokratycznych ośrodków polskiego podziemia podjęli działanie na rzecz ratowania ludzi, i ostrzegania, i zbierania materiałów dotyczących zbrodni hitlerowskich, i kontaktów z wolnym światem. Jest to zjawisko, którego nie znam w żadnym innym kraju okupowanej Europy. Wobec tego jednak, że na naszym terytorium rozegrała się główna część tragedii ludności żydowskiej, działania te mogły dotyczyć tysięcy ludzi, ale nie milionów. I odchodzą w cień wobec tragedii milionów. Ale ja stale przypominam, że według Starego Testamentu brakowało dziesięciu ludzi do uratowania Sodomy. W Polsce tych Sprawiedliwych znalazły się tysiące... Myślę, że nie tylko Żydzi uratowani w infernalnych warunkach mają im coś do zawdzięczenia, ale i my wszyscy, ówcześni i potomni". (PAP)
mjs
Mariusz Jarosiński
http://dzieje.pl/?q=node/385
Maryla
------------------------------------------------------
Stowarzyszenie Blogmedia24.pl
- konto bankowe
2. Sprawiedliwi Ulmowie - 67. rocznica mordu
(PAP) - Ok. godz. 5.00 rano 24 marca 1944 roku w Markowej koło Łańcuta
(Podkarpackie) niemieccy żandarmi zamordowali ośmioro Żydów oraz
ukrywających ich Józefa Ulmę i będącą w ostatnim miesiącu ciąży jego
żonę Wiktorię. Zabili też szóstkę dzieci Ulmów.
Najstarsza, Stasia, miała osiem lat, najmłodsze - półtora roku.
W czwartek mija 67. rocznica zbrodni.
"Ulmowie zaczęli ukrywać ośmiu Żydów prawdopodobnie w drugiej połowie
1942 r. W tej grupie był pochodzący z Łańcuta handlarz bydłem, Szall,
wraz z czterema dorosłymi synami, oraz Gołda i Layka Goldman. Ta
ostatnia ukrywała się z małą córką. Goldmanowie byli sąsiadami
rodzinnego domu Józefa Ulmy" - powiedział PAP Mateusz Szpytma z
Instytutu Pamięci Narodowej.
Ulma był znany z życzliwości do Żydów. "Wcześniej innej rodzinie
żydowskiej pomógł wybudować kryjówkę" - przypomnina Szpytma. Ulmowie
byli też świadkami, jak na sąsiedniej parceli, gdzie grzebano zwierzęta,
Niemcy rozstrzelali w 1942 roku kilkudziesięciu Żydów z Markowej i
okolic.
Ulmów zadenuncjował prawdopodobnie Włodzimierz Leś, ukraiński
policjant z Łańcuta. Początkowo za wynagrodzenie sam pomagał rodzinie
Szallów. Po pozyskaniu od nich dóbr, wyrzucił ich z ukrycia. Ponieważ
Żydzi domagali się zwrotu swej własności, postanowił ich zamordować.
Dowiedział się, że znaleźli schronienie u Ulmów.
Pasją Józefa Ulmy była fotografia. Policjant wykorzystał ten fakt.
Przyjechał do jego domu i poprosił Ulmę o zrobienie mu zdjęcia. W
rzeczywistości sprawdzał, czy są u niego Szallowie. 24 marca był w
grupie dokonującej mordu. Kilka miesięcy później, we wrześniu 1944 r.
polskie podziemie wykonało na nim wyrok śmierci.
Szpytma rolę Lesia ustalił na podstawie dokumentów sądowych z lat 50. i materiałów polskiego państwa podziemnego.
W przeddzień mordu niemiecka żandarmeria w Łańcucie kazała stawić się
wieczorem czterem woźnicom z końmi i furmankami. Każdy był z innej wsi,
nie było nikogo z Markowej. Żaden nie znał powodu wezwania. Mieli
czekać w stajni magistrackiej.
"Ok. 1.00 w nocy rozkazano im stawić się pod budynkiem żandarmerii.
Do Markowej jechało czterech żandarmów i czterech policjantów
granatowych. Grupą dowodził szef posterunku żandarmerii w Łańcucie,
porucznik Eilert Dieken. W jej
skład wchodzili żandarmi Joseph Kokott, Michael Dziewulski i Erich
Wilde. Spośród policjantów granatowych udało ustalić się personalia
dwóch - Eustachego Kolmana i Włodzimierza Lesia" - wylicza Szpytma.
W pobliże położonego nieco na uboczu wsi domostwa Ulmy dotarli przed
świtem. Chwilę później Niemcy wtargnęli do budynku. Padło kilka
strzałów. Jako pierwsi, jeszcze podczas snu, zginęli dwaj bracia
Szallowie i Gołda Goldman. Wtedy rozkazano zawołać furmanów. Mieli być
świadkami kolejnych zabójstw.
Jeden z woźniców, Edward Nawojski z Kraczkowej, widział, jak Niemcy
mordowali trzeciego z braci Szallów, Laykę Goldman i jej małe dziecko,
wreszcie kolejnego mężczyznę z rodziny Szallów. Na końcu zastrzelono
70-letniego ojca Szallów.
Zaraz potem przed dom wyprowadzono i zastrzelono 44-letniego Józefa
Ulmę i jego 32-letnią żonę Wiktorię. Kobieta była w ostatnim miesiącu
ciąży.
Jak zeznał w lecie 1958 roku na procesie jednego z oprawców Nawojski,
po zamordowaniu Ulmów, wśród krzyku ich dzieci, żandarmi zastanawiali
się, co z nimi zrobić. Dieken zadecydował, że je także należy zabić.
Trójkę lub czwórkę dzieci zabił 23-letni sudecki Niemiec, Joseph Kokott.
Mord 16 osób trwał kilkadziesiąt minut. Zabijali niemieccy żandarmi,
policjanci granatowi byli obstawą. Potem zaczął się rabunek.
"Kokott zabrał Franciszka Szylara, jednego z tych, których
przyprowadzono, by kopali grób, i nakazał mu, nadzorując i świecąc
latarką, dokładne przeszukanie zamordowanych Żydów. Gdy Kokott zauważył
przy zwłokach Goldy Goldman ukryte na piersi pudełko z kosztownościami,
stwierdził: +Tego mi było potrzeba+, i schował je do własnej kieszeni" -
pisze Szpytma w opracowaniu na ten temat.
Pozostali Niemcy rabowali dobytek Ulmów. Kradli skrzynie, materace,
łóżka, wynosili skóry zwierząt - w czasie okupacji Ulmowie zdobywali
środki na życie m.in. wyprawiając skóry. Nie wszystko zmieściło się na
czterech furmankach, którymi w nocy żandarmi i policjanci przyjechali z
Łańcuta. Dieken rozkazał, żeby sprowadzić dwie następne z Markowej.
Równolegle wezwani wcześniej przez żandarmów mieszkańcy Markowej
otrzymali rozkaz zniesienia zwłok i kopania dużego dołu. Szpytma
ustalił, że w trakcie tej pracy do Niemców podszedł jeden z kopiących,
Franciszek Szylar, i poprosił, "by Żydzi i katolicy zostali pochowani w
odrębnych dołach". Szpytma zwraca uwagę, że "mimo surowego zakazu w
ciągu tygodnia, pod osłoną nocy, pięciu mężczyzn odkopało grób Ulmów i w
trumnach pochowało ich w tym samym miejscu".
Potem zaczęła się libacja alkoholowa. Żandarmi i policjanci granatowi
wypili trzy litry wódki, którą na rozkaz dowódcy grupy musiał przynieść
sołtys. Po libacji sześć załadowanych dobytkiem Ulmów wozów odjechało
do Łańcuta.
W liczącej ok. 4,5 tys. mieszkańców Markowej Ulmowie nie byli jedyną
rodziną, która ukrywała Żydów. Co najmniej 17 innych Żydów przeżyło
okupację w pięciu chłopskich domach. Przed II wojną światową w Markowej
żyło ok. 120 Żydów.
Tylko nieliczni wykonawcy zbrodni na Ulmach, Szallach i Goldmanach zostali ukarani.
"Najwcześniej, wkrótce po wkroczeniu Sowietów, podziemie wykonało
wyrok na gorliwym policjancie, Lesiu. Szef śmiertelnej ekspedycji,
porucznik Eilert Dieken, uniknął doczesnej sprawiedliwości. Gdy w latach
60. zebrano w RFN obciążający go zbrodniami materiał dowodowy, okazało
się, że zmarł. Trudno określić, co stało się z Dziewulskim i Wildem" -
mówi Szpytma.
Odszukano i osądzono natomiast Józefa Kokotta, który do 1957 roku
ukrywał się w ówczesnej Czechosłowacji. W 1958 roku Sąd Wojewódzki w
Rzeszowie skazał go na karę śmierci. Rada Państwa PRL skorzystała z
prawa łaski i zamieniła mu karę śmierci na dożywocie, które później
zmniejszono do 25 lat. Kokott zmarł w więzieniu niecałe dwa lata przed
końcem kary.
Gdyby nie wybuch wojny, Ulmowie nie zostaliby w Markowej. Chcąc
zapewnić lepszą przyszłość rodzinie zamierzali się przenieść do nowego,
większego gospodarstwa do Wojsławic koło Sokala. Przeprowadzkę
zaplanowali na jesień 1939 roku.
W 1995 r. izraelski Instytut Yad Vashem przyznał Józefowi i Wiktorii
Ulmom pośmiertnie tytuł Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata. W 2003
rozpoczął się proces beatyfikacyjny Ulmów, którego polski etap ma się
zakończyć w maju.
Alfred Kyc(PAP)
kyc/ hes/
http://dzieje.pl/?q=content/sprawiedliwi-ulmowie-67-rocznica-mordu&page=0,1
Maryla
------------------------------------------------------
Stowarzyszenie Blogmedia24.pl
- konto bankowe
3. Diecezjalny etap procesu
Diecezjalny etap procesu beatyfikacyjnego Sług Bożych Ulmów dobiega końca. Już 24 maja dokumenty trafią do Rzymu
Z Markowej do Watykanu
Dzisiaj w Sejmie ma się odbyć głosowanie nad projektem uchwały autorstwa Prawa i Sprawiedliwości wyrażającej hołd Polakom, którzy w czasie wojny ratowali Żydów. Będzie to zarazem hołd dla bohaterskiej rodziny Ulmów z racji 67. rocznicy zamordowania jej przez Niemców. W Markowej koło Łańcuta odbyły się wczoraj uroczystości przypominające tragedię sprzed lat.
Według szacunków Polacy w okresie okupacji hitlerowskiej uratowali przed śmiercią nawet 100 tys. Żydów. Dotychczas odznaczonych medalem "Sprawiedliwy wśród Narodów Świata" zostało ponad sześć tysięcy Polaków. To największa grupa narodowa uhonorowana przez Instytut Yad Vashem. Wśród tysięcy Polaków, którzy w okresie okupacji mimo grożącego niebezpieczeństwa zdecydowali się ukrywać Żydów, było małżeństwo Józefa i Wiktorii Ulmów z Markowej koło Łańcuta. W ich domu schronienie przez ponad dwa lata znalazło ośmioro obywateli narodowości żydowskiej. Zadenuncjowani ponieśli śmierć, a wraz z nimi rozstrzelano dobroczynną polską rodzinę: Józefa, Wiktorię i ich siedmioro dzieci (w tym jedno w łonie matki). W uznaniu bohaterskich zasług w 1995 r. małżeństwo Ulmów zostało zaliczone do grona "Sprawiedliwych wśród Narodów Świata", a Markowa stała się symbolem pomocy Polaków dla ludności żydowskiej podczas okupacji. Męczeńska ofiara i przykład życia Józefa i Wiktorii oraz ich dzieci były podstawą rozpoczętego we wrześniu 2003 r. przez Kurię Metropolitalną w Przemyślu ich procesu beatyfikacyjnego. Jak oficjalnie powiedział wczoraj w Markowej przewodniczący uroczystej Mszy Świętej ks. dr Józef Bar, wikariusz sądowy Sądu Metropolitalnego w Przemyślu, proces beatyfikacyjny na szczeblu diecezji wkrótce się zakończy, a 24 maja br. zgromadzone dokumenty w tej sprawie trafią do Rzymu.
W uroczystościach w Markowej uczestniczyli m.in. wicepremier Waldemar Pawlak, wicemarszałek Sejmu Marek Kuchciński, przedstawiciele klubów poselskich PiS i PSL oraz mieszkańcy Markowej. - Postawa Ulmów była heroiczna, bo doskonale zdawali sobie sprawę z konsekwencji, jakie mogą ich czekać. Mimo to nie zawahali się wyciągnąć ręki do bliźnich - powiedział w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" Stanisław Niemczak, bratanek Wiktorii Ulmy.
Przywrócić historię
Ponadczasowy wymiar ofiary złożonej z własnego życia w imię miłości Boga i bliźniego przez małżeństwo z Markowej podkreślił w homilii ks. dr Waldemar Janiga, dyrektor Wydziału Duszpasterskiego Kurii Metropolitalnej w Przemyślu. Jak zaznaczył, męczeństwo Józefa i Wiktorii zaczęło się nie 24 marca 1944 r., a więc w dniu ich pojmania i śmierci, ale o wiele wcześniej - w dniu, kiedy otworzyli swój dom i serce dla Żydów. - Józef Ulma wiedział, że obecność Żydów jest wyrokiem śmierci nie tylko na niego, ale i na żonę i dzieci. A jakie to musiało być trudne, kiedy widział kolejne dziecko żyjące pod sercem Wiktorii. Jak wielkiej potrzeba miłości. Ulmowie ją mieli. Miało ją tysiące, dziesiątki tysięcy Polaków. Naszym zadaniem jest, dziś, kiedy oni już nie mogą świadczyć, obronić ich miłość przed próbami upodlenia - zaznaczył ks. Janiga. Przypomniał zarazem, że w Markowej dzięki ofiarności Polaków wojnę przeżyło wielu Żydów, podobnie było w wielu miejscach Polski. Wobec pomówień o polski antysemityzm o samarytanach z Markowej trzeba mówić głośno i stanowczo. - Ile razy ktoś mówi o rzekomym antysemityzmie, o polskiej nienawiści wyssanej z mlekiem matki, ile razy ktoś przenosi zachowanie pojedynczych osób na ocenę całego narodu, to jest mi strasznie przykro i rodzi się we mnie gniew - mówił kapłan. Przypominając historię biblijnego Jeremiasza, zaznaczył, że oszczerców nigdy nie brakowało, czego współczesnym przykładem wpisującym się w teorię o rzekomym polskim antysemityzmie jest ostatnia szkalująca Polaków publikacja Jana T. Grossa. Zachęcając do modlitwy za Ulmów i inne ofiary zbrodni niemieckich, przypominał o konieczności nauki prawdziwej historii i przekazywaniu jej dzieciom i młodzieży. - By nie zostali karłami duchowymi i "kosmopolitami", lecz ludźmi kochającymi Ojczyznę - mówił kaznodzieja. - Chodzi jednak nie tylko o samą naukę, ale o wewnętrzną więź z przeszłością, identyfikację z bohaterami, poczucie odpowiedzialności za los wspólnoty, za którą oni niegdyś oddawali życie. Chodzi o wierność zasadom - kontynuował. Z zaniepokojeniem odniósł się także do redukcji treści historycznych i humanistycznych w nowej podstawie programowej kształcenia ogólnego, co - jak określił za nieżyjącym już prof. Pawłem Wieczorkiewiczem - "prowadzi do odmóżdżenia i odhumanizowania młodego pokolenia".
Nie zasłużyli na kłamstwa Grossa
Pod pomnikiem upamiętniającym męczeństwo Sług Bożych rodziny Ulmów w Markowej złożono wieńce i kwiaty. Jednym z elementów uroczystości jest otwarta wczoraj wystawa "Samarytanie z Markowej. Ulmowie - Polacy zamordowani przez Niemców za pomoc Żydom". Ekspozycja przygotowana przez IPN, Centralną Bibliotekę Rolniczą, Muzeum Historii Ruchu Ludowego i Narodowe Centrum Kultury ukazuje losy polskiej rodziny Sług Bożych Józefa i Wiktorii Ulmów i ich dzieci. Jak powiedział nam Mateusz Szpytma, historyk IPN, a zarazem krewny rodziny Ulmów, tylko na Podkarpaciu udokumentowano blisko 1,7 tys. osób, które ukrywały Żydów, choć z całą pewnością było ich dużo więcej. Ponad 200 z nich zginęło za pomoc ludności żydowskiej. - Ukrywanie Żydów w Polsce pod okupacją hitlerowską było wielkim ryzykiem, a Polska obok ZSRS była jedynym krajem okupowanym, gdzie nie tylko za ukrywanie, ale także za wszelką pomoc Żydom groziła kara śmierci. Mimo to Polacy pomagali indywidualnie i w ramach aktywności konspiracyjnej w strukturach Polskiego Państwa Podziemnego - podkreśla Mateusz Szpytma.
Dzisiaj w Sejmie ma się odbyć głosowanie nad projektem uchwały PiS wyrażającej hołd Polakom, którzy w czasie wojny ratowali Żydów. Będzie to też hołd dla rodziny Ulmów z racji 67. rocznicy ich męczeńskiej śmierci. - Projekt PiS na ostatnim posiedzeniu został skierowany do Komisji Kultury i Środków Przekazu i spodziewamy się, że w czwartek lub w piątek Sejm przyjmie tę uchwałę poprzez aklamację. Uchwała ma być hołdem dla tysięcy Polaków z różnych środowisk, którzy ratowali Żydów i często za to ginęli. Będzie też odpowiedzią na kłamliwe określenia dotyczące "polskich obozów koncentracyjnych", a także na rewelacje zawarte w publikacjach Jana T. Grossa - powiedział nam uczestniczący w uroczystościach poseł PiS Kazimierz Gołojuch.
Pomnikiem dokumentującym bohaterstwo i tragiczne ludzkie losy w okresie okupacji ma być Muzeum Polaków Ratujących Żydów na Podkarpaciu im. Sług Bożych Rodziny Ulmów w Markowej, które ma powstać do 2013 roku. Znajdzie się tam m.in. dokumentacja dotycząca męczeńskiej śmierci Ulmów, liczne pamiątki, jak chociażby część wyposażenia ich domu, bogata biblioteka, korespondencja, świadectwa szkolne, a także zdjęcia wykonane przez Józefa Ulmę. Ponadto informacje o innych rodzinach, które ukrywały Żydów, i całych środowiskach, m.in. kościelnych, które angażowały się w heroiczną pomoc.
Mariusz Kamieniecki
http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20110324&typ=po&id=po10.txt
Maryla
------------------------------------------------------
Stowarzyszenie Blogmedia24.pl
- konto bankowe
4. 67 lat temu, 24 marca 1944
67 lat temu, 24 marca 1944 r., w podkarpackiej Markowej Niemcy rozstrzelali rodzinę Ulmów oraz ukrywanych przez nich Żydów
Nie było litości
Mateusz Szpytma
Historycy szacują, że dzięki pomocy Polaków w czasie okupacji niemieckiej uratowano od 30 tys. do 100 tys. polskich Żydów. Cena udzielanej pomocy była wysoka - kara śmierci groziła każdemu, kto przyjął pod swój dach poszukujące schronienia osoby.
Gdy w 1939 roku Niemcy zajmowali nasz kraj, spodziewano się, że okupacja będzie brutalna. Nie przewidywano jednak, że zginie aż 6 milionów polskich obywateli, w tym prawie cała 3-milionowa społeczność żydowska. Choć mordy na Polakach i Żydach trwały od początku okupacji, decyzję o "ostatecznym rozwiązaniu kwestii żydowskiej" przywódcy III Rzeszy podjęli w 1941 roku. W październiku 1941 r. generalny gubernator Hans Frank wprowadził przepisy zabraniające udzielania pomocy Żydom. W odróżnieniu od okupowanych krajów zachodniej Europy Polacy za udzielenie pomocy, nawet doraźnej, mieli być karani śmiercią. Sąsiedzi, którzy wiedzieli o takim wsparciu, a nie donieśli Niemcom, mieli także ponosić ciężkie kary.
W odpowiedzi na działalność agresora Rząd RP na Uchodźstwie w Londynie oraz konspiracyjne władze podziemne w kraju podjęły wysiłki na rzecz ratowania swych obywateli, w tym narodowości żydowskiej. W efekcie 17 grudnia 1942 r. z inicjatywy Polski została podpisana Deklaracja 12 państw sprzymierzonych w sprawie odpowiedzialności za zagładę Żydów, a w okupowanej Polsce m.in. dzięki katolickiej pisarce Zofii Kossak-Szczuckiej powołano Radę Pomocy Żydom "Żegota". Wsparcia Polakom pochodzenia żydowskiego udzieliły także pojedyncze rodziny i osoby. Szacuje się, że dzięki pomocy Polaków uratowano od 30 tys. do 100 tys. polskich Żydów.
W polskim społeczeństwie znaleźli się i tacy, o których mówiła odezwa Kierownictwa Walki Cywilnej: "Jednostki wyzute ze czci i sumienia, rekrutujące się ze świata przestępczego, które stworzyły sobie nowe źródło występnego dochodu przez szantażowanie Polaków ukrywających Żydów i Żydów samych". Demoralizacja wojną była jednak straszna i niektóre osoby dopuściły się takich czynów (na Rzeszowszczyźnie prawdopodobnie w około stu miejscowościach). W miarę swych niewielkich możliwości legalne polskie władze konspiracyjne starały się temu zapobiegać, na niektórych sprawcach wykonano wyroki śmierci.
Miłosierni samarytanie z Markowej
Jednym z najbardziej znanych przypadków pomocy Żydom, która zakończyła się tragicznie dla pomagających oraz ukrywanych, była podkarpacka Markowa. Na Rzeszowszczyźnie Żydzi stanowili przed wojną ponad 8 proc. mieszkańców. W połowie lipca 1942 r. Niemcy rozpoczęli eksterminację społeczności żydowskiej na tych terenach. Większość z nich została zamordowana w obozie zagłady w Bełżcu. W wielu wsiach rozstrzeliwano ich na miejscu. Żydzi szukali schronienia m.in. w chłopskich domach. Do dzisiaj na samym Podkarpaciu ustalono 1600 nazwisk osób (wiele kolejnych jest nadal anonimowych), którzy zdecydowali się wówczas udzielić pomocy prześladowanym Żydom. Z ich grona Niemcy rozstrzelali co najmniej dwustu. Wśród nich znajduje się rodzina Józefa i Wiktorii (z domu Niemczak) Ulmów z Markowej.
Józef, urodzony w 1900 r., znany był doskonale w całej wsi. Choć ukończył jedynie cztery klasy szkoły powszechnej, a później kurs rolniczy, to jako wszechstronnie utalentowany prowadził w Markowej pierwszą w jej dziejach szkółkę drzew owocowych. Propagował nierozpowszechnione jeszcze wówczas szerzej uprawy warzyw i owoców. Jego nowatorskie metody gospodarowania znane były nie tylko w tej dziedzinie. Zachowały się dyplomy, które otrzymał w 1933 r. na Powiatowej Wystawie Rolniczej w Przeworsku - jeden "za pomysłowe ule i narzędzia pszczelarskie własnej konstrukcji", drugi "za wzorową hodowlę jedwabników i wykresy ich życia". Józef nie stronił także od działalności społecznej. Jako siedemnastoletni młodzieniec był członkiem Związku Mszalnego Diecezji Przemyskiej, którego celem oprócz modlitwy było zbieranie funduszy na rzecz budowy i konserwacji kościołów i kaplic. Angażował się w Katolickim Stowarzyszeniu Młodzieży, później działał w Związku Młodzieży Wiejskiej "Wici", w którym był bibliotekarzem i fotografem. Jego największą pasją było właśnie fotografowanie. Wykonał tysiące zdjęć, w znacznej mierze zachowanych do dziś. Pięknie fotografował swoją małżonkę i dzieci. Zachowały się także zdjęcia samego Józefa.
Wybranką Józefa stała się dwanaście lat młodsza od niego Wiktoria. Być może poznali się podczas prób Amatorskiego Zespołu Teatralnego w Markowej. Oboje bowiem w nim grywali. Wiktoria w jednym z przedstawień - jasełkach, występowała jako Matka Boża. Pobrali się w lipcu 1935 r. w kościele parafialnym w Markowej pod wezwaniem św. Doroty. Małżeństwo było dobrze dobrane i darzyło się miłością. Na jednym ze wspólnych zdjęć widać Józefa trzymającego Wiktorię na kolanach, przytulonych do siebie. Szybko doczekali się potomstwa. W ciągu siedmiu lat małżeństwa urodziło się im sześcioro dzieci: Stasia, Basia, Władzio, Franuś, Antoś, Marysia. Gdyby nie tragedia, na wiosnę 1944 r. cieszyliby się siódmym maleństwem.
Nie znamy bliżej duchowości Ulmów. Z całą pewnością możemy powiedzieć, że cieszyli się uznaniem miejscowej społeczności jako prawi ludzie. Byli praktykującymi katolikami. Żyjąca do dzisiaj Stanisława Kuźniar, matka chrzestna Władzia - jednego z synów Ulmów, która pomagała opiekować się Wiktorii licznymi dziećmi, zaświadcza, że widywała, jak Józef klękał przed snem do wieczornej modlitwy. Wiktoria zajmowała się domem - na jednym ze zdjęć widać, jak rysuje lub pisze dzieciom w zeszycie, na innych stoi otoczona dużą i zadbaną gromadką, trzymając najmłodsze dziecko. Mieszkali na uboczu wsi.
Oddali życie za przyjaciół
Prawdopodobnie była druga połowa 1942 r., gdy dwie rodziny żydowskie - Szallów z Łańcuta i Goldmanów z Markowej, których Ulmowie znali już przed wojną, zwróciły się do nich z prośbą o ukrycie ich. Trudno określić przesłanki, jakimi kierowali się Ulmowie, podejmując decyzję. Była to zapewne miłość bliźniego, współczucie i świadomość tego, że zaniechanie pomocy może być wyrokiem śmierci dla wyjętych spod prawa ludzi. Ulmowie mogli także liczyć na to, że dzięki wspólnej pracy kilku osób w sile wieku wszystkim będzie łatwiej przeżyć trudne wojenne dni. Zagadką pozostaje, kto i dlaczego powiadomił Niemców o fakcie ukrywania Żydów. Dokumenty podziemia sugerują, że uczynił to granatowy policjant z Łańcuta ukraińskiego pochodzenia, który wcześniej przez pewien czas pomagał Szallom, ale później ich wyrzucił.
24 marca 1944 r. w zagrodzie Ulmów w Markowej pojawiła się żandarmeria niemiecka i granatowa policja. Naocznymi świadkami egzekucji byli furmani, którzy zostali przywołani przez Niemców, żeby zobaczyli, jaka kara spotyka każdego Polaka ukrywającego Żydów. Najpierw zamordowano Żydów. W krótkim czasie przed dom wyprowadzono także Józefa i Wiktorię Ulmów i tam ich stracono. Świadek relacjonuje: "W czasie rozstrzeliwania na miejscu egzekucji słychać było straszne krzyki, lament ludzi, dzieci wołały rodziców, a rodzice już byli rozstrzelani. Wszystko to robiło wstrząsający widok". Żandarmi, mordując, dodatkowo krzyczeli: "Patrzcie, jak polskie świnie giną - które przechowują Żydów". Wśród rozpaczliwych krzyków dzieci Niemcy zaczęli się zastanawiać, co z nimi począć. Rozstrzelano jednak wszystkie. W ciągu kilku chwil z rąk oprawców zginęło siedemnaście osób, w tym dziecko w łonie matki, które wkrótce miało się narodzić.
Po dokonaniu zbrodni Niemcy przystąpili do rabunku. Gdy jeden z nich przy zwłokach Gołdy Goldman zauważył schowane na piersi pudełko z kosztownościami, powiedział: "Tego mi było potrzeba". Na rozkaz zbrodniarzy wykopano doły na miejscu zbrodni i pochowano w nich zamordowanych. Po kilku dniach, gdy odkopano grób, jeden ze świadków zauważył: "Kładąc do trumny zwłoki Wiktorii Ulma, stwierdziłem, że była ona w ciąży. Twierdzenie to opieram na tym, że z jej narządów rodnych było widać główkę i piersi dziecka".
Mimo że wieść o tragedii rozeszła się błyskawicznie, w innych pięciu domach Markowej nadal udzielano schronienia co najmniej 17 prześladowanym Żydom. Wszyscy doczekali szczęśliwie końca wojny.
Pamięć o bohaterach
Członkowie trzech rodzin z Markowej, w tym pośmiertnie Ulmowie, zostali odznaczeni przez Instytut Yad Vashem medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. Polacy są najliczniejszą grupą narodowościową wśród nagrodzonych tym zaszczytnym tytułem.
We wrześniu 2003 r. Kościół katolicki rozpoczął proces beatyfikacyjny Ulmów. W maju br. zakończy się w Pelplinie jego polski etap, a dokumenty zostaną wysłane do Watykanu. W 60. rocznicę tragedii, 24 marca 2004 r., odsłonięto w Markowej pomnik przypominający o zbrodni na rodzinie Ulmów, Szallów i Goldmanów. W tej uroczystości wziął udział m.in. Abraham Segal - Żyd mieszkający obecnie wraz z rodziną w Izraelu pod Hajfą, który pod przybranym nazwiskiem Romek Kaliszewski przeżył okupację w Markowej. Podziękował swoim dobroczyńcom Helenie i Janowi Cwynarowi za to, że chociaż odkryli, że był nie tylko pastuchem szukającym pracy, ale jednocześnie ukrywającym się przed holokaustem Żydem, to traktowali go nadal jak syna i pozwolili pozostać u siebie do końca okupacji. Dzięki rozpropagowaniu przez niego wiedzy na ten temat w Izraelu pod pomnik przybywają młodzi Żydzi - niekiedy nawet kilkanaście autokarów dziennie. W związku z tym narodził się pomysł, aby w Markowej powstało Muzeum Polaków Ratujących Żydów. Będzie ono jednostką samorządu wojewódzkiego, który wygospodarował już na ten cel środki. Została także wybrana koncepcja architektoniczna autorstwa Nizio Design, pracowni, która projektowała Muzeum Powstania Warszawskiego, Żydowski Sztetl w Chmielniku, Muzeum Zagłady w Bełżcu czy Muzeum Martyrologii Wsi Polskiej w Michniowie. Pamięć o Sprawiedliwych nie może zaginąć.
Autor jest pracownikiem Instytutu Pamięci Narodowej. Opublikował m.in. "Sprawiedliwi i ich świat. Markowa w fotografii Józefa Ulmy", Warszawa - Kraków 2007; "The risk of survival. The Rescue of the Jews by the Poles and the Tragic Consequences for the Ulma Family from Markowa", Warszawa - Kraków 2009.
http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20110324&typ=my&id=my02.txt
Maryla
------------------------------------------------------
Stowarzyszenie Blogmedia24.pl
- konto bankowe
5. Ks. Jacek Bałemba SDB, Troska świętych, środa, 23 marca 2011
Bł. Jerzy Popiełuszko mówił: „Nie chcemy na nikogo ciskać
gromów, ale niech nam będzie wolno kochać Ojczyznę i za nią się modlić”.
Więcej
Maryla
------------------------------------------------------
Stowarzyszenie Blogmedia24.pl
- konto bankowe
6. PiS: Apel o przyjęcie w
PiS: Apel o przyjęcie w pełnym kształcie uchwały będącej hołdem dla Polaków, którzy ratowali Żydów
http://www.wpolityce.pl/view/9031/PiS__Apel_o_przyjecie_w_pelnym_ksztalc...
Prawo i Sprawiedliwość postuluje o przyjęcie w pełnym kształcie uchwały będącej hołdem dla Polaków, którzy ratowali Żydów.
PO i SLD ocenzurowały projekt uchwały wyrażającej hołd Polakom, którzy ratowali Żydów skazanych przez Niemców na Zagładę.
Z uchwały wykreślono wyrazy szacunku dla Kościoła za dzieło ratowania Żydów, słowa o wielkim dorobku powołanej z inicjatywy Zofii Kossak Szczuckiej „Żegoty" oraz zobowiązanie władz publicznych do wsparcia inicjatyw społecznych budowy Muzeum w Markowej i pomnika ku czci Polaków Ratujących Żydów na placu Grzybowskim w Warszawie.
Taki stan rzeczy jest wyrazem ideologicznego zacietrzewienia, braku wrażliwości oraz odpowiedzialności w niniejszej sprawie. PiS opowiada się za przyjęciem uchwały w pełnym kształcie.
Adam Hofman
Rzecznik PiS
Maryla
------------------------------------------------------
Stowarzyszenie Blogmedia24.pl
- konto bankowe
7. Do Pani Maryli,
Szanowna Pani Marylo,
Franciszkanie z Niepokalanowa ze swym przełożonym , późniejszym świętym, Ojcem Maksymilianem Maria Kolbe, w czasie wojny ukrywali około 1000 dzieci żydowskich z Wielkopolski
Arcybiskup Gocłowski był ukrywany przez polskich zakonników w czasie wojny.
Podobnie biskup Tadeusz Gocłowski.
Ukłony moje najniższe
Michał Stanisław de Zieleśkiewicz
8. Szanowny Panie Michale
obecnie niemołościwie nam panujący, z woli ogłupiałych lemingów, robią wszystko, zeby zakryć prawdę.
Dzisiaj kolejne informacje z "niezawisłego" sądu:
Proces Kobylański vs "dziennikarze" odroczony na maj;Bolek ma być świadkiem!
Następna rozprawa odbędzie się 29 maja i świadkiem ma być Lech "bolek" Wałęsa-kolejny cyrk jaki zafundował nam "wymiar sprawiedliwości" ale po umorzeniu postępowania wobec Mira,Rycha,Zbycha i Grzecha oraz skazaniu Wyszkowskiego czego innego można było się spodziewać!?
Maryla
------------------------------------------------------
Stowarzyszenie Blogmedia24.pl
- konto bankowe
9. O Ulmach tylko o północy
Nocna pora na rozpatrzenie projektu uchwały upamiętniającej bohaterską rodzinę Ulmów, która ratowała Żydów podczas II wojny światowej, to według posłów opozycji, przemyślany zabieg PO i SLD. Cel - zminimalizować zainteresowanie sprawą. Wcześniej oba ugrupowania doprowadziły do rażącego okrojenia pierwotnej treści dokumentu. Posłowie PO tłumaczą wybór takiego terminu przyczynami technicznymi.
Uchwała miała zostać przyjęta przez aklamację. Ale posłowie Komisji Kultury i Środków Przekazu nie doszli do porozumienia co do kształtu projektu uchwały w 67. rocznicę męczeńskiej śmierci Sług Bożych rodziny Józefa i Wiktorii Ulmów, stanowiącej wyraz hołdu dla Polaków, którzy ratowali Żydów skazanych na śmierć przez Niemców. - Dlatego że PO i SLD doprowadziły do wykreślenia z jego treści trzech bardzo istotnych fragmentów. Po pierwsze - wyrażenia szacunku dla Kościoła katolickiego za dzieło ratowania Żydów. Po drugie - fragmentu dotyczącego dorobku Żegoty i Rady Pomocy Żydom, a po trzecie - tzw. zobowiązania do wsparcia budowy Muzeum w Markowej i pomnika ku czci Polaków Ratujących Żydów na placu Grzybowskim w Warszawie - informuje poseł Kazimierz Ujazdowski (PiS).
Inicjatywa, by Sejm przyjął uchwałę upamiętniającą rozstrzelaną przez Niemców rodzinę Ulmów (24 kwietnia 1944 r.), wyszła ze strony posłów Prawa i Sprawiedliwości. Jednak pierwotna jej treść nie spodobała się parlamentarzystom PO i SLD, którzy argumentowali m. in., że krótszy tekst będzie miał silniejszy wydźwięk. W toku prac Komisji uzyskano ostatecznie dokument w wersji tak okrojonej, że wywołała zdecydowany sprzeciw opozycji. - Jesteśmy gotowi do kompromisu, ale nie zgadzamy się na cenzurę kosztem prawdy - zauważa Ujazdowski.
Opozycja zgłosiła wniosek o przywrócenie pierwotnej treści projektu. Ta wersja zostanie poddana głosowaniu razem ze "skrótem", jaki przygotowali posłowie PO i SLD. Sprawozdanie Komisji o projekcie przewidziano w Sejmie na zaskakująco późną porę - godz. 22.15-0.30. Poseł Ujazdowski nie ma wątpliwości, że ma to na celu uniknięcie zainteresowania sprawą opinii publicznej. - Ponieważ jest to niewygodne dla PO i SLD. Z wypowiedzi wielu tych posłów wynikało, że sam projekt uchwały budził sprzeciw, więc ostatecznie zdecydowano się na ograniczenie jej treści - zaznacza parlamentarzysta.
Posłowie PO mają własne wytłumaczenie nocnej pory zaprezentowania owoców swojej pracy. Iwona Śledzińska-Katarasińska (PO), przewodnicząca sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu, uważa, że termin jest odpowiedni, żeby dziś - w 67. rocznicę tragedii Ulmów - można było przyjąć uchwałę. - Na początku projekt nie był uwzględniony w porządku obrad. Fakt, że jednak został wprowadzony, jest ukłonem w stronę wnioskodawców. A to, że tak późno, jest czysto techniczną sprawą - przekonuje Śledzińska-Katarasińska.
Jacek Dytkowski
http://www.radiomaryja.pl/artykuly.php?id=110845
Maryla
------------------------------------------------------
Stowarzyszenie Blogmedia24.pl
- konto bankowe